Marian Hemar – piosenki filmowe

Michał Pieńkowski
14 kwietnia 2021 roku

W 1930 roku, kiedy w Polsce rozpoczęła się era kina dźwiękowego, Marian Hemar miał już ugruntowaną pozycję jako autor kabaretowy, związany ze stojącym na najwyższym poziomie literackim teatrem rewiowym Qui pro Quo. Nie dziwi fakt, że gdy tylko zaczęto produkować u nas pierwsze filmu dźwiękowe, ich twórcy zwrócili się do niego, by napisał do nich piosenki.

W tym pionierskim okresie piosenka w filmie nie była jeszcze tym, czym kilka lat później w znanych i lubianych komediach muzycznych. Rzadko zdarzało się, by bohaterowie filmu śpiewali piosenkę, najczęściej była ona tylko elementem ilustracji muzycznej, wykonywanym w tle. Nieraz zdarzało się, że zamówiona do filmu piosenka w ogóle nie została w nim zaśpiewana – pojawiała się tylko jej melodia, jako tzw. leitmotiv powtarzający się kilkukrotnie na różnych etapach akcji. Piosenką z tekstem stawała się dopiero poza filmem: była nagrywana na płyty, wydawana w formie nut czy śpiewana na różnych koncertach i występach.

Zdjęcie płyty z kolekcji Jerzego Adamskiego

Pierwszym kontaktem Hemara z kinematografią był dramat Na Sybir w reżyserii Henryka Szaro. Leitmotivem tego filmu był walc-boston Henryka Warsa Płomienne serca. Słyszymy go kilkanaście razy, od napisów początkowych aż po ostatnią scenę. Najczęściej towarzyszy spotkaniom Reny i Ryszarda, a jego rytm i nastrój zależy od etapu fabuły. W scenach miłosnych ma postać walca angielskiego, podczas przejażdżki konnej zmienia rytm na two-stepa, na smutną nutę słyszymy go kiedy Rena martwi się rozstaniem z ukochanym, a w dramatycznej tonacji, gdy Rena odnajduje rannego Ryszarda. Tekst napisany przez Hemara nie pojawia się w filmie. Jako piosenkę nagrali go dwaj artyści: popularny piosenkarz Tadeusz Faliszewski oraz późniejszy amant filmowy Aleksander Żabczyński – było to jedno z najwcześniejszych jego nagrań.

 

   

Nagranie Tadeusza Faliszewskiego z 1930 roku. Towarzyszy orkiestra Syrena-Record

 

Drugi film, do którego piosenki zamówiono u Mariana Hemara to ekranizacja powieści Stefana Żeromskiego Wiatr od morza w reżyserii Kazimierza Czyńskiego. Tym razem piosenki były trzy: walc angielski Pomyśl ty sam z muzyką Jana Maklakiewicza, Piosenka marynarska z muzyką Iwo Wesby’ego oraz Pieśń pracowników Gdyni, o której brak bliższych informacji. W tym filmie także piosenki pojawiały się tylko jako element tła muzycznego. Piosenka marynarskaPieśń pracowników Gdyni zostały w filmie zaśpiewane, natomiast Pomyśl ty sam prawdopodobnie była tylko leitmotivem. Niestety do naszych czasów dotrwały jedynie fragmenty tego filmu, a ścieżka dźwiękowa zaginęła.

Mira Zimińska i Mariusz Maszyński
„Kino” 1933

Zaraz potem, w styczniu 1931 roku, na polskie ekrany wszedł kolejny film, przy którym współpracował Marian Hemar, jednak tym razem nie chodziło o teksty piosenek. Była to polska wersja amerykańskiego filmu rewiowego Paramount on Parade. Tego rodzaju filmy cieszyły się w tym okresie wielką popularnością w USA. Były to składanki piosenek, skeczów i numerów tanecznych w wykonaniu największych gwiazd filmowych, połączonych konferansjerką. Aby dostosować je do europejskich rynków zbytu, do niektórych z nich nagrywano także konferansjerkę w językach obcych. Tak było również z Paradą Paramountu, bo tak brzmiał polski tytuł filmu. Polskie zapowiedzi do wszystkich numerów napisał właśnie Marian Hemar, a nagrali je Mira Zimińska i Mariusz Maszyński.

W 1931 roku Hemar dostał następne zamówienie na piosenkę do filmu. Tym razem był to mroczny dramat Konstantego Meglickiego Straszna noc według powieści Antoniego Marczyńskiego. Muzykę do piosenki, podobnie jak do całego filmu, skomponował Tadeusz Górzyński, a zaśpiewała ją żona Hemara, Maria Modzelewska. Modzelewska była cenioną artystką dramatyczną. Kiedy w 1929 roku w sztuce Artura Hopkinsa Artyści zaśpiewała dwie piosenki: PensylwaniaWspomnij mnie – dała się poznać także jako bardzo dobra pieśniarka. W późniejszych latach śpiewała też w innych przedstawieniach, nagrała także kilkanaście płyt. W latach 20. Modzelewska wystąpiła w kilku filmach niemych. Straszna noc to pierwszy film dźwiękowy, w którym wzięła udział, jednak nie jako aktorka. Nie zagrała z nim żadnej roli i nie pojawiła się na ekranie – jedynie piosenka w jej wykonaniu została wykorzystana w ilustracji muzycznej.

Niemal w tym samym czasie napisał następną piosenkę filmową. Tym razem był to walc angielski Moja z muzyką Feliksa Rybickiego. Piosenka była leitmotivem filmu, ale w jednej ze scen została także zaśpiewana przez głównego bohatera. Była to pełna miłości scena, kiedy zakochany Jerzy (Witold Conti), śpiewał dla swojej narzeczonej, Hanki (Jadwiga Smosarska), a ona w tym czasie zaznaczała w kalendarzu zbliżającą się datę ich ślubu. Najprawdopodobniej była to pierwsza piosenka Mariana Hemara, która nie została wykorzystana tylko jako element tła muzycznego, lecz zaśpiewana przez bohatera filmu.

W 1933 roku Hemar napisał teksty piosenek do polsko-czechosłowackiej komedii 12 krzeseł w reżyserii Martina Friča i Michała Waszyńskiego. W filmie pojawiły się cztery piosenki: Mám já tohle zapotřebí Komu se nelení tomu se zelení śpiewane były po czesku (ich teksty napisał Jaroslav Mottl), a Poco, poco?Wszystko będzie dobrze po polsku. Do pierwszej z nich, już poza filmem, Hemar także napisał polski tekst i stała się ona wielkim przebojem Może kiedyś innym razem. Do dziś jest ona często wykorzystywana, pojawiła się m.in. w filmie Jutro idziemy do kina czy w serialu Bodo.

 

Josef Vlastimil Burian wykonuje piosenkę Mám já tohle zapotřebí w filmie 12 krzeseł

 

Nagranie Mieczysława Fogga z 1933 roku. Towarzyszy orkiestra Henryka Warsa

 

Jednym z wykonawców tej piosenki był Mieczysław Fogg. Była to bodaj pierwsza piosenka nagrana przez niego w „pijanym stylu”. Spodobała się publiczności na tyle, że w późniejszych latach Fogg w podobny sposób wykonywał także inne piosenki, m.in. Kryzys, Dlaczego właśnie ja czy Setka.

Kolejna przygoda Mariana Hemara z filmem, była już wielkim przedsięwzięciem. Do filmu Śluby ułańskie napisał nie tylko piosenki, lecz także dialogi i scenariusz. Piosenki były dwie: marsz Jak całować – to ułana oraz piękna, sentymentalna piosenka Awans dla panny. Tę drugą zaśpiewała Maria Modzelewska, która tym razem grała jedną z głównych ról. W innej scenie filmu śpiewali ją w duecie Tola Mankiewiczówna i Witold Conti. Był to jeden z rzadkich przypadków, kiedy piosenka filmowa została nagrana na płytach przez swego ekranowego wykonawcę. Co ciekawe Modzelewska nagrała ją w dwóch wersjach. Pierwsza to wersja taneczna, wykonana przez orkiestrę taneczną Henryka Golda, w której zaśpiewany został tylko refren. Druga – to nagranie z akompaniamentem fortepianu, w którym Modzelewska zaśpiewała cały tekst. Dopiero w takiej postaci można docenić piękno i sens tej piosenki. Niestety w Internecie dostępne jest tylko nagranie z uszkodzonej płyty, w którym brakuje początku:

 

Nagranie Marii Modzelewskiej z 1934 roku. Akompaniuje Jerzy Belzacki

 

Nagranie Marii Modzelewskiej z 1934 roku. Towarzyszy orkiestra taneczna Henryka Golda 

 

Na płytach ukazało się także nagranie w wykonaniu Witolda Contiego:

 

Nagranie Witolda Contiego z 1934 roku. Towarzyszy orkiestra Syrena-Record

 

30 lat po premierze filmu, w pełnej wersji nagrała ją także inna filmowa wykonawczyni Tola Mankiewiczówna.

 

Nagranie Toli Mankiewiczóny z 1964 roku. Akompaniuje Marian Radzik.

 

Film spotkał się z bardzo różnych przyjęciem. W niektórych recenzjach zarzucano mu płytki scenariusz, a w sferach wojskowych wręcz ośmieszanie armii. Doszło nawet do tego, że w Białymstoku komenda garnizonu zabroniła wojskowym oglądania tego filmu, a do kina, w którym wyświetlano Śluby ułańskie został oddelegowany specjalny wysłannik, mający przypominać wszystkim wojskowym o zakazie.

Mimo wielu nieprzyjemności i ostrej krytyki, Hemar podjął się kolejnej współpracy w filmem. Powstała wówczas jedna z najbardziej zwariowanych polskich komedii lat 30.: ABC miłościAdolfem Dymszą w roli głównej. Hemar napisał do niej scenariusz, dialogi, oraz oczywiście teksty piosenek. Biorąc pod uwagę, że w obsadzie znalazło się aż czterech spośród największych komików kabaretowych i najbardziej znanych wesołków (Dymsza, Krukowski, Lawiński i Tom) nie dziwi fakt, że w filmie dużo jest zabawnych gagów w kabaretowym stylu, na przykład scena, w której początkujący aktor Wincenty (Dymsza) mówi, że jego artystycznym ideałem jest Dymsza, na co aktor Krupkowski (Krukowski) stwierdza, że woli… samego siebie. W tej samej scenie śpiewają w duecie piosenkę Nic takiego, w której znany aktor opowiada nowicjuszowi o smaku sławy i sukcesów. Drugą, tytułową piosenkę Abecadło miłości, zaśpiewała Maria Bogda. Aktorka specjalizowała się w rolach dramatycznych, nie miała doświadczenia ani w komedii ani w śpiewie, więc jej wykonanie nie wyszło najlepiej, ale na tle akcji filmu nie stanowiło to przeszkody. W jednej z prasowych relacji z planu Dymsza żartował z dumą: „Podszkoliłem trochę Marysię. Oby tylko do opery nie drapnęła”.

 

Maria Bogda w filmie ABC miłości

 

Po tym filmie Marian Hemar na dłuższy czas zawiesił współpracę z kinematografią. Wrócił do niej dopiero trzy lata później. Tym razem było to także wielkie przedsięwzięcie: chodziło o polską wersję słynnej disneyowskiej Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków. Była to jedna z najgłośniejszych produkcji filmowych tamtego okresu. Amerykański oryginał, pierwszy w historii pełnometrażowy film animowany, wzbudził sensację dookoła świata, kiedy więc latem 1938 roku pojawiły się informacje o przygotowywaniu polskiej wersji, cała polska publiczność w napięciu czekała na ten film. Realizację polskiego dubbingu powierzono Ryszardowi Ordyńskiemu, a on postanowił powierzyć stronę językową Hemarowi. W jednym z wywiadów powiedział:

„Marian Hemar z całym zapałem oddał swój świetny talent poetycki na usługi przemiłej królewny i jej przezabawnych towarzyszy. Nie potrzebuję chyba dodawać, że jeśli chodzi o piosenki, to mało kto dorównywa mu pod względem dobrego smaku, poczucia rytmu i muzykalności. To też duża część zasługi w udanym opracowaniu polskiej interpretacji poematu Disneya jemu przypada w udziale”[1].

Hemar napisał nie tylko piosenki, ale cały polski tekst. Wprawdzie imię Śnieżka znane już było z polskiego przekładu książkowego, ale to właśnie Marian Hemar jest autorem znanych do dziś imion krasnoludków: Mędrka, Gburka, Wesołka, Śpioszka, Nieśmiałka, Apsika i Gapcia. Piosenki pisane były z myślą o ich polskiej odtwórczyni: rolę Śnieżki dubbingowała Maria Modzelewska. Film trafił na polskie ekrany na początku października 1938 roku i chodź w niektórych recenzjach pojawiały się pewne uwagi i drobne zarzuty, większość z nich była entuzjastyczna lub przynajmniej pozytywna.

Piosenki z Królewny Śnieżki, podobnie jak inne piosenki filmowe Hemara, szybko zaczęły żyć własnym życiem. Trafiły na płyty gramofonowe, część z nich stały się przebojami, a niektóre z nich są znane i rozpoznawalne do dziś – któż z nas przynajmniej raz nie zanucił Hej-ho, hej-ho, do pracy by się szło?

 

Nagranie Chóru Dana z 1939 roku. Akompaniuje Władysław Dan.
Jest to ostatnie nagranie Chóru Dana przed wybuchem wojny.

 

Na tym niestety zakończyły się kontakty Mariana Hemara z polską kinematografią. Rok później, po wybuchu II wojny światowej, opuścił Polskę, jak się potem okazało, na zawsze. W czasach stalinowskich jako autor znalazł się na indeksie, a wielu jego piosenek nie wolno było publicznie wykonywać. Mimo przeciwności losu, nadal były one znane i lubiane. I tak jest to dziś.

 

[1] Polska wersja Królewny Śnieżki, „Cała Polska” 1938, nr 7/8, s. 12

 


Zdjęcie wprowadzające: Zdjęcie Mariana Hemara przy fortepianie pochodzi ze zbiorów Marii Modzelewskiej udostępnione przez Jacka Godziszewskiego, reprodukowane po raz pierwszy w książce Anny Mieszkowskiej Marian Hemar od Lwowa do Londynu, Londyn 2001.

Like
2