„Heimkehr” (1941)

Mirela Tomczyk
2 marca 2022 roku

 

Reżyser Učicky (przy kamerze)
źródło: METAPEDIA

Przyznam się Państwu, że nie sądziłam, iż kiedykolwiek na łamach SK będziemy omawiać film Heimkehr (Powrót do ojczyzny), który miał premierę 10 marca 1941 roku w Wiedniu. Scenariusz napisał Gerhard Menzel, wieloletni współpracownik reżysera Gustava Učicky’ego. Film nakręcono na zlecenie ministra propagandy III Rzeszy Josepha Goebbelsa, a pieczę nad jego realizacją sprawował szef SS Heinrich Himmler. Goebbels był zachwycony końcowym efektem. We wspomnieniach napisał, że to najlepszy film, jaki dotychczas powstał. Na fali tego zachwytu ustanowił coroczną nagrodę dla najlepszego niemieckiego filmu, której pierwszym laureatem został reżyser owego obrazu, Gustav Učicky (1898–1961). Učicky był nieślubnym synem słynnego malarza Gustava Klimta, matką zaś była czeska modelka Maria Učicka.

 

Malarz Otto Engelhardt-Kyffhäuser jako doradca artystyczny podczas zdjęć w Chorzelach
źródło: Filmarchiv Austria/Der nationalsozialistische Spielfilm „Heimkehr” und die„NS-Volkstumspolitik“

Pomysł filmu narodził się w 1940 roku, kiedy hitlerowscy dygnitarze rozmawiali o wymianie ludności z ZSRR, o przesiedleniu Niemców ze wschodnich terenów II RP, które w tym czasie zajmowała Armia Czerwona. Ta antypolska produkcja miała „z propagandowego punktu widzenia (…) pokazać dwa aspekty: wiekopomny exodus w kierunku ojczyzny Niemców etnicznych z Europy Środkowo-Wschodniej i przyczynę wybuchu drugiej wojny światowej. Chciano pokazać niemieckiej i światowej opinii publicznej, czemu tak naprawdę Polska została zawojowana” – pisał prof. Eugeniusz Cezary Król z Collegium Civitas, znawca propagandy niemieckiej, dodając: „Oczywiście przed wojną zdarzały się w Polsce antyniemieckie zachowania: spalenie drukarni w Łodzi, czy nieszczęsny plakat studentów, pokazujący mapę przyszłej Polski aż do Berlina. Ale to są oczywiście jakieś incydenty. Nie do porównania z tym, co widz ogląda w filmie Heimkehr”. Film miał ukazać kontrast pomiędzy cywilizacją germańską a barbarzyńskimi Słowianami, ciemiężenie Niemców przez Polaków na wschodzie Rzeczpospolitej i związaną z tym konieczność przyjścia rodakom na ratunek przez Führera[1].

Rynek w Chorzelach, w środku Robert Czerny, kierownik miejscowego planu filmowego
fot. Czesław Milewski
źródło: Der nationalsozialistische Spielfilm „Heimkehr” und die„NS-Volkstumspolitik“

Ten propagandowy i szkodliwy film powstał, aby obrazowo przedstawić niemieckiemu i austriackiemu społeczeństwu powody napadu na pokojowo nastawiony kraj. Był również pokazywany na ziemiach polskich podczas okupacji. Kosztował rekordową sumę, jak na owe czasy, 3 miliony marek. Miał usprawiedliwić działania wojenne i usankcjonować krwawe decyzje polityków. Scenariusz filmu miał przekonać społeczeństwo niemieckojęzyczne, że napad na sąsiedni kraj to tak naprawdę obrona obywateli przed krwiożerczymi Polakami. Wymyślona historia miała na celu zmanipulowanie współobywateli niezdecydowanych co do słuszności polityki agresji. Upokorzenia, obawa o życie, niepewność jutra czy doznana niesprawiedliwość z powodu pochodzenia nie były codziennością niemieckiej społeczności, która pozostała na Wołyniu. Choć film, ta megaprodukcja austriacka, właśnie akcentowała te wszystkie irracjonalności, które dotykały niewinną, uczciwą, ufną i patriotycznie nastawioną ludność pochodzenia niemieckiego zamieszkującą polskie ziemie. Zdecydowali się pozostać w nowym kraju, w Polsce, bo jej zaufali, że będą traktowani sprawiedliwie, a zostali oszukani i stali się ludnością drugiej kategorii, podludźmi. Zdziczali Polacy i Żydzi w tym obrazie nie szanują człowieczeństwa, żadnej kultury, więc należy zapanować nad tym chaosem i wprowadzić cywilizację, najlepiej tę nazistowską – taka była wymowa filmu Heimkehr.

Prace na planie Heimkehr
źródło: diepresse.com

Piszę o tym filmie, bo propaganda polityczna, niestety, zawsze była i będzie. Zawsze „jedyna słuszna telewizja” będzie pokazywać fałszywą rzeczywistość. Nie jest to nowe odkrycie, ale w ostatnich dniach widzimy nasilenie propagandy jednego kraju, który stara się przed swoimi obywatelami usprawiedliwić politykę agresji wobec innego państwa.

Muszę też dodać, że w samej historii powstania filmu, przy całym smutnym zapleczu i niesprawiedliwej wymowie zdarzały się historie małe i wielkie zarazem. Nie wszyscy chcieli brać udział w tym przedsięwzięciu, a ci, którzy musieli, nie zawsze działali po myśli okupanta.

 

Plan filmowy przygotowany był z typowo niemiecką dokładnością i skrupulatnością. Wszystko było zaplanowane i odbywało się zgodnie z harmonogramem. Zdarzały się jednak sytuacje, o których możemy dowiedzieć się wyłącznie od postronnego, lecz wnikliwego obserwatora, jakim niewątpliwie jest pan Lucjan Jankowski:

Sceny sprzed szkoły niemieckiej
kadry z filmu
źródło: kurpiankawwielkimswiecie.pl

– Do jednej z bardziej znanych z filmu scen sprowadzono, jako statystów, niemiecką młodzież z pobliskiego Opaleńca. Mieli odgrywać role uczniów z likwidowanej niemieckiej szkoły, a jako ich przeciwników, a właściwie „oprawców”, ściągnięto z Warszawy schwytanych podczas łapanki chłopaków z dzielnicy Praga („cwaniaczków” z Warszawy). Zakwaterowano ich obok mojego domu.
Pamiętam ten moment, gdy zobaczyłem ich po raz pierwszy. Któregoś dnia, wychodząc z budynku, zauważyłem masę obcych młokosów spoza Chorzel. Zacząłem z nimi rozmawiać. Opowiadali, że Niemcy zwinęli ich z ulicy i przywieźli tutaj, lecz nie wiedzieli, po co. Okazało się, że mieli wytworzyć odpowiednią atmosferę i sprowokować bójkę z niemieckimi chłopakami. Według scenariusza Polacy mieli prześladować Niemców w miasteczku jeszcze przed wojną w 1939 roku, i w jednej ze scen miał być odegrany epizod brutalnej likwidacji niemieckiej szkoły. Część jej wyposażenia Polacy mieli wyrzucić na bruk i spalić.
Jest scena, w której Polak bierze klatkę z kanarkiem i zamierza wrzucić ją na rozpalony stos. Niemiecki uczeń sprzeciwia się temu. Wywiązuje się bójka. Taką scenę widzimy w Heimkehr. Ja obserwowałem tę scenę spoza kadru, gdy ją kręcono na planie filmowym. Bójka pomiędzy tymi chłopcami była w rzeczywistości spontaniczna i niereżyserowana. Niemiec naprawdę oberwał w nos tak mocno, że poleciała mu krew. Było to udane ujęcie, które wyszło niezwykle realistycznie. Zapewne usatysfakcjonowało nie tylko operatorów, lecz również polskich chłopaków, którzy od dawna marzyli, by bezkarnie przyłożyć Niemcowi – wspomina z uśmiechem pan Lucjan[2].

 

Wilm Hosenfeld w okolicach Szczytna (poł. września 1940 r.). Był oficerem łącznikowym przy ekipie filmowej Heimkehra
źródło: kurpiankawwielkimswiecie.pl

Widziałam ten film jakiś czas temu na pokazie w kinie Iluzjon. Usiadłam w wygodnym fotelu pełna niesmaku i jednocześnie ciekawości. I wiecie co? Film mnie porwał. Autentycznie. To naprawdę bardzo dobrze zrobiona propaganda, świetnie zagrana przez aktorów, a scenariusz od pierwszych scen dawkował emocje od wysokich do tych najwyższych, aby po końcowej scenie widz wyszedł z kina ze słuszną tezą – trzeba było tych biednych Niemców bronić! Na szczęście nie oglądałam tego filmu w 1939 roku, nie jestem obywatelką nazistowskiego państwa i mam swój rozum.

O kulisach filmu Heimkehr i polskich aktorach, którzy starali się wykręcić różnymi sposobami z udziału w tym przedsięwzięciu, opowie Wam Marek Teler. Ciekawostką jest fakt, że plenery w Chorzelach, miasteczku na Mazowszu położonym niedaleko Przasnysza, wybrał kapitan Wilhelm Hosenfeld, ten sam, który uratował ukrywającego się po powstaniu warszawskim Władysława Szpilmana.

 

 

Marek Teler
fragment książki Upadły amant. Historia Igo Syma
Niemiecki „mąż zaufania”

 

W grudniu 1939 roku o meldunkach składanych niegdyś przez placówkę wywiadowczą „Port” przypomniał sobie konsulat polski w Budapeszcie, który polecił aktorowi i reżyserowi oraz rotmistrzowi 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich Romanowi Niewiarowiczowi powrót do Warszawy i rozpracowanie roli Syma w niemieckim wy­wiadzie[3]. Doniesienie działaczy „Portu” wymagało dokładnego zbadania, tym bardziej że do wybuchu wojny był to jedyny raport o szpiegowskich powiązaniach artysty. Wkrótce Niewiarowicz znalazł się w okupowanej stolicy i w marcu 1940 roku dołączył do Związku Walki Zbrojnej jako ofi­cer kontrwywiadu, przyjmując pseudonim konspiracyjny „Łada”[4]. Reży­ser jeszcze przed wojną dobrze znał Syma, a częste wyjazdy aktora do Nie­miec budziły jego podejrzenia. 19 października 1946 roku zeznał przed Sądem Okręgowym Śledczym w Krakowie: Igo Sym przed wojną jeździł bardzo często do Berlina. Wielokrotnie wyjazdy te następowały bardzo nagle, niespodziewanie i bez zapowiedzi. Często jeździł samolotem[5]. „Łada” od­nowił więc swoją znajomość z Symem i starał się wkraść w jego łaski, aby mieć do niego jak najlepszy dostęp.

Paula Wessely
źródło: derstandard.at

Tymczasem Igo Sym, który pracą w urzędach zdążył zaskarbić sobie zaufanie niemieckich urzędników, zaczął umacniać swoją pozycję w świecie artystycznym okupowanej Warszawy. 22 grudnia 1939 roku w sie­dzibie popularnego przedwojennego kina Palladium przy ulicy Złotej 7 otwarto Helgoland, czyli pierwsze kino przeznaczone wyłącznie dla Niem­ców. Na łamach „Warschauer Zeitung” szef propagandy Generalnego Gu­bernatorstwa z dumą donosił, że od tej chwili datuje się ponowne podjęcie działalności kulturalnej w Warszawie[6]. Kierownictwo kina powierzono Igo Symowi, co utwierdziło środowisko artystyczne w przekonaniu o jego współpracy z niemieckim okupantem. Stało się jasne, że aktor zamierza wykorzystać czas okupacji na zrealizowanie swoich ambicji, co budziło wśród większości aktorów i aktorek skrajnie negatywne odczucia.

Niemka atakowana przez Polaka
kadr z filmu

Przyjęcie przez Syma stanowiska kierowniczego w Helgolandzie było dopiero początkiem haniebnej wojennej karty w jego życiorysie. Latem 1940 roku artysta otrzymał bowiem od wytwórni filmowej Wien-Film propozycję nie do odrzucenia. Miał zająć się werbowaniem polskich ak­torów do ról w kłamliwym propagandowym dziele Gustava Učicky’ego Heimkehr[7]. Dokumenty w sprawie pracy Syma przy filmie zostały podpisane dopiero w grudniu 1940 roku, lecz naganianiem aktorów zaj­mował się znacznie wcześniej. Według umów z 13 grudnia 1940 roku i 4 stycznia 1941 roku miał być przy filmie tłumaczem, ale w piśmie do Wien-Filmu z 2 stycznia 1941 roku określił się mianem męża zaufania i pełnomocnika wytwórni, co bardziej odpowiadało jego roli[8]. Dokument z 13 grudnia 1940 roku zawierał dopisek: Umowa wchodzi w życie dopie­ro wtedy, gdy starosta Warszawy SA-Oberfuhrer Leist wyrazi zgodę na mój urlop od 27 grudnia do końca mojej działalności. Starosta Ludwig Leist wy­raził zgodę, więc 27 grudnia 1940 roku Sym mógł stawić się na planie w Wiedniu. Podpisane przez aktora kontrakty zapewniały mu tygodniowe wynagrodzenie w wysokości 125 marek niemieckich plus 250 złotych[9]. Przysługiwały mu również dieta 20 marek niemieckich dziennie na pobyt w Wiedniu oraz bilety na pociąg drugiej klasy z wagonem sypialnym z Warszawy do Wiednia i z powrotem[10].

Niemieccy osadnicy przewożeni do więzienia
źródło: NAC

Według relacji Józefa Kondrata początkowo Igo Symowi udało się namówić do współpracy reżysera Jerzego Gabryelskiego, który był przeko­nany, że Sym chce z nim założyć towarzystwo filmowe i we współpracy z Wien-Filmem wyprodukować kilka filmów o wolnych tematach w polskiej i niemieckiej wersji. Gabryelski wycofał się zapewne z jakiejkolwiek współpracy z aktorem, kiedy się dowiedział, o jaki dokładnie film chodzi[11]. Austriacka noblistka Elfriede Jelinek nie bez racji określiła Heimkehr mianem najgorszego filmu propagandowego, jaki kiedykolwiek powstał[12]. Film pokazywał, jak w małej wsi na Wołyniu w marcu 1939 roku Polacy brutalnie znęcają się nad mniejszością niemiecką, w szczególno­ści zaś nad niemieckimi kobietami i dziećmi. Miał on być prezentowany mieszkającej na ziemiach polskich ludności niemieckiej, aby podsycać jej nienawiść do Polaków.

Pomysł utworzenia filmu Heimkehr wyszedł bezpośrednio od Josepha Goebbelsa, ministra propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Adolfa Hitlera.

W wyniku polskiej nagonki niemieccy osadnicy zostają zamknięci w więzieniu
źródło: NAC

Temat „powrotu do domu” tak zwanych volksdeutschów do Rzeszy został przez niego uznany za najlepszy, aby pokazać nazistowską fabułę na wielkim ekra­nie. Ważność tego tematu można dostrzec także w tym, że przed Heimkehr po­wstały w nazistowskich Niemczech jeszcze trzy podobne filmy: Zbiegowie z 1933 roku w reżyserii Gustava Učicky’ego, Friesennot z 1935 roku w reżyserii Petera Hagena (alias Willi Krause) i Feinde z 1940 roku w reżyserii Viktora Tourjansky’ego – tłumaczy austriacki badacz filmu Heimkehr Gerald Trimmel. To właśnie Goebbels powierzył reżyserię nazistowskiej wersji Pancernika Potiomkina Gustavowi Učicky’emu, który wcześniej pokazał swoje zaufanie do reżi­mu Trzeciej Rzeszy filmem Zbiegowie. Goebbels dostrzegł w Gustavie Učickym jednego z najzdolniejszych reżyserów nazistowskich Niemiec. Według relacji świadków Učicky nie był prawdopodobnie antysemitą, ale na pewno był pod urokiem nazistowskiego reżimu i dostrzegał w nim dla siebie perspektywę wielkiej kariery – tłumaczy Trimmel[13]. Wstępne projekty dekoracji do fil­mu już w styczniu 1940 roku zatwierdził jeden z głównych przywódców Trzeciej Rzeszy Heinrich Himmler. Trzeba było jednak znaleźć do filmu odpowiednią obsadę, najlepiej polskiego pochodzenia, a Igo Sym dosko­nale znał polski świat artystyczny i wiedział, kogo warto zwerbować.

Dekoracje na planie filmowym w Chorzelach
źródło: Filmarchiv Austria/Der nationalsozialistische Spielfilm „Heimkehr” und die „NS-Volkstumspolitik“

Reżyser Gustav Učicky i scenarzysta Gerhard Menzel wiedzieli jednak, że nie znajdą wielu chętnych wśród Polaków, dlatego poza rolą burmistrza polscy aktorzy grali przede wszystkim postacie epizodyczne. Učicky zasta­nawiał się nawet, czy nie zaangażować do polskich ról mówiących po pol­sku Niemców i Białorusinów. Sam uważał bowiem, że przyjęcie roli w Heimkehrze jest niegodne Polaka i angażował wyłącznie aktorów, którzy nie wyrażali żadnych obiekcji[14]. Igo Sym chciał się jednak za wszelką cenę wykazać i wymusić na swoich dawnych kolegach artystach zgodę na wy­stęp w paskudnym antypolskim paszkwilu. Znał dobrze ich słabe strony, więc mógł się posługiwać szantażem. 22 grudnia 1946 roku Dobiesław Damięcki zeznawał przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, że Sym chciał dotrzeć do poufnych dokumentów ZASP-u, aby się dowiedzieć, który z aktorów miał żydowskie pochodzenie. Nasza organizacja postara­ła się o ukrycie tych dokumentów, o fałszowanie i stąd były ciągłe rozmowy Syma z prezesem [Józefem] Śliwickim czy ze mną na temat tych spraw – wspominał[15].

