Jadwiga Smosarska. Kilka odsłon prywatności

Małgorzata Hendrykowska

Smosarska
Małgorzata Hendrykowska
Wydawnictwo Naukowe UAM 2007

Niekiedy film miesza się z życiem, niekiedy życie z filmem… W tym samym czasie, gdy Jadwiga Smosarska jako Lucyna Bortnowska zdobywała uczucie inżyniera Tarnowskiego w filmie czy Lucyna to dziewczyna?, w jej życiu prywatnym szykowały się poważne zmiany. Do tych zmian powoli i bardzo dyskretnie przygotowywano czytelników. Jeszcze w trakcie wywiadu na temat filmu Prokurator Alicja Horn dziennikarz był uprzejmy zakończyć interview akapitem skierowanym bezpośrednio do czytelników:

A teraz, skoro już wywiad skończony, powiem Wam jeszcze jedno, Czytelnicy. Ale na ucho i w największej dyskrecji. Żeby się, broń Boże, pani Smosarska nie dowiedziała! Oto udało mi się wypadkiem dowiedzieć, że w życiu naszej najpiękniejszej gwiazdy ekranu zdarzyło się teraz coś bardzo ważnego. Coś oszałamiającego… Jak w bajce… Coś, ale o tem naprawdę pisać mi nie wolno. Dałem jej słowo, że będzie to tajemnica – do czasu…, tylko jedno Wam powiem, że wobec tego faktu, nasza gwiazda zachowała się w sposób przynoszący jej zaszczyt. Stwierdzający raz jeszcze, że jej skromność i prostota mogą się równać tylko z jej urodą i talentem… Bo naprawdę… Wierzcie mi, że olbrzymia większość kobiet nowinę taką rozgłosiłaby od razu przed całym światem… A pani Smosarska prosi o milczenie…1

Innymi słowy – dziennikarz wspaniale odegrał to, jak bardzo świerzbi go język, a Smosarska… po prostu się zakochała.

Sposobu przekazania tej informacji nie można, rzecz jasna, porównywać ze współczesnymi tabloidami odsłaniającymi wszystko, co tylko można, z życia gwiazd. Przytoczony cytat pełen jest niedomówień, niedopowiedzeń, sekretów i wielokropków. Mimo że o zawirowaniu uczuciowym w życiu Smosarskiej plotkowano już we wszystkich kawiarniach Warszawy, pełen znaków zapytania tekst o prywatności królowej polskich ekranów należał jednak do nowych zjawisk kultury popularnej w Polsce.

Kilka miesięcy wcześniej w liście do redakcji „Kina dla Wszystkich” wielbicielka pani Jadwigi napisała:

[…] Chciałabym, żeby Smosarska wyszła za mąż i miała córeczkę zupełnie podobną do niej, która w przyszłości objęłaby stanowisko po swej matce2.
Jadwiga Smosarska w czasie nauki pływania w Dubrowniku

Widzowie, czytelnicy, redaktorzy czasopism coraz bardziej interesowali się życiem prywatnym gwiazd. Ich przeszłością, przyszłością i życiem codziennym, pozaekranowym. Formułowali oczekiwania wobec ich przyszłych partnerów i dzieci. Ciekawi byli, jak mieszkają, jak spędzają wolny czas i jakie mają słabości. Czy winna była temu moda na plotki z życia amerykańskich gwiazd filmu i estrady? Plotki, które sumiennie odnotowywały polskie czasopisma? Pewnie tak. Ale decydujące znaczenie miało – w moim przekonaniu – wprowadzenie do filmu dźwięku. Charakterystyczny timbre głosu, mniej lub bardziej wyczuwalny akcent rozbiły tę szklaną szybę, która oddzielała gwiazdę od publiczności. To właśnie za sprawą głosu, notabene doskonale pasującego do charakteru granych przez nią ról, Smosarska stała się mniej niebiańsko–szlachetna, a bardziej codzienna, zwyczajna, swojska.

Po przełomie dźwiękowym o tytule królowej ekranu decydował nie tylko charakter granych postaci, ale także wizerunek życia prywatnego. W numerze specjalnym „Nowości Filmowych” z 1925 roku, poświęconym w całości Jadwidze Smosarskiej, na specjalnej sesji zdjęciowej mniej lub bardziej umiejętnie kreowano „prywatny” konterfekt aktorki: Smosarska przy biurku zadumana nad scenariuszem Trędowatej, Smosarska w zabawie z ulubionym pieskiem Psiapsią, Smosarska przytulona do Pierrota. W latach 30. taki wizerunek już nie wystarczał. Teraz dla tysięcy wielbicieli i widzów prywatność to dom, w którym aktorka mieszka, mąż, dzieci, przyjaciele, nawet upodobania kulinarne. Ważne staje się to, jak aktorka ubiera się na co dzień, z kim spędza wolny czas, dokąd wyjeżdża na wakacje…

[…] sława ma swoje ciernie – skarżyła się „Kinu” w 1931 roku Jadwiga Smosarska – daje dużo, ale wiele… odbiera. Szereg przeżyć dostępnych najzwyklejszej śmiertelniczce, pozostają mi obce… Nie mogę mieć randki… potajemnej. Wszyscy mnie znają i… poznają. Nawet gdy przejeżdżam samochodem, choćby zamkniętym, zawsze mnie ktoś ujrzy i rozgłosi moją obecność […] Najgorzej wychodzę na mej popularności w magazynach i sklepach. Często liczą mi za ten sam przedmiot drożej niż komu innemu3.
Jadwiga Smosarska, Marta Eggerth
i Jan Kiepura w Krynicy

Dziennikarze coraz częściej też przypierali ją do muru pytaniami o to, jaki powinien być przyszły towarzysz jej życia? „Wolę odpowiedzieć, jakim być nie powinien – droczyła się Smosarska. – Więc ani głupi, ani nieuczciwy. Uroda nie gra większej roli, natomiast decydującą jest jego męskość, dżentelmeneria…” i dalej trochę banałów o tym, że czasem chciałaby być zwykłą, nieznaną nikomu dziewczyną4.

Ochrona prywatności stawała się coraz trudniejsza. Z drugiej jednak strony, za pośrednictwem kontrolowanego i umiejętnie sprzedawanego prywatnego wizerunku można było także sterować uczuciami widzów. Redakcje kolorowych tygodników prześcigały się w „ankietach” i „wywiadach”, w których te same pytania zadawano różnym aktorkom. Cel był zawsze ten sam: próba uchylenia kotary, za którą toczyło się „prawdziwe” pozaekranowe życie gwiazdy i kłębiły się rzeczywiste, a nie filmowe uczucia.

W grudniu 1931 roku zapytano sześć popularnych aktorek o życzenia i obawy noworoczne. Smosarska odpowiedziała szczerze: „Chciałabym wreszcie odpocząć. Boję się plotek”. Ale już jej młodsze koleżanki odpowiadały inaczej. „Chciałabym, aby oceniano mnie z wyrozumiałością – powiedziała Baśka Orwid, a poza tym niczego się nie boję!”; „Nie! Ja niczego się nie boję, choćby diabeł to ostoję” – niemalże wykrzyczała Nora Ney5. Stanowczo nie należało mówić o tym strachu przed plotkami. Toteż w następnych wywiadach Smosarska kontrolowała się ponad miarę.

Jadwiga Smosarska i Happy
fot. Jerzy Benedykt Dorys
– Czy jest Pani przesądną?
– Człowiek kulturalny nie powinien wprawdzie przyznawać się, że jest przesądny, ale…
– Jaka jest Pani ulubiona książka, autor?
– Trudno powiedzieć. Ulubionym moim autorem jest Galsworthy.
– Jakie jest Pani ulubione zwierzę?
– Pies. Mój ulubieniec nazywa się Happy.
– Ulubione Pani miasto?
– Warszawa.
– Czego się Pani boi najwięcej?
– Nie mam właściwie uczucia lęku, mam jedynie wstręt do ludzi niskich, podłych i fałszywych.
– Kim by Pani chciała być, gdyby nie była Pani artystką?
– Lekarką albo adwokatką.
– Jak się pani zapatruje na miłość i małżeństwo?
– Miłość przemija, dlatego że powszednieje. Toteż małżeństwa nie powinny mieszkać razem, aby sobie nie spowszednieć.
– Czy chciałaby pani mieć dzieci?
– Tak, ale… kochałabym je tak bardzo, że musiałabym chyba wyrzec się kariery filmowej6.

