Reri. Miss Polinezji wśród gwiazd II Rzplitej

Mirela Tomczyk
22 kwietnia 2019

 

Któż nie zna romantycznej, a zarazem smutnej historii Reri i  Eugeniusza Bodo? Czy można coś jeszcze powiedzieć, co nie zostało powiedziane? Co nie zostało napisane? Mam nadzieję, że tak… jak również jestem pewna, że mój artykuł nie wyczerpie tematu.

Ale od początku.

 

TAHITI

Anna Irma Ruahrei Chevalier, czyli Reri, urodziła się w 1912 roku na Tahiti, jako siódme dziecko syna francuskich kolonistów Laurence Chevaliera, który poślubił Tahitankę. W sumie miał osiemnaścioro dzieci (inne źródła podają, iż dzieci było dwanaścioro), więc wyjazd Reri do Stanów Zjednoczonych rodzina przyjęła z ulgą („A jedź, będzie jedna gęba mniej do wykarmienia” usłyszała od matki, jak mówiła w jednym z wywiadów dla „Świata” z 1933 roku) . Dzieciństwo Reri spędziła beztrosko w wioskach otaczających największe miasto Tahiti – Papeete, gdzie jej ojciec był merem i nauczycielem języka francuskiego. Po jego śmierci rodzina zamieszkała w Papeete.

Wizja roztańczonej, dzikiej, chodzącej boso i tańczącej w promieniach wschodzącego słońca dziewczyny z Tahiti, którą wypatrzył uznany niemiecki reżyser Friedrich Wilhelm Murnau, wyrwał z jej naturalnego środowiska i zaangażował do swojego filmu Tabu, została błyskotliwie sfabrykowana na potrzeby reklamy. Jadwiga Migowa w swoim wywiadzie z Reri w „Świecie” z 1933 roku pisze, że Reri była zwykłą młodą dziewczyną na co dzień uczęszczającą do francuskiej katolickiej szkoły średniej dla dziewcząt w Papeete.

Reri była średniego wzrostu, miała figlarny wzrok, włosy kasztanowe sięgające do łopatek. Była praktycznie biała i dopiero opalona lub przyprószona brązowym pudrem jej skóra nabierała ciemnego koloru.

 

TABU

Gdy odkrył ją Friedrich Murnau miała około 16 lat i była ekspedientką lub kelnerką w Papeete. Ze względu na notoryczny brak pieniędzy film Tabu kręcono aż półtora roku, ale słoneczne dni i sielskie klimaty rekompensowały ekipie perypetie finansowe. Prawdziwe problemy zaczynały się, gdy filmowcy Murnau-Flaherty Productions nie mieli pieniędzy nawet na piwo… W wyniku narastających konfliktów Murnau zerwał współpracę ze swoim wspólnikiem Robertem J. Flahertym i sam ukończył film. Reżyser obiecał młodziutkiej Reri, że się nią zaopiekuje i poprowadzi jej dalszą światową karierę filmową, ale, niestety, tuż przed premierą swojego egzotycznego filmu zginął w wypadku samochodowym w Stanach. Wytwórnia Paramount, która przejęła film, postanowiła ściągnąć tahitańską piękność do USA w celu różnych akcji promocyjnych. Młodziutka Reri podpisała wówczas półroczną  umowę z Flo Ziegfeldem, który zaangażował ją do rewii Ziegfeld Follies w przedstawieniu Wielka Rewia 1931. Do Stanów przypłynęła o godzinie szóstej rano 12 maja 1931 roku, została tam przywitana przez tłum dziennikarzy i wielbicieli. Niestety, nie znała angielskiego, więc czuła się onieśmielona, oszołomiona i przemęczona, ale szczęśliwa. Chciała się wyrwać z zaściankowej wyspy i marzyła o wielkiej karierze, sławie, bogactwie. Te wszystkie pragnienia właśnie miały się spełnić.  