Zbudowany na potrzeby Heimkehr plan w studiu filmowym wytwórni Wien Film
źródło: Filmarchiv Austria/Der nationalsozialistische Spielfilm „Heimkehr” und die  „NS-Volkstumspolitik“

Początkowo Igo Sym zamierzał obsadzić w roli burmistrza wybitnego polskiego aktora filmowego i teatralnego Kazimierza Junoszę-Stępowskiego. Wiedział, że artysta ma żonę morfinistkę Jadwigę, która dla kolejnych dawek narkotyku wyprzedawała całe wyposażenie domu. Ponadto część środowiska artystycznego określała go jako germanofila, miał bowiem w rozmowie ze znajomym hrabią stwierdzić, że Niemcy zgniotą Anglię jak pluskwę[16]. Ofertę roli Sym przedstawił mu w kawiarni SiM w obecno­ści Gustava Učicky’ego i Józefa Artura Horwatha, dyrektora okupacyjne­go teatru Komedia. Reakcja Junoszy na propozycję bardzo go zaskoczyła, ponieważ aktor stanowczo odmówił udziału w filmie. Chociaż zapropo­nowano mu znakomite warunki finansowe oraz bezpłatny pobyt we Wło­szech lub w Tyrolu, Stępowski pozostawał nieugięty[17].

Sym zasugerował wówczas Junoszy, że jego odmowa może zostać uzna­na za sabotaż niemieckich dyrektyw, a w konsekwencji może mu za to gro­zić wywiezienie do obozu. Wtedy artysta odpowiedział stanowczo Igo Symowi: Kategorycznie odmawiam. Możecie panowie robić, co uważacie za stosowne. Nazywam się Junosza-Stępowski, a za udział w tym filmie powi­nien Polakowi każdy napluć w oczy. Rozmowę ekipy filmowej ze Stępowskim słyszał Roman Niewiarowicz. Gdy po chwili zostaliśmy sami ze Stępowskim, zapytałem: „A jeżeli cię istotnie wywiozą?” – „To mogą zrobić, ale pachołka niemieckiego ze mnie nie zrobią i nikt nie powie, że mnie szwaby kupiły”. Cieszę się, że byłem wówczas świadkiem tej sceny – wspominał Ro­man Niewiarowicz w „Przekroju” 2 września 1956 roku[18].

Bogusław Samborski w roli bezlitosnego burmistrza

Rolę burmistrza otrzymał więc Bogusław Samborski, znany z ról czar­nych charakterów, m.in. w filmach Dziesięciu z Pawiaka, Szpieg w masce czy Gehenna. Sym i Samborski poznali się bliżej na planie Szpiega w masce, więc Igo dobrze znał jego skomplikowaną sytuację rodzinną. Żona Sam­borskiego Stella (Stefania) Samborska pochodziła z rodziny łódzkich Żydów Tarapanich, a z pierwszego małżeństwa z działaczem syjonistycznym Leonem Sokołowem miała syna Stefana. Samborski chciał za wszelką cenę ochronić żonę i pasierba przed wywiezieniem do getta. Kiedy zaś Stefan Sokołow trafił do warszawskiego getta, Samborski czynił rozpaczliwe sta­rania, aby go uwolnić. Wystarczyło, że Sym zagroził koledze z planu filmo­wego złożeniem donosu na jego ukochaną żonę, a Samborski już podpisał kontrakt i zaczął uczyć się scenariusza.

Józef Kondrat na planie filmu
źródło: NAC

Podobnemu szantażowi uległ również Józef Kondrat, którego żona Guta z Blumenfeldów – aktorka znana jako Gustawa Błońska – tak­że miała żydowskie pochodzenie. Według zeznań złożonych przez aktora 15 września 1948 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie najpierw Igo Sym namawiał go, aby fałszywie poświadczył w Erlaubniskarte (ze­zwoleniu na wykonywanie zawodu) aryjskie pochodzenie żony, po czym kiedy Kondrat chciał wycofać się z roli w Heimkehr, zagroził mu, że może spowodować aresztowanie jego ukochanej. Następnego dnia relację Kon­drata potwierdziła przed sądem jego żona[19]. Szantaż Syma się udał i w re­zultacie 27 grudnia 1940 roku Bogusław Samborski, Józef Kondrat, Stel­la Samborska i Igo Sym wyruszyli razem pociągiem do Wiednia, gdzie już 2 stycznia 1941 roku rozpoczęły się zdjęcia w atelier w studiach filmo­wych Rosenhugel, Sievering i Schonbrunn. Chcąc wzmocnić swoją pozy­cję i zatuszować żydowskie pochodzenie, Stella Samborska pośredniczy­ła nawet jako tłumaczka w rozmowach polskich aktorów z ekipą filmową w Wiedniu[20].

