„Oto wasze życie i wasza emigrancka śmierć!”. Kulisy walki o spadek po Stanisławie Sielańskim

Piotr Donefner
17 kwietnia 2026 roku

Wybuch II wojny światowej stanowił istotną cezurę w dziejach X Muzy w Polsce. Śmierć, emigracja, czy odrzucenie przez kinematografię Polski Ludowej to wątki przewijające się w biografiach wielu aktorów. Nie każdy miał tyle szczęścia co Adolf Dymsza, czy Tadeusz Fijewski, którzy do swojego fachu wrócili z różnym zresztą powodzeniem. Stanisław Sielański w liście napisanym w sierpniu 1941 roku do Artura Sochy stwierdzał: „Chciałbym […] abyśmy mogli jeszcze w swojej paczce usiąść w Łazinkach, […] a wtedy upijemy się powietrzem, wspomnieniami i świadomością, że jesteśmy w Warszawie”.

List Stanisława Sielańskiego do Artura Sochy.

Marzenia aktora – określanego niekiedy mianem „księcia komików” – nigdy się nie ziściły. On sam pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Za Ocean trafił po długiej tułaczce, która zaczęła się we wrześniu 1939 roku. W Archiwum Akt Nowych zachowały się zeznania urzędnika białostockiego magistratu przekonującego, że Sielański do grudnia 1939 roku występował na deskach lokalnego teatru, ale nie wydają się one wiarygodne. Stały się jednak pretekstem do wszczęcia śledztwa przez Komisję Badawczą Ministerstwa Sprawiedliwości RP w Jerozolimie w sprawie rzekomej antypolskiej działalności aktora. Kluczowa okazała się opowieść o treści skeczu, którą urzędnik zasłyszał od swojej córki. „Oto Sielański na scenie zwrócił się do swego partnera z zapytaniem, czy pamięta treść książki pt. Polska bez Żydów, na co partner odpowiedział, że tak. Wówczas Sielański oświadczył, że teraz wydrukuje książkę pt. Żydzi bez Polski. Powiedzenie to spowodowało wesołość i oklaski ze strony Żydów obecnych na tym przedstawieniu”.

Nie mogło do tego dojść, ponieważ aktor po agresji ZSRR na Polskę przedostał się do Rumunii, a następnie do Francji, gdzie do wiosny 1940 roku występował Teatrze Polskim. Wkroczenie Niemców do Paryża oznaczało dla niego tylko jedno. Ucieczkę. Stanisław, a tak naprawdę Szlama, obawiał się represji z powodu swojego żydowskiego pochodzenia. Urodził się w Łodzi w rodzinie zamożnego przedsiębiorcy Bereka Abusza Nasielskiego, który – jeśli wierzyć Arnoldowi Mostowiczowi – nigdy nie pogodził się z tym, że syn chce zostać aktorem. Widział go bardziej w roli kupca niż komedianta. Szlama postawił jednak na swoim i przed wojną stał się charakterystycznym aktorem drugoplanowym. Wcielał się najczęściej w postacie szoferów, lokajów, kombinatorów o dobrym sercu. Z miejsca zaskarbił sobie sympatię widzów, a także zyskał szeroką rozpoznawalność. Nie tylko na krajowym zresztą podwórku.

Po ucieczce z Lizbony Sielański dotarł w listopadzie 1940 roku do Stanów Zjednoczonych, gdzie – jak wynika z jego nieznanych dotąd listów – na brak pracy nie mógł narzekać. „Ja sobie daję radę, gdyż znają mnie z obrazów, więc też traktują mnie jako „człowieka, który zlazł z płótna” i widzą go teraz żywego. I tak też jestem reklamowany – Sielański żywy na scenie” – pisał do Artura Sochy.

Odpis aktu małżeństwa Stanisława Sielańskiego i Zofii Downarówny.

Ciężka praca w połączeniu z życiową zaradnością sprawiły, że Sielański dorobił się znacznego majątku. Nie trzymał go tylko dla siebie. Jeszcze w czasie wojny starał się pomagać potrzebującym kolegom po fachu oraz ich rodzinom. Z listów, które zachowały się w depozycie Artura Sochy, wynika, że Sielański utrzymywał ożywione kontakty z Jadwigą Smosarską, Kazimierą Skalską, a także z samym Sochą. Temu ostatniemu proponował wysłanie paczki do Szkocji oraz do jego krewnych w kraju. I tu dotykamy zasadniczej kwestii. Czy Sielański wiedział co się działo z jego bliskimi pod okupacją niemiecką?

Z listów zachowanych w AAN trudno to wyczytać. Po wojnie na pewno utrzymywał kontakt z żoną. Zofia (z domu Duranowska) po wkroczeniu Niemców pozostała w Warszawie w mieszkaniu przy ul. Hożej 58. Tam – jak wynika z teczki zachowanej w aktach Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – pozwoliła na urządzenie silnie zakonspirowanego lokalu kontaktowego Ekspozytury Wywiadowczej 741 (kryptonim 46/741) oraz Ekspozytury II Oddziału KG AK „Lombard”.

Mieszkanie wyposażono w przemyślne skrytki wykonane przez Leopolda Łabędzkiego „Lopka”. O strategicznym znaczeniu tego miejsca świadczy fakt, że niewielu pracowników Ekspozytury 741 oraz „Lombardu” mogło przekroczyć jego progi. Restrykcyjne środki bezpieczeństwa, a także zdaniem Wiesława Furmanka „Szarego”, „ujmujący urok osobisty, słoneczny uśmiech i sympatyczny sposób wypływania na otoczenie” gospodyni sprawiły, że lokal nigdy nie został zdekonspirowany. „Hoża Zosia”, bo taki miała pseudonim, przeżyła Powstanie i po wojnie osiadła w Józefowie. Stamtąd pisała listy do męża, który dzielił się swoimi refleksjami na temat doli i niedoli emigranta. O jednym najwyraźniej „zapomniał”. W 1952 roku, a więc rok po uzyskaniu obywatelstwa, Sielański z pomocą dr Jana Aldona przeprowadził sprawę rozwodową z Zofią, o czym ona zupełnie nie wiedziała. Prawda wyszła na jaw dopiero po śmierci aktora.

28 kwietnia 1955 roku Stanisław Sielański zmarł na atak serca w swoim nowojorskim mieszkaniu. Nie pozostawił testamentu. Organizacją pogrzebu zajął się dr Aldon. Na swoje barki wziął również kwestię uregulowania spraw spadkowych. Czy planował zagarnąć majątek? Takie wrażenie odniosła Zofia Sielańska. W liście adresowanym do Ambasady PRL w Waszyngtonie prosiła wręcz o pomoc i ochronę „przed tym osobnikiem”. Przytaczając fragment odpowiedzi Aldona z czerwca 1955 roku, w której stwierdza, że Zofii nic się nie należy się, żona aktora oskarżała go o manipulację. Nie zabrakło mocnych słów: „dr Aldon moralny sprawca śmierci mego męża i człowiek, który wpływem przyczynił się, że zmarły nie wrócił do Kraju, gdzie mógłby z pożytkiem pracować dla dobra Polski Ludowej, chce mnie skrzywdzić”. Ciężar reprezentowania Sielańskiej przed stroną amerykańską ostatecznie wziął na swoje barki Konsulat Generalny RP w Waszyngtonie. Szybko okazało się, że Zofia nie jest jedynym pretendentem do spadku szacowanego na 4 tysiące dolarów.

Kwestionariusz wstępującego w poczet kandydatów PZPR.

Wojnę – o czym dotychczas nie pisano – przeżyła siostrzenica aktora Fela Bardenstein (mieszkała wówczas w Izraelu) oraz bratanek Aleksander Nasielski. Ten ostatni już jesienią 1955 roku zgłosił swoje pretensje do majątku. W Archiwum Akt Nowych zachowały się teczki osobowe, które rzucają nieco więcej światła na jego życie. Aleksander, a tak naprawdę Ajzyk, urodził się 20 lipca 1915 roku w Łodzi. Jego ojciec Abram trudnił się administracją domów, a później był inkasentem. Ajzyk – w odróżnieniu od stryja – obrał kupiecką ścieżkę kariery. Po zdaniu matury w 1934 roku krótko praktykował w przedsiębiorstwie sprzedaży ratalnej „Łucznik”, a potem studiował w Szkole Głównej Handlowej. Utrzymywał się głównie z korepetycji i ze środków rodzinnych.

Wojna zastała go w Łodzi, skąd wyjechał w 1940 roku do Warszawy. Dwa lata później do stolicy przybył również Berek Nasielski, któremu Niemcy zamknęli wszystkie interesy. Tam też umiera. W 1942 roku Aleksander ucieka z Warszawy. Znajduje na krótko schronienie w Nadleśnictwie Brok, gdzie pracuje jako robotnik leśny. W 1943 roku powraca ponownie do stolicy. Na służewieckiej fermie zajmuje się doglądaniem świń. Kiedy Niemcy w czasie powstania zajmują majątek Aleksander ucieka do podwarszawskich Płud, ale zostaje tam aresztowany. Ukrywając swoją żydowską tożsamość, udaje mu się przeżyć. Nasielski wraz z żoną trafia na roboty do wsi Quanzendorf (obecnie Chwalęcin), skąd ucieka. Koniec wojny zastaje go w Nowym Targu.

Pierwsze kroki po „wyzwoleniu” skierował do rodzinnej Łodzi, gdzie znalazł pracę w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym. Znajomość języków, wykształcenie i doświadczenie procentowały na jego korzyść. W lipcu 1945 roku Nasielski został przeniesiony do Szczecina na stanowisko naczelnika wojewódzkiego oddziału PUR. Niedługo później wrócił do Łodzi. Karierę w PUR zakończył jako naczelnik Wydziału Planowania i Statystyki.

Musiał zwrócić na siebie uwagę, skoro pod koniec 1946 roku z rekomendacji MSZ-tu wyjechał do Berlina. W Polskiej Misji Wojskowej nie zrobił jednak oszałamiającej kariery. Sporym echem odbił się jego konflikt z tow. Rejment. O kulisach zatargu pisał na początku stycznia 1951 roku do ambasadora Jana Izydorczyka: „Rejment zawsze odnosiła się i odnosi się do współpracowników wyraźnie pod kątem widzenia jej prywatnych stosunków. Pracowników, których nie obdarza sympatią, po prostu ignorowała, a wręcz […] utrudniała ich pracę”.

Legitymacja służbowa Aleksandra Nasielskiego.

Dalej wyjaśniał, jak jej protegowany dopuścił się plagiatu. Zamiast napisać samodzielną i rzetelną analizę zagadnienia żeglugi morskiej w Niemczech, pracownik Polskiej Misji Wojskowej po prostu przetłumaczył odpowiednie strony z leksykonu „Deutschland Jahrbuch 1948”. „Rejment oświadczyła mi, że to nic nie szkodzi, bo w MSZ jest dużo pracowników, którzy nie znają niemieckiego” – pisał. Kulminacja konfliktu przypadła na czas, kiedy Nasielski przejął polityczny nadzór nad dalekopisami. „Wystąpiła przeciwko mnie jawnie na odprawie, zarzucając mi lenistwo” – konstatował. Zapewne dlatego nie widział już dla siebie miejsca w Berlinie. Zrobił tam jednak doktorat na Uniwersytecie Humboldta i zyskał wiele kontaktów, które okazały się później pomocne.

Po powrocie do kraju Nasielski trafił pod skrzydła Polskiej Agencji Prasowej. Współpracował m.in. z „Trybuną Wolności” oraz z miesięcznikiem „Sprawy Międzynarodowe”. W 1954 roku otrzymał medal X-lecia Polski Ludowej, a rok później wstąpił do PZPR. Jedną z rekomendacji wystawił mu ówczesny redaktor naczelny PAP-u Michał Hofman. Nasielski długo w partii miejsca nie zagrzał. Być może na fali „październikowych” uniesień albo w obawie przed rozliczeniami rzucił legitymacją już jesienią 1956 r. Walka o spadek po stryju wchodziła wówczas w decydującą fazę.

Oświadczenie Zofii Nasielskiej w obecności przedstawiciela Ministerstwa Spraw Zagranicznych PRL w sprawie dziedziczenia po zmarłym Stanisławie Sielańskim.

Amerykanie mając papiery przedstawione przez dr Aldona oraz akt zgonu, w którym Sielański widniał jako rozwodnik, nie chcieli uznać praw Zofii do majątku. W czerwcu 1956 roku wdowa zeznała przed sądem w Otwocku, że nigdy się z mężem nie rozwiodła. Przedstawiła odpis aktu ślubu (dzięki niemu wiemy, że pobrali się 15 lipca 1938 roku w Węgrowie) i potwierdziła, że żyją jeszcze krewni męża (wspominana już Fela i Aleksander). W listopadzie 1956 roku komplet dokumentów trafił za Ocean, ale z uwagi utrudniony kontakt z dr Aldonem sprawa się przeciągała.

Zasadniczy zwrot nastąpił w maju 1957 roku MSZ w notce do Ambasady PRL w Waszyngtonie nieoczekiwanie poinformował, że Aleksander Nasielski poprosił o azyl w RFN i najprawdopodobniej otrzymał już spadek po stryju. Zofia próbowała ze wszelkich sił ratować swoje prawa. W czerwcu 1957 roku wycofała Konsulatowi Generalnemu PRL w Waszyngtonie pełnomocnictwo do reprezentacji. Odtąd w interesie wdowy miał działać Bank Handlowy, ale i on niewiele wskórał. Korespondencja ze stroną amerykańską urywa się w 1958 roku, ale nie wynika z niej, by roszczenia kobiety zostały uwzględnione. O dalszych losach Aleksandra Nasielskiego niewiele wiadomo. Zofia Sielańska zmarła w sierpniu 1992 roku.

 

Źródła:

  • Archiwum Akt Nowych
  • Bank Handlowy w Warszawie
  • Państwowy Urząd Repatriacyjny. Zarząd Centralny w Łodzi
  • KC PZPR
  • Zbiór dokumentów i pamiątek osobistych po obywatelach polskich zmarłych na terenie Wielkiej Brytanii
  • Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Okręg Warszawa

 


Zdjęcie wprowadzające: fotos z filmu Zapomniana melodia (w środku Stanisław Sielański). Źródło: FOTOTEKA / FINA.

 

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze