Bogusław Samborski o filmie (1930)

Pomimo niechlubnej działalności artystycznej w czasie okupacji hitlerowskiej (wystąpił w antypolskim filmie oraz namówiony przez Igo Syma współtworzył teatry jawne), Bogusław Samborski jest jednym z najbardziej charakterystycznych aktorów polskich dwudziestolecia międzywojennego. Na rolę amantów nie miał szans. Masywna postura, gruby głos i złowieszczy wyraz twarzy plasował go jedynie jako kandydata do ról czarnych charakterów, a te grał po mistrzowsku. Pod tym względem był wyjątkiem w ówczesnej rodzimej kinematografii.

Był także niezwykle wrażliwy na artyzm w polskiej kulturze. Szukał rozwiązań dla wsparcia wszelkiej działalności na tym tle, zdając sobie sprawę z tego, iż to finanse uzależniają od siebie przedsięwzięcia w tej materii, o czym otwarcie mówił.

Rozmowę z Bogusławem Samborskim cytujemy za „Kino dla Wszystkich” z 1930 roku:

Nie sposób zaprzeczyć, iż wybitna, wielka indywidualność aktorska własnym ciężarem „gatunkowym” wysuwa się zawsze w filmie na pierwszy plan. Na przykład Jannings, albo Veidt.

To są indywidualności wyłaniające się z ogólnego tła nieharmonizującego nawet ze stylem gry pozostałych, drugoplanowych postaci. Do nich należy również bez wątpienia Bogusław Samborski.

W najbliższym czasie ujrzymy go znowu na ekranie w Urodzie życia reż. J. Gardana (w roli gen. Polenowa).

Nie każdy dobry aktor filmowy bądź sceniczny potrafi mówić o sztuce. Istnieją przecież „gwiazdy”, które są najciekawsze wtedy, gdy dają się podziwiać na dystans – z ekranu.

P. Samborski nie przestaje być interesujący w tzw. rzeczywistości codziennej. W słowach jego czuje się umiłowanie sztuki.

– Zawsze krwawiło mi serce – oświadcza nam polski Jannings, Samborski – gdy widziałem jak marnują się u nas talenty, jak powstają obrazy – lichoty obliczone na zaspokojenie minimum wymagań niewybrednej publiczności. Jest to błąd naszych producentów, którzy mniemają, że utwór artystyczny nie może być kasowym. Artyzm miałby popłacać. Ależ przeczą temuż dziesiątki filmów zagranicznych… Publiczność nasza potrafi ocenić naprawdę rzeczy artystyczne.

Możliwości polskiego filmu są o wiele większe, niż dotychczasowe rezultaty. Mamy przecież pierwszorzędny materiał aktorski, zdolnych operatorów i reżyserów, ale trzeba im dać pole do pracy. Trzeba – ambicji artystycznej dyrektorów (finansowych naszych wytwórni).

– Jaki typ twórczości kinematograficznej odpowiada panu najbardziej? – pytamy. – Filmy amerykańskie, niemieckie, francuskie…?

– Nie uznaje takiego podziału. Zwłaszcza jeśli chodzi o zamorską produkcję: bodaj nie istnieje tam stuprocentowy, rasowy „czysty” arcyfilm. Przejrzyjmy najlepsze obrazy amerykańskie: zawsze znajdziemy w nich domieszkę europejską; albo aktor, albo reżyser, albo operator okaże się europejczykiem.

Jednym z najświetniejszych obrazów, jaki widziałem – to Ludzie podziemi, reżyserii J. Sternberga z G. Bancroftem, E. Brendt i C. Brookiem. Film ten, mimo iż rozgrywa się wśród „mętów” społecznych, jest naw skroś artystyczny.

W Europie najpoważniej traktują kino Niemcy – to tez osiągają dziś coraz częściej wspaniałe rezultaty.

– Tak, panie – oświadcza Samborski – jeśli chcemy się zdobyć na produkcje godną nas samych, naszej kultury i umysłowości, nie potrzebujemy „gromadzić” intryg, pikanteryjnych epizodów – wystarczy talent i ambicja artystyczna.

Liczenie na dochody? – Oczywiście, Finansista nie może kalkulować na straty. Nie powinien wszakże zapominać, że finansuje produkcję artystyczną, a nie bawełnę ani kauczuk. Musi chcieć stworzyć dzieło sztuki.

Do tego właśnie dążyliśmy realizując Urodę życia.

Przede wszystkim reżyser J. Gardan wespół z Anatolem Sternem opracowali szczegółowo scenariusz i muszę przyznać, że to znacznie ułatwiło mi pracę. Każdą scenę filmu przetrawiłem uprzednio, znałem nieomal na pamięć – zanim stanąłem przed „srogim okiem” aparatu filmowego.  A przy tym miałem tak doskonałych partnerów jak Nora Ney i Adam Brodzisz, z którymi szybko i łatwo nawiązać  tak nieodzowny w pracy filmowej – kontakt.

Mam niepłonną nadzieje, że nowy ten film reżysera Juliusza Gardana nie zawiedzie pokładanych w nim nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.