„Bez filmu żyć nie mogę” mówi Nora Ney

Kiedy Nora Ney coś sobie postanowiła, nie było takiej siły na niebie i ziemi, aby mogła ją powstrzymać. W 1931 roku, uczyła się  jazdy samochodem. Dziennikarz „Kina”, który przeprowadzał wywiad z gwiazdą, od razu wiedział, że jest po lekcji, gdyż ciągnął się za Norą intensywny zapach benzyny.

Uznawano ją za jedną z najinteligentniejszych i najbardziej czarujących gwiazd filmowych… chętnie prowokowano ją do zwierzeń…

– Naprawdę, nic ciekawego w moim życiu nie było – opowiadała Nora w 1931 roku, jeszcze u progu swojej wielkiej kariery – wszystko było bardzo proste. W chwili, gdy mając jakieś  dziesięć lat, zobaczyłam obraz w kinie, zrozumiałam, że muszę być artystką filmową… i tylko tym żyłam. Wprawdzie urodziłam się na wsi, na kresach wschodnich, ale wychowywałam się w głębi Rosji. Dopiero po przewrocie bolszewickim wróciliśmy do Polski i zamieszkaliśmy w Białymstoku. Wtedy byłam już uczennicą czwartej klasy gimnazjalnej i tak zapamiętałą wielbicielką kina, że chętniej zgodziłabym się nie jeść kilka dni, niż  opuścić jakiś obraz. Rodzice wszystkie moje marzenia o zawodzie artystki filmowej uważali za szkodliwe mrzonki.  Szczególnie ojciec był z tego niezadowolony. Brali to jednak niezbyt poważnie, aż do czasu, gdy dzieliło mnie już kilka  miesięcy do matury. Wtedy oświadczyłam stanowczo, że chcę iść do szkoły filmowej. Były w domu wielkie sceny i rodzice  zdecydowali, ze po maturze pójdę na medycynę. Powiedziałam wtedy, że do szkoły aktorskiej pójdę bez ich zgody, bo bez  filmu żyć nie mogę.

Nora Ney (Sonia Neyman), w akcie sprzeciwu dla uporu rodziców, uciekła przez okno i wyjechała do stolicy w nadziei na  rozpoczęcie wielkiej kariery.

Stare Kino
Nora Ney (ok. 1935 r.)
fot. Benedykt Jerzy Dorys

– Nie znałam Warszawy zupełnie. Dorożkarz zawiózł mnie do Hotelu Polskiego przy ulicy Długiej, gdzie wzięłam pokój. W pismach znalazłam ogłoszenie o szkole filmowej Biegańskiego, zgłosiłam się – i zostałam przyjęta. Postanowiłam sobie znaleźć jakąkolwiek, choćby nawet najcięższą posadę i zarabiając samodzielnie dążyć do mojego celu. Stało się jednak inaczej. Po pewnym czasie odnalazł mnie ojciec (było już wtedy bardzo krucho i jadło się tylko bułki na obiad) i widząc, że nie złamie mojej woli (zresztą kochał mnie bardzo), pozwolił na uczęszczanie do szkoły. Wyznaczył mi maleńką pensyjkę, w nadziei, że gdy zaznam różnych braków, skusi mnie dobrobyt domowy.
Wykładowca w naszej szkole, pan Waszyński, powiedział mi, że reżyser Szaro poszukuje jakiejś kandydatki na cyrkówkę w filmie Czerwony błazen. Niedługo potem zaprowadził mnie na zdjęcia próbne. Dziś jeszcze pamiętam straszne bicie serca z jakim szłam na ten egzamin (…), gdyby nie Bodo, który wypchnął mnie po prostu, z miejsca bym się nie ruszyła (…). Gdy znalazłam się już przed obiektywem i zaczęłam grać, nie myślałam już o niczym prócz roli (…). Jakiś rok jeszcze musiałam czekać zanim ponownie mnie zaangażowano. Ale pierwszy krok był już zrobiony…

Like