Zbigniew Rakowiecki. Gwiazda wodewilu o promiennym uśmiechu

Lubiana przedwojenna aktorka – Karolina Lubieńska, była filigranową blondynką, kochali ją widzowie, uwielbiała ekipa filmowa, a mężczyźni ją adorowali. Dwukrotna rozwódka, po nieudanych małżeństwach, wciąż czekała na mężczyznę swojego życia. Od dawna podziwiał ją również kolega z planu – Zbigniew Rakowiecki – cudowny chłopiec o promiennym uśmiechu. Wytrwale „przebrnął” przez dwa kolejne małżeństwa gwiazdy i tak jakby czekał na swoją kolej… mężem numer trzy, mógł zostać dopiero po 1940 roku…

Rakowiecki urodził się 13 czerwca 1913 roku w Łasku.  Jak przystało na niepokornego artystę, Zbyszek rozpoczynał nauki w szkołach wyższych, których nigdy nie ukończył. Najpierw na Akademii Sztuk Pięknych,  następnie na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Próbował również swoich sił w Szkole Nauk Politycznych, lubił śpiewać i dobrze czuł się w repertuarze operetkowym.  Jego powołaniem było aktorstwo. Wówczas, chyba tylko on sam o tym wiedział, a jednak filmowcy zobaczyli w młodym, pozytywnie usposobionym młodzieńcu, potencjał.

W latach 30., występował w zespole rewelersów w Teatrze 8.15. Grał na scenach warszawskich: w Teatrze przy Kredytowej, w Teatrze Komedia, Teatrze Hollywood, a także w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Po triumfach, jakie odnosił przez kilka lat w Teatrze 8.15 role amantów wodewilowych, przeszedł na scenę Ateneum, pierwszego pod względem artystycznym teatru stolicy i z miejsca zadomowił się u Stefana Jaracza w dwóch rolach – Cyrulika sewilskiego i komedii Szczęśliwe dni.

Prawdziwą szansą dla początkującego aktora, był jednak debiut w drugiej, przedwojennej ekranizacji powieści Stefana Żeromskiego Dzieje grzechu z 1933 roku. Debiut ten, to mała rola, ale u boku sław – Dobiesława Damięckiego, Aleksandra Żabczyńskiego, Józefa Kondrata, Kazimierza Junoszy-Stępowskiego, Bogusława Samborskiego i Karoliny Lubieńskiej.

Młody chłopak, o niebanalnej urodzie, został od razu dostrzeżony przez innych filmowców i właściwie, od tamtego czasu Zbyszek nie schodził z planu filmowego. Ciekawostkę stanowi fakt, że Rakowiecki dopiero pod koniec lat trzydziestych zaczął grać role znaczące. W większości produkcji, w których występował, gra jego to kolejno-planowe postacie jak np. tancerz w Kochaj tylko mnie (1935), czy reporter w Papa się żeni (1936).

Ważne role, w dorobku aktora to Fredek-wynalazca w Fredek uszczęśliwia świat (1936) czy Żołnierz królowej Madagaskaru (1939) – uznawany jako film utracony (jak się powszechnie uważa, jego jedyna kopia została zniszczona pod koniec lat 40.), no i wreszcie Ja tu rządzę (1936), gdzie Zbyszek zagrał pierwszoplanową rolę u boku Iny Benity.

W 1939 roku, aktor wybrał się na tournée z występami dla amerykańskiej Polonii. Wraz z Heleną Grossówną, Lodą Niemirzanką, Stanisławem Sielańskim i Karoliną Lubieńską, przez trzy miesiące, dali serię występów i zostali ciepło przyjęci przez publiczność. „Najskuteczniejsza jest propaganda na wesoło!” – żartował wówczas Rakowiecki, ciesząc się bardzo na ten wyjazd.

Wówczas wiadomo już było, że Polska stoi w obliczu wojny. Wtedy nikt nie przypuszczał, że będzie to najbardziej dramatyczny konflikt w dziejach świata.

Zbigniew Rakowiecki już we wrześniu uczestniczył w kampanii obronnej. W dokumentach wojskowych nie ma informacji o jakimkolwiek dlań przydziale, jednak relacje świadków wskazują jednoznacznie na udział aktora w walkach.

W latach okupacji występował w teatrach jawnych. Twierdził, że w ten sposób pomoże polskiej kulturze, jak później opowiadała Karolina Lubieńska. Aktorka, rozwiodła się ze swoim drugim mężem w 1940 roku, wobec z czego ze Zbyszkiem mogli pobrać się zaraz potem i tak też się mówi. Niniejsza wersja krąży dziś wśród miłośników starego kina. Nie zachowały się żadne dokumenty, mogące dowieść, iż małżeństwo Zbigniewa i Karoliny zostało zawarte. Artyści, którzy towarzyszyli im w okupacyjnych relacjach, nie wiedzą nic o formalizacji tego związku. Gdzie zatem szukać potwierdzenia? Aktorka zmarła w 1991 roku, więc ktoś musi wiedzieć, jak było naprawdę.

W konspiracji, aktor służył w V Obwodzie „Grzymała” (Ochota) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – 1. Rejon – 2. kompania – pluton 403 pod pseudonimem „Leszek”. Większość operacji, w których uczestniczył, odbywała się w dzielnicy Ochota.

Po wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku,  jako żołnierz Armii Krajowej wraz żoną, brał udział w lotnych ekipach artystycznych, organizowanych przez Leona Schillera dla walczących powstańców.

Rejon, w którym funkcjonował jego pluton od 4 sierpnia, opanowały brygady SS-RONA; degeneraci z Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej. Od tego dnia, Ronowcy prowadzili bestialską pacyfikację dzielnicy, podczas której zginęło ponad 10 tys. cywilów.

W czasie tej nieludzkiej masakry, której nie można bez emocji opisać prostymi słowami, w dniu 5 sierpnia 1944 roku, przy ulicy Radomskiej 14, został ujęty Zbigniew Rakowiecki. Tam też został rozstrzelany wraz z innymi ofiarami w „rzezi Ochoty”. Z innych relacji wynika, że Rakowiecki zginął podczas walki na barykadach. Faktem jest, że poniósł śmierć – Karolina przeżyła.

Wraz ze śmiercią Zbyszka, polska kultura zubożała o jedyny chyba taki skarb. Nie był to oczywiście przypadek odosobniony – tylko w czasie tej pacyfikacji zginęło kilkoro artystów.

Nawet dziś, oglądając Rakowieckiego na ekranie, widzimy, że grał inaczej niż jego starsi koledzy. Mogło na niego czekać wiele wspaniałych ról, a tymczasem spoczął w masowej mogile. Możemy odwiedzić miejsce pamięci „aktora o promiennym uśmiechu”, na warszawskiej Woli, na cmentarzu Powstańców Warszawy, przy ul. Wolskiej 174/176 (kwatera 73). Teraz jest jeszcze ładniej, bo miasto pięknie zrewitalizowało tę część cmentarza.

Przy tablicy pamięci, pod nazwiskiem Zbyszka, ustawiono fotografię, na której uśmiecha się na niej tak, jak go zapamiętamy na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.