Piotr Donefner
16 maja 2026 roku

Gwiazdy przedwojennej estrady marzyły o karierze za granicą. Nielicznym udało się jednak zakosztować sukcesu na miarę Ignacego Jana Paderewskiego, Poli Negri, czy Jana Kiepury. Nie należał do nich z pewnością Eugeniusz Bodo. W 1934 roku aktor miał na swoim koncie kilka popularnych filmów (Jego ekscelencję subiekta, Pieśniarza Warszawy, Czy Lucyna to dziewczyna?) oraz płytowe szlagiery. Związek z egzotyczną pięknością Reri przykuwał nieustannie uwagę prasy. Był to najlepszy moment na zdyskontowanie popularności poza granicami Polski.
W głowie Bodo narodził się pomysł na tournée po Bliskim Wschodzie. Ważnym przystankiem okazała się Palestyna, dokąd – pomimo utrudnień brytyjskiej administracji – napływali masowo Żydzi z Europy. W 1934 roku zamieszkiwała tam polska diaspora, która miała być jednym z adresatów koncertów, do jakich aktor się skrupulatnie przygotowywał. Lokalnej publiczności dał się poznać już wcześniej.
W 1932 roku niejaki inżynier Ptic wyemigrował do Palestyny. Zabrał ze sobą kopię Głosu pustyni w nadziei, że uda mu się zainteresować filmem lokalne władze. Brytyjska administracja nie była zachwycona. Działający z jej polecenia cenzorzy docenili artystyczne walory produkcji, ale sceny potyczek Arabów z wojskami Legii Cudzoziemskiej uznali za zbyt ryzykowne. „Przyczynić się może do podniecenia palestyńskiej ludności arabskiej i stać się powodem niepożądanych demonstracji proarabskich, a antyrządowych na przedstawieniach” – relacjonował konsul Zdzisław Kurnikowski.
Polscy dyplomaci pozostali jednak nieugięci. Dwukrotnie interweniowali u Brytyjczyków i po ponownym rozpatrzeniu sprawy przez komitet cenzorów film uzyskał zgodę na rozpowszechnianie. Konieczne były tylko drobne cięcia. Film, którego scenariusz opracował Bodo, cieszył się dość dobrą frekwencją. Wyświetlano go w większych miastach, takich jak Tel Awiw i Jerozolima. To właśnie tam miały się odbyć pierwsze koncerty tournée.
Zanim aktor wyruszył w drogę, musiał zwrócić się o pomoc do jednego z miejscowych biur koncertowych. To właśnie w ich gestii leżała promocja, wynajęcie sal oraz kontakty z władzami brytyjskimi, które wydawały wizy. W połowie lat 30. na terenie Palestyny działało co najmniej pięciu polskich impresariów. Bodo – podobnie jak wcześniej Hanka Ordonówna – skorzystał z usług niejakiego Niemczyka (jego biuro mieściło się w Ramat Gan niedaleko Tel Awiwu). Program występów obejmował największe miasta – Jerozolimę, Tel Awiw i Hajfę. Moment był ściśle związany z tradycją sezonu koncertowego, który w Palestynie trwał od października do lutego. Biura koncertowe starały się zazwyczaj unikać bukowania terminów po połowie grudnia. Chodziło o ryzyko związane z porą deszczową. Występy Bodo odbyły się nieco później, co kompletnie nie przeszkodziło mu w zjednaniu sobie sympatii.
O kulisach pobytu aktora w Palestynie napomknął Ryszard Wolański w biografii Już taki jestem zimny drań. Zachowały się – cytowane przez Wolańskiego – wypowiedzi Bodo dla polskiej prasy już po powrocie do kraju. „Czułem się jak w Warszawie. Wyraźnie dawał się odczuć serdeczny familijny stosunek publiczności do mnie jako reprezentanta Polski” – opowiadał. Zapytany o znajomość hebrajskiego odparł: „Niestety nie zdążyłem [się nauczyć]. A szkoda. Bardzo melodyjny język”. Coś zgoła odmiennego donosiły miejscowe gazety.
W Archiwum Akt Nowych zachował się wycinek z artykułu opublikowanego w anglojęzycznym dzienniku „Palestina Post” oraz tłumaczenie relacji z gazety „Haarez”. Są one unikalnym i nieznanym dotąd świadectwem rzucającym światło na kulisy występów Bodo w Palestynie. Z akt przedwojennego MSZ-tu wynika, że interesowały się nimi żywo polskie władze. Nie było to niczym niezwykłym, ponieważ – jak pokazują zagraniczne wojaże Lody Halamy, Toli Mankiewiczówny i Jana Kiepury – urzędnicy z Wydziału Prasowego MSZ bacznie śledzili przygotowania do wyjazdów artystów, analizowali ich polityczny wydźwięk, a niekiedy nawet pomagali finansowo licząc na korzyści propagandowe dla kraju. Trudno powiedzieć, czy wyjazd Bodo mógł być dofinansowany przez MSZ, ale jedno nie ulega wątpliwości. Koncerty okazały się wielkim sukcesem.
17 grudnia 1934 roku artysta wystąpił w Tel Awiwie. Szczegółowy przebieg wieczoru znamy z relacji reportera „Haarez”. Otwiera ją bardzo pochlebna recenzja warsztatu Bodo: „Jego miły głos służy do interpretacji słowa. Zjednał sobie publiczność dzięki zdolnościom satyrycznym i bardzo zręcznej umiejętności bawienia słuchaczy żartami”. Dalej następuje już ocena samego koncertu. Skrupulatności autora zawdzięczamy szczegółową listę utworów, które wybrzmiały ze sceny Ohel-Szem. Oto one:
On i ona
Kan Adraba (po hebrajsku)
Baby
Tylko z tobą i dla ciebie
Już taki jestem zimny drań
Tragiczny koniec oficera
Kto cię uczył kochać (po francusku i po angielsku)
Sonny Boy
Harabi Elimelech
Abramele Melamed

Uwagę zwraca obecność trzech piosenek odśpiewanych po hebrajsku. Jeśli wierzyć prasie, Bodo wykonał je z piękną i czystą dykcją, choć nie wszystkie interpretacje były udane. W kontrze do swoich późniejszych słów, aktor stwierdził ze sceny, że „zna hebrajski od urodzenia”. Przywołał nawet postać Abrahama Szlonskiego (znanego poety, tłumacza i orędownika emigracji żydowskiej do Palestyny), którego dzieła podobno znał na pamięć. Ile w tym żartu, ile prawdy. Trudno dociec. Idąc za ciosem Bodo wyruszył na podbój Jerozolimy.
22 grudnia 1934 roku stanął na deskach hali Rotschildów. Oprócz niego w programie pojawił się śpiewak barytonowy Siegfrid Gaertner, ale to na gościu z Polski skoncentrowała się uwaga publiczności. Niestety nie wiemy, co wykonał tego dnia. Z raportu Konsulatu Generalnego RP w Jerozolimie można jedynie wyłuskać, że aktor zaśpiewał jedną piosenkę po hebrajsku, a resztę programu wypełniły polskie szlagiery. Dziennikarz „Palestina Post” był równie mało wylewny. W notce „Humorous Entertainment in the Rotschild Hall” skupił się na zaskakująco dobrej znajomości hebrajskiego i klasie artystycznej występu Bodo.
Pomimo sukcesu, jaki aktor odniósł w Palestynie, nie rozkręcił nigdy poważnej kariery za granicą. Być może nie zdążył z uwagi na wybuch wojny. Jedno nie ulega jednak wątpliwości. Miał zadatki, by zostać międzynarodową gwiazdą.
Źródła:
- Narodowe Archiwum Cyfrowe
- Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji
- Archiwum Akt Nowych
- Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie
Zdjęcie wprowadzające: Eugeniusz Bodo na tle piramidy Chefrena i Sfinksa w Egipcie, gdzie pojechał po występach w Palestynie. / źródło: „Kino” 1935, nr 11 (17 marca).









