Marian Hemar w anegdocie

Pewnego dnia przysiadł się do Hemara jakiś starszy pan w ka­wiarni:
– Panie Hemar, pan teraz jest komedio-pisarzem, prawda? Otóż nam dla pana pomysł do komedii. Znakomita komedia… takiej śmiesznej historii jeszcze nie było. Słuchaj pan, panie Hemar. Pierwszy akt. Stolik w kawiarni! Poznaniak, Galicjanin, Kongresowiak, Wilnianin. Dowcipy, żarciki. Jeden kawał za drugim. Drugi akt na przyjęciu prywatnym… Żony tych panów. Tu dowcip, tam żarcik, kawał za kawałem…
– A trzeci akt? – zapytał He­mar.
Doradca potrząsnął głową:
– Wszystko ja, panie Hemar? Coś niecoś mógłby pan przecież sam dokomponować!

***

Hemar opowiada, że nie zna bardziej tępych ludzi od polskich producentów filmowych. Poprosili go o dobry scenariusz komedii czy nawet farsy. Przygotował, poka­zał. Zaczęli skreślać dowcipy, wyrzucać komiczne sytuacje, dancing przerobili na cmentarz, — wreszcie z farsy stal się ponury kicz!

***

…po ostatniej premierze H….a jeden z re­cenzentów teatralnych zadziwił mocno wszy­stkich. Na przedstawieniu oklaskiwał gorąco i chwalił głośno autora, w druku natomiast zjechał go potężnie. Było to dla wszystkich zagadka, która w końcu wyjaśnił sam recen­zent:
„Z H….em mam stare porachunki. Kilka lat temu był on bardzo ciężko chory. Jednej nocy otrzymałem wiadomość z teatrzyku, dla któ­rego pisał, że umarł. Mimo spóźnionej pory, wstrzymałem numer dziennika i na gwałt kro­pnąłem 130 wierszy nekrologu, wynosząc oczywiście pseudo-nieboszczyka pod niebiosa w myśl zasady: De mortuis nihil nisi bene[1]. Tym nekrologiem skompromitowałem się fatalnie. H…. nie umarł! Odtąd ilekroć piszę o nim, choćbym chciał jak najlepiej, pióro samo z siebie staje się ostrożne. Widocznie to taka reakcja”.

***

…autor Dwóch panów B. jest najmilszym człowiekiem, lubi jednak być złośliwym. Wykończając swoja sztukę, wiedział już o obsa­dzie ról i włożył w usta „męża” taka charakterystykę Gorzenia: „pokraka, idiota, typowy kretyn”, śmiejąc się głośno z Dacz…, który właśnie miał grać tę pokrakę i biedził się nad utworzeniem odpowiedniej do tych słów postaci. Jakież jednak było zdumienie powraca­jącego z Zakopanego autora, gdy na premie­rze Zobaczył Dacz….go, ucharakteryzowanego łudząco właśnie na niego samego!

***

…podobno Hemar ma kupić autobus. Dlacze­go? Jeśli zaraz po pierwszych swych triumfach w QPQ kupił sobie automobil, to te­raz po sukcesach w Polskim nic innego nie pozostaje mu do zrobienia.
O czym usłyszawszy Járosy rzekł:
— A biedny Krukowski chodzi boso…

***

Marian Hemar, znany „ban­dyta”[2] i dowcipniś nigdy nie zapo­mina o swym „fachu“. Spotkaliś­my go w biurze jednej wytwórni, gdzie właśnie podpisywał kontrakt z reżyserem Szaro na ułożenie pio­senek do realizowanego właśnie filmu pt. Rok 1914.
Po za­łatwieniu spraw zasadniczych, cze­kał aż maszynistka utrwali jego umowę na papierze. Przy okazji wpadł mu w oko list tej wytwórni do ministerstwa spraw wojskowych z prośbą o wypożyczenie kilkunastu karabi­nów maszynowych, niezbędnych dla odtworzenia sceny batalistycznej z filmu Rok 1914. Nie krępując się niczym, dopisał na tym liście od ręki: „Prosimy również o wypożyczenie trzech pancerników, dwóch czołgów, jednej nadawczej stacji radiowej oraz sześciu złotych, razem dwanaście sztuk”.

***

Podobno przeboje znakomitego poety i autora kabaretowego Mariana Hemara cieszą się uznaniem wszystkich krytyków muzycznych i dla wyróżnienia są nazwane hemaroidami.

 

[1] O zmarłych tylko dobrze.
[2] Marian Hemar pisał teksty dla kabaretu Banda w latach 1931–1933.

 

(opracowanie/materiały z archiwum Mireli Tomczyk)


Zdjęcie wprowadzające: karykatura Mariana Hemara pochodzi z „Kina” z 3 stycznia 1932, nr 1.

 

Like
3