Ryszard Wolański. Wspomnienie osobiste…

Mirela Tomczyk
23 października 2020 roku

17 września 2020 roku zmarł Ryszard Wolański. Teoretycznie wiem, teoretycznie rozumiem, teoretycznie nawet się nie przyjaźniliśmy, ale czy na pewno wszystko jest tak jasne?

Poznałam Ryśka, gdy zaczynał pracę nad książką biograficzną o Eugeniuszu Bodo. Wymyślił ją sobie, gdy temat przedwojennego kina polskiego nie był jeszcze taki popularny. A przeniesienie życiorysu Bodo na ekran nie mieściło się w wyobraźni, bo kto by się zainteresował biografią przedwojennego kabareciarza? Skontaktował nas wówczas kierownik biblioteki FINA na ul. Puławskiej, Adam Wyżyński.

Trafiłam do biblioteki FINA dzięki promocji jednej z książek wydanych w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie wówczas pracowałam, a dzięki uprzejmości i życzliwości pana Adama zebrałam wiele informacji o Bodku. I tak pewnego dnia zadzwonił nieznany mi numer, a gdy odebrałam telefon i powiedziałam: „Słucham?”, usłyszałam ten charakterystyczny głos: „Dzień dobry. Nazywam się Ryszard Wolański i piszę biografię Eugeniusza Bodo. Od Adama Wyżyńskiego wiem, że może mieć pani materiały, które mogły by mnie interesować”. Oczywiście, wydawało mi się, że miałam… Byłam bardzo podekscytowana możliwością spotkania z tak wybitnym i znanym dziennikarzem muzycznym, którego wcześniej znałam tylko z materiałów telewizyjnych.

Spotkaliśmy się i tak z jednego roku współpracy (tak było w założeniach) zrobiły się dwa lata. Ja przeszukiwałam materiały prasowe bibliotek cyfrowych i czasopisma Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, przeczesywałam Internet, a Rysiek sięgał do swoich kanałów, znajomości i drążył oficjalne lub mniej oficjalne źródła informacji. Myślę, że bardzo dobrze się uzupełnialiśmy. Zaskakiwaliśmy się informacjami.

Był czas, że spotykaliśmy się co tydzień we wnętrzu urokliwej kawiarni Mozaika na ul. Puławskiej, która pamiętała jeszcze czasy PRL-u. Czasami zrywałam się z pracy, ale mam nadzieję, że mój ówczesny dyrektor wybaczyłby mi tę niesubordynację, bo jak przeciwstawić się swojej pasji i tej przyjemności spotkana z Ryszardem Wolańskim? Przecież to był wybitny dziennikarz, który pisał o moim idolu.

Wymienialiśmy się informacjami i ustalaliśmy, co dalej powinniśmy zrobić, jakie podjąć kroki. Zadawaliśmy sobie pytania, na które potem staraliśmy się znaleźć odpowiedź. To były dla mnie bardzo szczęśliwe dwa lata. I one umożliwiły mi dalszy rozwój i pogłębienie znajomości przedwojennego kina polskiego. To dzięki spotkaniom z Ryśkiem, wspólnym rozmowom i dalszym poszukiwaniom zrobiłam krok milowy w swojej pasji. To co się dzisiaj dzieje dobrego w moim życiu, zawdzięczam w dużej mierze rozmowom z Ryszardem Wolańskim.

Chyba dopiero teraz dociera do mnie, że już nigdy nie wymienię z Ryszardem Wolańskim maila, że nie zadzwonimy do siebie i nie porozmawiamy o wspólnej pasji i o prywatnych sprawach. Że nie zapytam go już o nic, a Rysiek nie rozwieje moich wątpliwości ani nie podeśle rozwiązania. Że nie wymienimy się informacjami i wątpliwościami.

Mam nadzieję jednak, że jak się go zapytam tu i teraz, to jednak mi odpowie. Jak prawdziwy przyjaciel i mentor…

Nie żegnam się, bo nie potrafię…

 


Zdjęcie  wprowadzające: Joanna Borowska i Ryszard Wolański podczas Targów Książki Historycznej w 2012 roku. Fot. Mirela Tomczyk. 

Like