Reżyser Michał Waszyński o „Kulcie ciała”. Korespondencja z Wiednia.

„ABC”
5 stycznia 1930 roku, nr 5

Agnes Petersen-Mozżuchinowa, Michał Wiktor Varkoni / źródło: FOTOTEKA

W atelier w Schönbrunnie za­stajemy reżysera M. Waszyń­skiego, twórcę Kultu ciała przed wyjazdem do Warszawy, dokąd udaje się na zasłużony odpoczynek. Zgodnie z daną nam obietnicą – bez względu na przedwyjazdową gorączkę, p. Waszyński od razu udziela nam posłuchania.

– Wypocznie pan po ostat­nich tygodniach wytężonej pracy?

– Tak, teraz odpocznę. W czasie, kiedy czeka na mnie praca, pali mnie miejsce, w którem się znajduję, żal mi każdej minuty, która mnie dzieli od chwili jej zakończenia.

– Więc Kult ciała trzy­mał pana w niewoli?

– O, tak. Przecież to film, który mi daje stuprocentową pewność udania się i to nieprze­ciętnego. Miałem w pracy taki zespół artystów, jak Agnes Petersen-Mozżuchinowa, Michał Wiktor Varkoni, F. Delius, Akwiczówna, Owerłło i Bodo. Obok zespołu doskonale wa­runki techniczne, w jakich pra­cowaliśmy w najpiękniejszym atelier wiedeńskim w Schönbrunnie i wiele przestrzeni, roz­mach, który pozwalał nam prze rzucać się z Wiednia do Buda­pesztu, z Warszawy do Nicei.

– A treść filmu?

Eugeniusz Bodo, Michał Wiktor Varkoni / źródło: FOTOTEKA

– Dali go nam dwaj scena­rzyści. Nasz – Anatol Stern i Lajos Bíró, twórca Niepotrzebnego człowieka, Hotelu Imperial. Wie pan, że wątek za­czerpnięty został z powieści Srokowskiego. Jest jednak kanwą, która z realizacji filmowej siłą rzeczy z płaszczyzny lite­rackiej przeniesiona być musia­ła na wizualna. Ale nie straci­ła nic na tym. Wykwitła dzięki linii scenariusza, zespołowi artystycznemu i technicznemu, wspaniała symfonia miłości. Wszy­scy znawcy, którzy oglądali fragmenty – inaczej nie nazy­wają tego filmu: Symfonia miło­ści. Ani cienia pornografii przy całym realizmie ujęcia scen mi­łosnych. Robią one potężne wrażenie, przejmują do głębi, dotykają najczulszych strun duszy ludzkiej, na których każdy w miarę swego bogactwa wewnętrznego, gra najcudowniej­sze dla niego melodie. Nic mo­gę się powstrzymać od słów en­tuzjazmu, jaki budzą we mnie wykonawcy.

– Tyle czaru, tyle uczucia, ile daje z siebie przepiękna Agnes Peterson, niewątpliwie je­dna z najpiękniejszych kobiet nie tylko Europy, ale świata ca­łego – nie często daje się wi­dzieć. Ale nie wiem, czyje od­danie się pracy podziwiać wię­cej, jej czy jej partnera, Varkoniego. Kiedy kazałem usunąć się wszystkim z atelier, gdyśmy przystępowali do nagrywania scen miłosnych przy dźwiękach j wspaniałego trio, zdawało mi i się, że przystępuję do tajemniczego wielkiego misterium. Tych scen nic zapomnę nigdy. Teraz dopiero dziwię się sobie, że umiałem wtedy czuwać, nic ulec temu potężnemu wiewowi wszystko przenikającej fali mi­łości, stającej się czymś więcej, niż przezwyciężonym pędem dwojga istot ludzkich ku sobie poprzez wszystkie trudności, wszystkie przeszkody.

Krystyna Ankwicz, Paweł Owerłło / źródło: szukajwarchiwach.pl

I takim właśnie potrafił je uchwycić operator. Ale bo też to operator: Jan Theyer. Pamięta pan Huragan? To on go robił. Te pastelowe tony, te cienie, umiejętność ich rozkła­du i chwytania. A nie mogę też zapomnieć o Bilińskim i Minnie. Tworzyli dekoracje. Przecież na widok Starego Miasta wszystkich nas, oddalonych od Polski, ogarniało wzruszenie. To nie były dekoracje, a praw­dziwe stare mury pokryte pa­tyną czasu, przesiąknięte tradycją, tysiącem wspomnień… Och, i jakże się rozgadałem. Już taki jestem… Ale na mnie najwyższy czas.

– Jeszcze tylko jedno pyta­nie; kiedy te wspaniałości zoba­czymy?

– Już niedługo. Pan się nie myli: to będą wspaniałości, Wierzę, że otworzą one nam wyj­ście na Europę.

– I ja wierzę, jeśli zostały do­konane przez takiego reżysera, jak pan. Życzę więc panom te­go szczerze.

 


Zdjęcie wprowadzające: Agnes Petersen-Mozżuchinowa i Michał Wiktor Varkoni na fotosie z filmu Kult ciała. 

 

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów