Cyrulik Warszawski: „Kariera Alfa Omegi” (1936)

Tadeusz Boy-Żeleński

„Światowid” 24.10.1936, nr 43

Cyrulik Warszawski: Kariera Alfa Omegi, wodewil satyryczny w trzech aktach (dwunastu obrazach) Mariana Hemara i Juliana Tuwima, muzyka Leona Boruńskiego i Henryka Warsa. Reżyseria Fryderyka Járosy’ego. Dekoracje Władysława Daszewskiego. Choreografia Eugeniusza Koszutskiego (5 IX 1936).

 

Gdyby autorowie zakończyli rzecz po prostu wysokim „C” oszałamiającej kariery śpiewaczej Jana…1, przepraszam, Alfa Omegi, opuszczalibyśmy teatr z uczuciem niezmąconej radości. Dawno, nawet w tak dowcipnym zawsze Cyruliku nie pamiętamy takiej eksplozji dowcipu i humoru. Urodzony w weselu ducha z wakacyjnego wypoczynku żart ten, lekki, nie wysilony, zaraża swoją wesołością. Biuro Państwowego Urzędu Obserwacji Lotu Ptaków – w którym odwala kawałki Alf Omega, dorabiając sobie statystowaniem w teatrzykach – jest jednym z najmilszych biur, jakie nam pokazywano w ostatnich czasach na scenie. Wysoka inspekcja spadająca znienacka na ten urząd2, zręcznie wyzyskuje humor pewnych aktualności, a kuplety odśpiewane na marginesie przez Dymszę idą po linii miłego i niebolesnego żartu. Jeszcze zabawniejszy jest drugi obraz: losy młodego Alfa na scence teatru, gdzie reżyser musi poskramiać olbrzymi głos tego chórzysty, aby nim nie pokrywał zdartego tenora, przy czym charakterystyczne jest, że nikomu nie przyjdzie na myśl, iż zamiast ten głos tłumić, lepiej byłoby go wyzyskać… Wylany z dwóch posad, wspierany przez wierną Zuzię, Alf bierze rozpaczliwy rozmach: z dostawcy papierosów Bluma stwarza sobie impresaria tłumacząc mu, że przy takim nazwisku wszystkie drzwi w Paryżu będą dla niego otwarte3. I w istocie, stosunki Bluma okazują się niezawodne, ale od innej strony: spotyka w Paryżu rodaka, który uciekł z Niemiec do Palestyny, z Palestyny do Francji, a niedługo – dodaje z rezygnacją Blum – z Francji będzie uciekał do Polski; na razie jest w Paryżu wielkim managerem teatru. Potentat ten patrzy na ewolucje Omegi z partnerką w nadwiślańskim tańcu apaszów i powiada mu: „Numer jest do chrzanu, ale pan, panie Omega, masz głos. Proponuję panu kontrakt, dam pana uczyć śpiewu, języków, a potem” itd.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny” 18.10.1936, nr 290

A potem – zaczyna się wielka światowa kariera Jana Omegi. Od rana dwaj wyfraczeni sekretarze wrzucają do kosza tysiące listów adresowanych do mistrza mistrzów; głowy państw cisną się z zaproszeniami, kula ziemska wyciąga do niego krągłe ramiona. I wreszcie – tryumfalne odwiedziny kraju. Ta sama ekscelencja, która przed kilkoma laty wylała skromnego Omegę z biura, przyjmuje go na specjalnej audiencji, zawieszając na chwilę kłopoty sterowania państwem. Ale co to? W czasie audiencji, na której nasz Alf, „byczy chłopak z Brzozowca”4 i wcale nie dumny, zachowuje się z miłą bezceremonialnością, rozlega się głuchy, potem coraz bliższy pomruk na kształt huczącego morza… Czy to rewolucja, czy pochód bezrobotnych? Nie, to tłum domaga się, aby uwielbiany mistrz jeszcze raz z balkonu zaśpiewał wiekuiste La donna e mobile albo Ajajaj. I sternik państwa z zazdrością patrzy na człowieka, mającego sekret urzeczenia i zaspokojenia rzesz. Gdybyż to każdy premier – myśli sobie – posiadał ten sekret, sztuka rządzenia byłaby jakże łatwa! – „Trzeba mieć głos!” – objaśnia go Alf Omega w dowcipnym dueciku, opartym na tym motywie. I ostatnia apoteoza: mistrz śpiewa upojonym tłumom z pudła samochodu, z balkonu5, z dachu, wyżej, coraz wyżej – dokąd się nie wzniesie?

