„Szczepko i Tońko. Dialogi radiowe z Wesołej Lwowskiej Fali” Kazimierz Wajda, Henryk Vogelfänger

Na górnym Łyczakowie i na Gródku szukajcie rodowodów Szczepka i Tońka. „Dzieckiem w kolebce” kołysały ich do snu urocze, trochę smutne trochę zadzierżyste piosenki przedmieść lwowskich, budziły dźwięki mandolin, rżnących na odlew „Gródek-marsza”. Co robili potem, w ciągu swego krótkiego, lecz pracowitego żywota jest tu bez znaczenia.

Do rozgłośni lwowskiej wprowadził ich Mr. Wiktor Budzyński, organizator wesołych niedziel radiowych i Wesołej Lwowskiej Fali.

Dialogi te stały się od razu „cudownym gwoździem” naszego programu. Przejawił się w nich w sposób zabawny temperament narracyjny „Narodu Lwowskiego” i plastyka naszej gwary przedmiejskiej, nieco ad usum P. T. publiczności przefiltrowanej. Pierwsze próby były właściwie opowiadaniami, których głównym aktorem był Szczepko; drugi wykonawca spełniał tylko rolę uboczną komparsa, ciągnącego kolegę naiwnie za język. Audycje te cechował humor niefrasobliwy, trochę anarchiczny, choć niepozbawiony głębszych myśli i aktualnych zadziorów satyrycznych. Dialogi „chwyciły” i Szczepko i Tońko zaczęli z wolna urastać do roli postaci z jakiejś radiowej comedia dell’arte, z komedii typów lwowskich.

Witani uśmiechem słuchaczy całej Polski, żegnani z żalem, błogosławieni za swe wesołe posłannictwo, stali się wkrótce prawdziwą potęgą w państwie Eteru. Na razie górą był Szczepko (Kazimierz Wajda), energiczny, rezonerski, jakby żywcem wyjęty z galerii typów z za drąga. Ale wkrótce już zrównał się z nim Tońko (Mr. Henryk Vogelfänger), który skromną z początku postać Szczepkowego kolegi i przyjaciela podniósł do rangi interesującej, nieraz, wprost fascynującej osoby komedii.

Dialogi tworzą wspólnie lub na zmianę.

Wkrótce stają się obaj jedną z największych atrakcji tej lwowskiej ekspedycji ratunkowe, która pod flagą Wesołej Fali wyrusza co niedzielę na podbój rozkładczych smętków polskich i pognębienie kryzysowych trosk.

Z czasem, pod wpływem coraz żywszego odczuwania zadań państwowych i społeczno-kulturalnych Radia, budzi się myśl wyzyskania, tej popularnej audycji dla celów głębszych.

Wtedy przybywa zarówno Wesołej Fali jak i dialogom lwowskim nowy ton propagandowy. I Szczepko i Tońko, dwa sympatyczne batiary lwowskie, nie przestając bawić – zaczynają wzruszać i uczyć.

W tym okresie wypada ich podróż do Gdyni, na zaproszenie Gdyńskiego Związku Propagandy Turystycznej, dla zwiedzenia miasta, portu i łyknięcia słonego wiatru od morza, oraz wyjazd do Katowic, dla wzięcia udziału w wieczorze śląsko-lwowskim, urządzonym 18 marca 1934 r. przez Związek Kobiet Śląskich i miejscowe Koło Lwowian.

Ostatni etap, to ich występy wraz z całym zespołem Wesołej Lwowskiej Fali w Teatrze Colosseum i w Miejskim Teatrze Wielkim we Lwowie.

I wielki, trochę niespodziewany sukces.

Teraz już od nich samych zależy czy powodzenie to będzie koroną ich krótkotrwałej, choć chwalebnej kariery artystycznej, czy też te wieńce, kwiaty i oklaski przy otwartej widowni staną się wstępem do dalszego życia stworzonych przez nich typów.

Nie wiem.

Widziałem uśmiech na ustach prostych ludzi w Gdyni, kiedy poraź pierwszy oglądali żywe postacie Wesołej Lwowskiej Fali. Widziałem entuzjazm tysięcznej rzeszy widzów w Katowicach, gdzie Szczepko i Tońko na wieczorze w salach Województwa i Sejmu śląskiego byli ośrodkiem krystalizacyjnym międzydzielnicowych godów śląsko-lwowskich.

Wiem, że słuchają ich dziś chętnie wszyscy od profesora wyższej uczelni do robotnika i chłopa.

Nie są to bowiem zwykłe przedwojenne andry lwowskie, prawiące kawały ku uciesze gawiedzi, ani kanciarze od Kizyka, rycerze nocy, wojujący bohatersko z półksiężycami austriackich „polikierów“.

Między dawnym typem batiara lwowskiego a dzisiejszym Szczepkiem i Tońkiem położyła się wielka wojna światowa i chmurny lwowski listopad.

Dlatego znajdziecie w nich wyraźną postawę etyczną wobec życia, wobec Państwa i społeczeństwa, wobec wszelkich tak zawiłych zresztą zagadnień dzisiejszej chwili. I w tym może tkwi tajemnica ich popularności.

Jestem pewny, że zarówno junacki Szczepko, ten wszystko lepiej wiedzący, urodzony obrońca progu domowego, prawdziwy „tutor”, jak i Tońko, pozornie głupi, kompleksem niższości obarczony, a przecież zwycięsko podbijający serca ludzkie swym chaplinowskim, magicznym liryzmem będą dalej „robili swoją robotę”.

Od piętnastu przeszło lat stawiamy w gorączkowym trudzie nasz wielki gmach, do którego nigdy nie może nam zbraknąć cegieł, zaprawy, umiejętnych murarzy i zdolnych budowniczych. Na tę Wielką Budowę wnoszą nasi kocham koźlarze swoją porcję cegieł, swą umiejętność i swą pasję pracy.

Nie lekceważcie ich wysiłków! Pozwólcie im się pobawić od czasu do czasu i tą murarką. Potrafią to robić niezgorzej. I nie dzi­wota, że mur spojony ich rękami trzyma mocno. Bo w Szczepku i Tońku żyje, pulsuje, gorąca krew ludzi tego Miasta, które rozrzutnie, bez rachuby rozdaje się na całą Polskę.

 

Juliusz S. Petry
Dyrektor Programów Rozgłośni Lwowskiej
Lwów, dnia 25 maja 1934

 

OSSOLINEUM
ISBN:
83-04-03462-X
Data wydania: 1989
Format: 110 mm x 160 mm
Liczba stron: 162
Oprawa: miękka

[materiały prasowe]

Like