Góra samowystarczalność! – Nie wolno wywozić pieniędzy z kraju. – Jak pracować w atelier Syrena Record. – Polskie dodatki dźwiękowe. – Świetna koniunktura dla krajowej produkcji. – Rzucamy hasło: Do pracy!!!
„Kino”
9 listopada 1930 roku, nr 36

– Czy istnieją w Polsce możliwości realizacji filmów dźwiękowych – oto pytanie z jakim zwróciliśmy się do p. Józefa Rosena, kierownika produkcji wytwórni As-Film.
– Kiedyśmy przystąpili do realizacji pierwszego dźwiękowca polskiego Niebezpieczny romans – odpowiada nasz rozmówca – zastanawialiśmy się poważnie nad tym, gdzie dokonywać zdjęć. Wyjechałem specjalnie do Berlina, aby obejrzeć miejscowe hale i urządzenia techniczne. Po dłuższym badaniu doszedłem do wniosku, że warszawskie atelier tow. Syrena-Record ma wszelkie konieczne urządzenia dla realizacji dźwiękowego filmu.
Specjalne aparaty filmowa, oświetlenie żarówkowe, nowe aparaty do montowania obrazu i dźwięków i wiele innych urządzeń, w jakie, dzięki energii dyr. H. Templa, wyposażono atelier, przekonało nas ostatecznie. Ważnym atutem dla nas było również i to, że w kraju znacznie taniej udźwiękowienie filmu kosztuje.
– Taniej?
– Zapewniam pana. To co u nas liczy się w złotych, tam w Berlinie liczą w markach. Maleńka różnica…
– Jak długo trwa udźwiękowienie filmu?

– Ostatnio, dzięki sprowadzeniu nowego personelu technicznego pracuje się w Syrenie bardzo prędko. Realizacja Niebezpiecznego romansu zajęła nam 12 dni, a trzeba wziąć pod uwagę, że mieliśmy mnóstwo scen 100 proc. mówionych i to w 4 wersjach (polskiej, francuskiej, niemieckiej i angielskiej). W tych warunkach uważam, że producent, który wyjeżdża do Berlina i tam synchronizuje obraz postępuje ze szkodą podwójną: raz dla siebie, bo przepłaca, powtóre dla państwa, gdyż wywozi pieniądze, których Polska nie ma za wiele.
Wytwórnia, która synchronizuje w Polsce obraz, daje pracę setkom ludzi (orkiestrze, technikom, laborantom itd.), dlatego też dziwię się, iż Centralne Biuro Filmowe, względnie Referat Filmowy przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu, nie zajął się sprawą powstrzymania zbyt pochopnych z wywożeniem pieniędzy producentów.
Miejmy nadzieję, że obecnie, po premierze Niebezpiecznego romansu – kiedyśmy się – przekonali naocznie o świetnych wynikach pracy w kraju, nabierzemy do niej zaufania i nikt nie będzie się narażał na niepotrzebne koszty.

Dziwię się stanowisku naszej tzw. „branży” filmowej. Wtedy, gdy odsądzają bardzo często od czci i wiary nowy produkt polski, wychwalają z zapałem, godnym lepszej sprawy, cały szereg miernot produkcji zagranicznej.
Ciekawa rzecz, że ci domorośli krytycy stawiają filmom polskim znacznie większe wymagania, niż produkcji obcej. Sfery, stojące blisko produkcji polskiej, niejednokrotnie podkreślały to nielojalne stanowisko części naszej „branży” filmowej. Jest to godne tym więcej potępienia, że panowie ci zdają sobie sprawę, w jakich ciężkich warunkach pracujemy i jaki szereg trudności, o których nie śni się realizatorom zagranicznym, mamy do przezwyciężenia!
Pracujemy wszyscy z samozaparciem i poświęceniem. O tym muszą pamiętać nasi domorośli krytycy. Trudno mówić mi samemu o Niebezpiecznym romansie. Opieram się jednak na opinii ludzi bezstronnych, którzy podkreślają, że film nasz technicznie i dźwiękowo stoi na wyższym poziomie od całej masy filmów obcych. Podkreśliła to zresztą prasa warszawska.
– A czy nie zamierza Syrena-Record przystąpić do produkcji?
– Owszem. Najprawdopodobniej zrealizowany zostanie większy film, którego temat i obsada podaną będzie wkrótce, o ile mi wiadomo, do wiadomości publicznej. Poza tym dyr. H. Tempel wyprodukował na własną rękę szereg dodatków dźwiękowych.
– Z kim?

– O, grają w nich najpopularniejsi artyści sceny i filmu. A mianowicie: Zula Pogorzelska, Ludwik Lawiński, Romuald Gierasieński, Adolf Dymsza, Chór Dana, zespół Koszutski-Girls itd. Krótkometrażowe te filmy są już całkowicie zmontowane i gotowe do wyświetlania.
Przekonany jestem, że publiczność przyjmie te dodatki z aplauzem i że zdystansują one nieznośne obcojęzyczne filmy.
– A więc, sądzi pan, że polskie filmy dźwiękowe mają przed sobą przyszłość?
– Kolosalną. Wierzę przede wszystkim w inicjatywę i energię dyr. H. Templa, którego miałem okazję poznać przy nakręcaniu Niebezpiecznego romansu. Z prawdziwą przyjemnością stwierdzam, że doskonałe wyniki techniczne naszej pracy udźwiękowienia filmu są przede wszystkim zasługą dyr. H. Templa, który, i to warto podkreślić, miał odwagę zainstalować w Warszawie atelier dźwiękowe w tym okresie, gdy nasza produkcja stanęła na rubieży między filmem niemym i dźwiękowym.
Zdjęcie wprowadzające: Betty Amann i Bogusław Samborski na fotosie z filmu Niebezpieczny romans w reż. Michała Waszyńskiego. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC).




