Eugeniusz Bodo. Pracoholik, któremu gotowała mama

„Nie znoszę się fotografować, to dla mnie największa męka, bo ja jestem na to zbyt niecierpliwy” żalił się Eugeniusz Bodo dziennikarce „Kina dla Wszystkich”. Było to w 1933 roku, czyli wtedy gdy aktor święcił swe największe sukcesy. „Z dziesięciu polskich filmów, wysłanych do Niemiec, przyjęte zostały tylko dwa i są one mojej produkcji: Jego ekscelencja subiekt i Głos pustyni”. Kiedy Bodek wziął się za tworzenie filmów, był bezkonkurencyjny. Znał swoją wartość i nie miał zamiaru jej w żaden sposób pomniejszać.

Rzeczywiście, miał powody do dumy. Jego pracoholizm owocował niemałymi osiągnięciami. Ze wszelkich wspomnień o aktorze, najczęściej powtarza się to jedno – był profesjonalistą. Nigdy nie przychodził na plan zdjęciowy bez przygotowania, a jeśli zabierał się do reżyserowania filmu, musiał mieć wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe. Chciał wyprzedzić swoich mistrzów i miał świadomość tego, że może to zrobić. Inspiracje czerpał od zachodnich gwiazd. Na pytanie o ulubionych artystów, odpowiadał: „Sylvia Sidney, Lionel Barrymore i mały bohater „Czempa” – Jackie Cooper”.

Kiedy przybiegał, po pracy na przygotowany przez ukochaną matkę obiad, do swojego warszawskiego mieszkania w kamienicy przy Marszałkowskiej 132, nie odmawiał reporterom, którzy chcieli zamienić z nim kilka słów. Pomimo zmęczenia, zawsze znajdywał czas, aby porozmawiać… kochał aktorstwo i wydawało się, że ani na chwilę nie chciał się rozstawać z niczym co było z nim związane. Wygrzebywał z szuflad ostatnie swoje fotografie, które mu pozostawały, aby tylko podarować gazecie, z dedykacją dla czytelników – miłośników jego talentu.

Miłość do sztuki odziedziczył po ojcu – Teodorze Junod, współwłaścicielu kina Urania w Łodzi, z pochodzenia Szwajcara o wyznaniu ewangelicko-reformowanym.

Bohdan był jedynym synem Teodora i Doroty z Dylewskich. Urodził się 28 grudnia 1899 roku w Genewie.

Chłopiec od najmłodszych lat był zafascynowany tym, czym zajmował się jego ojciec. Łączył w sercu dwie miłości – do sztuki rozrywkowej oraz do matki, którą kochał szczerze. Jednak ona nie podzielała jego fascynacji. Widziała jak Teodor zmaga się z twardym prawem rynku, jak czasem zagania publiczność do swojego kinoteatru, jak walczy o wartościowy repertuar… nie chciała takiej przyszłości dla syna. Wymarzyła sobie Bohdana w zawodzie lekarza…

Nie mogąc pogodzić ambicji matki ze swoimi pragnieniami, osiemnastoletni Bodzio ucieka z domu. Osiedla się tymczasowo w Poznaniu, gdzie otrzymuje angaż w teatrzyku Apollo i tam, gdzie zostaje zauważony przez krytykę. Fala drobnych sukcesów wzmogła w chłopaku ogromne ambicje, a te zrealizować mógł jedynie w Warszawie i to właśnie ją obrał za swój następny cel.

W stolicy zadebiutował w 1919 roku, jeszcze pod nazwiskiem Junod. Wystąpił wówczas w teatrzyku Sfinks w Dolinie Szwajcarskiej. Po przenosinach do scenki Bagateli, przyjął pseudonim artystyczny.

Pierwsze wielkie sukcesy przyszły dwa lata później, w osławionym teatrzyku literacko-rewiowym Qui Pro Quo Jerzego Boczkowskiego. W „kochanej starej budzie”, mieszczącej się w podziemiach nieistniejącej już dziś Galerii Luxenburga przy ul. Senatorskiej 29, narodziły się sławy m.in. Hanki Ordonówny, Zuli Pogorzelskiej czy Miry Zimińskiej. Twórcy filmowi właśnie tam szukali gwiazd do swoich nowych produkcji.

W 1925 dostrzegli i Eugeniusza. Zagrał wówczas w filmie Rywale, ale nie rezygnował z pracy na scenie. Po aferze finansowej u Boczkowskiego przeniósł się razem z częścią ekipy do Perskiego Oka, który miał bardziej rewiowy charakter. Scenka funkcjonowała jednak krótko i aktor w 1927 roku, wrócił na jakiś czas do Qui Pro Quo. Rok później był już gwiazdą Morskiego Oka, a potem także Cyganerii (1934), Cyrulika Warszawskiego (1934–1937) czy wreszcie Wielkiej Rewii (1938). Bodo był profesjonalistą. Chciał tworzyć więcej i bardziej. Popadł w pracoholizm, ale panował nad tym… do momentu kiedy…

Spektakularny sukces przerwał dramatyczny wypadek, którego Bodo miał być sprawcą. W nocy z 25 na 26 maja 1929 roku zginął Witold Konopka-Roland, aktor i tancerz – przyjaciel Bodo z Morskiego Oka. Eugeniusz prowadził auto, w którym poza nim i Rolandem podróżowały jeszcze trzy osoby. Wszyscy, oprócz Witolda przeżyli, co więcej, jeszcze tego samego wieczoru musieli wystąpić w spektaklu. Bodo został uznany winnym za doprowadzenie do wypadku samochodowego oraz nieumyślnego spowodowania śmierci Konopki. Skazano go na pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Kilka miesięcy później objęła go amnestia i choć uniknął kary, nigdy nie wybaczył sobie śmierci przyjaciela. Od dnia katastrofy stał się całkowitym abstynentem. Uciekł całkowicie w pracę.

Z ówczesnym amantem Adamem Brodziszem i wspaniałym reżyserem Michałem Waszyńskim, założył wytwórnię B.W.B. Jednak od 1933 roku, Bodo prowadził już interes sam, pod szyldem Urania, który miał nawiązywać do działalności Teodora Junod.

Jednak i wówczas propozycje filmowe sypały się jak z rękawa: Czy Lucyna to dziewczyna?Robert i BertrandPaweł i Gaweł czy Piętro wyżej – do którego współtworzył scenariusz, to tylko niektóre filmy z bogatego dorobku aktora.

Eugeniusz był najlepiej zarabiającą gwiazdą przedwojennego filmu.  Uwielbiali go nie tylko widzowie, ale także koledzy. Mówili o nim w wywiadach pięknie i serdecznie. Eugeniusz Bodo stał się również jednym z najlepiej ubranych mężczyzn Warszawy. W roku 1936 zdobył tytuł króla elegancji. Wylansował także tweedowe marynarki z luksusowego sklepu Old England. Jego śnieżnobiały uśmiech i szczera twarz, były idealną promocją każdego zresztą produktu.

Nie tylko role komediowe były mocną stroną Bodo. Fantastycznie sprawdził się w rolach dramatycznych m.in. w Skłamałam partnerując Jadwidze Smosarskiej czy w swoim ostatnim filmie pt. Za winy niepopełnione, którego był zarówno reżyserem jak i scenarzystą. W tej produkcji pokazał, że potrafi sprostać dramatycznemu wyzwaniu na najwyższym poziomie. Zresztą była to niezwykła analogia do jego dalszych losów. Tytuł ten podkupił Stanisław Janicki tworząc wzruszającą publikację telewizyjną o aktorze.

Uwadze prasy nie uszły romanse Eugeniusza z piękną Sonią Nejman (Norą Ney) czy Anne Chevalier (Reri). Zarówno pociąg do egzotycznej, kobiecej urody jak i zainteresowanie nim płci męskiej, zrodziło plotki o jego biseksualności, jednak dotąd się one nie potwierdziły. Najwierniej Bodo kochał swojego doga Sambo, z którym chętnie się fotografował. 

Po wybuchu II wojny światowej, aktor wyjechał do Lwowa, gdzie pracował wraz z innymi aktorami, którzy uciekli z zaatakowanej Warszawy. Był wśród nich m.in. Kazimierz Krukowski czy Emanuel Schlechter. Za zgodą sowieckich władz, które dopuszczały z ograniczeniami polskie inicjatywy kulturowe,  Bodo koncertował w orkiestrze Tea-Jazz stworzonej przez Henryka Warsa.

Przez cały ten czas gwiazdor starał się wyjechać na zachód Europy. Wierzył, że szwajcarski paszport wiele mu ułatwi. Kraj ten bowiem był neutralny w wojnie.

Nie spodziewał się oskarżenia o szpiegostwo. Był rewidowany wielokrotnie. Zawsze jednak pozwalano mu odejść wolno. Wreszcie aresztowany w 1941 roku przez NKWD jako cudzoziemiec, pod zarzutem szpiegostwa, przetrzymywany był w moskiewskim więzieniu na Butyrkach.

Panował tam ogromny głód i zarazy. Wycieńczeni więźniowie umierali w męczarniach. Eugeniusz Bodo nie przeżył transportu do łagru. Odszedł w dniu 7 października 1943 roku. Został pochowany w masowej mogile. Prawda o jego śmierci ujrzała światło dzienne dopiero w 1991 roku. Do tego czasu Rosjanie utrzymywali, iż aktor został zastrzelony przez Niemców jeszcze we Lwowie. Jak było naprawdę? Jak odchodziła ikona polskiej kinematografii? Czy czegoś żałował? Jakie mógł mieć marzenia? I wreszcie pytanie najważniejsze… co by było, gdyby nie wojna? Eugeniusz wyjechałby zapewne do USA… zrobiłby wielką karierę…

Dlaczego tak serdecznie wspominamy Bodo? Być może dlatego, że jest on symbolem niedostępnej nam dziś przeszłości, synonimem Polski pięknej, modnej i eleganckiej? (choć to też nie do końca prawda)… Kim jest dla nas dziś Eugeniusz Bodo? … Jest lekcją… jest głosem czasów, które powinny być dla nas przestrogą… mówi do nas, woła o rozsądek… przestrzega, abyśmy nigdy więcej nie byli odpowiedzialni za winy niepopełnione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.