„Kino”
7 marca 1937 roku, nr 10
Nareszcie! Nareszcie bardzo dobra filmowa komedia polska, nie ustępująca wcale dobrym amerykańskim wzorom. To jest naprawdę „piętro wyżej” – w rozwoju polskiego filmu tego typu.
Tym dopiero filmem Eugeniusz Bodo (obok roli głównej jest i współautorem scenariusza) zrehabilitował się całkowicie (nazbyt wiele grzechów ciążyło bowiem na dotychczasowych jego filmach).
Nareszcie tedy – możemy śmiało zabierać ze sobą małżonków do kina i mówić: patrzcie, oto jest film produkcji polskiej. I nie będą narzekali. Gdyby bowiem Boda zastąpić Chevalierem a Grossównę – Franciszką Gaal, film nie mógłby być lepszy od tego, jaki nam pokazano.
Ten duży i zasłużony sukces należy zawdzięczać harmonii, jaką uzyskano przez celowe współdziałanie wszystkich realizatorów filmu, począwszy od reżysera i wykonawców, a skończywszy na operatorze i dekoratorach.
W rezultacie – film bardzo dobrze dźwięczący. Dwie godziny naprawdę beztroskiego śmiechu. Nie wiem czy takim rezultatem mogła się dotąd pochwalić jakakolwiek polska komedia filmowa.
Zdjęcie wprowadzające: Eugeniusz Bodo, Czesław Skonieczny i Ludwik Sempoliński na fotosie do filmu Piętro wyżej. Źródło: Fototeka/FINA