Reri w Grace Beauty Shop w Madison (22.07.1932)
fot. Angus B. McVicar, arch. Wisconsin Historical Society

Uczestniczyła w premierach filmu w amerykańskich miastach, a w rewii Ziegfelda tańczyła m.in. tańce tahitańskie i rumbę. Po sześciu miesiącach podpisała kolejny kontrakt z towarzystwem Fanchon and Marco, które obywało tournée po większych miastach Ameryki, a zaczynało od gwiazdorskiego Hollywood. Reri była wożona drogimi samochodami, spała w najlepszych hotelach. Dostawała drogie prezenty i niezliczone bukiety kwiatów. Podobno dopiero w Stanach zaczęła uczyć się angielskiego i francuskiego (jeżeli chodzi o ten drugi język, jest to mało prawdopodobne, ponieważ musiała go znać doskonale). Gdy na premierze filmu po raz pierwszy zetknęła się ze swoim wizerunkiem na ekranie, nie mogła pohamować śmiechu. W Stanach po raz pierwszy zobaczyła telefon i nie  potrafiła zrozumieć działania tego aparaciku. Gdy dostała długie białe rękawiczki to nie chciała ich zdjąć ani do jedzenia, ani do spania. Ale trzeba przyznać, że uczyła się chętnie i szybko.

Reri dokładnie zwiedziła wszystkie wytwórnie w Hollywood: Paramount, Fox, Metro, R.K.O. oraz Universal, który obejrzała dokładniej dzięki specjalnemu zaproszeniu prezesa Carla Laemmle. Spotkała się z Johnem M. Stahlem, Jamesem Whalem, Margaret Sullivan, Paulem Lukacem, Borysem Karloffem oraz Claudette Colbert….

W sumie w Stanach spędziła rok, ale, jak pisze K.W. Zawodziński w swoim artykule w „Tygodniku Illustrowanym” z 1933 roku, dokuczał jej tam brak alkoholu i kryzys gospodarczy.

 

EUROPA

Gdy skończył się kontrakt z Fanchon and Marco, Reri otrzymała zaproszenie od Roberta Murnaua, brata zmarłego reżysera, i jego matki. Do ich posiadłości w Grunewald, dzielnicy Berlina, przybyła 12 września 1932 roku. W berlińskiej Scali odbywa się europejska premiera Tabu, w której Reri wzięła udział.

W styczniu 1933 roku Reri występowała w Gaumont-Palace, ale Paryż ją nudził i przytłaczał, więc – chcąc zrobić przyjemność swojej przyjaciółce Miltred Luber [prawdopodobnie Mildred Duin, jej menadżerka polskiego pochodzenia, która nigdy nie była w Polsce – M.T.] – wyjechała wraz z nią do Warszawy, gdzie zaangażował ją kinoteatr Alhambra. Miała wystąpić jednorazowo 16 marca w pokazie tańców i pieśni polinezyjskich. 

 

W POLSCE
„Głos Poranny” R. 5, 11.04.1933, nr 101

7 kwietnia Reri wystąpiła w Teatrze Scala w Łodzi z programem oryginalnych tańców i gry na gitarze hawajskiej, wraz z Leo Fuksem, Haliną Rapacką i duetem tanecznym HeinrichProkopiakówna. „Głos Poranny” z 8 kwietnia donosił: „promienieje od niej wdzięk niespotykany, jest brzoskwiniowa o włosach z suchym połyskiem węgla, w które wpina zawsze świeży pąk białej róży. Jest pachnącą młodością, nic dziwnego, wszak ma dopiero 18 lat. Oczy gorące, głębokie, pełne jasnych promieni. Jej piosenki melodyjne, smętne przy dźwiękach gitary hawajskiej muszą olśnić każdego”. Ale już 11 kwietnia ten sam dziennik pisał, iż „p. Reri nie śpiewa, a cały jej kunszt polega na wykonywaniu oryginalnych tańców brzucha. Swym pełnym temperamentu i nieokiełznanej radości życia tańcem, tchnącym upojeniem i zmysłowością, przeniosła nas artystka myślą do słonecznej krainy wiecznego lata. Obdarzona przez naturę nieprzeciętnym wdziękiem tancerka wprowadziła w podziw absolutnym opanowaniem swego ciała, na którym, jak na posłusznym instrumencie, wygrywała upojne melodie południowych pląsów”.

„Nowiny Codzienne” z 7 maja 1933 roku informowały, że Reri została zaangażowana przez Feminę, ale bez zezwolenia komisariatu, czego wymagało zatrudnienie cudzoziemców. Reri wyjechała z Warszawy, a Femina musiała zapłacić karę.

W maju 1933 roku odbywały się Międzynarodowe Targi Poznańskie. W okresie międzywojennym był to największy ośrodek targowy w Europie, a także najnowocześniej urządzony. Z tej okazji wszyscy polscy artyści ciągnęli do Poznania ze swoimi przedstawieniami. Jak donosiła prasa, pomimo kryzysu, teatry wywieszały etykiety „wszystkie miejsca wyprzedane”. W tym samym czasie na scenach poznańskich występowali: Hanka Ordonówna, Lopek Krukowski, Zbigniew Rapacki, Ada Sari, Helena Makowska, Harry Cort, a także egzotyczna tancerka Reri. Do Poznania zawitali również Eugeniusz Bodo i Nora Ney ze swoim spektaklem Ludzie na sprzedaż, który wystawili na scenie Teatru Polskiego.

Ludwik Starski w swoich wspomnieniach pisze o typie kobiet, którym Bodo nie mógł się oprzeć: „Nie interesowały go panie z tak zwanych wyższych sfer, eleganckie i wytworne damy, nie nawiązał nigdy romansu z jakąś piękną aktorką, gustował za to w cichych, skromnych dziewczynach z ludu. W pannach sklepowych, w szwaczkach czy krawcowych. A już największą słabość miał do kobiet o kolorowej skórze. Niech się tylko dowiedział, że do jakiegoś nocnego lokalu, do Adrii, do Nitouche, zawitała na gościnne występy jakaś egzotyczna tancerka czy piosenkarka, już tam spieszył, by upolować egzotyczne zwierzę. Ładna, brzydka, starsza, młodsza – nieważne, byleby była Murzynką, Japonką lub Mulatką. A Reri była i młoda, i ładna, i skromna – w ogóle miała wszelkie zalety, jakie może mieć «dziewczyna do zakochania». Toteż zakochał się w niej poważnie i prawdziwie, nie był to na pewno jeden z jego licznych przelotnych romansów”.

„Kino” R. 6, 10.02.1935,
nr 6

Ciężko dzisiaj zgadnąć, kiedy Bodo po raz pierwszy ujrzał Reri. Może po raz pierwszy ją ujrzał właśnie w Poznaniu, w maju 1933 roku? Pokutuje przekonanie, że ściągnął Reri z zagranicy, że prawdopodobnie widział ją w Paryżu. To mało prawdopodobne. Możliwe jest też, że widział ją podczas występu w marcu w warszawskiej Alhambrze, ponieważ w tym czasie grał w Morskim Oku w spektaklu 1000 pięknych dziewcząt. Ale odpowiedź na pytanie, kiedy zaczęli się spotykać, na razie pozostanie bez odpowiedzi.

