Sylwester w stolicy (1932)

„Światowid”
9 stycznia 1932, nr 2

Warszawa, ostatniego dnia roku ubiegłego.

 

– Sylwester!!!… Hallo!… Sylwester!!!…
– Со zа Sylwester, jaki tam znowu Sylwester? Kryzys panie, nie Sylwester.
– Coś pan rzekł? Kryzys? Nie znam takiego faceta!
– To ci go przedstawię. Choć pan ze mną, zobaczymy, jaki tam Sylwester!

Nora Ney
„Światowid” 1932, nr 2

Poszli.

Na ulicach Warszawy rojno, jak w dzień, na przystankach grupki pasażerów oczekują aa tramwaj. Panie w balowych su­kienkach, których koniuszki wyglądają z pod okryć. Bły­szczące lakiery, smokingi u panów. Idą witać Nowy Rok. Jezdnią mkną auta. Mimo kryzysu, mimo ogólnego przygnę­bienia, jakoś tam idzie.

– No i co pan ma to?
– I… tam, co za Sylwester, Kryzys panie, powiadam…
– Ano, zobaczymy dalej…

Reduta Sylwestrowa. Teatr Wielki, sale, tłok, gwar, ścisk, barwne kostiumy, intrygujące maseczki, toalety, fraki, serpentyny, balony, baloniki. A nad wszystkim rześkie dźwięki białego mazura. Hu! Ha! Stoliki toną w powodzi barwnych girland, serpentyn, huk pękających butelek z szampana.

Na twarzach beztroska, humor, zabawa w całej pełni. Przecisnąć się trudno. Sylwester się udał!

– No i co pan na to?
– Hmm…

Adria, Oaza, Europa, Bristol, wszędzie pełno wszędzie z humorem grzebią rok stary, z kielichem szampana witają nowy, trzydziesty drugi… Rozegrane dźwięki rumby, skoczne fox-trotty, rozlewne tanga i wesołe walczyki zapełniają wszystkie zakamarki, wszędzie ich pełno. Warszawa bawi  się, hula, szaleje. Co tam, grunt się nie przejmować. Jakoś to będzie. Daj nam Boże. Byle do wiosny. Minie kryzys, wszystko będzie dobrze. Więc bawmy się, oj dziś, dziś!!!

– No i co pan na to?
– A widzisz pan, żeś gapa! Co tam kryzys. Dziś panie, to tak, to tylko twoje co użyjesz. Zobaczymy dalej. Chodź pan!

W Colosseum Banda grasuje, w Cyrku co najlepsze siły rewiowe, Halamka, Parnel, Zizi, Olsza, Bodo, Walter. Kto nie ma forsy na bal, czy redutę idzie tam, gdzie rozbawione gwiazdy i gwiazdory sypią humorem jak z rękawa. Tam ba­wią się bodaj najszersze koła społeczeństwa. Hucznymi brawami napełniają ogromną salę, cieszą się, śmieją, […] do roku. Co tam nie zawsze można. Choć przy Sylwestrze.

– No widzisz pan, panie kryzys, że nie jest tak źle… Chodź pan jeszcze dalej.

„Światowid” 1932, nr 2

Godzina piąta, szósta nad ra­nem. Na ulicach ruch jak w południe. Przed lokalami, gdzie w nocy odbywały się zaba­wy, reduty, bale – tłok. Roześmiane, rozbawione twarze, przystrojone cudacznie w kolorowe czapeczki, cylindry, balonikami u guzików, wysypują się goście sylwestrowi. Przed Oazą jakaś sympa­tyczna blondynka ściska serdecznie ręką posterunkowego, może się omyliła, może to szampan i jego skutki… Ale jest wesoła, humorek ma. Bo gdzieby go nie było w Noc Sylwestrową i po Nocy Sylwestrowej. Tam znowu facet we fraku z buteleczką przytulił latami. Dobrze mieć czasami choć taki punkt oparcia, zwłaszcza po… Nocy Sylwestrowej. A na ogół dobrze jest.

– No i co pan na to?
– Hmm… Ale panie Sylwester, ja panu coś powiem. Omyliłem się! Dobrze! Ale tego mi pan nie powiesz.. Ludzie bawią się, bo to wiesz pan Polak to tak: zastaw się, a postaw się. Nie jeden tam może był dzisiaj „zastawiony”, ale się bawił. Kryzys panie tego jest i…
– Ech, co pan będzie zawracał gitarę, chodź pan lepiej na wódkę…

I poszli…         

 


Zdjęcie wprowadzające: zdjęcie z artykułu Sylwester w stolicy w: „Światowid” 1932, nr 2.                                                                 

 

Like
1