Pod koniec 1933 roku w jednym z ostatnich numerów „Kina” ukazało się zdjęcie Jadwigi Smosarskiej z pękiem pąsowych róż, „których zapach ją upaja – jak napisano w podpisie – a może przypomina… Jak sądzicie?” Kolejny wielokropek i kolejny znak zapytania skierowany do czytelnika każe nam powrócić do owej „oszałamiającej tajemnicy” z życia Jadwigi Smosarskiej, którą poznał redaktor „Kina”. Wiemy już, że z największą chęcią podzieliłby się z nami swoją wiedzą, gdyby nie fakt, że obiecał pani Jadwidze dyskrecję…

Zygmunt Protassewicz

Aktorka poznała inżyniera Zygmunta Protassewicza w roku 1931 w Krynicy. Absolwent Instytutu Dróg i Komunikacji w Moskwie był już w latach 30. dobrze zarabiającym, wziętym inżynierem budowlanym. Interesował się także teatrem i operą. W swoim czasie (podobnie jak Jan Kiepura, z którym był zaprzyjaźniony) pobierał lekcje śpiewu u barytona Wacława Cypriana Brzezińskiego, nazywanego „polskim Battistinim”. Pod koniec 1931 roku podjął się dla Jana Kiepury nadzorowania budowy ekskluzywnego hotelu Patria w Krynicy, według projektu znanego architekta Bohdana Pniewskiego. Na początku grudnia 1931 roku, gdy pojawiły się pierwsze przymrozki, prace budowlane przerwano, ale inż. Protassewicz pozostał jeszcze na miejscu. Wtedy właśnie do Krynicy przyjechała z francuską komedią Świt, dzień i noc Jadwiga Smosarska. Oczywiście wszyscy chcieli ją zobaczyć. Spotkanie Smosarskiej z Protassewiczem zaaranżował Jan Kiepura.

Dochodziły mnie wcześniej słuchy – mówił po latach Zygmunt Protassewicz – że interesuje się [Smosarska – M.H.] moją osobą. Wypytywała o mnie, chciała mnie poznać. Przyznam, że obawiałem się tego spotkania. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym być mężem gwiazdy7.

To Kiepura kupił dla przyjaciół, w tym również Protassewicza, bilety na przedstawienie Smosarskiej. Zamówił też stolik w restauracji Lwi Gród. Inżynierowi Protassewiczowi przypadło miejsce w loży tuż przy scenie.

Oczywiście zrobiliśmy Smosarskiej ogromną owację, wychodziła kilka razy przed kurtynę. No a potem z całym towarzystwem pojechaliśmy sankami do restauracji. W tym czasie Kiepura czekał w hallu hotelu na Smosarską, musiała się przebrać i przywiózł ją samochodem. Okazało się, że znali się dobrze, mówili sobie po imieniu. Kiedy po małym zamieszaniu usiedliśmy za stołem, Smosarska pokazując na mnie paluszkiem, zapytała zalotnie: – „A kto to jest ten pan?” Kiepura przepraszając, że „zapomniał” mnie przedstawić, powiedział, że to słynny inżynier, który właśnie buduje jego Patrię. „A ja też mam plac przy ulicy Naruszewicza w Warszawie i chcę się budować – usłyszałem. – Może podejmie się pan tego?” Oczywiście zgodziłem się i tak się to zaczęło… Proszę mi wierzyć, że to ona mi się oświadczyła. Byłem trochę onieśmielony, choć wkraczałem w wiek, kiedy czas myśleć o żeniaczce. Powiedziała, że dużo dobrego o mnie słyszała, ceni moje zalety. I choć zna wielu przystojnych i wartościowych mężczyzn, zdecydowała się wyjść za mnie. No, powiem ogólnie, że było to dla mnie niemałe przeżycie8.

W tym fragmencie wspomnień Zygmunta Protassewicza Jadwiga Smosarska jawi się nam już nie jako filmowa sentymentalna narzeczona, z upodobaniem do cierpień i poświęceń, czyli taka, jaką chciała ją widzieć dotąd publiczność kinowa. Przeciwnie, objawia się jako osoba twardo stąpająca po ziemi i jak na lata 30. w Polsce bardzo wyemancypowana. Tu plac budowlany, tam rozsądnie zaplanowane małżeństwo, jednocześnie powierzenie przyszłemu małżonkowi budowy willi, jednym słowem – żadnych szaleństw. Tak jak w wywiadach filmowych od początku lat 20., Smosarska konsekwentnie budowała swój wizerunek zgodny z oczekiwaniami publiczności, tak teraz konsekwentnie i z rozwagą budowała swoje życie prywatne.

Po raz kolejny była u szczytu powodzenia. We wrześniu 1934 roku w plebiscycie czytelników „Kina” wybrana została „królową polskich ekranów”. Zdobyła 5564 głosy, wyprzedzając Norę Ney, na którą oddano 4285 głosów, i Marię Bogdę (3989)9. Kto mógł, zabiegał o udział Smosarskiej w reklamie swoich produktów. Aktorka bardzo rozsądnie i rozważnie wybierała przedstawiane jej propozycje. Podczas gdy Loda Halama objadała się „smacznymi i zawsze wytwornymi czekoladkami Fuchsa”, a Maria Gorczyńska odnajdywała jedyne wytchnienie „paląc papierosy Egipskie odnikotynizowane”, Smosarska patriotycznie reklamowała „Polską Loterię Państwową” z podpisem: „Gram i jestem pewna, że wygram”. W środowisku filmowym była obok Kazimierza Junoszy-Stępowskiego najlepiej opłacaną aktorką. W połowie lat 30. jej honorarium za film wynosiło około 8000 złotych. Odniosła ogromny sukces w Teatrze Narodowym, grając „zupełnie nowocześnie” rolę Matyldy w Wielkim człowieku do małych interesów.

Pełne uznanie należy się Jadwidze Smosarskiej za żywą, z temperamentem zagraną Matyldę – odnotował Jerzy Andrzejewski. – Jeszcze kilka takich ról, a zapomnimy powoli o wszystkich Iwonkach i Trędowatych10.
[…] wśród staroświeckich osób tej komedii – pisał Leon Brun – tylko postać Matyldy w wykonaniu Jadwigi Smosarskiej jest zrozumiała i przez to sympatyczna dla współczesnych widzów. Ta Matylda wesoła, żwawa, czupurna, dowcipna, bez nadmiernej złośliwości, nieco ekscentryczna – to przedsmak i zapowiedź późniejszej o sto lat „garsonki”, europejskiej lub amerykańskiej „flapper”, która jeździ konno jak kowboj, sama prowadzi samochód i sama oświadcza się wybrańcowi swego serca…11
Jadwiga Smosarska na lodowisku w Krynicy

Smosarska konsekwentnie starała się chronić swoją prywatność, ale nie zawsze i nie do końca się to udawało. Na kilka tygodni przed jej ślubem na łamach „Kina” opublikowano fotografię, przedstawiającą parę łyżwiarzy w tanecznym pas. Podpis brzmiał: „Ta piękna para dziarsko hasająca po lodzie to nasza królowa Jadwiga Smosarska i jej narzeczony Zygmunt K. z Łodzi”. Zdjęcie to znalazło się w rubryce „Amor i gwiazdy”.

Smosarska napisała sprostowanie, obiecała, że o ślubie zawiadomi redakcję „Kina” „w pierwszej kolejności” i rzeczywiście zawiadomiła, ale… po fakcie. Ślub odbył się 26 lutego 1935 roku w Warszawie w nieistniejącym dziś kościele Kanoniczek na placu Teatralnym.

Obrażona redakcja odnotowała:

W wielkim sekrecie odbył się przed kilkoma dniami ślub Jadwigi Smosarskiej z inżynierem Zygmuntem Protassewiczem. Do tego stopnia w sekrecie, że kościół PP Kanoniczek był podczas uroczystości zamknięty na cztery spusty. Dlaczego ślub ten otoczony był taką ścisłą tajemnicą – pozostanie na razie… tajemnicą12.
Willa Jadwigi Smosarskiej na rogu Naruszewicza i Pilickiej, w której dzisiaj mieści się przedszkole

Jeszcze w okresie narzeczeńskim pani Jadwiga, korzystając z pomocy inż. Protassewicza, rozpoczęła budowę willi na warszawskim Wierzbnie, na rogu ulic Naruszewicza i Pilickiej. Smosarska osobiście zaprojektowała bryłę domu, który w niemal niezmienionym kształcie przetrwał do naszych czasów; dziś mieści się tu przedszkole. Gdy go budowano, czyli w połowie lat 30., był to sam kraniec Mokotowa. Na Naruszewicza i Pilickiej stało tylko kilka domów, dalej pasły się krowy. Widok na płaskie, rozległe pola ciągnął się aż do Okęcia. Na dużej, pięknie położonej działce powstała oryginalna, co nie znaczy, że ładna, eklektyczna i okazała willa. De gustibus non est disputandum. Pisano o niej, że jest połączeniem włoskiego pałacyku na Capri ze szwajcarskim „châletem” o kapryśnej linii dachu i łukowych wykuszach okien. O ile eklektyczny charakter bryły domu mógł budzić mieszane uczucia, o tyle legendy krążyły o funkcjonalności, dobrym smaku i wygodzie wnętrz, również projektowanych przy aktywnym udziale Smosarskiej. Ci, którzy byli wewnątrz – a nie byli to dziennikarze, do spotkań z nimi przeznaczony był bowiem specjalny salonik – mówili o rozsuwanych ścianach, pozwalających dowolnie zmieniać wielkość pomieszczeń, dębowych boazeriach, belkach wpuszczonych w sufit, niezliczonych szafach ściennych13. Po latach, już w Stanach Zjednoczonych, w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi lokalnej gazety aktorka opowiadała o utracie 14-pokojowej willi na ekskluzywnym przedmieściu Warszawy14.

Łazienka w willi Jadwigi Smosarskiej
„Arkady” R. 1, sierpień 1935, nr 4

W ramach „prywatności kontrolowanej” aktorka zgodziła się nawet na opublikowanie w piśmie „Arkady” zaprojektowanego przez siebie i architekta Edwarda Seydenbentla pokoju kąpielowego [!]15. Po lewej stronie wanna z prysznicem, po prawej umywalka z lustrem, w centralnym miejscu bidet. Wszystko w kolorze zielono-żółto-brązowym. Odsłona prywatności bardzo osobistego życia aktorki, jeszcze parę lat wcześniej, w latach 20. – nie do pomyślenia! Warszawscy finansiści, którzy udostępnili „Arkadom” fotografie własnych pokoi kąpielowych w willach na Saskiej Kępie, pozostali anonimowi.

A mimo to Protassewiczowie nie byli z tego domu zadowoleni. Z prywatnej korespondencji wynika, że jeszcze w trakcie budowy usiłowali go sprzedać – bezskutecznie. Prawdopodobnie fantazja pani Jadwigi czyniła z niego dom kosztowny w utrzymaniu i wymagający ogromnych nakładów, aby uczynić go funkcjonalnym. Wspominam o tym domu tak szczegółowo, ponieważ ostatecznie okazał się on dla Jadwigi Smosarskiej ważnym miejscem na ziemi. Zamieszkała tam z mężem w połowie 1936 roku. Cieszyła się nim, niestety, bardzo krótko. Tutaj też zgromadziła całe archiwum dotyczące swojej pracy teatralno-filmowej. A dalsze losy tej bajkowej, w warunkach polskich nieco egzotycznej, willi mogłyby stać się tematem wieloodcinkowego serialu. Wrócimy jeszcze na róg Pilickiej i Naruszewicza.

Willa Jadwigi Smosarskiej
(zdjęcie aktualne)

Jako inżynierowa Protassewiczowa, Smosarska grała zdecydowanie mniej i staranniej dobierała proponowany jej repertuar. Jeszcze w 1935 roku zagrała kolejną podwójną rolę w filmie Mieczysława Krawicza Dwie Joasie, w którym ponownie została dziewczyną pracującą, tym razem w biurze. Jedynym problemem filmowej bohaterki są zaloty kolejnych szefów. Przebiera się więc za biurowe brzydactwo, ale… tym razem to ona zakochuje się w nowym przełożonym. I znów w odpowiednim momencie, bo na balu mody, zmienia swój wygląd („z Joasi poczwarki wykluł się piękny motyl” – jak napisano w programie) i swoją urodą zniewala szefa-mecenasa. Wygrała, bo wzięła los w swoje ręce – zwykła Joasia, taka jak tysiące biuralistek, sekretarek, stenotypistek, swojska, nasza, ale bardziej od innych aktywna, pomysłowa, odważna i niezależna.

Mimo prawdziwej inwazji nowych nazwisk w polskim kinie (Tola Mankiewiczówna, Ina Benita, Maria Bogda, Lena Żelichowska, Krystyna Ankwiczówna, Helena Grossówna, Elżbieta Barszczewska, Tamara Wiszniewska) dla Jadwigi Smosarskiej w połowie lat 30. otworzył się zupełnie nowy rozdział popularności w najszerszych kręgach społecznych. Znów pokochały ją kobiety, ale nie te, które w latach 20. identyfikowały się z losem porzuconej „niewolnicy miłości”. Tym razem były to Joasie, Lucyny i Jadzie – samodzielne, pracujące, wykształcone i – na miarę polskiej obyczajowości lat 30. – wyemancypowane.