W tym czasie Reri była prawdopodobnie zaręczona. „Nowiny Codzienne” z kwietnia 1933 roku prostują plotkę, jakoby „popularna tancerka hawajska Reri (…) miała zamiar porzucić scenę i wyjść za mąż za jednego z polskich dyplomatów. Ponieważ Reri podpisała kontrakt z holenderskim impresariem, p. Duinem [Mildred Duin – M.T.], zakochany dyplomata miał się zgodzić na wypłacenie p. Duinowi 5000 dolarów odszkodowania za zerwanie umowy”. Dalej donoszą, iż „hawajska piękność wychodzi istotnie za mąż w Warszawie”, ale jej narzeczonym jest Julian Borżym, urzędnik ZUPP [prawdopodobnie chodzi o Zakład Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych w Poznaniu ZUPU – M.T.], a że po ślubie nadal będzie występować, więc żaden kontrakt nie zostanie zerwany. Reri wysłała telegram do matki z prośbą o błogosławieństwo i zezwolenie na ślub, bo jako osoba niepełnoletnia ślubu bez zgody rodziców nie mogła by uzyskać.

I tutaj robi się ciekawie, bo chyba jest więcej pytań niż odpowiedzi. Czy rzeczywiście to tylko plotka? A może chciała się ustatkować w ramionach bogatego męża? Może dlatego Bodo podpisał z Reri umowę, dzięki której otrzymała 5000 zł i drogie futro? Bo chciała mieć pewność, że jeśli zrezygnuje ze stabilnego dochodu przyszłego męża, Bodo zapewni jej przyszłość? Jej kariera filmowa wcale nie wydawała się aż tak imponująca, jak opisywały to ówczesne gazety. Nie miała propozycji filmowych, choć wielokrotnie podkreślała: „praca w filmie bardziej mnie pociąga i sprawia znacznie większą satysfakcję” niż taniec na scenie („Kino i Rewja dla wszystkich”, 1934). Gdy przypłynęła w maju 1931 roku do USA, miała zagrać rolę w filmie Rajski ptak (reż. King Vidor), ale z powodu jej niedostatecznej znajomości angielskiego tę rolę powierzono Dolores del Rio. W jednym wywiadzie opowiadała, jak zrezygnowała z innego filmu: „Miałam szesnaście lat, gdy spotkał mnie Murnau. Przyjechał do Papeete zrobić film i przywiózł ze sobą dziewczynę, która miała zagrać główną rolę. Ale jak mnie zobaczył, powiedział, że chce, żebym koniecznie grała zamiast tamtej. To było nieładne, ale przyjęłam rolę i tamta była bardzo smutna. Dlatego też niedawno w Ameryce, gdy mi ofiarowano inną rolę, dałam tamtej i tamta teraz gra. A wie pani, dlaczego ja nie chciałam? Bo to miał być film eskimoski i plenery miały być kręcone na północy, w prawdziwych śniegach! Ja się bardzo boję zimna!” („Kino”, 1933). Nie wydaje mi się, aby to była jej dobrowolna decyzja.

Scena z filmu Czarna perła

Jej występy na scenie ograniczały się praktycznie do tańca, a jak przyznała się w wywiadzie w „Świecie” z 1933 roku: „Prawdę mówiąc, nie mam wcale głosu… I jeszcze jedno. Nie mam zamiaru rywalizować z Józefiną Baker. Ja nie jestem gwiazdą rewiową, ale aktorką filmową, która pokazuje się publiczności – także na scenie, bo teraz taka moda…”

„Kino” z 1937 roku odpowiada czytelniczce, że o Reri słuch zaginał, a jej kariera filmowa była krótka i nie pozostawiła po sobie niemal żadnych śladów.

 

 

ZAKOCHANY BODO

Nie zmienia to faktu, że Bodo był zakochany. Po raz pierwszy chętnie pokazywał się z ukochaną kobietą publicznie, fotografował i planował wspólny film. Zamieszkali razem, a dziennikarze pisali o żonie Eugeniusza Bodo. I choć Ludwik Starski twierdzi, że matka Bodo nie lubiła Reri, to jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Obraz rodzinny, jaki wyłania się z wywiadu z Bodo, Reri i Jadwigą Dylewską przeprowadzonego w październiku 1933 roku przez dziennikarza „Kina” podpisującego się „m.s.”, wydaje się idylliczny. Ale w tym wywiadzie jest jeden zgrzyt, który przewija się przez całą znajomość naszych bohaterów. Bodo zaproponował nalewkę własnej roboty, a dziennikarz bez zastanowienia zapytał, czy Reri też dostanie? Bodo odpowiedział krótko „Reri nie pije”. Aktorka „z wdzięcznością śle spojrzenie do Matki” i oznajmiła, że całkowicie odzwyczaiła się od alkoholu, ale jeszcze pali…