Artur Horwath jako sekretarz wojewody łuckiego

Styczności z Symem nie uniknął również Stefan Golczewski, które­mu aktor Stefan Bystrzyński, używający w czasie okupacji nazwiska Wacker-Bystrzyński (w 1942 roku został folksdojczem), powiedział, że za jego udział w teatrze plebiscytowym na Warmii i Mazurach w 1919 roku może mu grozić aresztowanie. Podpowiedział wtedy Golczewskiemu, aby udał się do Igo Syma, który był już wówczas dyrektorem Teatru Miasta Warsza­wy. W tym czasie wiedzieliśmy już wszyscy, że Sym jest volksdeutschem – podkreślał Golczewski w zeznaniu przed Sądem Okręgowym w Częstochowie 22 marca 1948 roku. Sym poradził mu, aby dołączył do jego teatru, lecz Golczewski odmówił. Dyrektor-kolaborant zapisał sobie jednak jego adres i po tygodniu zaprosił go do siebie ponownie, tym razem w sprawie filmu. Dowiedziawszy się od konspiracyjnego ZASP-u, że chodzi o film propa­gandowy, Golczewski nie stawił się na spotkanie i dołączył do teatru Ko­media, gdzie w marcu 1941 roku zagrał w sztuce Weronika. W tym czasie Sym został zamordowany, lecz po jego śmierci Golczewskiego i tak pod­stępnie zmuszono do zagrania niewielkiej rólki w antypolskiej propagandówce[21].

Tadeusz Żelski jako nieudolny minister Beck

Aby uniknąć roli w filmie Heimkehr, artyści stosowali rozmaite wy­kręty, od wyszukiwania absurdalnych argumentów do zadawania sobie kalectwa. Antoni Różycki powiedział Symowi, że jest aktorem komedio­wym, nieznającym niemieckiego, a na dodatek z powodu tremy na ekra­nie jego twarz wychodzi skrzywiona. Franciszek Dominiak usłyszał od Igo, że ma zagrać w „polskim” filmie i nie może przeciwko temu protesto­wać. Kilka tygodni później Sym wręczył Dominiakowi kontrakt, zaliczkę w wysokości 500 złotych i fragment scenariusza z jego kwestiami. Okazało się, że miał zagrać polskiego kaprala bijącego Niemców. Zorientowałem się wówczas w antypolskim charakterze filmu i postanowiłem sobie, że w żadnym wypadku grać nie będę. Byłem zdecydowany nawet zadać sobie kalectwo, żeby nie móc jechać do Wiednia – wspominał po wojnie. Ostatecznie po twardej odmowie nie spotkały go jednak żadne konsekwencje[22].

program kinowy

Jerzego Pichelskiego przywieziono na spotkanie z Symem pod eskortą niemieckiej policji prosto z występu w kabarecie artystycznym Na Antre­soli. Po wojnie wspominał przed sądem: Sym na wstępie oświadczył mi, że padł na mnie wybór, iż będę grał w filmie, nie określając wszakże w jakim. Odpowiedziałem, że nie będę mógł grać, jeśli będzie to film godzący w moje uczucia narodowe. Sym mocno zaprzeczył. Aktor domyślał się, że chodzi o film polakożerczy, więc początkowo odmówił zagrania choćby epizodu, ale Sym stwierdził, że to rola „dla niego” i wkrótce dostanie scenariusz. Ostatecznie Pichelski podpisał kontrakt na rolę podoficera, ale, jak podkreślał, pod naciskiem Syma, który groził represjami i obozem, jeśli nie podpiszę. Jerzy Pichelski wiedział jednak, że w tak paskudnym filmie na pewno nie może zagrać. Od razu zorientowałem się, że to nie tylko film antypolski, ale polakożerczy. Postanowiłem za żadną cenę nie jechać i w tym celu przy­gotowałem sobie wspólnie z lekarzem znajomym chirurgiczne złamanie nogi w przypadku wyjazdu – wspominał[23]. Przez pewien czas Pichelski rzeczywiście nie występował na scenach jawnych teatrzyków, więc być może sy­tuacja zmusiła go do wcielenia planu w życie[24]. Proponowana mu przez Syma rola, określana jako „polski patriota”, miała według jednego ze scenariuszy polegać na wykrzykiwaniu do niemieckiej nauczycielki Marie w polskim kinie: Będziesz wreszcie śpiewać [hymn], ty zasrana babo!. Z ko­lei lincz na doktorze Mutiusie miał kwitować słowami: Tak mu przywali­łem, że ten pies powinien wykitować…[25].

Przed premierą Heimkehr w wiedeńskim kinie Scala 10.10.1941 r.
źródło: Filmarchiv Austria/Der nationalsozialistische Spielfilm „Heimkehr” und die „NS-Volkstumspolitik“

Aktor Roman Dereń powiedział Igo podczas przypadkowego spotka­nia na schodach w teatrze: Pamiętaj, że ja nie przyjmuję tej roli i że ci egzemplarz jutro zwrócę[26]. Symowi odmówiły również aktorki Ina BenitaLili Zielińska, które nie chciały zagrać w filmie Učicky’ego nawet niewielkich żeńskich epizodów. 8 września 1948 roku mąż Lili Zielińskiej Tadeusz Chrzanowski zeznał w Prokuraturze Sądu Okręgowego w Warszawie: Szereg osób zaproszonych do udziału w filmie odmówiło od razu, inni przyjęli zaliczkę pieniędzy i podpisali kontrakty, ale następnie zwracali otrzy­mane kwoty i zwolniono ich z kontraktu, inni jednak grali w filmie (Samborski i inni). Ci wszyscy, którzy wymówili kontrakty, nie spotkali się ze strony władz niemieckich z represjami[27]. W podobnym tonie wypowiadał się 30 czerwca 1948 roku Leon Schiller przed Sądem Okręgowym w Łodzi: Sym wprawdzie w rozmowach z aktorami uciekał się do pogróżek, lecz jak znający dobrze całą sprawę twierdzą, nie należało się ich obawiać, zwłaszcza, że Učicky żadnego nacisku nie wywierał, gdy zauważał opór ze współpracy z takim kandydatem, chętnie rezygnować[28]. Schiller chciał swoimi słowami nie tyle usprawiedliwiać Syma, co wyolbrzymić winę artystów, którzy zagrali w antypolskim filmie. Faktem jest jednak, że chociaż Sym posuwał się do szantażowania kolegów, aby przyjęli role, nie spełniał pogróżek w przypadku odmowy. Były one jedynie straszakiem, ponieważ wiedział, że nikt z poczuciem godności narodowej nie zgodzi się zagrać w filmie do­browolnie.

Proces polskich aktorów, którzy wzięli udział w filmie Heimkehr (1948)
źródło: kurpiankawwielkimswiecie.pl

Józef Kondrat wspominał przed Sądem Okręgowym w Warszawie o konferencji, jaką zorganizował Igo Sym, aby tam oficjalnie zaproponować aktorom zawarcie kontraktu. Na zapytanie moje i innych aktorów co do treści filmu i poszczególnych ról, Sym odpowiedział ogólnikowo, że jest to polski film, a szczegóły zostaną nam podane później – opisywał. Kolaborujący aktor posuwał się zatem nie tylko do szantażu, lecz także manipulacji. Heimkehr był bowiem nie filmem polskim, ale dziełem propagandy Trzeciej Rzeszy realizowanym z błogosławieństwem Josepha Goebbelsa[29]. Ostatecznie wśród osób, które ze strachu przed spełnieniem gróźb przez Syma lub z powodu trudnej sytuacji finansowej jednak się zgodziły przyjąć role, znaleźli się oprócz artystów wymienionych wcześniej między innymi Michał Pluciński, Juliusz Łuszczewski i Wanda Orzechowska-Szczepańska. W sekretarza wojewody wcielił się zaś Józef Artur Horwath, dyrektor teatru Komedia, którego koncesjonariuszem był Sym. W scenach zbiorowych występowali rosyjscy aktorzy z prowadzonego przez Bazylego Sikiewicza Rosyjskiego Studia Dramatycznego i statyści z Teatru Miasta Warszawy pod dyrekcją Igo Syma[30].

