Zbigniew Staniewicz. Ofiara zawodu życiowego czy porachunków osobistych?

Samobójstwo artysty filmowego

„Nowy Dziennik” 18 maja 1934, nr 136

„Kurjer Warszawski” 15 maja 1934, nr 132 (wyd. wieczorne)

Z Warszawy donoszą: Przy ul. Marszałkowskiej l. 9, w lokalu Marii Jadwigi Zawadzkiej, urzędniczki biura zarządu tow. akc. Warsz. Dróg Żelaznych Dojazdowych, mieszkał jako sublokator przez 6 tygodni 28-letni Zbigniew Staniewicz, znany aktor filmowy, występujący w ostatnich filmach HankaPrzybłęda. Dnia 2 bm. Staniewicz wyszedł z domu i więcej już nie wrócił.

Onegdaj Zawadzka otrzymała wiadomość ze szpitala Dz. Jezus, że Staniewicz zmarł, wskutek rany postrzałowej klatki piersiowej. Staniewicz, jakoby z powodu choroby płucnej, popełnił samobójstwo w obecności swego ojca, w Mokotowie. Tragiczna śmierć młodego i rokującego wielkie nadzieje w zawodzie filmowym aktora, wywołała i przygnębiające wrażenie wśród sfer artystycznych stolicy.

Pogrzebem zajęli się koledzy, z Sawanem i Malicką na czele.

 

Zagadkowa śmierć artysty
Aktor filmowy Zbigniew Staniewicz został postrzelony w tajemniczych okolicznościach
Ofiara zawodu życiowego czy porachunków osobistych?

„Głos Poranny” 16 maja 1934, nr 133

Warsz. koresp. „Głosu Porannego“ telefonuje:

W klinice chirurgicznej szpitala Dzieciątka Jezus zmarł wczoraj wieczorem znany aktor filmowy Zbigniew Staniewicz powodem pośrednim zgonu była ciężka rana postrzałowa piersi, powstała od kuli rewolwerowej, która przeszła na wylot, uszkadzając lewe płuco.

Śp. Zbigniew Staniewicz miał popełnić samobójstwo. Miało to miejsce w dniu 6 maja. Staniewicz mieszkał przy ul. Marszałkowskiej 9, gdzie odnajmował pokój od urzędniczki biura kolejek dojazdowych. W niedzielę dnia 6 bm. wyszedł z domu i na noc nie powrócił. Następnego dnia rano, gdy do p. Zawadzkiej przyszła jogo narzeczona p. Jaga Boryta – Nowakowska, siostra Zbyszka Sawana – Nowakowskiego, i oświadczyła, że narzeczony jej uległ wypadkowi i przebywa na kuracji w szpitalu.

Zbigniew Staniewicz
Dzikich polach (1931)
domena publiczna / Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji / zasoby NAC

Lekarz zawiadomił o wypadku policję. Staniewicz, który był przytomny w czasie przesłuchiwania oświadczył, że padł ofiarą wypadku z bronią. Ranny zeznał, że rano udał się do ojca, zamieszkałego w Mokotowie i tam oglądając rewolwer służbowy spowodował przez nieostrożność wystrzał. Wobec tego oświadczenia, złożonego protokularnie i zeznań personelu szpitalnego, przed którym ranny przedstawiał cało zajście nie jako samobójstwo, a jako wypadek – dochodzenie policyjne umorzono. Przed śmiercią Staniewicz napisał list pożegnalny do ojca.

Co było przyczyną, samobójstwa?

Na ten temat krążą różne wersje.

Jedna z nich głosi, że powodem rozpaczliwego kroku była obawa przed grożącą gruźlicą. Śp. Staniewicz był od dawna słaby na płuca i panicznie obawiał się suchot. Druga natomiast wersja, mająca więcej cech prawdopodobieństwa, mówi o przewrażliwieniu nerwowym na tle niepowodzeń artystycznych i ciężkiej sytuacji materialnej. Śp. Staniewicz, którego debiut w Dzikich polach wypadł bardzo udatnie i któremu wróżono wspaniałą, karierę filmową, nic mógł ostatnio nigdzie dostać engagement.

Do tego przyłączyły się niepowodzenia materialne, które wreszcie zmusiły aktora do szukania posady. Znalazł ją wreszcie przy budowie warszawskiego węzła kolejowego, gdzie zatrudniony był jako technik. Z racji swego stanowiska miał rewolwer służbowy. Posadę tę dostał na dwa tygodnie przed wypadkiem.

Przygnieciony niepowodzeniami projektował nawet wyemigrować do Brazylii.

W sprawie zagadkowego postrzelenia Staniewicza wdały się władze policyjno-śledcze. Z polecenia władz prokuratorskich pogrzeb śp. Staniewicza wstrzymano, a zwłoki jego wczoraj przed południem przekazano prosektorium medycyny sądowej w celu poddania szczegółowej sekcji dla ustalenico było powodem zgonu. Utrzymuje się bowiem uporczywa pogłoska, iż śp. Staniewicz nie popełnił samobójstwa, lecz padł ofiarą jakichś porachunków osobistych. Energiczne śledztwo, które wszczęły władze, wyjaśni niewątpliwie tajemnice.

 

Śp. Zbigniew Staniewicz

„Mały Przegląd” 25 maja 1934, nr 20

Oczom wierzyć nie chciałem, gdy przeczytałem wzmiankę o jego samobójstwie. Taki młody człowiek i świetnie zapowiadający się amant, których jest, niestety, stale mało na polskim firmamencie filmowym. Od razu mi się przypomniała śmierć Gawlikowskiego. Tamten tak samo był przez reżyserów pozostawiony w cieniu i umarł, jeśli nie w nędzy, to w każdym razie w warunkach opłakanych.

Grób Zbigniewa Staniewicza na Cmentarzu Brodzieńskim w Warszawie
stan z sierpnia 2020 roku
fot. Marek Teler

Ze Staniewiczem też rzecz się miała tak samo. Odkrył go Lejtes i dał pierwszorzędną rolę w Dzikich polach. Prasa od razu wzniosła hymny pochwalne na jego cześć i powszechnie rokowa no mu świetną karierę aktorską. W Ostatniej eskapadzie grał pierwszorzędnie, tylko, że film, będąc słabym, zeszedł prędko z ekranu. Bezpośrednio po tym filmie czytałem wzmianki w prasie, że Staniewicz ma w projekcie aż 5 filmów i to w ciągu jednego sezonu. Ucieszyłem się, gdyż byłem już spragniony porządnego amanta, a nie lulusia, a la Marr. Ale coś się popsuło, a w ostateczności zamiast 5-ciu, Staniewicz nakręcił dwa filmy: PrzybłędaZamarłe echo.

O jakości tych obrazów wolę nie mówić, bo przyniosłoby to tylko ujmę produkcji krajowej. Ale poza tym Staniewiczowi dano w tych filmach tak małe rólki, że ledwo go było widać. Następnie była jeszcze Hanka ale ten film nie może wejść w rachubę, bo przypominał przedstawienie amatorskie w szopie strażackiej. Jednym słowem Staniewicz był ofiarą reżyserów.

Po jego samobójstwie zaczęły krążyć pogłoski o powodzie jego czynu. Między innymi, jako powód podano opłakany stan materialny. Może to jest częściowo prawdą, ale Staniewicz pracował poza tym w towarzystwie budowlanym. Więc prędzej powodem była obawa przed gruźlicą. W sferach filmowych zaś, mówiono o jakimś pojedynku amerykańskim. Ale wszystko jedno, to już nie zmienia postaci rzeczy. Staniewicz odszedł od nas w kwiecie wieku i zostawił najmilsze wspomnienia. Cześć Jego pamięci!

Efraim.

P.S. Narowska „Sztafeta” wyzyskała ten wypadek i w swym nr 7 wyprowadza wnioski, że jedynie Żydzi są winni śmierci Staniewicza. Motywują to tym, że Żydzi, jako wyłączni przedsiębiorcy filmowi, byli dłużni parę tysięcy złotych. Po pierwsze nikt o tym nie wie, tylko „Sztafeta”. Po drugie, gdyby nawet tak było, czy Staniewicz nie miał innego wyjścia, tylko samobójstwo? Ej, panowie z „Nary”, nie nas wam tumanić.


Zdjęcie wprowadzające: Zbigniew Staniewicz w jednej ze scen filmu Zamarłe echo z 1933 roku. Prawa do zdjęcia: domena publiczna / Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji / zasoby NAC.

Like
2