Jerzy Pichelski: Jestem zupełnie inny, niż na ekranie (1938)

Polska pod obstrzałem „hollywoodzkich scout’ów’! Taka wiadomość rozniosła się w naszym światku filmowym z szybkością błyskawicy. Zaczęły chodzić wieści o zakonspirowanej bytności „łowców gwiazd” w Warszawie; powoływano się na to, że widziano ich już w Wiedniu i  Budapeszcie.

Następna wiadomość była jeszcze bardziej sensacyjna. Pichelski zaangażowany do Hollywood! Próbne zdjęcia pod pokładem „Normandie” płyną do USA. Krótką notatkę na ten temat, zamieściliśmy już w poprzednim numerze „Kina”, dziś możemy podzielić się z czytelnikami wiadomościami „z pierwszej ręki” tzn. od Pichelskiego.

– Kiedy wieczorem wróciłem z przedstawienia Gałązki rozmarynu – opowiada sympatyczny aktor, oświadczyła mi służąca, że w czasie mojej nieobecności telefonowało przedstawicielstwo pewnej wytwórni amerykańskiej. Byłem zdumiony, gdyż nie znałem tam nikogo. Niemniej jednak, skontaktowałem się następnego dnia z dyrektorem tej placówki. Kazano mi natychmiast przyjechać. Pojechałem. W czterech ścianach gabinetu, przedstawiono mi małego, niepozornego człowieka:

– To I.R. Ince, odkrywca Luisy Rainer – zarekomendował dyrektor.

Obejrzano mnie ze wszystkich stron. Potem stwierdzono, że zachowuję się tak samo jak większość aktorów amerykańskich tzn. niezaradnie, i że jestem zupełnie inny, niż na ekranie. Pan Ince powiedział „na ekranie”, jako że w Gałązce rozmarynu (widział, okazuje się, mnie na scenie), kazał sobie przepuścić moje dwa najnowsze filmy Ludzi WisłyKościuszki pod Racławicami.

– Czy zna pan angielski język? – zapytano mnie.

– Nie.

– Nauczy się pan go w ciągu pól roku – zakonkludował Mr. Ince – A teraz pozwoli pan, że wyślę wycinki z pańskich filmów do zaakceptowania w Hollywood.

Tego samego jeszcze dnia, reżyserzy Lejtes i Ford, zmontowali specjalnie dla Ameryki wycinki z tych scen filmowych, w których biorę udział. Poza tym „ograbiono mnie” ze wszystkich zdjęć. Wysłano je również do Ameryki.

– I co dalej?

– Nic. Mister Ince wyjechał do Londynu, zapowiadając, że da wkrótce znać o sobie. Inna rzecz, że ja nie przywiązuje specjalnie wielkiej wagi do tych kuszących propozycyj z USA, chociaż rad byłbym bardzo, gdyby okazały się realne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.