Antoni Fertner w anegdocie

Fertner,  Rapacki (syn) i Krzewiński założyli pierwszą wytwórnię kinematograficzną w Warszawie. W 1910 roku nikt z polskiej publiczności nie widział na ekranie twarzy, znajomych ze sceny. Nakręcając krótkometrażówki,  ci pierwsi pionierzy swojskiej kinematografii, dostali pozwolenie od oberpolicmajstra Mejera na nakręcenie filmów na ulicach Warszawy, tylko od 5-ej rano do 8-ej. Fertner poprosił Krzewińskiego, aby go o czwartej rano obudził telefonem.
Gdy się tak stało, Fertner zaczął się ubierać. W międzyczasie zachmurzyło się i deszcz zaczął padać.
Wobec tego Fertner dzwoni do Krzewińskiego, niepewny,  czy wobec  niepogody zdjęcia dojdą do skutku.
– Proszę! – zawołał szorstki, zaspany głos.
A Fertner na to:
– Panie… widzi pan, deszcz pada!
– A to niech sobie pada,  do cholery! – padła odpowiedź przez telefon.
– Jak to? Nie będziemy mogli robić zdjęć na ulicy – dziwi się Fertner obojętności kolegi.
– A to nie róbcie! Czy ja wam każę?! – wrzasnął nieznajomy obudzony o czwartej rano.
Połączenie było mylne…

***

W Letnim obsadzają Wicka i Wacka.
– Starego Klepackiego zagrałby świetnie Fertner – podsuwa reżyser.
Pan Antoni zrywa się oburzony.
– Przepraszam, na „Klepackiego” i to starego jestem gruba za młody! Ja nawet „hiszpańskiej muchy” nie używam! Mężczyzna – to ja! – woła dumnie.
– To ja zagram – wstaje kolega Wincenty (syn). Jestem już „packi”, zamienię tylko „Ra” na „Kle” i będę gotów.

***

Antoni Fertner, kiedy w Warszawie prowadził Teatr Letni, zauważył, że strażak, który stale dyżurował w jego teatrze, z niezwykłą uwagą śledzi zza kulis każdy spektakl. Szczególnie interesowały go sztuki, w których grali Ćwiklińska i Fertner. Pewnego dnia w gabinecie dyrektora zjawia się wyżej wymieniony pracownik pożarnictwa. Przestępując z nogi na nogę komunikuje, że napisał sztukę i prosi dyr. Fertnera, by raczył ją przeczytać i oczywiście wystawić. Tu podał kartkę papieru, na której dość nieczytelnym pismem wyraził swoje zamysły. Rozbawiony Fertner przeczytał, co następuje: Akt I – na scenie mistrz Fertner i M. Ćwiklińska mówią – kurtyna. Akt II – M. Ćwiklińska na scenie, czeka. Wchodzi mistrz Fertner. Mówią – kurtyna. Akt III – Mistrz Fertner sam na scenie. Wchodzi M. Ćwiklińska. Mówią – kurtyna. Tłumiąc śmiech Fertner spytał strażaka:
– Co mówią?
Strażak stuknął obcasami i wyrecytował:
– Tacy artyści jak państwo już na pewno sami będą wiedzieli, co mówić.

***

W Rittnerowskim Głupim Jakubie, w jednej ze scen, aktor grający szambelana ma zakaszleć, na co partnerka grająca jego siostrę mówi:
– Brat przeziębiony.
Otóż zdarzyło się kiedyś, że stary Fertner-Szambelan, „zagrawszy się”, jak wynikało z akcji, ze swą sceniczną siostrą w domino – zapomniał o kaszlu. Sufler podpowiada:
– Kaszle.
Fertner nic.
Zdenerwowany sufler chcąc dobitniej „podrzucić” – sam kaszle. Mistrz zerka w stronę budy suflera i mruczy:
– Oho, nasz sufler przeziębił się.

***

Antoni Fertner powiedział kiedyś filozoficznie:
– Najpierw tracimy zdrowie, żeby zdobyć pieniądze, a potem tracimy pieniądze, żeby zdobyć zdrowie.

***

Kiedy Antoni Fertner w dość podeszłym wieku został ojcem, na gratulacje kolegów odpowiadał:
– To złośliwość przedmiotów martwych.

***

Gdy urodził się Antoni Fertner Jr. w szpitalu pojawili się Fertner i Solski, którzy po zakończonym spektaklu wybrali się na wspólną kolacje i tam zastała ich wiadomość, że żona Fertnera zaczęła rodzić. Należy zaznaczyć, że Ludwik Solski był o 19 lat starszy od 76-letniego wówczas Fertnera.
Położna powitała obu aktorów entuzjastycznym okrzykiem: „Mistrzu!” i… zastygła. Osłupiała, przenosiła wzrok z jednego na drugiego. Antoni Fertner nie wytrzymał i palnął: „Solski pomagał…”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.