Jan Kurnakowicz w anegdocie

Redutowiec, Stanisław Galczewski, niezwykle ceniony wybitny perukarz-charakteryzator, przyjaźnił się z wieloma aktorami. Kiedyś, podczas próby Rewizora Mikołaja Gogola, powiedział do wykonawcy roli Horodniezego, Jana Kurnakowicza, który był ponoć w ogóle najlepszym Horodniczym:
– Świetnie grasz, Jasiu, ale gdyby nie moja peruka, nie wiem, czy dałbyś radę!

***

Do Jana Kurnakowicza podchodzi na ulicy jakiś jegomość i wita go słowami:
– Moje uszanowanie panu koledze!
Pan Jan nieco się stropił.
– Proszę mi wybaczyć – rzekł – ale nie mogę sobie przypomnieć…
– Jak to? – zdziwił się intruz. – Przecież grywamy często razem.
– Grywamy – jęknął pan Jan – w co?
– Graliśmy na scenie – i patrząc na mistrza dodał niemal z pretensją w głosie:
– Pan – Horodniczego, a ja wraz z innymi statystami klęczałem u pańskich stóp i całowałem pańskie buty.

***

Kurnakowicz wracał kiedyś do domu obładowany paczkami. Wtem jakiś znajomy, ukłoniwszy się szarmancko, powiedział:
– Moje uszanowanie mistrzowi.
Pan Jan uśmiechnął się:
– Proszę mi zdjąć kapelusz, mam, jak pan widzi, obie ręce zajęte.
Znajomy uczynił zadość prośbie. Wówczas dopiero Kurnakowicz powiedział:
– Moje uszanowanie. – Po czym dodał: – A teraz proszę włożyć mi ten nieszczęsny kapelusz z powrotem na głowę, mogę się przeziębić.

***

Kiedyś Igor Śmiałowski wraz z Kurnakowiczem szedł przez Ogród Saski. Pan Jan z rozrzewnieniem przyglądał się bawiącej na skwerku dzieciarni.
– Jakie to sympatyczne maleństwa – powiedział.
– Dlaczego pan nie zdecyduje się na potomka? – spytał Śmiałowski.
Jan Kurnakowicz przystanął.
– A jak będzie chuligan?
– Dlaczego ma być chuligan? – zdziwił się Śmiałowski.
– A dlaczego ma nim nie być? – stanowczo zakończył Jan Kurnakowicz.

***

Jan Kurnakowicz, słynny odtwórca ról klasyki rosyjskiej i radzieckiej (genialny Horodniczy w Rewizorze Gogola, wykonawca roli tytułowej w Człowieku z karabinem Pogodina i w wielu, wielu innych sztukach), grał w latach pięćdziesiątych w Teatrze Narodowym Cześnika w Zemście Fredry.
Po premierze odwiedził go za kulisami jeden z jego serdecznych kolegów. Gratulując mu sukcesu, zapytał po rosyjsku:
– Sztoż ty, Wania, inostrancew igrajesz?

***

W roku 1956 Teatr Narodowy brał udział w festiwalu i wystawił w Paryżu Kordiana Słowackiego. Kiedy następnego dnia po premierze Igor Śmiałowski spacerował z Janem Kurnakowiczem po tym wspaniałym mieście, pan Jan się zamyślił.
– Miasto piękne – powiedział – ale jeszcze piękniejsze zaopatrzenie.

***

Jan Kurnakowicz wszedłszy kiedyś do sekretariatu Teatru Polskiego Radia wręczył jednej z pań, pani Zofii kilka amerykańskich papierosów.
– Całą noc – powiedział – myślałem o tym, żeby nie zapomnieć o prezencie dla pani.
– Dziękuję, panie Janie – uśmiechnęła się pani Zofia – ale przykro mi, że myśli te nie dały panu spać.
– Nie, nie – zaprzeczył żywo artysta – spałem doskonale.

***

Kurnakowicz zaproponował kiedyś miłej pani Zosi z sekretariatu Polskiego Radia, żeby poszła z nim na wino.
– Ogromnie żałuję, panie Janie – odpowiedziała – nie mogę, mam jeszcze dużo pracy.
– Nie szkodzi – odrzekł z uśmiechem znakomity aktor – nieoczekiwanie dwadzieścia złotych znalazło się w kieszeni.

***

Jan Kurnakowicz lubił odwiedzać małe, skromne knajpki.
Kiedyś wychodząc z radia, gdzie nagrał jakąś audycję, zaproponował reżyserowi Płaczkowi wspólne drugie śniadanko. Gdy zasiedli w takiej właśnie małej restauracyjce, do stolika podeszła bufetowa i nieśmiało spytała pana Jana, czy to on jest tym wielkim Kurnakowiczem.
– A dlaczego pani pyta? – uśmiechnął się artysta.
– Założyłam się z koleżanką o tabliczkę czekolady – odpowiedziała.
– Przegrała pani, niestety – pokiwał głową – gdzieżby tak wielki Kurnakowicz mógł przyjść do takiej małej knajpki.

***

W sekretariacie Teatru Polskiego Radia zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszano charakterystyczny głos Jana Kurnakowicza.
– Dzwonię z polecenia pana Kurnakowicza – mówił. – Prosił mnie, bym zawiadomił, że nie może on być dzisiaj na próbie, gdyż… gdyż… ja wyjeżdżam do Radomia!

***

W przerwie między zdjęciami Igor Śmiałowski poszedł z Kurnakowiczem do filmowego bufetu. Zamawiając kawę pan Jan nie zwrócił uwagi na to, że przed nim w kolejce czekał już jakiś młody człowiek. Ten zwrócił się z pretensją do Kurnakowicza:
– Proszę pana, ja tu byłem wcześniej.
– Ale ja się wcześniej urodziłem – z właściwym akcentem rzucił mistrz.

***

– Ma pan dzieci? – zapytał kiedyś Kurnakowicz młodziutkiego podówczas Łomnickiego.
Zagadnięty skłonił się z szacunkiem:
– Tak jest.
– Brawo – uśmiechnął się nasz znakomity aktor. – Dużo? – pyta dalej.
– Jedno – usłyszał w odpowiedzi.
– A więc bis – kiwnął głową pan Jan.

***

Kurnakowicz przechodząc kiedyś ulicą w Częstochowie dał żebraczce całe pęto zakupionej przez siebie kiełbasy. Staruszkę zatkało z wrażenia. Krzyknęła więc za odchodzącym ofiarodawcą:
– Panie, panie, pan się chyba pomylił, tyle kiełbasy?!
Kurnakowicz przystanął i uśmiechnął się:
– Babciu – rzekł – w Częstochowie też się cuda zdarzają.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.