„Wiatr od morza” (1930)

Mirela Tomczyk
16 kwietnia 2020 roku

 

Program kinowy

Na początku lat 30. ubiegłego wieku Adam Brodzisz i Eugeniusz Bodo stworzyli kilka udanych filmowych duetów w dramatach patriotycznych. Ale o ile Brodzisz grał pozytywnych bohaterów, co wiązało się raczej z bezbarwnymi postaciami, to Bodo przyjmował role negatywne lub niejednoznaczne moralnie, charakterystyczne i wyraziste. No cóż, Adam Brodzisz konsekwentnie budował swój wizerunek amanta i przez wiele lat ukrywał małżeństwo z Marią Bogdą, która kierowała jego karierą aktorską. Ale chyba nie do końca był zadowolony ze swojego emploi, bo w wywiadzie udzielonym czasopismu „Słońce” opowiadał o prawdziwej przyjaźni, jaka łączy go z Bodo i wyraził ubolewanie, że nie miał tak ciekawej postaci do zagrania w Wietrze od morza, jak jego przyjaciel, który „mógł stworzyć typ wyraźny, silny, męski”[1].

IDEA FILMU

Wspomniany Wiatr od morza, zekranizowany przez wytwórnię VOX-FILM według powieści Stefana Żeromskiego, a raczej oparty na jednym z rozdziałów opowiadającym historię załogi łodzi podwodnej U.72a, miał być odpowiedzią na pojawiające się w ostatnim czasie antypolskie filmy niemieckie. W 1930 roku na ekrany weszły propagandowe Ukrzyżowany krajPłonąca granica, a film o Królewcu jako ważnym niemieckim ośrodku handlowym i przemysłowym, My – wschodni Prusacy, był w realizacji. Anatol Stern i Wacław Sieroszewski mieli za zadanie napisać scenariusz na wskroś patriotyczny, mówiący o trwałej polskości wybrzeża i tymczasowości niemieckich okupantów. Miała to być „spokojna, rycerska odpowiedź butnym Prusakom, podsycającym ogień nienawiści”[2]. A magazyn „Słońce” tak podsumowywał: „Twórcy filmu Wiatr od morza wyszli z założenia, że Żeromski położył w swoim dziele główny nacisk na historiozoficzną jego stronę – naprawdę jedyną, że panowanie Prusaków na Pomorzu mogło być i było krótkim epizodem, zlikwidowanym po prostu przez taki czy owaki splot wydarzeń, bo ziemia, bo lud, bo niebo, morze i lasy nie przestały ani na chwilę być polskimi”[3].

„Łódź w Ilustracji” 19.02.1933, nr 8

Jednak te patriotyczne wzniosłe ideały stały się jedynie tłem dla romantycznej historii rozgrywającej się wśród trójki bohaterów: Teresy (Maria Malicka), dalekiej krewnej Arffbergów ze strony matki Ryszarda, i dwóch przyrodnich braci: Ryszarda (Adam Brodzisz) i Ottona (Eugeniusz Bodo). Otóż Ryszard pokochał Teresę szczerym, głębokim uczuciem, a i ta zapałała do niego bezgraniczną, czystą miłością. Ale Teresę obdarzył uczuciem również zasadniczy Otto. Ryszard, w którego żyłach krążyła krew słowiańska po matce, ustąpił starszemu bratu. Teresa, myśląc, że jest obojętna Ryszardowi, zaręczyła się z Ottonem.