Jeden wspólny miły wieczór w Ziemiańskiej, jaki pewnie odbył się nie raz, został opisany w lipcowym numerze „Kina” z 1934 roku przez „L.B.”. Przy jednym stoliku dyskutowali Andrzej WłastIgo Symem, Eugeniusz Bodo poddał się z powodzeniem urokowi gry w karty, a Reri prowadziła dyskusję z mecenasem R. po angielsku, z L.B. po francusku, z Monicą Carlo po polsku. L.B. dopytywał się, czy to prawda, że zagra w polskim filmie?

Bodo słynął z wybuchowego charakteru, więc z jednej strony Reri bardzo chciała, a z drugiej bardzo się bała współpracy z Bodo. Ale choć zamysł narodził się wcześnie, to Reri musiała czekać ponad rok na jego realizację.

 

CZARNA PERŁA

Zdjęcia do filmu Czarna perła ukończono w październiku 1934 roku, i choć miały trwać 20 dni, to ze względu na szereg nowych pomysłów przeciągnęły się do siedmiu tygodni. Twórcy ciężko pracowali nad realizacją filmu. Po scenie bójki w barze Reri i Monica Carlo poobijane leżały dwa dni w łóżku. Lena Żelichowska w sukni balowej po scenie kraksy samochodowej przez dwie godziny stała w strumieniach wody z sikawek strażackich, które imitowały deszcz, a potem musiała leżeć w błocie. Do filmu zaangażowano Polinezyjczyka, o nazwisku Amari Thainot, który przyjechał do Warszawy na turniej lotniczy. Uzyskano zgodę konsula chińskiego na udział Chińczyków w tym przedsięwzięciu. Z warszawskiego Zoo wypożyczono węża boa.

W produkcję filmu była zaangażowana również Jadwiga Dylewska, która brała udział we wszystkich naradach. Bodo często pytał ją o zdanie.

Ekipa Czarnej perły
w Kazimierzu Dolnym
arch. Allana Starskiego

Anatol Stern wspomina plan zdjęciowy Czarnej perły w Kazimierzu Dolnym, gdzie w knajpie Berensa, często pił z Reri wódkę. Reri bardzo się bała Bodo, bo ten się denerwował z tego powodu, ale nie umiała powstrzymać nałogu. Reri nie upijała się do nieprzytomności, ale jej oczy stawały się mocno przekrwione. Pewnie nieraz wybuchały z tego powodu kłótnie miedzy kochankami.

Dzisiaj możemy jedynie snuć przypuszczenia co do powodów ich rozstania. Pewnie złożyło się na nie wiele czynników. Niestałość Bodka, alkoholizm Reri, może despotyczna Jadwiga Dylewska? Albo niezrealizowane ambicje filmowe Reri? Jego znudzenie, jej przewidywalność? Odpowiedzi pozostaną raczej w naszych domysłach i sympatiach do bohaterów tej historii.

W 1935 roku w magazynie „As” Bodo zarzekał się: „Jeśli mam mówić natomiast mówić o «Niej»… o «Tej»…, która kiedyś, może, będzie moją, wyłącznie moją, to… niechaj będzie współczesną, staromodną, postępową, zacofaną… niechaj będzie jaką «będzie» – byleby potrafiła zdziałać to jedno: abym jej był wierny!”. A Bodo szybko się nudził. Dlatego kochał pracę przy filmie, bo była w miarę krótka i za każdym razem dostarczała mu nowych wrażeń. Dlatego też wolał kabaret niż teatr.

