Adolf Dymsza znów na scenie. Wywiad z Dawidem Dziarkowskim.

fot. Maciej Czerski

20 września 2025 roku w Teatrze Komedia odbędzie się premiera monodramu Król komedii, inspirowanego życiem i twórczością Adolfa Dymszy. Aktor Dawid Dziarkowski, który wciela się w postać popularnego przedwojennego aktora, dzielił wywiadu naszemu portalowi. 

Wywiad 15 lipca 2025 roku z Dawidem Dziarkowskim przeprowadziły Olga Gaertner i Mirela Tomczyk. 

 

stare-kino.pl: Panie Dawidzie, pierwsze, oczywiste pytanie: skąd pomysł i czy to Pan zabiegał o tę rolę? Czy jednak pojawiła się znienacka? 

Dawid Dziarkowski: To jest długa historia i wielotorowa. Jedno i drugie. Od czasu studiów, od moich wykładowców słyszałem o podobieństwie do Adolfa Dymszy. Nie wiem czy to prawda? Czy Panie to widzą? 

stare-kino.pl: Na zdjęciach, gdy jest Pan ubrany w przedwojenny garnitur, widać ogromne podobieństwo, teraz we współczesnym ubraniu trochę mniej…

Dawid Dziarkowski: Ja to gdzieś też widzę… 

stare-kino.pl: Przedwojenna uroda…

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Trochę tak. Jak pokazywałem te zdjęcia swojej siostrze, to powiedziała: „Jakbym widziała naszego dziadka”. To podobieństwo i zainteresowanie postacią Dymszy razem się złożyło. Prowadziłem na Instagramie swój profil, na który wrzucałem branżowe filmy humorystyczne, opowiadałem o życiu aktora i z czasem zebrałem dość dużą liczbę obserwujących. Pewnego razu, to było na prima aprilis, zażartowałem sobie, że powstaje film o życiu Adolfa Dymszy ze mną w roli głównej. Oczywiście, po jakimś czasie skorygowałem tę informację. Rozczarowanie było ogromne, ale uważam, że wysłałem jakąś informację we wszechświat, że jestem gotowy podjąć wyzwanie. Reżyserka Marta Miłoszewska, która miała tekst sztuki napisanej przez swojego ojca – Wojciecha Ogrodzińskiego, wielkiego miłośnika Dymszy, zobaczyła ten primaaprilisowy dowcip i postanowiła się do mnie odezwać. Ta informacja rzucona we wszechświat wróciła do mnie. I tak to się wszystko zaczęło.

stare-kino.pl: A co dla Pana znaczy, że jest Pan podobny do Dymszy? Jest to przyjemne porównanie? Czy to nie ma znaczenia?

Dawid Dziarkowski: W kontekście wyczucia formy i komedii jest to olbrzymi komplement. Podobnie w kontekście przedwojennej urody i jakiegoś rodzaju klasy. Dla mnie Dymsza był też swoistym synonimem wszechstronności, czyli czegoś, co cenię w tym zawodzie najbardziej. Z jednej strony aktor charakterystyczny potrafiący rozśmieszyć i zagrać wszystko, zadaniowiec, a z drugiej przystojniak, amant, wystarczy spojrzeć w jego oczy. 

stare-kino.pl: Zainteresowało nas to, co Pan powiedział o swoich wykładowcach, że rozpoznali w Panu Dymszę, ponieważ, jak rozmawiamy z innymi współczesnymi aktorami i pytamy się ich o studia, o proces nauczania, to nikt nie mówi o tym, że mieli wykłady z przedwojennego kina, że ktoś wspominał nazwiska przedwojennych aktorów. 

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Mam szczęście do ludzi na swojej drodze, do swoich wykładowców i nauczycieli przez te wszystkie lata. Pierwszą osobą, która mi o tym powiedziała była Wiesława Szymańska, która prowadziła kabaret literacki na bazie tekstów m.in. Tuwima i Hemara. Jest miłośniczką piosenki aktorskiej i dobrze pojętej komedii. 

stare-kino.pl: Chciałybyśmy zapytać o Pana pierwszy kontakt z Dymszą na ekranie. Pamięta Pan? 

Dawid Dziarkowski: Tak, to było wiele lat temu. Pierwszy film jaki świadomie z nim oglądałem to była Kariera Nikodema Dyzmy. Film powojenny. To było związane z moją pracą, byłem jeszcze szkole aktorskiej, a w teatrze Jaracza w Olsztynie szykowaliśmy się do premiery Kariery i oglądałem wszystko związane z tą powieścią, czyli ekranizacje z Dymszą i Wilhelmim. 

stare-kino.pl: A przedwojenne filmy z Dymszą? Ma Pan jakieś ulubione? 

Dawid Dziarkowski: Podobał mi się Sportowiec mimo woli, ale chyba takim najbardziej ulubionym jest Antek policmajster. A wracając do powojennych to lubię też Skarb. Bardzo doceniam te wszystkie filmy. Ale też muszę przyznać, że porównując ekranizacje Dyzmy, to jednak wygrywa Wilhelmi. 

stare-kino.pl: Bo Dyzma z Dymszą wcale nie był udanym filmem… Oglądał Pan filmy z nim, widział Pan specyficzne ruchy i zachowanie Dymszy, a przypuszczamy, że inaczej się zachowywał na scenie, inaczej w prywatnych sytuacjach. Jak uczył się Pan tych jego gestów, ruchów? Nauczyciele, filmy, choreograf czy to samo z siebie wyszło?

fot. Olga Gaertner

Dawid Dziarkowski: Zdolności imitacyjne zawsze miałem, a one przez obserwację wchodzą w ciało. Poza tym w zależności kogo się słucha, to jedni mówią, że prywatnie był inny niż na scenie, a drudzy, że nie, właśnie taki sam. Pewnie miał wiele twarzy. To co widzimy w filmie, to komediowa warstwa. To co my opowiadamy w tym spektaklu to jest ta druga warstwa jego życia. Są, oczywiście, momenty, kiedy staram się go imitować. Słuchałem też nagrań jego prywatnych wypowiedzi i po głosie można, w pewnym stopniu, odczytać charakter i oddać kolor tego człowieka. 

Ale podkreślam, że bazujemy na wspaniałym tekście, pisanym, powiedziałbym, „pod natchnieniem” przez znawcę tematu. Gdy go przeczytałem, to wiedziałem, że mam do czynienia z wysoką literaturą. Jest napisany taką prozodią i rytmem, jakby mówił sam Dymsza, przynajmniej tak sobie to wyobrażam. Łącząc to wszystko w jedno wymyśliłem sobie, jak on mógłby mówić i zachowywać się, jak opowiadać o swoim życiu. Bo cały ten spektakl jest w pewnym sensie rozliczeniem z przeszłością. 

Forma teatralna zmusza do znalezienia odpowiedniego języka, sposobu na opowiedzenie tej konkretnej historii. Mamy tutaj do czynienia z opowieścią starca, który spędza ostatnie chwile w domu opieki społecznej w Górze Kalwarii. I tutaj rodzą się pytania: czy mam grać tego starca, czy znaleźć jakiś knyf, czy zachowywać się jak podczas naszej rozmowy? Muszę znaleźć coś konkretnego, aby to nie było sztuczne i nienaturalne. Starałem się z reżyserką znaleźć warstwy tego tekstu, aby trochę było starego Dymszy, trochę młodego Dymszy, trochę filmowego i trochę mnie. 

Trudno mi odpowiedzieć wprost na to pytanie, bo bazowałem nie tylko na filmach, choć oczywiście, to robiłem, ale to tylko ta jedna imitacyjna warstwa. Trudna, ale też najprostsza, bo jednopłaszczyznowa, bo to tylko naśladownictwo. Bardziej skomplikowane i wymagające jest znalezienie dróg, aby dotrzeć z tym tekstem do widza. 

fot. Maciej Czerski

stare-kino.pl: Czy przez cały spektakl jest Pan tym starym Dymszą? Czy przeobraża się Pan w młodego i musi Pan wykonywać różnego rodzaju akrobacje? 

