Polscy wybrańcy Dziesiątej Muzy

Piotr Kitrasiewicz
21 lipca 2020 roku

 

Chociaż film światowy nie wykazywał nigdy większego zainteresowania polską literaturą, a reżyserzy zagraniczni nieczęsto sięgali po twórczość naszych autorów, to kilka adaptacji filmowych dzieł polskich pisarzy odbiło się szerokim echem po świecie i zapisało w historii kina.

Polski program kinowy
źródło: POLONA

Pierwszym z tych „wybrańców” był Wacław Gąsiorowski. Jego powieść historyczna Pani Walewska, wydana na początku XX wieku w Paryżu, w latach 30. doczekała się przekładu na język angielski i ukazała się w Stanach Zjednoczonych. Amerykański wydawca nadał jej komercyjny tytuł Napoleon’s Great Love. Książka miała niezwykłe szczęście, gdyż wyłowili ją z tysięcy produkcji literackich zalewających amerykański rynek scenarzyści hollywoodzcy. Powieść przeczytała Salka Viertel, przyjaciółka Grety Garbo i współautorka scenariuszy do jej filmów, i uznała ją za znakomity materiał do kolejnego ekranowego wcielenia wielkiej gwiazdy. Być może nie bez znaczenia był fakt, że Viertel urodziła się Samborze, w obwodzie lwowskim, i mówiła nieźle po polsku. Premiera filmu odbyła się w roku 1937. W Ameryce wyświetlano go pod intrygująco brzmiącym tytułem: Conquest, natomiast w Europie jako Marie Walewska lub jako połączenie obu tytułów. Po raz drugi w tytule hollywoodzkiego obrazu pojawiło się nazwisko polskiego pisarza jako autora pierwowzoru literackiego. Piszę „drugi”, po pierwszy tego rodzaju fakt miał miejsce w roku 1934, kiedy Amerykanie wyprodukowali dramat psychologiczny Dr. Monica, z Kay Francis jako tytułową bohaterką, oparty na sztuce Marii Morozowicz-Szczepkowskiej Sprawa Moniki, cieszącej się dużym powodzeniem w teatrach Polski, a potem wielu krajów Europy, wreszcie Ameryki – jej wystawienie w Nowym Jorku odniosło sukces i skłoniło producentów z „fabryki snów” do sięgnięcia po literacki materiał.

Dr. Monica
1934 rok

Sam film Dr. Monica nigdy nie trafił do Polski, a sukces polskiej autorki za oceanem został niemal całkowicie przemilczany przez polską prasę przedwojenną. Inna rzecz, że fabuła filmowej wersji Sprawy Moniki toczyła się w USA, a treść została wyprana z wszelkich polskich akcentów. Inaczej było z Panią Walewską, której akcja w dużym stopniu rozgrywa się właśnie w Polsce, a tytułowa bohaterka zakochuje się z wzajemnością w cesarzu Francuzów. Garbo partnerował jako Napoleon francuski amant Charles Boyer, a film wyreżyserował Clarence Brown, mający kilkuletnie doświadczenie we współpracy ze słynącą z niełatwego charakteru „boską Gretą”. Sama produkcja okazała się nierówna. Najsłabszy był scenariusz, do którego przykładało ręce zbyt wielu filmowych dramaturgów. Z powieści Gąsiorowskiego wykrojono główny wątek miłości pięknej Polki i Bonapartego oraz kilka epizodów. Pani Walewska była najdroższym filmem w karierze Garbo ze względu na kosztowne kostiumy i dekoracje, jednak wpływy z dystrybucji rozczarowały. Można powiedzieć, że przyczyną finansowego niepowodzenia była mocno wystylizowana, pełna przepychu Warszawa, w której ekranowy obraz dużo zainwestowano, ale tak naprawdę przyczyna tkwiła w niemrawo poprowadzonej akcji, szczególnie w drugiej części filmu. Zwłaszcza, że początek był bardzo obiecujący. Film otwierała bowiem scena napadu kozackiej konnicy na pałac Walewskich. „Otwierać w imieniu cara!” krzyczeli napastnicy, na co stary sługa pilnujący bramy spokojnie odpowiedział: „To jest Polska. Wasz car nie ma tu nic do gadania”. Po chwili padł od wystrzałów, a wschodnia dzicz wdarła się do budynku dewastując go i raniąc gospodarza, Anastazego Walewskiego, w obronie którego stanęła jego dzielna żona, właśnie Maria. Można domyślać się, czym zakończyłaby się wizyta niespodziewanych „gości”, gdyby nie przejeżdżający w pobliżu oddział wojska francuskiego, na wieść o którym Kozacy szybko czmychnęli. Uff, państwo Walewscy zostali uratowani. Dalszy ciąg filmu nie był jednak tak dynamiczny i trzymający w napięciu, przeciwnie – grzeszył pasywnością i tanim sentymentalizmem. Nawet w Polsce nie stał się ekranowym przebojem, a w każdym razie nie tak wielkim jak inne filmy z Gretą Garbo, z Królową Krystyną, Anną KareninąDamą kameliową na czele.

 

Robert Taylor jako Winicjusz 

Quo vadis? 
1951 rok

Kolejnym polskim wybrańcem światowej Dziesiątej Muzy był Henryk Sienkiewicz. W 1951 roku amerykański reżyser Mervyn LeRoy zrealizował trzygodzinny dramat kostiumowy Quo vadis. Powieść Sienkiewicza przenoszono na ekran już w epoce kina niemego: we Włoszech (6 razy), we Francji (1 raz) i w Niemczech (1 raz). Wersja amerykańska, pierwsza dźwiękowa, barwna (Technicolor) i szerokoekranowa (CinemaScope), była zakrojonym na szeroką skalę wysokobudżetowym wielkim widowiskiem z udziałem ogromnej liczby statystów, gigantycznych dekoracji, tresowanych lwów, byka zastępującego tura oraz gwiazd z Robertem Taylorem i Deborah Kerr na czele (jako Winicjuszem i Ligią), którym partnerowali Leo Genn i Peter Ustinov w rolach Petroniusza i Nerona. Była to w miarę wierna (z wyjątkiem kiczowatego finału ukazującego obalenie Nerona) ekranizacja pierwowzoru, chociaż intelektualny Petroniusz został zepchnięty na plan dalszy na rzecz heroicznego Winicjusza. Powstał film atrakcyjny, cieszący się dużym powodzeniem i do dzisiaj zajmujący jedno z czołowych miejsc na listach przebojów „wszech czasów” kinowego ekranu.

 

Solaris w ZSRR i USA

Solaris
1972 rok

Do wybrańców należał także Stanisław Lem. W 1972 roku wybitny reżyser rosyjski Andriej Tarkowski przeniósł na ekran wydaną w 1961 roku powieść Solaris. Pozostając wiernym fantastyczno-naukowej konwencji książki, Tarkowski wydobył z niej przede wszystkim  treści uniwersalne, egzystencjalne. Jego Solaris to film o ludzkiej samotności, tęsknocie i wyobcowaniu, małości człowieka wobec nieznanej potęgi i jego bezradności wobec natury. Typowa dla filmów science-fiction narracja przechodzi stopniowo w stronę  refleksyjnego moralitetu, poetyckiego postrzegania, filozoficznej zadumy nad dobrem i złem, mądrością i niewiedzą, pokorą i pychą. Na festiwalu w Cannes film otrzymał jedną z głównych nagród oraz zdobył uznanie na całym świecie. 

Po Solaris sięgnął także amerykański reżyser David Soderbergh w 30 lat po dokonaniu Tarkowskiego, eksponując wątek psychologiczny utworu, a szczególnie przeżywaną na nowo miłość głównego bohatera Chrisa Kelvina (w tej roli George Clooney) do swojej żony, Rheyi (Natascha McElhone).  Lemowi nie podobały się obie ekranizacje Solaris, przyznał jednak, że  bliższa jest mu wersja Soderbergha niż Tarkowskiego, co nie przeszkodziło w sformułowaniu żartobliwo-zjadliwej opinii, iż film z Georgem Clooneyem powinien nosić tytuł nie Solaris, którego nikt nie rozumiał, ale Miłość w próżni kosmicznej, co byłoby jasne dla każdego.

 

Winnetou z szablą Skrzetuskiego

Ogniem i mieczem
1961 rok

Na koniec warto wspomnieć o innych utworach polskich pisarzy ekranizowanych zagranicą, które w większości nie wytrzymały próby czasu i zostały zapomniane. Któż wie o zrealizowanym w Rosji carskiej Potopie wg drugiej części Trylogii Sienkiewicza, w którym rolę Kmicica zagrał największy rosyjski amant kina przedrewolucyjnego Iwan Mozżuchin? Albo o Ogniem i mieczem w wersji włosko-jugosłowiańskiej z roku 1961, z Francuzem Pierre’m Brice’m, późniejszym Winnetou, w roli Jana Skrzetuskiego? Nigdy nie pokazano u nas niemieckiego filmu z lat 30. Warschauer Zittadelle, będącego adaptacją dramatu Gabrieli Zapolskiej Tamten; nie znamy ekranizacji dramatu Stanisława Przybyszewskiego Mocny człowiek, dokonanej w Rosji w roku 1917 przez Wsiewołoda Meyerholda (utwór ten został przeniesiony na ekran także w Polsce, w roku 1929, przez Henryka Szaro); jak również o Carewiczu oraz Przedpieklu, niemieckich filmach z roku 1928, z których pierwszy został oparty na często wystawianym w Niemczech oraz w Austrii dramacie historycznym Gabrieli Zapolskiej, a drugi na powieści tej samej autorki, również dobrze znanej w krajach niemieckojęzycznych. Zupełnie zapomniana została ekranizacja Moralności pani Dulskiej, dokonana w Czechosłowacji w roku 1958 przez Jiriego Krejcika. Oprócz kraju naszych południowych sąsiadów i naszego, film ten wyświetlano także w NRD, na Węgrzech i w Jugosławii.

Mała apokalipsa
1993 rok

Pamiętamy natomiast o mniej odległych w czasie produkcjach. Jedna z nich, włoska, zrealizowana przez Michaela Andersona, to Przed sklepem jubilera (1988), według dramatu, a raczej rozpisanego na kwestie mówione moralitetu, Karola Wojtyły, z obsadą międzynarodową (Olivia Hussey, Burt Lancaster, Ben Cross) oraz muzyką Ennio Morricone. Drugi film to Mała Apokalipsa (1993), na motywach powieści Tadeusza Konwickiego, który nakręcił we Francji Costa-Gavras, a w jednej z głównych ról wystąpił wybitny czeski reżyser Jiri Menzel. Ekranizacja dramatu papieża miała duży rezonans międzynarodowy, film ten zakupiło wiele krajów m.in. USA, Wielka Brytania, Austria, Brazylia, Hiszpania, Finlandia, Kanada, Holandia, Niemcy. W przypadku tego ostatniego kraju chodziło o Niemcy Zachodnie, gdyż NRD, jak również inne państwa „socjalistyczne” nie pokazały u siebie ekranizacji Przed sklepem jubilera. Także Mała Apokalipsa doczekała się szerokiego zasięgu na kulturalnej mapie świata.

Można również napisać o filmach światowych reżyserów z Polską i Polakami na bliższym lub dalszym planie, ale to już temat na inną publikację, i to bynajmniej wcale nie małą. Może kiedyś…


Zdjęcie wprowadzające: reklama filmu Maria Walewska z Gretą Garbo. 

Like
3