Proces polskich aktorów, którzy wzięli udział w filmie Heimkehr (1948)
źródło: hit.policja.gov.pl

Werbowanie aktorów do antypolskiego filmu nie było jednak jedynym zadaniem Igo Syma w okupowanej Warszawie. Przede wszystkim miał się zająć odbudową życia artystycznego w stolicy, które we wrześniu 1939 roku przeniosło się do podziemia. Już w grudniu na łamach „Nowego Kuriera Warszawskiego” anonimowy dziennikarz wymienił w antysemic­kim artykule Semiccy „ bogowie” na polskim Olimpie nazwiska dyrektorów, aktorów i innych pracowników teatrów, którzy ze specjalnym zamiłowa­niem coraz bardziej zażydzali teatr polski. Tak wyglądały polskie teatry. Wydawało się, że jest to tragiczne nieporozumienie, a jednak tak w istocie było. Żydzi nadawali ton polskiej sztuce scenicznej, żydzi decydowali o repertuarze, żydzi reżyserowali i wreszcie żydzi byli wykonawcami. Tych dowodów chyba wystarczy, by stwierdzić, że polskie teatry często były polskie tylko z nazwy – pisano w duchu propagandy Trzeciej Rzeszy[31].

Misję utworzenia „prawdziwie polskich” teatrów powierzono Igo Symowi, który z przedwojennego króla operetek miał się teraz stać wielkim dyrektorem teatrów, a co za tym idzie pracownikiem niemieckiej propa­gandy i ulubieńcem gubernatora dystryktu warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa Ludwiga Fischera.

 

 

[1] M.W. Kmoch, Mała ojczyzna. Nazistowska propaganda w Chorzelach. Jeszcze raz o Heimkehr, [dostęp 26 lutego 2022 r.].
[2] I. Kwiecińska, P. Maszkowski, Heimkehr – celuloidowy koszmar nazistowskiej propagandy, [dostęp 26 lutego 2022 r.].
[3] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Proces Fischera, t. 3-4, sygn. IPN GK 196/62.
[4] J. Rzepecki, Niewiarowicz w kontrwywiadzie – organizacja podziemia – czy Schiller był oficerem?, „Pa­miętnik Teatralny” 1964, t. 13, nr 4 (52).
[5] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Proces Fischera, t. 3-4, sygn. IPN GK 196/62.
[6] K. Trojanowski, Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 44.
[7] R Włodek, Igo Sym (1896-1941), aktor filmowy, kabaretowy, teatralny, dyrektor teatru [w:] Polski Słow­nik Biograficzny, t. 46, Kraków 2009—2010, s. 226—229.
[8] Umowa Igo Syma z 13 grudnia 1940 r., Filmarchiv Austria; List ofertowy Igo Syma z 2 stycznia 1941 r., Filmarchiv Austria; Umowa Igo Syma z 4 stycznia 1941 r., Filmarchiv Austria.
[9] Umowa Igo Syma z 13 grudnia 1940 r., Filmarchiv Austria.
[10] Tamże.
[11] K. Trojanowski, Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 313-314.
[12] Tamże, s. 310-311.
[13] Informacja p. Geralda Trimmela z 11 stycznia 2021 r.
[14] Tamże, s. 310-311.
[15] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Protokół Rozprawy Głównej w formie stenogramu w spra­wie Fischera i innych z dnia 20. XII, 21. XII, 30. XII. 1946 r.; t. 3, sygn. IPN GK 196/73.
[16] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Teczka Zbigniewa Sawana, sygn. IPN BU 0423/5668.
[17] R. Niewiarowicz, Śmierć Junoszy Stępowskiego, „Przekrój” 1956, nr 36.
[18] R. Niewiarowicz, Śmierć Junoszy Stępowskiego, „Przekrój” 1956, nr 36.
[19] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Akta w sprawie: Józef Kondrat i inni, sygn. IPN GK 453/670.
[20] K. Trojanowski, Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 317.
[21] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Akta w sprawie: Józef Kondrat i inni, sygn. IPN GK 453/670.
[22] K. Trojanowski, Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 315-316.
[23] Tamże, s. 316.
[24] M. Bernatt-Reszczyński, Gary Cooper znad Wisły. Jerzy Pichelski, Warszawa 2019, s. 159.
[25] E. C. Król, Polska i Polacy w propagandzie narodowego socjalizmu w Niemczech 1919—1945, Warsza­wa 2006, s. 329.
[26] J. Hera, Losy artystów polskich w czasach niewoli 1939—1954, Kraków 2019, s. 376.
[27] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, Akta w sprawie: Józef Kondrat i inni, sygn. IPN GK 453/670.
[28] Tamże.
[29] Tamże.
[30] K. Trojanowski, Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce, Warszawa 2018, s. 311.
[31] Semiccy „bogowie” na polskim Olimpie, „Nowy Kurier Warszawski” 1939, nr 58.

 


Zdjęcie wprowadzające: Paula Wessely na planie Heimkehr (1941). Źródło: welt.de

Like
1