Dawid Dziarkowski: W tym spektaklu jest wiele płaszczyzn: jestem sobą, tzn. jestem sobą, który nie ukrywa, że stara się być Dymszą… Jest wiele postaci, o których Dodek opowiada. Jest jego żona, jest jego córka, kolega z teatru. To w pewnym sensie teatr jednego aktora. Dotykamy różnych momentów jego życia. Jakaś forma akrobacji musi być – chcę, żeby publiczność zobaczyła Dodka.

stare-kino.pl: Mówi Pan o kolegach z teatru. Czy padają jakieś nazwiska?

Dawid Dziarkowski: Tak, padają w kontekście oskarżeń o kolaborację, ale też proszę pamiętać, że wciąż pracujemy nad tekstem, premierę mamy dopiero za dwa miesiące, więc coś może jeszcze wypaść. Myślę, że to jest najważniejszy wątek tego spektaklu. 

stare-kino.pl:  A czy Dymsza rozlicza się z Mirą Zimińską, która nie stawiła się w sądzie, aby zaświadczyć o jego uczciwości podczas wojny? 

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Nie, nie ma tego wątku. Jest mnóstwo innych wątków, a spektakl będzie trwał około godziny, więc coś, siłą rzeczy, musiało zostać pominięte. Z życia Dymszy można by było zrobić kilka spektakli. 

My skupiliśmy się głównie na wątku rozliczenia z przeszłością. Ten jego życiorys jest tak pełny, że ta godzina jest i tak intensywna, a monodram nie może być za długi. 

stare-kino.pl: A będzie Pan coś śpiewał? 

Dawid Dziarkowski: Będę podśpiewywał. 

stare-kino.pl: Coś z tych najpopularniejszych szlagierów „dymszowych”? 

Dawid Dziarkowski: Tak…

stare-kino.pl: Na ile ten spektakl jest wierny biografii Dymszy, a ile jest w nim inspiracji?

Dawid Dziarkowski: Myślę, że poruszę część jego życia sumiennie. Czytając Ogrodzińskiego, czy książkę Śmiech przez łzy Zuzanny Szydłowskiej i Elżbiety Draczyńskiej, czy też Dodek Romana Dziewońskiego, można wiele zrozumieć. Wolę Śmiech przez łzy, bo jest bardziej osobista. Ale wszystkie te teksty uświadomiły mi, że to nie jest zmyślona historia. 

stare-kino.pl: Czy skrócił Pan sztukę? Zrobił Pan cięcia tekstu? 

fot. Olga Gaertner

Dawid Dziarkowski: Nie. Ten tekst jest praktycznie w całości. No, może wyleciało kilka linijek. To bardzo dobry tekst, choć jest trudny, bo na pierwszy rzut oka nie wydaje się być klasycznym „samograjem”. Jest oparty na mądrej historii, szlachetnym języku, wysublimowanym żarcie, ale trzeba jeszcze go mądrze przenieść na scenę tak, by nie zmarnować jego potencjału. I dzięki wsparciu Marty Miłoszewskiej, wspaniałej reżyserki, a także Pauliny Czernek i Michałowi Wierzbowskiemu, udało się stworzyć coś naprawdę fajnego. 

stare-kino.pl: Pańskim zdaniem, dla kogo jest ten spektakl? 

Dawid Dziarkowski: Myślę, że dla wszystkich. Lubię w tej formie to, że osoba nieznająca Dymszy, może się dowiedzieć kim on był i że w ogóle był. Mam nadzieję, że wciągnie się w tę historię. Tak samo osoba znająca kino nie zostanie w żaden sposób zawiedziona. To szlachetny rodzaj teatru i z szacunkiem do wszystkich. 