Kierownictwo literackie objęła Maria Jehanne Wielopolska, która do tej pory była zagorzałą przeciwniczką przenoszenia dzieł literackich na ekran. A jednak, jak powiedziała w wywiadzie dla „Kina”: „Skusiło mnie. Szatan nie śpi”. Skusił ją scenariusz Sterna i Sieroszewskiego, który, bazując jedynie na fragmencie powieści Żeromskiego, z nowymi postaciami i wydarzeniami, był według niej majstersztykiem, „z całym aparatem, z całą wagą jej ideologicznej treści”, bo „każda litera w Wietrze od morza podlega u Żeromskiego tej transsudacji ideowej i dlatego nie wolno było wycinać z powieści powyższej choćby jednego epizodu bez owiania go, ożywienia owym Wiatrem od morza. Wiatrem, który musi wydąć żagle na odjeżdżającym statku Smętka[4] i ponieść go daleko od brzegów Polski. Dlatego stworzenie starego Arffberga – Smętka dla ekranu było konieczne, tak samo jak konieczne było stworzenie szeregu epizodów ubocznych, w których odmaluje się folklor miejscowy, czysto słowiański, czysto polski, folklor tak łatwo dający ująć w dźwiękowcu za pomocą piosenek, opowiadań i obrzędów”[5].

KONKURS

Adam Brodzisz i Maria Malicka, FINA

W czerwcowym numerze „Kina” z 1930 roku pojawiła się krótka notka o przystąpieniu do realizacji filmu Łódź podwodna w reżyserii Kazimierza Czyńskiego na podstawie prozy Stefana Żeromskiego[6]. Obsada filmu, również ta główna, miała zostać wyłoniona na podstawie konkursu przeprowadzonego wśród czytelników czasopisma. W kolejnych numerach pojawiały się informacje o konkursie. W skład jury wchodzili: prof. Wacław Sieroszewski, prof. Tadeusz Pruszkowski, kierownik literacki Maria J. Wielopolska, scenarzysta Anatol Stern, operator Jan Theyer, reżyser Kazimierz Czyński, dziennikarka Jadwiga Migowa oraz redaktor Leon Brun.

W jednym z numerów tygodnika napisano, że główną rolę męską grafa Ottona von Arfferberga Dusemera obejmie Adam Brodzisz. (Była to kaczka dziennikarska czy Brodzisz jednak zastanawiał się nad rolą, która ostatecznie przypadła Eugeniuszowi Bodo?). Ale nadal poszukiwani byli aktorzy do pozostałych głównych ról. I tak Teresa Gliwicka miała przedstawiać „typ: młody, wybitnie słowiański, jasnowłosy, smukły i rosły, bardzo wykwintny, z pewną dozą melancholii i zadumy w rysach”[7]. Rudolf von Arffberg Dusemer miał być typem „pięknego, wysokiego, barczystego arystokraty pruskiego, o twardych, męskich rysach”[8]. Wszystkim, ale to wszystkim „adeptom sztuki kinematograficznej otwiera się pole do ziszczenia marzeń i do sławy”[9], więc redakcja zachęcała do przesyłania swoich zdjęć.

Maria Malicka i Eugeniusz Bodo, NAC

19 czerwca konkurs oficjalnie zamknięto, aby po chwili znów go otworzyć. Z numeru na numer tygodnik przesuwał termin ogłoszenia zwycięzców, zasłaniając się ogromnym zainteresowaniem, trudnym wyborem i dyskusjami w gronie jury. Przekonywał, że „każdy epizod ma swoje znaczenie, prawie że symboliczne (jak zawsze u Żeromskiego), gdzie każda postać musi wyrazić pewną ideę autora, nawet drugorzędne role są pełne znaczenia, dlatego tak trudny jest dobór zespołu”[10].

6 lipca padły kolejne nazwiska odtwórców głównych ról: Maria Malicka, Kazimierz Junosza-Stępowski, Eugeniusz Bodo i Czesław Skonieczny.

Ze względu na to, że żadna z debiutantek „nie była owym typem wymarzonym, uderzającym jako ucieleśniony ideał Teresy Arffberg ściśle wedle subtelnego portretu Żeromskiego, więc reżyser postanowił nie ryzykować z debiutantką, zaangażować na rolę główną wytrawną artystkę sceniczną (Marię Malicką), a rozszerzyć role drugoplanowe dla młodych adeptek”[11]. Redakcja „Kina” zaprosiła z Warszawy, w celu przesłuchania, panie: Melę Klużankę, Marię Majerową, Janinę Malczykównę, Sławę Malczewską (vice miss Polonia), Halinę (Halszkę) Radajewską, Ewę Wolszeran, Jadwigę Pawłowską, Andukowicz, Helenę Piskorską, oraz panów: Ryszarda Gibsa, Janusza Martynowa, Mariana Litwiniaka. Z prowincji zostali zaproszeni: Teresa Pałaszewska (Łódź), Jarosław Urban (Lwów), Leonard Żukowski (Łódź), Roman Flis (Lwów), Jan Dziejma (Białystok).

Eugeniusz Bodo i Adam Brodzisz, FINA

W filmie, z osób wyłonionych w ramach konkursu, zagrali: Mela Klużanka, Sława Malczewska, Ryszard Gibs oraz Halszka Radojewska. Reżyser Czyński miał o tej ostatniej laureatce konkursu „Kina” bardzo dobre zdanie: „Wystarczy spojrzeć na jej grę, żeby zorientować się, że to jest pierwszorzędny materiał na aktorkę filmową. W tej drobnej postaci kipi wielki zapał, szczery talent i tęga wiara w swoje siły. Ta mała ma przyszłość!”[12].

NADZIEJE ZWIĄZANE Z FILMEM

Film miał za zadanie „święcić triumf wielkiej idei Żeromskiego, przez którą «morze polskie wtargnie do duszy milionów Polaków»”[13]. „Po raz pierwszy zobaczymy w filmie polskim sceny batalistyczne. A na tym tle rozgrywa się dramatyczna akcja miłości dwojga serc i pełny tragicznego napięcia konflikt ras między przyrodnimi braćmi Ryszardem i Ottonem v. Arffberg” – głosiło „Kino”[14].

PRODUKCJA

Sceny w gdyńskich plenerach rozpoczęto w drugiej połowie lipca 1930 roku i pomimo złych warunków atmosferycznych zdjęcia były zadowalające. Przy realizacji zdjęć, które kręcone były również na Helu, byli też obecni obaj scenarzyści.

Ekipa filmowa: widoczni m.in. Adam Brodzisz, Maria Malicka, Eugeniusz Bodo, Franciszek Petersile
Archiwum rodzinne Ryszarda Jankielewicza

Nie, zdecydowanie nie. Szrama na policzku Eugeniusza Bodo była jedynie charakteryzacją, nie była prawdziwa, choć tak wyglądała – odpowiadało „Kino” Em-Ge z Krosna[15]. Było to dzieło charakteryzatora Rudolfa Oldschmidta.

Natomiast podczas zdjęć uległ poważnemu wypadkowi Lech Owron grający rolę oficera pruskiego. W jednej ze scen Owron miał walczyć ze zgrają Kaszubów-rybaków, ale statyści tak przejęli się swoją rolą, że „jeden z nich w zapale uderzył Owrona widłami w twarz. W zgiełku nie było słychać krzyku aktora, operator kręcił dalej, sądząc, że Owron, chwiejąc się na nogach i trzymając poręczy schodów, gra. Po kilkakrotnym gwizdku reżysera udało się uspokoić tłum. Okazało się, że Owron jest ranny, po twarzy jego spływa krew”[16].

Na potrzeby filmu w stoczni gdyńskiej wybudowano szkielet łodzi podwodnej. Scena ataku na pokojowy francuski statek handlowy była przygotowywana przez tydzień, „a koszt ich wyniósł dziesiątki tysięcy złotych”[17]. W tym czasie w porcie gdyńskim zacumował francuski transportowiec, którego doświadczeni marynarze z dużym zapałem zgodzili się wziąć udział w scenie „torpedowania” ich okrętu przez niemiecką łódź podwodną. Wszystkie sceny walk morskich wzbudzały ogromne zainteresowanie gawiedzi i brzeg portowy był oblegany przez gdynian.

Czesław Piaskowski, Eugeniusz Bodo, Adam Brodzisz
„Kino” R. 4, 2.07.1933, nr 27

Adam Brodzisz i Eugeniusz Bodo wywoływali zrozumiałą sensację, paradując w pruskich mundurach i pikielhaubach. Co ciekawe, nie były to kostiumy uszyte na potrzeby filmu, ale oryginalne uniformy żołnierskie. Reżyser Czyński, chcąc wiernie odtworzyć realia filmu, kazał swoim asystentom odszukać krawca, który szył mundury dla pruskich żołnierzy. Miał on uszyć kostiumy, wiernie odwzorowane mundury, dla ekipy aktorskiej. Odnaleziono krawca, Jakuba Szmuraka, który nie posiadał się z radości. Okazało się bowiem, że tuż przed ucieczką niemieckich żołnierzy z Warszawy otrzymał zlecenie uszycia większej liczby mundurów dla rezydującego na Zamku gubernatora Hansa Hartwiga von Beselera, oficerów i wachmistrzów. Okupanci jednak nie zdążyli odebrać mundurów, ratując się szybką ucieczką. Krawiec Szmurak za sam mundur Beselera z odznaczeniami generała-gubernatora zażądał jedynie 200 złotych. I tak żołnierskie pruskie mundury trafiły na plan polskiego filmu.

Sambo i Eugeniusz Bodo
kadr z filmu

W filmie zagrał również ukochany pies Eugeniusza Bodo – Sambo, który na potrzeby fabuły został nazwany Mikiem. „Element komiczny” stanowili Adolf Dymsza i Jeż Kobusz, którzy „odtańczyli oryginalny taniec marynarski «gig»”[18]. Niestety, w jedynej zachowanej eksportowej kopii na Czechosłowację ten fragment nie zachował się. Natomiast Leo Fuks, aktor teatrzyku Ananas, miał odśpiewać kilka piosenek. W filmie zaśpiewali również Chór Dana i D. Orłowski. Za scenografię odpowiadał Stefan Norris. Kierownikiem produkcji został Władysław Markiewicz, a za fotosy odpowiedzialne było studio Stephot z Warszawy.

Do jednej z dramatycznych scen filmowych zaangażowano Kaszubów, którzy podeszli do projektu z ogromnym entuzjazmem. Matki, żony i dzieci zalewały się łzami przed kamerą przy pożegnaniu mężczyzn zmuszonych przez zaborcę do wstąpienia do wojska. „W Wietrze od morza ukazany jest z całym realizmem dawny ucisk ludności kaszubskiej przez pruskich okupantów. Sceny mobilizacji Kaszubów są wierną reminiscencją historyczną. Brutalność żołdaków pruskich tkwi jeszcze dobrze w pamięci znękanej ludności polskiej, gnębionej i ograbionej przez niemieckich okupantów” – pisał „Rozwój”[19].

WERSJA DŹWIĘKOWA FILMU

Na pierwszym planie widoczny
Edmund Nebel, NAC

Z końcem sierpnia ekipa filmowa wróciła z wybrzeża do Warszawy, aby z początkiem października rozpocząć nagrywanie dźwięku na płytach w atelier towarzystwa Syrena-Record. Prace zakończyły się w ostatnich dniach listopada. Oprócz wersji polskiej planowano nagrać również wersję angielską.

W grudniu 1930 roku zakończono nagrywanie wersji dźwiękowej Wiatru od morza w opracowaniu Jana Maklakiewicza, który skomponował muzykę, i Mariusza Olberta oraz w wykonaniu orkiestry Filharmonii pod batutą dyrygenta Józefa Wilkomirskiego. Piosenki, boston dla Marii Malickiej i pieśń marynarzy łodzi podwodnej, napisał Marian Hemar. A „Ilustracja Polska” zachwycała się „nieprzeciętnym poziomem artystycznym i technicznym polskich dźwiękowców, które nie ustępują produkcji zagranicznej”[20].

Film był udźwiękowiony, czyli kręcony był w konwencji filmu niemego, a na specjalistycznych płytach szelakowych dograno dźwięk. Jednak w wielu kinach był wyświetlany bez dźwięku i nic przy tym nie tracił ze swojej wartości artystycznej ani popularności. Wspominałam już, że jedyna zachowana kopia pochodzi z dawnej Czechosłowacji i jest ona opatrzona tablicami z dialogami w języku czeskim. Oczywiście, liczę, że kiedyś odnajdą się płyty i obejrzymy ten film takim, jaki widzieli go twórcy, ale dzisiaj wystarczy dobra muzyka zagrana na żywo przez tapera i z równą przyjemnością możemy obejrzeć zmagania miłosne trójki bohaterów. Nawet „Kino” zauważa, że filmy polskie „naprawdę są lepsze od przeciętnego «towaru» zagranicznego, a zwłaszcza od wielu amerykańskich «talkiesów». Lepsze dlatego, że nieme. Brak atelier do nagrywania filmów dźwiękowych wyszedł produkcji polskiej na dobre. Wprawdzie producenci i reżyserzy polscy robili, co mogli, aby wmówić w publiczność, że oni «także» robią «talkiesy», ale od nadmiernego gadulstwa i rozśpiewania uchronił filmy polskie brak odpowiednich instalacji technicznych na miejscu”[21]. „Gazeta Polska” donosiła, że poznaniacy mieli możliwość oglądania filmu jako dźwiękowca, ale „nie należy jednak przypuszczać, ażeby wersja niema popsuła piękność tego filmu”[22].

AKTORZY

Eugeniusz Bodo, NAC

Wśród aktorów na pierwszy plan wybijał się Eugeniusz Bodo, który umiał oddać skomplikowany charakter Ottona, silnego, czasem bezlitosnego, czasem pełnego poświęceń bohatera. Dzięki świetnej charakteryzacji Oldschmidta możemy wnioskować, że Otto nigdy nie cofał się przed przeciwnikiem. „Inni aktorzy wprost przy nim bledną” – stwierdzał „Ekran i Scena”[23]. „Kino” pisało o Bodo: „Inteligentny i wszechstronnie utalentowany artysta nie miał dotąd możliwości pokazania swoich walorów: dopiero postać drapieżnego i niezłomnego Niemca, człowieka wojny i rygoru, rola Ottona von Arfferberga, jest jego popisową kreacją wysokiej klasy”[24]. A „Ewa” napisała, że „siłą swego talentu wybił się na czoło całego zespołu, tak, że faktycznym bohaterem obrazu był on”[25].

Bohater Adama Brodzisza wypadł mdło, choć „Ilustracja Poznańska” próbowała pozytywnie opisać postać Ryszarda: „Brodzisz czaruje publiczność swą pełną bohaterstwa i marzycielstwa rolą”[26]. A „Ekran i Scena” zauważył, że „sympatycznie wygląda, lecz razi brakiem rutyny aktorskiej”[27]. „Kino” oceniło, że wprawdzie „wygrał, jak zwykle, z powodzeniem atuty swej męskiej i szlachetnej urody, lecz w scenach końcowych – a zwłaszcza w epizodzie łodzi podwodnej – kazano mu zanadto i za długo «teatralizować» rozpacz i rozterkę”[28]. Wspomniana „Ewa” krytykowała Brodzisza: „I tu zawiódł nasze oczekiwania”[29].

Kazimierz Junosza-Stępowski, NAC

Chwalono Kazimierza Junoszę-Stępowskiego, choć „Kino” w swojej recenzji pisało, że „ucierpiał w postaci”, bo „kazano mu tylko wchodzić i wychodzić z oznakami wielkiej depresji”[30].

Maria Malicka „mimo niefotogenicznej maski, czaruje subtelną grą, przepojoną liryzmem najczystszej wody”[31]. „Kurier Warszawski” również zwraca uwagę na jej brak fotogeniczności, bo choć „Maria Malicka okazała się artystką subtelną i inteligentną, brak jednak najważniejszego dla filmu waloru, tj. fotogeniczności, sprawia, że jej wysiłki artystyczne nie stoją na żadnym stosunku do osiągniętych rezultatów”[32]. „Ekran i Scena” zdradza tajemnicę świetnej interpretacji piosenki wykonanej przez Marię Malicką: „Zadebiutowała jako śpiewaczka. Głos jej wypadł doskonale, dykcja piękna i lekkość w śpiewie, co jest zasługą prof. Dobrowolskiej”[33].

W tym samym „Kurierze Warszawskim” została pochwalona gra Czesława Skoniecznego, który „stworzył postać wyrazistą, pełną prawdy życiowej”[34], i innych epizodycznych aktorów.

CO SIĘ NIE UDAŁO?

Film, który miał być odpowiedzią na niemiecką propagandę i świadczyć o trwałej polskości całego wybrzeża, który miał pokazać „ten moment psychologicznego zwycięstwa polskiej krwi”[35] i miał być „symbolem zwycięstwa prawdy i dobra na nienawiścią i fałszem”[36], zebrał szereg krytycznych opinii.

„Ilustracja Polska”
R. 3, 21.12.1930, nr 12

Pisano o „niefortunnej przeróbce” powieści na potrzeby filmu, „w założeniu patriotycznym, który, dzięki przeróbce p. Anatola Sterna, został tak spaczony, że w Rumunii i na Węgrzech wyświetlano go jako film propagandowy niemiecki!”[37]. W Niemczech zaś nosił tytuł Tragedia rodu von Arffbergów.

Dr J. Gamska-Łempicka przestrzegała przed „niebywałą dotąd w dziejach parodii kinowej karykaturą jednego z największych arcydzieł literatury polskiej”[38]. Jednak jej głównym zarzutem wobec filmu było bardzo swobodne podejście do prozy Stefana Żeromskiego, przy szeroko zakrojonej reklamie tego filmu podpierającej się właśnie nazwiskiem słynnego pisarza: „Taki film, jak tak zwany Wiatr od morza nie przynosi zaszczytu nie tylko Vox-Filmowi, ale także naszemu społeczeństwu i jego kulturze; tolerowanie takich faktów – to tchórzostwo, współdziałanie z nimi – materializm lub nieuctwo”[39].

„Fala” pisała o „przeciętnie poprawnym filmie polskim”[40].

„Tęcza” 14.02.1931, nr 7

Adwokat St. Kwiczał z Poznania krytykował bezlitośnie w liście do „Kina”: „apoteoza Niemców”, „film mógłby iść w Berlinie jako poparcie wystąpień Treviranusów”. Junosza i Bodo w swych silnych charakterach nie mieli równoważni w mdłym Ryszardzie i bezbarwnej Teresie, a także w samych Kaszubach. „To, że stary Kaszub na Anioł Pański przeżegnał się lub że Teresa pokątnie dzieciom opowiada historię Polski – nie świadczy dość silnie o żywotności narodu ani nie wykazuje naszych praw do naszej ziemi, o które wciąż kuszą się Niemcy walczący o rewizję granic… Że ekonom lubi ładne rybaczki i gnębi ludność, również nie daje żadnego podkreślenia walki polskości z nawałą niemiecką, bo każdy ekonom gnębi ludność, a prawie każdy na boku romansiki prowadzi, bez względu na jego narodowość. Takie już są ekonomskie «obyczaje».
Natomiast gorący patriotyzm rodziny niemieckiej – dziada i wnuka, oraz ich obowiązkowość, chociaż posuwająca się aż do okrucieństwa – wywołują tylko sympatie i podziw.
Nie można bowiem przejść do porządku nad faktem, że to właśnie niezdecydowanie Ryszarda, owego pół-Słowianina, jest przyczyną katastrofy ludzi łodzi podwodnej i śmierci Ottona, który ginie, występując w obronie znów Ryszarda! Ten sam Ryszard, który nie miał na tyle siły woli, by wrócić się spod drzwi Teresy, a potem opowiada Ottonowi o braterskiej ku niemu miłości – ten sam po wywoływanych katastrofach ma budować Polskę!”[41].

