Tam, gdzie szumi wiatr „PRZEDWIOŚNIA”

(Wspomnienia z realizacji)

W. Zan.
„Kalendarz Wiadomości Filmowych 1929”


Po arcy frapujących zdjęciach walk polsko-bolszewickich w Czerwonym borze, odbywały się dalsze zdjęcia Przedwiośnia, w pięknych dobrach pod Kockiem.

Moja Citroenka przywiozła mnie akurat w chwili, gdy połączone promienie dwunastu tzw. „blend” (sztuczne reflektory, skonstruowane z dykty, krytej srebrnym papierem) otoczyły świetlanym nimbem grupę ludzi przed pałacem, a piękny powóz zajeżdżał przed ganek. To do Nawłoci przybywał Hipolit Wielosławski wraz ze swym druhem, Cezarym Baryką.

Z boku stoi operator, świetny fachowiec wiedeński, Mars, z ręką na korbce aparatu. Obok, wiecznie w ruchu, z tubą w ręku, reżyser Henryk Szaro, asystent jego, M. Waszyński i kierownik literacki oraz współautor scenariusza, Anatol Stern. Przed pałacem zebrało się całe towarzystwo, wzruszona pani Wielosławska (Marcello-Palińska), Karolina (Modzelewska), szlachetny ksiądz (Dziewoński), bardzo nobliwy wuj (Kaczanowski), trzęsący się z radości Maciejunio (Sapalski) i inni. Rozlega się głośna komenda p. Szary i wszyscy zwracają pełne napięcia twarze ku zbliżającemu się powozowi.

Czynię to samo i dopiero teraz zauważam przebóg że drągal w liberii na koźle to przecież sam Walter, którego aparycji mógłby śmiało pozazdrościć najlepszy stangret dworski. A za nim, w żołnierskich szynelach jeszcze siedzą Wielosławski i Baryka Mierzejewski, i Zbyszko Sawan, mroczny, jakby miał jeszcze w oczach wizję śmierci ojca (ojca gra Jaracz). Oto zeskakują z powozu. Scena powitania, cudownie naturalna i pełna wdzięku. A tymczasem Jędrek Walter pędzi do zebranych na stronie fornali i dyryguje jak kapelmistrz tą orkiestrą, która zaczyna trzaskać z biczów, tak, że aż konie stają dęba.

Tymczasem miejscowy stangret poucza Waltera, żeby trzymał bat „bardziej na sztorc”, a dobroduszny olbrzym z miną skarconego sztubaka bierze bat pomiędzy dwa paluchy, ustawia go i nareszcie otrzymuje aprobatę pana Walerego. Teraz siada na kozioł i zakręca z taką fantazją, trzaskając z bata, że stojący obok artyści wołają: „I czemu ten Walter tylko się marnuje w teatrze, przecież to urodzony dorożkarz!”.

Bezpośrednio potem odbywa się słynne spotkanie Cezarego z Laurą na skrzyżowaniu dwu dróg, przedzielonych zielonym wałem roślinności. Reżyser dmie w trąbkę. Wyjeżdżają na linijce z jednej strony wzgórza Baryka i Wielosławski, a z drugiej Laura i Barwicki. Następuje przypadkowe spotkanie. Sawan jest oczarowany Laurą Gorczyńską, która przecudownie wygląda w swej wytwornej amazonce. Barwicki (Samborski) zdradza zdenerwowanie. Nie tylko zresztą Barwicki. Zdenerwowanie zdradza również piękna klaczka p. Gorczyńskiej. Doskonała amazonka na próżno stara się dać sobie z nią radę i kiedy ją spina ostrogą, gorący koń zdziera tak ostro i gwałtownie, że piękna pani spada przez jego łeb na ziemię. Rozlegają się krzyki przerażenia. Wszyscy rzucają się ku ofierze wypadku.

I w tej chwili jestem świadkiem gestu, który śmiertelni z pewnością nazwisko pięknej artystki i złotymi zgłoskami zapisze je w księdze historii sztuki. Pierwsze bowiem słowa, jakie posłyszeliśmy, dobiegając do pani Gorczyńskiej, brzmią nie: „Co się ze mną dzieje?” lub: „Czy jestem żywa?” ale: „Na miłość boską, co z moim melonem?!”. Bardziej, niż o własną całość, chodziło świetnej artystce o całość czarnego melona, który nosiła, a który na szczęście nie poniósł żadnego szwanku.

O, kobieto, dzięki Gorczyńskiej, już nie „słabość” od dzisiaj będzie imię Twoje!!!

Zmieniono konia. Dokonano zdjęć pierwszoplanowych. I ta scena została skończona.

Teraz udaliśmy się na obiad, gdzie artyści dokonywali nie mniejszych cudów odwagi, niż podczas zdjęć, fasując butelki piwa z pod nosa argusowemu dyrektorowi administracyjnemu p. Markiewiczowi. Pani Modzelewska tymi samymi rękoma, którymi dusiła własne dziecko w Dziejach grzechu, ściągała z kuchni pomidory, które w Kocku są cudownego smaku i przyrządzała sałatkę. I długo chodziły wieści pomiędzy autochtonami o sałatce, przyrządzonej dnia onego przez p. Modzelewską…

Tak powstało Przedwiośnie.

 


Zdjęcie wprowadzające: Maria Gorczyńska i Zbyszko Sawan w jednej ze scen filmu Przedwiośnie (1928). Źródło: „Rozwój” 21 października 1928 roku, nr 296.

 

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze