Niezwykła premiera na Broadwayu i inne sensacje

Henry Gris
„Kino”
28 kwietnia 1935 roku, nr 17

Pewnego dnia jechaliśmy razem z Cooperem na premierę nowego filmu z Anną Sten. Do naszej taksówki napchało się z pół tuzina dziennikarzy: każdy chciał jechać razem z Cooperem, a Gary nie wiedząc, gdzie podziać swoje długie nogi, wołał litości… Do kina weszliśmy tylnym wejściem, bo dyrekcja Rivoli bała się powtórnie o całość Gary’ego, gdyby kobiety poznały go na sali…

Szczęściem, koło nas siedziały starsze, grube panie, bardzo przejęte losami bohaterki. Pod koniec filmu nawet popłakały się. Cooper siedział cały czas trzymając chustkę przy oczach, tak, że niektórzy z widzów żartowali:

– Ot zuch! Też płacze. Gdyby Gary Cooper wiedział, że nawet mężczyźni płaczą na jego filmie…

Nikt jakoś nie domyślił się, że ten rzekomo „zapłakany” wysoki pan, to był właśnie Gary Cooper we własnej osobie!

Kobieta w polskim stroju
Anna Sten w roli dziewczyny polskiej. Źródło: „Kino” 1935, nr 17

Teraz parę słów o nowym filmie. Nazywa się Noc poślubna [w Polsce film był pokazywany pod tytułem Noc weselna. Sam autor artykułu prawdopodobnie się pomylił, bo w dalszej części tekstu ten tytuł jest wymieniony – przyp. red]. Krytyka amerykańska przyjęła go z entuzjazmem. Ale najciekawsze dla naszych Czytelników będzie to, że film jest osnuty na życiu Polaków w Ameryce.

Anna Sten gra rolę dziewczyny polskiej, córki kolonisty polskiego Nowaka, właściciela plantacji tytoniu. Gary Cooper jest młodym literatem, który, rozczarowawszy się w ludziach i w sobie, wyrzeka się hucznego życia w Nowym Jorku i usuwa się w zacisze wiejskie, do swego starego domu. I tu rozkwita miłość pomiędzy prostą, śliczną dziewczyną i tym nowoczesnym Child-Haroldem, który początkowo… Romans kończy się tragicznie.

Oboje są nadzwyczajni w tym filmie. I Anna Sten i Gary Cooper. Oboje błysnęli szczerym, pięknym talentem. Reżyser King Vidor oprawił akcję w ramy niezwykle stylowe. Po raz pierwszy w dziejach filmu reżyser amerykański stworzył obraz na tle polskiego bytu. Jest w Nocy poślubnej kapitalna scena: wesele polskie. Bo przecież koloniści polscy zachowali swe dawne, ludowe obyczaje i strzegą tradycji rodzinnej. Sercem pozostali w dalekiej ojczyźnie…

Publiczność amerykańska jest zachwycona. A publiczność polska? Zobaczymy. W każdym razie trzeba zaznaczyć, że drobne usterki i nieścisłości „kolorytu” polskiego pokrywa z nawiązką koncertowa gra wykonawców i wspaniała reżyseria.

W rubrykach recenzji filmowych Noc weselna figuruje z czterema gwiazdkami. Te „gwiazdki” to bardzo ciekawy zwyczaj tutejszy. Biorąc gazetę do ręki, żeby zobaczyć, do jakiego kina warto pójść, Amerykanin patrzy przede wszystkim na gwiazdki. Jeśli za tytułem idą 4 gwiazdki (****) to znaczy, że film jest bardzo dobry. Jeśli tylko trzy (***) to znaczy, że film dobry, ale nic szczególnego. 2 gwiazdki (**) znaczą to samo, co dwójka w szkole: źle. Te „stopnie” przy recenzjach wprowadziły tygodniki „Liberty” i dziennik „Daily News”, a tak się one przyjęły, że dziś miarodajne i cieszące się powszechnym zaufaniem tygodniki i dzienniki stopnie stawiane są samodzielnie i odrębnie, ale nie było to jeszcze wypadku, żeby nie były jednakowe.

Bawiący się na weselu ludzie
Scena z filmu Noc weselna. Źródło: „Kino” 1935, nr 17

Nazajutrz po recenzji przed kinem, gdzie wyświetla się film wyróżniony, staje robotnik na drabinie i zawiesza nad wejściem tyle gwiazdek, ile ich było w gazecie…

Gary Cooper nazajutrz odleciał – razem z żoną – samolotem do Miami. W New Yorku została Claudette Colbert. Miałem sposobność – i zaszczyt – poznać tę świetną artystkę. Claudette jest bardzo miłą, bardzo subtelną, tylko – niestety – chorowitą i słabą. Biedna, bledziutka Claudette! Producenci zamęczyli ją literalnie, każąc „orać” bez wytchnienia. Sześć filmów na sześć miesięcy! Rekord, ale kosztem zdrowia i sił. Oto kobieta, która poza pracą nie ma w życiu nic! Claudette zdobyła niedawno zaszczytny tytuł „najlepszej artystki w 1934”, ale to bynajmniej nie zawróciło jej w głowie. Nie jest ani dumna, ani zamknięta w sobie. Obskoczona przez hordę dziennikarzy, prosiła z omdlałym uśmiechem i z cudownym wdziękiem tylko jedno: żeby jej nie męczyli wywiadami.

Żebyście panowie wiedzieli, jak strasznie jestem znużona!…

I okazało się, że nawet dziennikarze mają dobre serca. Reporterskie wygi o pyskach zbójeckich, dla których nie ma nic świętego, spojrzeli tylko po sobie i odeszli. Lecz biedna Claudette niedługo cieszyła się odpoczynkiem: w dwa dni później terminowa depesza wezwała ją znów do Hollywood. Kręcić siódmy film…

Claudette pojechała pokornie do Hollywood. Biedna gwiazda!

 


Zdjęcie wprowadzające: Anna Sten i Gary Cooper w filmie Noc weselna. Źródło: „Kino” 1935, nr 17

 

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze