„ABC”
5 stycznia 1930 roku, nr 5

W atelier w Schönbrunnie zastajemy reżysera M. Waszyńskiego, twórcę Kultu ciała przed wyjazdem do Warszawy, dokąd udaje się na zasłużony odpoczynek. Zgodnie z daną nam obietnicą – bez względu na przedwyjazdową gorączkę, p. Waszyński od razu udziela nam posłuchania.
– Wypocznie pan po ostatnich tygodniach wytężonej pracy?
– Tak, teraz odpocznę. W czasie, kiedy czeka na mnie praca, pali mnie miejsce, w którem się znajduję, żal mi każdej minuty, która mnie dzieli od chwili jej zakończenia.
– Więc Kult ciała trzymał pana w niewoli?
– O, tak. Przecież to film, który mi daje stuprocentową pewność udania się i to nieprzeciętnego. Miałem w pracy taki zespół artystów, jak Agnes Petersen-Mozżuchinowa, Michał Wiktor Varkoni, F. Delius, Akwiczówna, Owerłło i Bodo. Obok zespołu doskonale warunki techniczne, w jakich pracowaliśmy w najpiękniejszym atelier wiedeńskim w Schönbrunnie i wiele przestrzeni, rozmach, który pozwalał nam prze rzucać się z Wiednia do Budapesztu, z Warszawy do Nicei.
– A treść filmu?

– Dali go nam dwaj scenarzyści. Nasz – Anatol Stern i Lajos Bíró, twórca Niepotrzebnego człowieka, Hotelu Imperial. Wie pan, że wątek zaczerpnięty został z powieści Srokowskiego. Jest jednak kanwą, która z realizacji filmowej siłą rzeczy z płaszczyzny literackiej przeniesiona być musiała na wizualna. Ale nie straciła nic na tym. Wykwitła dzięki linii scenariusza, zespołowi artystycznemu i technicznemu, wspaniała symfonia miłości. Wszyscy znawcy, którzy oglądali fragmenty – inaczej nie nazywają tego filmu: Symfonia miłości. Ani cienia pornografii przy całym realizmie ujęcia scen miłosnych. Robią one potężne wrażenie, przejmują do głębi, dotykają najczulszych strun duszy ludzkiej, na których każdy w miarę swego bogactwa wewnętrznego, gra najcudowniejsze dla niego melodie. Nic mogę się powstrzymać od słów entuzjazmu, jaki budzą we mnie wykonawcy.
– Tyle czaru, tyle uczucia, ile daje z siebie przepiękna Agnes Peterson, niewątpliwie jedna z najpiękniejszych kobiet nie tylko Europy, ale świata całego – nie często daje się widzieć. Ale nie wiem, czyje oddanie się pracy podziwiać więcej, jej czy jej partnera, Varkoniego. Kiedy kazałem usunąć się wszystkim z atelier, gdyśmy przystępowali do nagrywania scen miłosnych przy dźwiękach j wspaniałego trio, zdawało mi i się, że przystępuję do tajemniczego wielkiego misterium. Tych scen nic zapomnę nigdy. Teraz dopiero dziwię się sobie, że umiałem wtedy czuwać, nic ulec temu potężnemu wiewowi wszystko przenikającej fali miłości, stającej się czymś więcej, niż przezwyciężonym pędem dwojga istot ludzkich ku sobie poprzez wszystkie trudności, wszystkie przeszkody.

I takim właśnie potrafił je uchwycić operator. Ale bo też to operator: Jan Theyer. Pamięta pan Huragan? To on go robił. Te pastelowe tony, te cienie, umiejętność ich rozkładu i chwytania. A nie mogę też zapomnieć o Bilińskim i Minnie. Tworzyli dekoracje. Przecież na widok Starego Miasta wszystkich nas, oddalonych od Polski, ogarniało wzruszenie. To nie były dekoracje, a prawdziwe stare mury pokryte patyną czasu, przesiąknięte tradycją, tysiącem wspomnień… Och, i jakże się rozgadałem. Już taki jestem… Ale na mnie najwyższy czas.
– Jeszcze tylko jedno pytanie; kiedy te wspaniałości zobaczymy?
– Już niedługo. Pan się nie myli: to będą wspaniałości, Wierzę, że otworzą one nam wyjście na Europę.
– I ja wierzę, jeśli zostały dokonane przez takiego reżysera, jak pan. Życzę więc panom tego szczerze.
Zdjęcie wprowadzające: Agnes Petersen-Mozżuchinowa i Michał Wiktor Varkoni na fotosie z filmu Kult ciała.