W tej ostatniej, przepełnionej goryczą recenzji jest dużo prawdy, choć nie brakło też głosów przychylnych, przy jednoczesnym wytknięciu błędów w scenariuszu, grze aktorów czy wypaczeniu tematu filmu.

Pisano, że film jest „triumfem reżyserskim”[42] i „Czyński stworzył film zwarty, doskonale pomyślany, imponujący wprost scenami, w których grały tłumy”[43], a także, że „porywający ten dramat dwóch braci, oficerów łodzi podwodnej, walczących o serce kobiety znalazł wspaniałą oprawę”[44].

W innej recenzji czytamy o „wtargnięciu na ekrany polskie świeżego, krzepiącego powiewu”, by po chwili dowiedzieć się o licznych niedociągnięciach: „nienaturalny chór marynarzy w zatopionej łodzi podwodnej, zbyt groteskowy epizod z dezerterami niemieckimi […], wreszcie zakończenie wydaje się wątpliwe: fotomontaż bezdusznych maszyn jest symbolem błędnym, bo przejście Pomorza w polskie władanie bynajmniej nie oznacza degradacji człowieka wobec gigantycznej techniki, raczej odwrotnie: wyzwolenie dusz ludzkich – dusz ludu kaszubskiego – z opresji niemieckiej machiny państwowej…”[45].

A JA?

Adam Brodzisz
kadr z filmu Wiatr od morza

Film zdominował Eugeniusz Bodo, który nie tylko dostał szansę na pokazanie swojego talentu, ale też jego postać została wyraziście opisana w scenariuszu. Przy bezbarwnej i wycofanej, lecz szlachetnej postaci Adama Brodzisza, bohater Bodo był, wbrew oczekiwaniom twórców, sympatyczniejszy i bardziej zrozumiałe było jego postępowanie. Ale wadą filmu było również poprowadzenie fabuły. To przez Ryszarda, który z czystych pobudek powstrzymuje brata przed zbombardowaniem francuskiego transportowca, łódź podwodna opada bezwładnie na dno. Wszyscy marynarze oczekują na powolną śmierć z uduszenia. I co się dzieje? Ryszard przez przypadek, nawet nie zauważywszy tego, porusza kołem sterowym, które uwalnia statek podwodny uwięziony w skałach. Scenarzyści nie dali szansy bohaterowi Adama Brodzisza na zrehabilitowanie się. Nie pozwolili mu zagrać bohatera, który dzięki swemu zdecydowaniu, odwadze i determinacji ratuje załogę. Który w obliczu zagrożenia staje się wzorem do naśladowania.

Dlatego i dziś, oglądając zachowane fragmenty filmu, większą sympatią darzymy okrutnego pruskiego oficera Ottona von Arfferberga niż niezdecydowanego pół-Słowianina Ryszarda von Arfferberga.

W KINACH

„Głos Poranny” R. 3, 23.02.1931, nr 53

Premiera odbyła się 25 grudnia 1930 roku. „Kurier Warszawski” zapowiadał „żywiołową tragedię na dnie oceanu załogi uwięzionej w łodzi podwodnej” i obiecywał, że ta historia „porwie wszystkich w najpotężniejszym morskim filmie sezonu”[46], który wkrótce pojawi się na ekranach warszawskich kin Casino i Filharmonia. W kinie Filharmonia seanse odbywały się przy udziale tamtejszej orkiestry symfonicznej.

Film, ze względów artystycznych i patriotycznych, był dozwolony dla młodzieży.

A od 28 czerwca do 11 lipca 1932 roku w kinie Adria-Palace odbył się Propagandowy Tydzień Polskiej Produkcji Filmowej pod patronatem Polskiego Związku Producentów Filmowych, gdzie pokazywano m.in. Wiatr od morza.

