Przedwojenne ekranizacje powieści Kornela Makuszyńskiego

Mirela Tomczyk

Zanim Kornel Makuszyński stał się popularnym pisarzem przygodowych książek młodzieżowych, zadebiutował w 1908 roku tomikiem poezji Połów gwiazd, a potem pisał krótkie nowelki i opowiastki humorystyczne dla dorosłych.

„Kurjer Warszawski”
R. 91, 5 marca 1911, nr 64

Postać „najmilszego ze złodziei”, czyli Józefa Karczocha pojawiła się po raz pierwszy w 1910 roku wśród sześciu opowiadań w tomiku zatytułowanym Romantyczne historie. Nowelka była również wydrukowana w marcowym „Kurierze Warszawskim” w 1911 roku, również w tym samym roku nakładem Księgarni Polskiej Bernarda Połonieckiego we Lwowie ukazał się zbiór dziesięciu opowiadań Dziwne opowieści, wśród których znalazł się ponownie utwór Najmilszy ze złodziei. Zresztą do postaci Karczocha, złodzieja-filozofa („Próbował różnych zawodów, ale każdy z nich przynosił mu jedno, tj. zawód”) Makuszyński powracał jeszcze wielokrotnie. Również tworząc „teatr wyobraźni”, czyli audycje radiowe, w których uczestniczyli artyści scen warszawskich, a sam Makuszyński wprowadzał słuchaczy w temat.

Ta pierwsza nowelka na tyle zachwyciła Zygmunta Wesołowskiego, lwowskiego aktora teatralnego, reżysera i scenarzystę, że postanowił nakręcić krótkometrażówkę w oparciu o ten zabawny utwór.

Mariusz Urbanek w biografii Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce (Czarne 2017) tak opisuje okoliczności powstania filmu: „Premiera odbyła się 1 czerwca 1913 roku. Józefa Karczocha zagrał Adolf Stanisław Poleński, niewierną żonę Maria Olska, aktorzy teatrów we Lwowie i Krakowie, zdradzanym mężem był sam reżyser. Film nie miał jednak dobrego przyjęcia. Książki Makuszyńskiego sprzedawały się świetnie, więc wina była raczej po stronie reżysera. Zygmunt Wesołowski stawał za kamerą jeszcze kilka razy, ale bez większych sukcesów. Po jednym z jego filmów Antoni Słonimski pisał nawet o nieudolności reżysera i jego niesumiennym podejściu do pracy”.

Film został nakręcony w Krakowie. Adolf Poleński był dyrektorem teatru Nowości w Krakowie, a aktorzy Maria Olska i pan Lenowski byli artystami tegoż teatru. Produkcją zajęła się lwowska wytwórnia Muza-Film, która powstała na potrzeby tego projektu.

„Kurier Poznański” z 1911 roku streścił fabułę opowiadania: „Bohater jego [Kornela Makuszyńskiego – M.T.] pierwszej noweli, Józef Karczoch, chodzi na swe wyprawy w cylindrze i wyraża się z dystynkcją godną wytrawnego dworaka lub co najmniej aktora z Gautierowskiego romansu. Nie traci swej wytworności nawet wtedy, gdy skryty za kotarą małżeńskiego łoża w domu, który zamierzał okraść, bawi się w najlepsze kłótnią pani domu z wściekłym mężem, poszukującym nieszczęśliwego amanta. (Taka inscenizacja jest już słabą stroną Makuszyńskiego). Amant tymczasem skrył się również za kotarę, gdzie poczciwy Karczoch zdążył już zawrzeć z nim znajomość, pocieszyć go i odebrać mu portfel i futro. Sam zaś, jak rycerz średniowieczny, wyszedł zza kotary, stanął niby marmurowy posąg i czekał. Nastąpiła rzecz dziwna:

«Mąż, chwiejąc się, podszedł ku niemu i przybliżył świecę do wspaniale tragicznej, pogardą uszminkowanej twarzy Karczocha. Ujrzał z bliska tę gębę, sympatyczną wprawdzie, lecz wybitnie złodziejską i – myśli mu się pomieszały w głowie.

Znalazł w gardle jakiś wyraz, napoił go śliną i zaskrzeczał:

– Łotrze!

Karczoch drgnął, lecz widocznie zapanował nad sobą z trudem. Widać było wyraźnie, że rasa przemogła namiętność. Z duszonym wzburzeniem, głosem lodowatym wycedził:

– Pan się raczy uspokoić…».

I podczas gdy mąż ryczał z wściekłości i zdziwienia, Karczoch tłumaczył mu przekonywająco, że tu zaszła straszliwa pomyłka…

«Niewiasta patrzyła na Karczocha wzrokiem, jakim jeszcze żaden wariat nie patrzył na drugiego wariata. Przecierała oczy i trzęsła się, jak w żółtej febrze».

Złodziej zaś wyszedł dostojnie i wspaniale, powstrzymując starannie rozwścieczonego małżonka od zrzucenia go ze schodów. Niech się nie fatyguje, sam pójdzie.

Morał: mąż zdradzony nie odnalazł faktycznego winowajcy, ale ten jest już dostatecznie ukarany, stracił bowiem futro i portfel, złodziej zaś odegrał rolę Attyli, dopustu bożego”.

„Wiadomości Filmowe”
R.7, 1 kwietnia 1939, nr 7

Niestety, Kornel Makuszyński na kolejną ekranizację swojej powieści musiał czekać aż 26 lat i też nie miał szczęścia do tego filmu, ale już z całkiem innego powodu… A szkoda, bo w wypowiedzi dla „Filmu Polskiego” z 1923 roku powiedział, że „jest wielbicielem tego kinematografu, który tworzą wielcy artyści, który jest dziełem talentu, czasem genialności i który w czasach ostatnich świeci z ekranu tym blaskiem, którym świeci tylko sztuka”.

W styczniowym numerze „Kina” z 1939 roku pojawiła się krótka notka: „Podobno Szatan z siódmej klasy Makuszyńskiego ma zostać przerobiony na film. Pomysłowi temu należy gorąco przyklasnąć”. Tak, należało przyklasnąć z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że miała to być pierwsza ekranizacja popularnej powieści autora do tej pory pomijanego w produkcjach filmowych, ale też ciekawa była sama tematyka filmu. Młodzieżowy kryminał z dużą dawką przygody i humoru to coś niespotykanego do tej pory w polskim filmie, który jednak trzymał się utartych schematów (trzeba podkreślić, że często wymuszanych przez sponsorów produkcji). To Konrad Tom zaryzykował i postanowił wziąć na warsztat powieść młodzieżową, która została wydana nakładem Gebethnera i Wolffa w 1937 roku i od razu zyskała popularność. Reżyser właśnie zakończył pracę nad filmem w języku jidysz Mateczka (Mamełe), który był filmową adaptacją komedii teatralnej, gdzie główną rolę zagrała Molly Picon (międzynarodową sławę zyskała rolą Jente w musicalu Skrzypek na dachu z 1971 roku), i znalazł dla siebie kolejny oryginalny temat.

„Wiadomości Filmowe” na początku 1939 roku informowały o ustalonej obsadzie filmu wytwórni As-Film, w skład której mieli wchodzić: Mieczysława Ćwiklińska („cudowna artystka komediowa, niedościgła mistrzyni rodzajowego humoru”), Józef Orwid i Jan Kurnakowicz („asy komedii filmowej i teatralnej”), Jerzy Kaliszewski wcielający się w Adama Cisowskiego („młody amant o wielkim talencie dramatycznym”) oraz Aleksander Buczyński. Kolejne informacje prasowe dotyczyły Renaty Radojewskiej („słodka, filigranowa, pełna wdzięku i ducha do roli podkreślającej naiwnego dziewczęcia”), która zasiliła ekipę, a także pisano, że do obsady dołączyła Wanda Bartówna, która zagrała Wandę Gąsowską („wybitna aktorka najmłodszego pokolenia chlubnie już zapisana w teatrze i na taśmie kinowej”).

„Wiadomości Filmowe”
R.7, 1 maja 1939, nr 9

Pierwsze reklamy zapowiadające powstanie filmu głosiły, iż scenariusz napiszą wspólnie Makuszyński i Tom, ale już w połowie roku zapowiedzi zawierały informację, że za scenopis odpowiadają Konrad Tom i Eugeniusz Bunda. W biografii Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce czytamy: „Makuszyński zaakceptował scenariusz i obsadę, a także pomagał przy pisaniu dialogów filmu, który miał być «miłym odprężeniem po ponurych dramidłach panoszących się na naszych ekranach». Otrzymał za to zaledwie 3000 złotych, a więc mniej więcej tyle, co za wydaną w kilkutysięcznym nakładzie powieść (za wznowienia wynagrodzenie proporcjonalnie rosło). Gdyby filmowy Szatan okazał się sukcesem («kasowość będzie względnie dobra»), wytwórnia miała mu dopłacić jeszcze tylko tysiąc złotych”.

Za kamerą stanął najwybitniejszy wówczas polski operator Seweryn Steinwurzel. Dekoracjami miał się zająć Jerzy Rotmil, a muzykę skomponować Henryk Wars.

Majowe „Wiadomości Filmowe” w promocyjnej notce zachwycały się: „Nowy film będzie hymnem na cześć młodości, słońca i pogody. Okraszony serdecznym sentymentem i niezawodnym humorem Makuszyńskiego ma być miłym odprężeniem po ponurych dramatach, panoszących się na naszych ekranach”.

Do znanej już wcześniej obsady dołączyli: Wiktor Biegański, Tadeusz Frenkiel, Zdzisław Karczewski, Stanisław Woliński, Włodzimierz Aposzański i Eugeniusz Koszutski. Wśród wykonawców, oprócz gwiazdorskich nazwisk, miały pojawić się drużyny harcerskie, zespoły uczniowskie i chóry, więc Konrad Tom miał sporo pracy, aby nad wszystkim zapanować. Film zapowiadał się hucznie i wydaje się, że był robiony z rozmachem.

„Jlustracja Polska”
R.12, 27 sierpnia 1939, nr 35

Kolejny numer „Wiadomości Filmowych” informował, że do 25 czerwca zakończą się wszelkie przygotowania i ekipa filmowa wyruszy w plenery. Postanowiono, że ze względu na to, iż akcja toczy się nad Narwią, film będzie kręcony w uroczych zakątkach Zegrzynka, gdzie rok wcześniej gościła ekipa Zapomnianej melodii. Lipcowy „Przegląd Filmowy” opisał kulisy powstawania obrazu: „Tam też dzień w dzień, o siódmej rano kierowały się specjalnie wynajęte autobusy, wiozące z Warszawy zespół aktorski i realizatorski tworzący Szatana z siódmej klasy.

Temat filmu nastręczał olbrzymie trudności techniczne. Po raz pierwszy bowiem w dziejach kinematografii polskiej wypadło kręcić scenę burzy na rzece i w dodatku w warunkach nocnych. Na tle burzy rozgrywa się bardzo ważny, emocjonujący fragment akcji: przeprawa przez rzekę, wywracanie się łodzi, tonięcie bohaterów itp. Realizacja takich scen na plenerze jest zasadniczo niemożliwa, nawet w Hollywood. Toteż reżyser Konrad Tom i operator inż. Seweryn Steinwurzel musieli uciec się do techniki trickowej. Zdjęcia były kręcone w pogodny, słoneczny dzień. Kamera jednak zaopatrzona została w specjalne filtry, dające nocny efekt zdjęcia, pomysłowe zaś urządzenia pontonowe wzburzyły spokojne fale Narwi, tworząc na taśmie złudzenie szalejącej burzy na rzece”.

„Wiadomości Filmowe” informowały, że ekipa filmowa zakończyła zdjęcia plenerowe i 1 sierpnia weszła do studia: „Już dziś, przed ukończeniem zdjęć atelierowych, które znajdują się obecnie, po ukończeniu plenerów, w pełnym toku opracowania, nie ulega wątpliwości, że kinematografia polska otrzymuje jedno z najlepszych dzieł, jakie może dać jej polski autor, reżyser i realizator”.

Aktor Jerzy Kaliszewski mówił „Wiadomościom Filmowym”: „Jeżeli chodzi o mnie, powiem krótko: grałem już w kilku obrazach, ale przeżywam obraz po raz pierwszy. Jeżeli kiedykolwiek marzyłem o roli dla siebie, takiej roli, w której mógłbym wykazać wszystkie swoje możliwości, to teraz marzenie się spełniło. Oczywiście, ocena tego, jak moja rola wypadnie, nie należy do mnie, lecz do publiczności, która będzie już wkrótce oglądała na ekranie Szatana z VII klasy. Ale wierzę święcie, że rola ta musi się udać. Kładę w nią nie tylko rutynę, lecz i serce. A to jest najważniejsze w sztuce aktorskiej”.

W tym samym wywiadzie Wanda Bartówna opowiadała o swojej roli: „Bo my się w tym filmie kochamy. Jest to pierwsza, czysta miłość dwojga sztubaków. Stanowi to aktorsko bardzo ciekawy motyw: pokazać przełom w duszach ucznia i podlotka, pokazać, jak pod wpływem obcego dotychczas uczucia rodzą się w nich nowe, potężne tęsknoty. Miłość nasza nie jest pozbawiona dramatycznych akcentów. Walczę z ukochanym, dzielę z nim wszystkie niebezpieczeństwa, cierpię jego cierpieniami i raduję się jego radościami.

Stare Kino
„Kino” R. X, 15 lipca 1939, nr 27

Oczywiście, Szatan z VII klasy nie jest dramatem w tym sensie, w jakim realizuje się większość naszych filmów. Nie ma tu łez, tragedii, rozpaczy. Jest natomiast sporo najczystszego sentymentu i jest pogoda, optymizm, wiara w siłę ludzkiej, młodzieńczej woli, wykuwającej sobie drogę do szczęścia. Ta wielka wartość powieści Makuszyńskiego, według której reżyser Tom opracował scenariusz, jest jednocześnie wartością naszego filmu i naszych ról. Dlatego tak dobrze czuję się roli mej bohaterki. No, a poza tym – cały nasz zespół jest doskonały, a to wiele znaczy dla każdego jego członka”.

W 1970 roku w „Zeszytach Naukowych Wyższej Szkoły Pedagogicznej” w Opolu ukazał się wywiad z wdową po Kornelu Makuszyńskim, Janiną Makuszyńską, przeprowadzony przez Henryka Sobierajskiego w Zakopanem, 16 września 1963 roku. Pani Janina powiedziała w nim, że oboje mieli okazję obejrzeć ekranizację Szatana, był „już gotowy, w atelier i film bardzo się podobał memu mężowi. Obsada była świetna. Niestety, po wybuchu wojny film został spalony”.

Wydaje się nieprawdopodobne, aby państwo Makuszyńscy obejrzeli gotową produkcję. Zdjęcia plenerowe zostały wprawdzie zakończone, ale ekipa filmowa dopiero na początku sierpnia weszła do atelier. Nawet jeżeli jakimś cudem zdjęcia zostały zakończone, to nie ma możliwości, aby przed 1 września film zdążył być zmontowany. Należy przypuszczać, że Kornel Makuszyński z żoną obejrzeli obszerne sceny, jednak bez montażu.

Pozostaje nam żałować, że film nie ujrzał światła dziennego i liczyć na to, że klisze wciąż leżą bezpieczne w czyjejś piwnicy, czekając na odkrycie. Nieliczne materiały prasowe, które ukazały się w ciągu tych kilku miesięcy 1939 roku podkreślały, że Szatan „będzie filmem lekkim, pogodnym, pełnym sentymentu i radości życia. Bohaterami jego są ludzie młodzi i weseli, idący przebojem przez życie, odważnie chwytający za bary” („Wiadomości Filmowe” 1939).

„Wiadomości Filmowe”
R.7, 15 lipca 1939, nr 14

Premiera miała się odbyć w jesiennym sezonie 1939 roku w kinie Stylowy w Warszawie. Myślę, że cała ekipa, a w szczególności młodzi aktorzy, którym dano wielką szansę przedstawienia swoich możliwości i talentów, bardzo tej premiery oczekiwali. Ten film był zapowiedzią, że nadchodzi nowa kadra aktorska, która przejmie pałeczkę pierwszeństwa od dotychczasowych gwiazd filmowych.

O powojennym Szatnie z siódmej klasy rozczarowana Janina Makuszyńska powiedziała w przywoływanym już wywiadzie z 1963 roku: „W Szatanie zatracona jest prawda, nie wiadomo, w imię czego szukało się skarbu i w imię czego zabrał ten skarb milicjant”.

Dodajmy jeszcze, że Kornel Makuszyński w 1938 roku szykował się do napisania kontynuacji Szatana z siódmej klasy, która nosiłaby tytuł Szatan po maturze. Ciekawe czy powstały choć notatki, czy też pomysł ten pozostał tylko w sferze planów?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.