Michał Znicz, Janina Brochwiczówna, Adolf Dymsza, NAC

I tutaj trzeba było skończyć; tu autorowie wyciągnęli z dowcipnej parafrazy losów naszego Jana Omegi maksimum wesołości. Ale nie umieli skończyć swego wysokiego „C”; licho skusiło ich do wprowadzenia nowego motywu, nasuwając im ryzykowne i dość wątłe asocjacje. W ostatnim obrazie widzimy Alfa jako wschodzącą gwiazdę polityczną, Führera narodu, przymierzającego się do Mussoliniego, Cezara, Napoleona. I zabawa – jak nożem uciął – kończy się, wesołość pryska. Sztuczny, nie przygotowany, niewyrosły organicznie z poprzednich danych utworu pomysł ten załatwiony jest paroma łatwymi a zużytymi żarcikami, niewspółmiernymi z tematem, nawet w wodewilu. Sądzę, że łatwo byłoby dokonać zabiegu chirurgicznego, obciąć ten koniec, dopisać parę scen rozszerzając apoteozę śpiewaczą i ocalić w ten sposób czystość linii tego niefrasobliwego żartu.

Piosenka o szczęściu Janina Brochwiczówna
Adolf Dymsza
Tadeusz Olsza, NAC

Dowcipu rozrzucili w nim autorowie mnóstwo, słownego, sytuacyjnego, muzycznego, wszelkiego rodzaju. Przezabawna jest próba w teatrzyku, wyborna również scena, gdy skłopotany premier szuka hasła dla mas, a jego referenci proponują mu szereg haseł do wyboru, jak: „od martyrologii do motoryzacji”, „za twoim samochodem złączym się z narodem” itp. Oficjalny bankiet w stolicy Pergolezji i wymiana komplementów w języku pergoleskim jest rozkoszna!

Przedstawienie było tryumfem Dymszy – odrodzonego. Widzieliśmy przez parę lat Dymszę w żałosnym Teatrze Letnim i widzieliśmy nie bez troski, że mu tam ubyło co najmniej 50% werwy i humoru. Gdyby to potrwało, Dymsza skończyłby się prędko. Szczęściem nie wszystek humor w teatralnej Warszawie dostąpił zaszczytu upaństwowienia, toteż Dymsza puszczony  na wolność poleciał jak balon bez balastu. Odkryliśmy przy tej sposobności, że Dymsza ma – wspaniały głos! I snuliśmy sobie w wyobraźni taką scenę, że znajdzie się na przedstawieniu jaki zagraniczny znawca, i pójdzie za kulisy, i powie: „Z farsy nic nie zrozumiałem, bo nie umiem po polsku, ale pan, panie Dymsza, pan ma głos! Biorę pana na trzy lata na naukę, spiszemy kontrakt” etc., patrz wyżej. I za trzy lata wróci nam Dymsza już nie parodiujący Jana Omegę, ale wstępujący po szczeblach jego kariery, i z komika stanie się z kolei – tematem komedii. To by była ładna teatralizacja życia.

Janina Brochwiczówna
Adolf Dymsza, NAC

Wszyscy zresztą grali bardzo dobrze. Dowcipna pracownica Biura Obserwowania Lotu Ptaków, Stefcia Górska, budziła żal, że tak mało autorowie dali jej do urzędowania. Milutka zawsze p. Brochwiczówna odśpiewała swoją sentymentalną tandetkę ze smakiem i z właściwą dawką liryzmu. Świetny w roli Bluma był Znicz; walczyli z sobą na humor pp. Minowicz, Rentgen, Olsza, Bystrzyński, i wreszcie przemiły poliglota Járosy, który w swoje pergoleskie przemówienie umiał wlać tyle ciepła! Reżyseria śpiewu Omegi do tłumów – i cała reżyseria zresztą – znakomita.

Zdając sprawę z tego sukcesu, obawiam się, że się żegnam z Cyrulikiem na cały sezon, bo ten Omega gotów do końca roku nie zejść z afisza, zwłaszcza jeżeli autorowie poddadzą go małej operacji.

 

 

 


1…kariery śpiewaczej Jana… – aluzja do Jana Kiepury.
2Wysoka inspekcja, spadająca znienacka na ten u r z ą d… – aluzja do działalności inspekcyjnej premiera Sławoja Składkowskiego.
3…przy takim nazwisku wszystkie drzwi w Paryżu będą dla niego otwarte – aluzja do nazwiska ówczesnego premiera Francji Leona Bluma (od 4 VI 1936).
4„byczy chłopak z Brzozowca” – w wystąpieniach swoich Kiepura przedstawiał się publiczności jako „chłopak z Sosnowca”.
5…śpiewa upojonym tłumom z pudła samochodu, z balkonu… – aluzja do występów Kiepury w lipcu 1935 r. w Tosce. Po spektaklu Kiepura śpiewał z balkonu Opery i z dachu samochodu dla wielu tysięcy słuchaczy, stojących głowa przy głowie na placu Teatralnym.

„Światowid” 26.09.1936, nr 39