 

BARBARA WACHOWICZ

Barbara Wachowicz wspominała, że w 1960 roku spotkała się z Marią Bogdą i Adam Brodziszem w kawiarni Nowy Świat w Warszawie, aby porozmawiać z nimi o przedwojennych ekranizacjach prozy Stefana Żeromskiego. Nikt z kawiarnianego otoczenia nie rozpoznał w jej rozmówcach bożyszczy przedwojennych kinomanów. Przyszła z notatkami i niepochlebnymi recenzjami starych filmów, które podczas rozmowy coraz bardziej wstydliwie chowała między kartki, bo „dla mnie to była tylko sprawa małych filmów według wielkich książek wielkiego pisarza. A dla nich to było wspomnienie szczęśliwych dni młodości, sukcesów, uwielbienia…”[47].

 

[1] „Słońce. Program i biuletyn filmowy Teatru Świetlnego Słońce” 1931, nr 10.
[2] „Rozwój” 1930.
[3] „Słońce. Program i biuletyn filmowy Teatru Świetlnego Słońce” 1931, nr 6.
[4] Smętek – złośliwy diabeł, występuje w legendach ludowych kaszubskich i mazurskich.
[5] „Kino” 1930, nr 24 (17 VIII).
[6] „Kino” 1930, nr 13 (1 VI).
[7] „Kino” 1930, nr 14 (8 VI).
[8] Tamże.
[9] Tamże.
[10] „Kino” 1930, nr 18 (6 VII).
[11] „Kino” 1930, nr 20 (20 VII).
[12] „Kino” 1930, nr 26 (31 VIII).
[13] „Gazeta Szamotulska” 1931, nr 121 (17 X).
[14] „Kino” 1930, nr 42 (21 XII).
[15] „Kino” 1932, nr 7 (14 II).
[16] „Kino dla Wszystkich” 1930 (28 IX).
[17] „Rozwój” 1930, nr 224 (15 VIII).
[18] „Kino” 1930, nr 27 (7 IX).
[19] „Rozwój” 1930, nr 323 (23 XI).
[20] „Ilustracja Polska” 1930, nr 12 (21 XII).
[21] „Kino” 1931, nr 7 (15 II).
[22] „Gazeta Polska” 1931, nr 282 (3 XII).
[23] „Ekran i Scena” 1931, nr 1 (17 I).
[24] „Kino” 1931, nr 1 (4 I).
[25] „Ewa” 1931, nr 2 (151) (11 I).
[26] „Ilustracja Poznańska i Nowiny Sportowe” 1931, nr 9 (3 III).
[27] „Ekran i Scena” 1931, nr 1 (17 I).
[28] „Kino” 1931, nr 1 (4 I).
[29] „Ewa” 1931, nr 2 (151) (11 I).
[30] Tamże.
[31] „Kino” 1931, nr 1 (4 I).
[32] „Kurier Warszawski” 1930, nr 352 (27 XII), wydanie wieczorne.
[33] „Ekran i Scena” 1931, nr 1 (17 I).
[34] „Kurier Warszawski” 1930, nr 352 (27 XII),wydanie wieczorne.
[35] „Rozwój” 1930, nr 323 (23 XI).
[36] Tamże.
[37] „Do Kina” 1932, nr 5 (8 V).
[38] „Gazeta Lwowska” 1931, nr 33 (11 II).
[39] Tamże.
[40] „Fala” 1931, nr 1.
[41] „Kino” 1931, nr 13.
[42] „Ewa” 1931, nr 2 (151) (11 I).
[43] Tamże.
[44] „Głos Poranny. Dziennik społeczny, polityczny i literacki” 1931, nr 61 (3 III).
[45] „Kino” 1931, nr 1 (4 I).
[46] „Kurier Warszawski” 1930, nr 349 (22 XII), wydanie wieczorne.
[47] „Film” 1975, nr 46 (146) (16 XI)

 

Like
1