Jadwiga Smosarska o początkach aktorstwa

Jadwiga Smosarska była niekwestionowaną królową polskiego kina przedwojennego. Choć nie była zjawiskową pięknością – miała małe usta i dość duży nos, publiczność ją uwielbiała.

Aktorka lubiła opowiadać o sobie dziennikarzom, których często nawet zapraszała do swojego domu. Wspominała wówczas początki swojej kariery ekranowej w 1919 roku oraz chwaliła swoich kolegów z planu.

„Nigdy nie myślałam o filmie. Polska wkraczała w pierwsze dni wolności, prasa krzyczała płomiennymi, że naród Mickiewiczów, Żeromskich, Wyspiańskich, Conradów, Sienkiewiczów, Słowackich, ma prawo doszukać się w sobie wielkich talentów i twórców X  Muzy filmowej, a ja marzyłam o Marii Stuart, Ofelii, Kleopatrze… Moja kariera filmowa zaczęła się w ten sposób, że po popisie  szkolnym, dyrektor wytwórni SFINKS, Aleksander Hertz, zaproponował mi próbne zdjęcia. Umówił się ze mną na środę na godzinę  jedenastą rano. Punktualnie o jedenastej rano byłam na Mokotowskiej, gdzie pod oszklonym dachem, na ostatnim piętrze  mieściła się wytwórnia. Dyrektora Hertza jednak nie zastałam. Poinformowano mnie, że robi zdjęcia gdzieś na Starym Mieście. Czekałam długo, a kiedy się nie zjawiał, obrażona odeszłam.

Jadwiga Smosarska

Później dopiero, gdy sama zdobyłam już pewne doświadczenie filmowe, zrozumiałam, że ścisłe określenie czasu pracy nad  jakąś  sceną jest absolutnie niemożliwe.

Nie upłynął chyba rok i oto otrzymałam nową propozycję zagrania w filmie.  Powiedziano mi, że pragnie mnie zaangażować pewien nowy zespół, odnajmujący atelier od wytwórni Sfinks. Kiedy stawiłam się na Mokotowskiej, przywitał mnie Aleksander Hertz, który użył takiego podstępu, aby mnie ściągnąć do swej wytwórni. Przyjął mnie bardzo serdecznie, szybko wiec puściłam w niepamięć moją niefortunną pierwszą wizytę. Zrobił na mnie jak najlepsze wrażenie i to wrażenie pozostało na zawsze. Uważam, że Aleksander Hertz w pełni zasługuje na tytuł ojca polskiego filmu. W miesiąc po próbnych zdjęciach, nakręciłam film pod tytułem Dla szczęścia według dramatu Stanisława Przybyszewskiego. Pierwszą sceną jaką nagrałam był pocałunek i to pocałunek z wielkim aktorem Józefem Węgrzynem. „Patrzcie, patrzcie na tę małą. Zaledwie mnie poznała i już się do całowania bierze” – żartował Węgrzyn. Niestety, z powodu śmierci Rapackiego, który grał bardzo ważną rolę, film ten nie mógł być dokończony. (…) Praca aktorów filmowych była w tych czasach niezmiernie ciężka, zwłaszcza w początkowej fazie produkcji. Lampy bardzo męczyły wzrok, a oszklony dach na Mokotowskiej tak silnie się rozgrzewał, że nawet meble były gorące. Często żartowaliśmy z siebie mówiąc, że włosy dymią się na głowie. Istotnie, po dłuższym pobycie w atelier, głowy były dobrze ciepłe. Takie warunki pracy męczyły aktora i ujemnie wpływały na jego grę”.

O perypetiach Jadwigi Smosarskiej na planie filmowym oraz poza nim, możemy przeczytać w książce Stanisława Janickiego z 1985 roku pt. W starym polskim kinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.