Jadwiga Smosarska i Janina Romanówna siedzą na masce samochodu osobowego La Salle
kwiecień 1933 rok

Istnieje, w moim przekonaniu całkowicie fałszywe, wyobrażenie o tym, że film tworzy i kreuje pewien typ kobiety wyłącznie z myślą  o męskiej części widowni. Gwiazda, a właściwie postaci przez nią grane – mają być takie jak kobiety, których aktualnie oczekiwaliby mężczyźni. W kinie współczesnym przykładem tego miałyby być Brigitte Bardot, Marilyn Monroe, a dzisiaj Scarlett Johannson. To tylko część prawdy, bowiem w równej, jeśli nie większej mierze kino (czy – szerzej – kultura masowa) kreuje gwiazdę dla widowni kobiecej, mając na uwadze jej aktualne potrzeby, oczekiwania, marzenia, gusty, także kompleksy. Tu właśnie należy szukać klucza do popularności wielu dawnych oraz dzisiejszych gwiazd i gwiazdek ekranu. To nie mężczyźni biegali tłumnie w latach 80. i 90. na filmy i spektakle teatralne z Krystyną Jandą – gwiazdą wykreowaną przez kino polityczno-społeczne i umiejętnie prowadzoną autokreację własnego życia prywatnego. Jej podstawową widownię, śledzącą równocześnie życie osobiste aktorki, stanowiły przede wszystkim kobiety. To nie mężczyźni kibicują kolejnym filmowym i życiowym perypetiom uczuciowym gwiazdek telewizyjnych seriali. Coś bardzo podobnego zdarzyło się dużo wcześniej z fenomenem popularności Jadwigi Smosarskiej. Kino dwudziestolecia międzywojennego wykreowało ją dla mężczyzn, ale przede wszystkim dla kobiet, bo to kobiety chciały być właśnie takie jak „Jadzia”.

 

1 hao: Prokurator Jadwiga Smosarska. Op. cit., s. 3.
2 „Kino dla Wszystkich” 1932, nr 7, s. 9.
3 H.L. [Henryk Liński]: Jadwiga Smosarska skarży się na zbytnią popularność. „Kino” 1931, nr 49, s. 13.
4 (H.O.): Jadwiga Smosarska gawędzi z czytelnikami „Kina”. „Kino” 1931, nr 25, s. 8-9.
5 Chciałabym i boję się… „Kino” 1932, nr 1.
6 Bella: Jadwiga Smosarska odpowiada na dziewiętnaście niedyskretnych pytań. „Kino” 1933, nr 48, s. 17.
7 Zdzisław Ornatowski: Koniec świata niemego. Jadwiga Smosarska (2). „Ekran” 1987, nr 31.
8 Ibidem.
9 „Królem polskich ekranów” został Adam Brodzisz, zdobywając 4609 głosów, wyprzedając Franciszka Brodniewicza (4467).
10 Jerzy Andrzejewski: Recenzje teatralne.  Wielki człowiek do małych interesów. Teatr Narodowy. „Prosto z Mostu” 1935, nr 7, s. 9.
11 L.B. [Leon Brun]: Rozmowa z Jadwigą Smosarską za kulisami Teatru Narodowego. „Kino” 1935, nr 8, s. 12.
12 „Kino” 1935, nr 11, s. 6. Z kolei pismo „AS”, adresowane do „pań wytwornych”, poinformowało czytelniczki, że na ślubie byli obecni tylko świadkowie nowożeńców, a „Kościół cały usłany białem kwieciem zamknięto na czas uroczystości”. „AS” 1935, nr 2, s. 27.
13 Kasp. [Jerzy Kasprzycki]: Dom pani Jadwigi. „Życie Warszawy” 1967, nr 245 (15/16 X).
14 John Dicorpo: Leading prewar, Polish actress lives in Middlebury. „The Sunday Republican” 1953 (5 July).
15 L.: Łazienka. „Arkady” 1935, nr 4 (sierpień), s. 233. W tym samym roku wnętrza swojego mieszkania udostępniła fotoreporterom „Asa” Mieczysława Ćwiklińska. „AS” 1935, nr 6, s. 8. 

 


Dziękujemy Wydawnictwu Naukowemu Uniwersytetu Adama Mickiewicza za udostępnienie fragmentu książki prof. Małgorzaty Hendrykowskiej Smosarska

Like
2