 

ROZSTANIE

W każdym razie tuż przed premierą filmu Czarna perła 2 grudnia 1934 roku Eugeniusz Bodo wyjechał nagle do Palestyny na występy sceniczne. Podobno już dawno miał podpisany kontrakt, doprowadził film do końca i mógł wyjechać na planowane tournée. Jednak, dziwne jest, że nie uczestniczył w premierze swojego najnowszego filmu, którego był producentem, scenarzystą i aktorem. Przecież zawsze mocno angażował się w promocję każdego swojego obrazu.

Odprowadziły go na dworzec dziennikarka „Kina” Ziuta Heymanówna oraz Reri. Wszyscy byli w minorowych nastrojach, padał deszcz, Reri patrzyła w ziemię. Kiedy pociąg miał ruszać, spojrzała na Bodka i wyszeptała: „Wyjeżdżasz… bardzo… daleko…”, potem ich ramiona zwarły się w „uścisku najtkliwszym”. „Czas szybko płynie… skróci rozłąkę…” powiedział Bodo.

Korespondent „Kina” L. Prag, który przeprowadził wywiad z Bodo w Hajfie, zapytał się go, czy wie, że Reri wyjechała do Hollywood [to były jedynie plany – M.T.]. Bodo odpowiedział wymijająco, że o wszystkim wie i jest na bieżąco informowany o zainteresowaniu, które towarzyszy Czarnej perle.

W sumie dał w Palestynie piętnaście występów, zwiedził Bliski Wschód i wrócił do Warszawy smutny, milczący, ponury w połowie lutego 1935 roku. Dziennikarze spekulowali o gorącej linii Warszawa – Berlin.

Trzy dni po wyjeździe Bodo do Palestyny Warszawę opuściła Reri. Pojechała do Amsterdamu, gdzie jej impresario prowadziła rozmowy z amerykańską wytwórnią filmową. W 1937 roku zagrała jeszcze epizod w filmie Huragan w reżyserii Johna Forda. I to był koniec jej kariery filmowej.

 

AMSTERDAM

W maju 1935 roku dziennikarka „Kina” Ziuta Heymanówna, która przyjaźniła się z Reri w Warszawie, odwiedziła ją w Berlinie w willi matki Frederica Murnaua „Murnauhaus”. Reri dostała właśnie trzymiesięczny kontrakt na dogodnych warunkach na występy w Amsterdamie. Bardzo się z niego cieszyła.

Przyjaciółki wybrały się do nocnego lokalu Eskalamoja, gdzie Ziuta Heymanówna usłyszała szereg komplementów o Reri, o radości, pogodzie ducha i humorze, którymi emanuje wśród znajomych.

Po kilku dniach Reri wyjechała do Amsterdamu, skąd zadepeszowała do przyjaciółki, aby ta natychmiast do niej przyjechała. Reri osobiście odebrała Heymanównę z dworca swoim luksusowym czarnym chryslerem, za kółkiem którego usiadła, i bezpiecznie zawiozła ją do hotelu Carlton, gdzie miała swój apartament. Dziennikarka została w Amsterdamie na dwa miesiące, spędzając czas z Reri na zwiedzaniu zakątków miasta i podróżach samochodowych po kraju – panie odwiedziły m.in. Międzynarodową Wystawę w Brukseli.

Reri występowała co wieczór w teatrze, wypełniając trzygodzinny spektakl swoim tańcem i śpiewem. Miała w planach wyjazd wakacyjny 15 czerwca do Hiszpanii i na Riwierę francuską. Potem chciała odwiedzić swoich polskich przyjaciół w Warszawie. Jak mówiła, bardzo za nimi wszystkimi tęskni. Nie wspomniała Bodka…

W ostatni wspólny dzień dziennikarka odwiedziła Reri za kulisami. Czekając, aż skończy występ, usłyszała, jak Reri śpiewa Dla ciebie chcę być biała… I choć nikt nie rozumiał słów, po ukończeniu piosenki, otrzymała burzę oklasków.

 

I ZNÓW TAHITI

Anatol Stern wspomina, że Reri wróciła na Tahiti i wyszła za mąż za skromnego urzędnika, ale zanim to zrobiła, odmówiła ręki m.in. „holenderskiemu hotelarzowi-milionerowi, który uganiał się za nią po całym świecie”.

Przykry to los, ponieważ Reri wielokrotnie pytana w wywiadach czy chciałaby wrócić na Tahiti, odpowiadała, że, owszem, odwiedzić rodzinę, chciałaby, ale mieszkać – nigdy, ponieważ bardziej odpowiada jej europejska kultura.

W 1939 roku Tahiti odwiedził Arkady Fiedler, który odszukał dwudziestosiedmioletnią Reri. Opisał to spotkanie w książce Wiek męski – zwycięski (Wyd. Poznańskie, 1983). Według jego słów kobieta była nadal ładna i ponętna, ale jej pociąg do alkoholu odcisnął na niej swój znak, przez co straciła smukłą sylwetkę. Piła od rana do wieczora. Oddam mu głos: „Różniła się od innych Tahitanek wyjątkową subtelnością i była w tym jak gdyby dziecięco bezradna. Nie zapomniało się jej głosu: był miękki, śpiewny, niemal pokorny. Podziwiałem jej szlachetną skromność. Przecież pozostawała do dziś najsłynniejszą Tahitanką; kiedyś zdobywała chwalebne laury i świeciła jak gwiazda hollywoodzka, a jednak nie zmanierowała się i pozostała sobą: miłym, dobrym człowiekiem o wielkiej kulturze towarzyskiej”. Była w związku z sympatycznym, wysokim i łysawym angielskim lordem, Jamesem.

Arkady Fiedler i Reri

Muszę znów oddać głos Fiedlerowi, który ewidentnie miał osobistą awersję do Eugeniusza Bodo: „A Bodo, jak to Bodo. Gładysz, dzióbasowy letkiewicz, niestety, po kilku tygodniach sprzykrzył sobie egzotyczną aktorkę i tu zaczęła się mniej chwalebna część romansu. Bodo zaczął ją bezceremonialnie wypychać w ramiona innych galopantów, swych koleżków, a im więcej ich było, tym lepiej dla niego; im rzęsiściej się lała gorzałka, tym skuteczniejsza woda na młyn szałaputa. Gdy Reri w końcu wyrwała się z birbacko-sprośnego bagienka i wyjechała z Polski, było już za późno, by się wyprostować; nie mogła wyzbyć się trunkowego nałogu”.

No cóż, według mnie jest to bardzo niesprawiedliwy opis wydarzeń, jakie rozegrały się między Bodkiem a Reri w Warszawie w 1934 roku. Pamiętamy przecież, że Bodo był abstynentem. Są świadectwa tego, że Reri ulegała nałogowi wbrew woli Bodo. Alkohol towarzyszył jej już przy kręceniu filmu Tabu, a rozpił ją prawdopodobnie Murnau. Zresztą dalej sam Fiedler dodaje: „Reri, opowiadając mi te dzieje przy stole, wśród tych obcych ludzi, polszczyzną śmieszną i łamaną, ale dość zrozumiałą, nie żaliła się, nie wyrzekała, nie rzucała złorzeczeń na niewiernego kochanka”. Nie miała złych wspomnień związanych z Eugeniuszem Bodo, tylko same dobre…

A kiedy Fiedler i Reri wyszli na brzeg laguny, a Reri tańcząc zaśpiewała mu Dla ciebie chcę być biała… Fiedlerowi przemknęła przez głowę myśl „bajka o królewnie zakochanej w świniopasie”.

Widać w tym opisie wyraźną animozję pisarza do Bodo, która niesprawiedliwie przylepiła do aktora łatkę „zimnego drania” i pokutuje do dzisiaj, obarczając go jako jedynego winnego rozpadu związku z Reri.

„Stolica” 1962

Na początku lat 60. odwiedził Tahiti inny polski podróżnik, Lucjan Wolanowski, który z wielkim trudem odnalazł Reri. „Zamożne Francuzki, mieszkające dawno na wyspie, znają ją z widzenia i słyszenia. Wydymają pogardliwie wargi: ją się zna, ale się nie przestaje… Zamożni Francuzi, mieszkający od dawna na wyspie, wykorzystują moment, kiedy ich małżonki są zajęte (…) i szepcą do ucha reportera: Idź do Quinn’s albo do knajpy Col Bleu, czy innej marynarskiej spelunki – tam znajdziesz ją na pewno…”. Tak też zrobił i czekał na nią przez kilka dni Pod Błękitnym Koniem, a potem w Col Bleu aż się zjawiła. Wolanowski zobaczył  „tęgawą, wysoką kobietę w europejskim stroju”, którą pozdrowił po polsku. „Reri spojrzała na mnie jakimś dziwnym wzrokiem. Miałem wrażenie, że nagle przeniosła się w inny świat. Usta jej zadrgały, oczy zwilgotniały. Nic nie mówiła. Milczała dłuższą chwilę”. Rozumiała, ale już nie mówiła po polsku. Pamiętała jednak słowa piosenki Dla ciebie chcę być biała… Zaprosiła Wolanowskiego do małego domu na skraju Papeete, gdzie mieszkała ze swoją rodziną, aby mu pokazać wycinki z prasy oraz zdjęcia sygnowane przez zakłady fotograficzne z Krakowa, Krynicy, Zakopanego czy Warszawy. Snuła wspomnienia, próbowała zrozumieć wojnę… Dopytywała się Wolanowskiego co to jest getto? Co to jest obóz koncentracyjny? Dlaczego ten miły człowiek, Michał Znicz, zginął? Pewnie wypytywała też o Bodka, ale Wolanowski w swoim artykule w „Stolicy” z 1962 roku nie wspomina o tym. Było to podyktowane zmową milczenia wokół tajemniczej śmierci Eugeniusza Bodo w Polsce Ludowej.

„I myślę, że gdy odszedłem z małego domku Reri pewnie wcześniej niż zazwyczaj sięgnęła do małej szafki, gdzie stoją pękate butelki. Pewnie piła owej nocy więcej niż zwykle i może wspominała prawdziwy śnieg i żywych ludzi, których widziała w dalekim kraju i może wspominała swoją młodość. Reri nie rozczula się nad sobą. To prawda. Ale są dni, kiedy właściciel kina wyciąga szpule ze starym, piekielnie zniszczonym filmem Tabu” („Stolica”, 1962).

 

WSPOMNIENIE

Nie zrobiła oszałamiającej kariery filmowej, o której marzyła, ale dla nas pozostanie na zawsze legendą. I to nie gwiazdą w cieniu Eugeniusza Bodo, ale świecącą własnym, jasnym i radosnym światłem. W barwnym świecie II Rzeczpospolitej była jedną z najbardziej charakterystycznych postaci i poświęcano jej szczególną uwagę. I mimo wszystko nie była jedynie egzotyczną „czekoladową” ciekawostką, stała się ikoną, która łączyła filmografię polską z tą światową. W dowód ogromnego uznania i sympatii polska ekipa produkcyjna nazwała jej imieniem zgrabną lampkę oświetleniową na planie. A tego doświadczyli tylko najlepsi i najsympatyczniejsi aktorzy II Rzeczpospolitej.

Zmarła w 1977 roku w wielu 65 lat.

 

Like