Wracając do prawdy historycznej w tym spektaklu, to nie znalazłem dowodu na to, że Dymsza faktycznie stepował, a ja mam założone buty do stepu podczas spektaklu. Tak to sobie wymyśliliśmy. Wiemy, że Dymsza świetnie tańczył i był instruktorem tańca towarzyskiego. W filmach to widać, jaki był sprawny ruchowo, to był wręcz cyrkowiec. Szczególnie widać pracę nóg. A w filmach specyficznie się ślizgał i żeby uzyskać ten efekt musiał mieć czymś podbite oficerki. I aby to uzyskać, mając taką specyficzną scenę, mamy też taki specjalny podest i buty do stepu. Pozwalają mi uzyskać ten efekt ślizgu, oddać charakter i dynamikę pracy nóg. 

stare-kino.pl: A w sukience Pan występuje? 

Dawid Dziarkowski: Tak, też jest taki motyw. Ale to raczej cytat bez wskazania na konkretną scenę. 

stare-kino.pl: Czego jest więcej: śmiechu czy łez w tym spektaklu? 

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Może nie łez, ale refleksji. Proszę pamiętać, że znajdujemy się w Teatrze Komedia, spektakl nazywa się Król komedii, opowiadamy o Adolfie Dymszy, ale to nie oznacza, że musi być tylko wesoło. Na pewno można by było tak to ująć, ale cieszę się, że ten spektakl nie jest tak oczywisty. Szukamy, uwypuklamy także te ciemniejsze strony jego życia. 

stare-kino.pl: Czyli tej prawdziwej historii? Nie tylko uśmiechniętego Dymszy, który tak naprawdę przykrywał te swoje dramatyczne losy uśmiechem. 

Dawid Dziarkowski: Choć spektakl jest już zamknięty w swojej formie, to jednak wciąż doprecyzowuję sobie jeszcze pewne rzeczy. Chcę je wypełnić jeszcze więcej Dymszą, jeżeli mogę tak powiedzieć. Poprawić technicznie. To jest ciekawe. Są w nim bardzo ciemne strony, mocne momenty, które w pewnej chwili, po monologu, naturalnie idą w uśmiech, a przecież powinny ciągnąć w dół, w smutek, depresję. I dalej z uśmiechu bohater opowiada kolejną historię. Myślę, że to jest uniwersalna opowieść o każdym komiku, komediancie. Chociażby o Robinie Williamsie, który odbiera sobie życie. Za każdym gagiem, za każdym uśmiechem, za każdym podskokiem, fikołkiem jest jakieś rozdarcie. 

stare-kino.pl: Na Anitę Dymszównę i jej matkę, bo to była obopólna decyzja, gdy oddały Dodka do domu opieki w Górze Kalwarii, posypały się gromy ze strony środowiska. Spotkał je ostracyzm do tego stopnia, że znajomi wstawali i odchodzili od stolików, gdy ją zobaczyli w kawiarni. Udawali, że jej nie znają na ulicy. Mówił Pan, że punktem wyjścia spektaklu jest stary Dymsza, który rozpamiętuje przeszłość. Czy w tym spektaklu ma żal do żony i córki, że umieściły go w domu opieki? Że jest daleko od rodziny? 

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Nie ma takiego wątku. Oczywiście znam tę historię. Można się zastanowić w jakim on wtedy był stanie świadomości. Maciej Damięcki w wywiadzie na stare-kino.pl mówił, że nie było innego wyjścia. Każdy spektakl mnie czegoś uczy, a dzięki tej sztuce myślę o nieocenianiu innych, wydawaniu pochopnych osądów. 

stare-kino.pl: Czy jest szansa, aby ten spektakl osobom, które uważają Dymszę za tego negatywnego „bohatera” kultury polskiej, zmienił sposób myślenia? Czy daje przekaz, że ten człowiek miał pełno swoich demonów, ale nikogo nie skrzywdził, robił, co musiał, a wręcz ratował życie przyjaciołom podczas wojny? Mieczysław Leopold Kittay jest tutaj dobrym przykładem. 

Dawid Dziarkowski: Na pewno. Kittay jest wspominany w sztuce.

stare-kino.pl: We wrześniu 1933 roku zmarły dzieci Dodka, bliźnięta, Adolf Julian i Maria, ale Dymsza tego samego dnia wystąpił na scenie kabaretu w zabawnych skeczach. Co Pan o tym sądzi? Mówi się, że aktorstwo to służba. 

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Czasy się zmieniają. Właściwie zmieniły się już dawno. Miałem raz może o wiele mniej dramatyczną sytuację, ale którą przeżywałem bardzo mocno. Mój ojciec był operowany i to była bardzo, bardzo skomplikowana operacja, która trwała osiem godzin. A tego dnia była premiera Wiele hałasu o nic Szekspira, w której to sztuce grałem. Wyszedłem na scenę, ale myślałem tylko i wyłącznie o tacie. 

stare-kino.pl: Eugeniusz Bodo po wypadku, w którym zginął Witold Roland, też wyszedł następnego dnia na scenę. 

Dawid Dziarkowski: Ja sobie nie wyobrażam takich historii. I mam nadzieje, że mnie ominą, ale covid pokazał nam, że można odwoływać spektakle. Bilety można zwrócić. Jesteśmy ludźmi. Każdy ma prawo do urlopu na żądanie w nagłej ciężkiej sytuacji. A dlaczego aktor nie? Oczywiście, to są rozterki. Rozumiem starsze pokolenie, ale rozumiem też młodsze. Choć grałem z różnymi poważnymi dolegliwościami, to jednak są sytuacje, które wszystkich nas przerastają. Wyjście na scenę to też jakaś forma ucieczki przed myślami. Ale stracić dzieci? Nie wyobrażam sobie tego. Tej historii nie ma w spektaklu, ale jest o chorobach córek, kiedy Dymsza był bez grosza, a w domu brakowało jedzenia. I jeden z Niemców powiedział mu: „– Przyjdź i co zostanie z naszych dziennych porcji żywnościowych, to możesz zabrać dla dzieci. – To co miałem nie brać? Nie iść?”.

stare-kino.pl: Czy na studiach miał Pan pokazy przedwojennych filmów i historię kina, która nie zaczyna się od „nowej fali”?

Dawid Dziarkowski: Nie, w szkole aktorskiej nie mieliśmy takich zajęć. A mnie wtedy bardziej interesował Teatr Telewizji, który bardzo chętnie oglądałem. Tyle tylko, że to już powojenne adaptacje. 

stare-kino.pl: A czy, odchodząc od Dymszy, ma Pan jakiś swój ulubiony film przedwojenny polski? Może być z Dymszą…

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Antek policmajsterSportowiec mimo woli, filmy, o których już mówiłem, bardzo mi się podobały. Też Skarb, ale to już 1948 rok. Może Wacuś… 

stare-kino.pl: Wiele osób uważa, że to jest najlepszy film Dymszy. 

Dawid Dziarkowski: Trzeba mieć na względzie, że to są początki aktorstwa filmowego w Polsce, że dzisiaj się ucieka od tego rodzaju grania. 

stare-kino.pl: Proszę pamiętać, że Pana ktoś uczył, a ich nikt nie uczył gry przed kamerą. 

Dawid Dziarkowski: Tak, i ci aktorzy byli kochani przez publiczność, a Dymsza w szczególności. Ale chodzi mi o to, że zmienił się paradygmat interpretacji tego poczucia humoru, aktorstwa. 

stare-kino.pl: Styl aktorski jednak zaczął się już zmieniać pod koniec lat 30.

Dawid Dziarkowski: Tak, ale jak się patrzy na dawnych mistrzów aktorskich, których uczyli wcześniejsi, to rodzi się pytanie, czy mówiąc o miłości naprawdę muszę trzymać się za serce? A kontekście komedii jest dużo tzw. komentarza: mina, gag. 

stare-kino.pl: Czy widział Pan jedyną dramatyczną rolę Dymszy w powojennym filmie Mój stary? Jeżeli tak, to jakie zrobiła na Panu wrażenie ta kreacja?

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Widziałem i rzeczywiście wyróżnia się spośród innych. Jest w niej jakaś metafizyka. Ale w ogóle mnie to nie dziwi. Rzadko daje się szansę aktorom z komediowym emploi zagrać dramatyczną rolę. A szkoda, bo Ci „śmieszni”, są nie tylko „śmieszni”, ale przede wszystkim zdolni. 

stare-kino.pl: Czy w spektaklu pojawiają się teatrzyki? Qui Pro Quo? 

Dawid Dziarkowski: Nie, nie mówimy o kabaretach i rewii. 

stare-kino.pl: A, oprócz Dymszy, kogo Pan lubi najbardziej? Czy ktoś zapadł Panu w pamięć? 

Dawid Dziarkowski: Nie będę oryginalny, jest coś magicznego, magnetycznego w spojrzeniu Bodo. Ale nie jestem specjalistą, nie znam tego kina tak dobrze. Ja jestem już miłośnikiem Łomnickiego i o nim mógłbym więcej powiedzieć. Ale chciałbym też zaznaczyć, że trzeba robić taki spektakl, bo w moim pokoleniu już nie wszyscy wiedzą kim był Dymsza. A aktorzy, którzy właśnie odebrali dyplomy wypytywali mnie, kim był Dodek. 

stare-kino.pl: Czuje Pan misję?

Dawid Dziarkowski: Teatr to niewątpliwie misja. I robiąc rzeczy komercyjne, też myślę o misji. Aby nikt nie poczuł się urażony, nawet jeżeli robimy zwykłą farsę. Ale w tym wypadku – tak, czuję misję. 

stare-kino.pl: Czy był Pan na grobie Adolfa Dymszy? 

Dawid Dziarkowski: Byłem na Powązkach Wojskowych kilka lat temu. Nie pamiętam, czy wtedy odwiedziłem grób Dymszy. Ale jest to jeden z moich obecnych priorytetów. 

stare-kino.pl: Jak Pan postrzega postać Dodka przez pryzmat wcielania się w jego rolę, grania jego repertuaru i po zapoznaniu się z jego historią?

fot. Maciej Czerski

Dawid Dziarkowski: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Jest Dodek – czyli Dymsza i postać, figura Dodka, czyli jego kreacja sceniczna, filmowa, którą często odgrywał. Porównuję ją trochę do takiej ludowej wersji everymana. Sympatycznego i bliskiego widzowi w tamtych czasach prostego człowieka w tarapatach, któremu kibicujemy, który nas bawi. Jak dla mnie to postać nie do podrobienia, zupełnie nietuzinkowa. A sam Adolf Dymsza to absolutna legenda, na początku prób, rozmawiając z Martą Miłoszewską, próbowałem znaleźć chociaż jedną osobę dziś tak uwielbianą przez ludzi, z taką świadomością komediową, vis comicą, talentem jak on i pomyślałem tylko o Joannie Kołaczkowskiej. Dziś niestety Jej już z nami nie ma. 

stare-kino.pl: Czy będzie Pan z tym spektaklem jeździł po Polsce? 

Dawid Dziarkowski: Chciałbym. Ale zobaczymy jaka będzie promocja i jak spektakl się przyjmie. Na razie był wewnętrzny pokaz i wydaje się, że jest ok. Zobaczymy… 

stare-kino.pl: Bardzo Panu dziękujemy za spotkanie i ciekawy wywiad. Czekamy niecierpliwie na premierę. 

Dawid Dziarkowski: Dziękuję i zapraszam. Mam nadzieję, że Paniom i publiczności spodoba się, to co zrobiliśmy. 

 


Zdjęcie wprowadzające: materiały prasowe Teatru Komedia. Fot. Maciej Czerski. 

 

5 1 głos
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze