Jak fałszywy hrabia Łubieński szastał cudzymi pieniędzmi i przy okazji oszukał kilku aktorów

Mirela Tomczyk
5 czerwca 2021 roku

Książątko (1937)
zasoby FINA

W styczniu 1922 roku na wokandzie Wojskowego Sądu Okręgowego znalazła się sprawa, która wstrząsnęła Warszawą. Chodziło o skandal finansowy wywołany przez podchorążego Jana Zawidowskiego, który zdefraudował znaczną sumę pieniędzy, gdy „otrzymał klucz od kasy skarbowej”[1]. Zawidowski był podchorążym w komisji likwidacyjnej I armii i systematycznie okradał kasę w drugiej połowie 1920 roku.

W tamtym czasie defraudacja powyżej 10 tysięcy marek w wojsku podlegała tzw. „ustawie sierpniowej”, która miała na celu odstraszenie ewentualnych złodziei i dawała możliwość szybkiego wymierzenia kary podczas wojny polsko-bolszewickiej. Przewidywała bezwzględną karę śmierci za przywłaszczenie sobie rządowych pieniędzy. Prawo to, po zakończeniu działań wojennych, nie zostało zmienione. A Zawidowskiego oskarżono o przywłaszczenie od 375 tys. do 4 milionów marek. Zmiana tej kwoty następowała w miarę uzupełniania dowodów w procesie.

Proces sądu wojskowego przyciągnął całą rzeszę postronnych gapiów, oszustów, ale i towarzyszy hucznych zabaw podchorążego Zawidowskiego, który na sali sądowej zachowywał się apatycznie. Niestety, temu młodemu człowiekowi, który przyznał się do winy, zwrócił skarbowi państwa zdefraudowaną kwotę (częściowo dług spłaciła żona) i został przez lekarzy uznany za osobę ze „zmniejszoną poczytalnością”[2], Józef Piłsudski nie okazał prawa łaski.

8 kwietnia 1922 roku, o godz. 7 rano, pchor. Zawidowski został rozstrzelany. Przed egzekucją wyspowiadał się i zachował do końca spokój, a „wyrok wysłuchał w postawie «na baczność»”[3].

Mascotte (1930)
zasoby FINA

Zawidowski był synem skromnego dzierżawcy i młodzieńcem niezbyt inteligentnym, który otrzymawszy odpowiedzialne stanowisko, nie umiał oprzeć się pokusie.

Jan Zawidowski pojawił się nagle w artystycznej bohemie jako Alfred Otton hr. Łubieński i pod tym nazwiskiem zameldował się w hotelu Saskim. Podczas procesu przyznał się, że „często miewa napady megalomani, stąd też pochodzi, że przyjął nazwisko hr. Łubieńskiego. A raz skoczył z pierwszego piętra dlatego, iż mu się wydawało, że jest wielkim panem, że po schodach chodzić nie powinien”[4]. Najbliżsi podchorążego zeznali, że „po wypiciu paru kieliszków wódki stawał się powolnym narzędziem w ręku każdego obcego i temu przypisać należy jego lekkomyślne postępki”[5]. Zaś towarzysze zabaw nie kryli pogardy dla „hrabiego Łubieńskiego” nazywając go „głupim Fredem” lub „głupim hrabią od płacenia”[6].

W czasie swojego hulaszczego życia hrabia Łubieński zdążył się także ożenić z panną Heleną Kosowską[7], która była święcie przekonana o błękitnej krwi swojego narzeczonego. Wystawy ślub, który zorganizowała księżna Starzeniecka, odbył się w hotelu Saskim w obecności popa. Panna młoda była artystką w jednym z warszawskich teatrzyków.

Dziewczęta z Nowolipek (1937)
zasoby FINA

I tutaj powinnam wyjaśnić, dlaczego napisałam tych kilka zdań o podchorążym Janie Zawidowskim. Otóż kompanami w zabawie Zawidowskiego często byli artyści z kabaretów, teatrów, operetki, panie z półświatka i oficerowie[8]. Hrabia Łubieński musiał być niezwykle przekonujący, ponieważ jego oszustwo trwało kilka miesięcy i dopiero kontrola finansów przerwała pasmo wesołej zabawy za wojskowe pieniądze… Nie można też nie zauważyć, że towarzystwo chętnie korzystało ze wsparcia „hrabiego”. Na pytanie sędziego, kto płacił rachunki, jeden ze świadków odpowiedział: „płacono z pieniędzy oskarżonego, za każdym razem kto inny”[9]. Myślę, że uważano go za rozpieszczonego i nieogarniętego młokosa o wielkim rodzinnym majątku. A że Zawidowski sam głęboko w to wierzył, to i przekonał do tego wszystkich naokoło.

I dlatego trzeba jasno powiedzieć, że wymienieni w prasie z nazwiska artyści teatru Nowości: Bolesław Mierzejewski, Władysław Walter i Bogdan Kierski[10], a także Adolf Dymsza, byli przeświadczeni, że mają do czynienia z prawdziwym hrabią Łubieńskim[11]. Dlatego też Mierzejewski i Walter wydali oświadczenie do prasy o łączących ich stosunkach z fałszywym hrabią, odcinając się tym samym od jego kryminalnej działalności.  

 

P. Bolesław Mierzejewski, art. teatru Nowości, który w procesie pchor. Zawidowskiego zeznawał ja­ko świadek, prosi nas o zaznaczenie, w celu uniknię­cia nieporozumień, że oskarżonego Zawidowskiego po­znał przez artystę teatrów kabaretowych p. Bagiń­skiego, używającego pseudonimu „Dymsza”[12].

 

Bolesław Mierzejewski był wielokrotnie na śniadaniu u Zawidowskiego i „uważał go za człowieka majętnego, gdyż po próbie raz zawiózł świadka i kilku kolegów na śniadanie własnym powozem”[13].

 


LISTY DO REDAKCJI.
Szanowny Panie Redaktorze!
W dziennikarskim sprawozdaniu z procesu w wci­skowym sądzie okręgowym w Warszawie przeciw podoficerowi Zawidowskiemu jest wzmianka, jakobym przyjął od oskarżonego pieniądze na kielich i puszkę do komunikantów dla zakonnic w Krakowie i jakobym pieniądze te dopiero na sali rozpraw chciał do rąk przewodniczącego zwrócić. Ustęp ten nie jest zgodny z rzeczywistym stanem rzeczy, faktycznie bowiem oskarżony na okazaną przeze mnie listę, którą już uprzednio w gronie członków Klubu wioślarskiego i Koła wioślarzy złożono 6 800 mk, wpisał 3 200 marek. Z całej tej sumy kupiłem kielich i puszkę w firmie Bitschan, zapłaciłem za to łącznie z grawerowaniem 7 800 mk, po czym rachunek z tej kwoty przedstawiłem sędziemu śledczemu już półtora roku temu i wtedy chciałem kwotę od Z. zwrócić jako niegodną celu.
Sędzia śledczy jej nie przyjął, radząc mi z tym czekać do rozprawy głównej, dlatego sumę tę chciałem złożyć w sądzie, a gdy sąd nie przyjął – oddałem żonie. Okoliczności te stwierdzone są protokołem śledztwa i rozprawy głównej. W ten sposób wykazana zostaje moja bezinteresowność. Składkę na dar dla zakonnic robiłem z wdzięczności za pielęgnowanie mnie w szpitalu podczas choroby, jakiej nabawiłem się na froncie. Do znajomości z oskarżonym doszedłem przypadkowo przez narzucanie się oskarżonego i żadnych specjalnych korzyści od niego nie czerpałem i na wydatki go nie narażałem. Z oskarżonym obcowałem wszyst­kiego 6 godzin. Trudno mi było wtedy już widzieć w nim przestępcę. Na poparcie powyższych twierdzeń przestawiłem w redakcji listę ofiarodawców, rachunki autentyczne, pokwitowanie z odbioru kielichów i list od zakonnic, jak niemniej i fotograficzne odbitki kielicha i puszki, co również okazywałem sądowi w śledztwie.
Łączę itd.
Władysław Walter, artysta teatru Nowości[14].

 

O czym się nie mówi… (1939)
zasoby FINA

Należy dodać, że Władysław Walter zeznał, że został zaproszony przez oskarżonego na obiad do hotelu Europejskiego, po którym razem pojechali do Wabiańskiego po biżuterię, za którą zapłacił Zawidowski. Zawidowski również opłacił dwa kosze kwiatów, z których jeden otrzymał Walter, a drugi był przeznaczony dla Lucyny Messal.

Natomiast Sempoliński-Kierski zeznał podczas procesu, że był jedynie na wycieczce z oskarżonym w Leśniczówce „podczas pojedynku z koniem”[15].

Smutny koniec beztroskiej zabawy…

 

 

[1] „Gazeta Poranna 2 Grosze” 1922, nr 13 (3292).
[2] „Gazeta Poranna 2 Grosze” 1922, nr 101 (3380).
[3] „Gazeta Poranna 2 Grosze” 1922, nr 98 (3377).
[4] „Przegląd Wieczorny” 1922, nr 8.
[5] Tamże.
[6] „Kurjer Warszawski” wydanie poranne 1922, nr 12.
[7] „Gazeta Poranna 2 Grosze” 1922, nr 46 (3325).
[8] Tamże.
[9] „Kurjer Warszawski” wydanie poranne 1922, nr 12.
[10] Ludwik Sempoliński używał przez pewien czas pseudonimu „Bogdan Kierski”.
[11] „Przegląd Wieczorny” 1922, nr 8.
[12] „Kurjer Warszawski”, wydanie poranne 1922, nr 17.
[13] „Kurjer Warszawski” wydanie poranne 1922, nr 12.
[14] „Kurjer Warszawski”, wydanie wieczorne 1922, nr 16.
[15] „Kurjer Warszawski” wydanie poranne 1922, nr 12.


Zdjęcie wprowadzające: Tola Mankiewiczówna, Władysław Walter, Adolf Dymsza i Stanisław Sielański w scenie z filmu Parada rezerwistów z 1934 roku. Prawa do zdjęcia: domena publiczna / zasoby FINA.

Like
1