„Nad Niemnem”. Film muśnięty ręką malarza

Nad Niemnem
Według powieści Elizy Orzeszkowej
Reżyseria: Wanda Jakubowska, Karol Szołowski
Scenariusz: Jarosław Iwaszkiewicz
Operator: Stanisław Wohl
Muzyka: Roman Palester
Kostiumy: Jan Marcin Szancer
Scenografia: Jacek Rotmil
Oświetlenie: Marczak
Atelier: Falanga
Planowana premiera: 5 września 1939 roku

Obsada: Elżbieta Barszczewska, Jerzy Pichelski, Mieczysława Ćwiklińska, Jan Kreczmar, Karin Tiche, Bogusław Samborski, Ludwik Sempoliński, Stanisława Wysocka, Wiktor Biegański, Włodzisław Ziembiński, Stanisław Grolicki, Zygmunt Chmielewski, Jerzy Kaliszewski

Jak powstaje film Nad Niemnem?

Jan Marcin Szancer
„AS” 14.05.1939, nr 20

 

„Z jednej stronę widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczystą ścianą, wyrastający z zieloności ziemi, a koroną ciemnego boru oderżnięty od błękitnego nieba, ogromnym półkolem obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tytko wyrastały dzikie pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne słupiaste topole”.  

Nad Niemnem

 

projekt kostiumu dla Mieczysławy Ćwiklińskiej
„AS” 14.05.1939, nr 20

Leniwie toczą się fale Niemna i wszystko, co się wokół dzieje w tej nadniemeńskiej krainie jest jakieś odległe, spokojne, zastygłe w czasie. Od Grodna tempo przestaje obowiązywać. Nasze auto, które dotąd pożerało przestrzeń z szybkością 70 do 80 km na godzinę, wlecze się wyboistą drogą krok w krok za roztrzęsioną bryczką, grzęznącą w rozmokłej wiosennym deszczem „nawierzchni”.

Warszawa, telefony, nieustanne konferencje, plan scenariusza pozostały za nami daleko w tyle. Wybraliśmy się tutaj, by wchłonąć w siebie jak najwięcej nastroju prawdy”, by przesiąknąć atmosferą ziemi, po której chodziła „Pani Orzeszkowa”, czerpiąc temat do swojej przepięknej powieści.

Eliza Orzeszkowa pozostała dla mieszkańców Bohatyrewicz, starego zaścianka szlacheckiego, „Panią Orzeszkową” – dawną dobrą znajomą, o której wiedzą wszystko nie tylko starzy ludzie, ale nawet najmłodsze dzieci znają jej historię pobytu nad Niemnem i rolę, jaką odegrała w rozsławieniu na całą Polskę pięknego zaścianka.

Ludwik Sempoliński i Mieczysława Ćwiklińska (kostium według powyższego projektu Jana M. Szancera) 
„AS” 14.05.1939, nr 20

Wprawdzie zamierzenia Orzeszkowej szły w odmiennym nieco kierunku niż to dzisiaj interpretują obecni mieszkańcy Bohatyrewicz, ale kult dla niej pozostał niezmieniony.

Bohatyrewicze – szlachta zagrodowa, wywodząca się od legendarnych postaci „Jana i Cecylii” (ponoć księżnej Mazowieckiej) uwiecznionych w powieści Orzeszkowej, nie mają bynajmniej demokratycznych poglądów i mieszkańców okolicznych wsi, jako nie „urodzonych szlachetnie” nie uznają bynajmniej za równych sobie. Jest jakaś wielka godność, ale zarazem i duma w języku, którym z nami rozmawiają, w ich gestach i ruchach, jakby wzwyczajonych do noszenia czamary. Dzisiejsze ich stroje nie różnią się od owego smutnego rodzaju półmiejskich, półwiejskich ubiorów, które zatraciły jakikolwiek wyraz.

Grupy domów rozrzucone tak, jak ongiś, na wysokim brzegu tuż nad Niemnem; głęboki jar, dzielący zaścianek od wzgórza, na którym wznosi się stary krzyż na mogile Jana i Cecylii – wszystko ogromnie wiernie z topograficzną niemal ścisłością zgadza się z powieścią Orzeszkowej. Tylko dworu Korczyńskiego nie ma. Nie było go zresztą nawet wtedy, kiedy autorka powieści mieszkała w Bohatyrewiczach. Został bowiem spalony podczas powstania w 1863 roku, a akcja powieści rozgrywa się w 20 lat później. Orzeszkowa mieszkała w później wzniesionym tymczasowym domu. który zresztą spłonął podczas wojny światowej. Dziś stoi na tym miejscu niewielki drewniany domek z werandą, w którym rezyduje potomek panów na Korczynie – pan Strzałkowski. Jedyną pozostałością po starej świetności korczyńskiego dworu jest ogromna od wielu lat gorzelnia (zlikwidowana ze względów patriotycznych przez panów Korczyńskich). Tę to właśnie gorzelnię fotografują niejednokrotnie skwapliwi dziennikarze, jako „szacowne ruiny korczyńskiego dworu”.

Mieczysława Ćwiklińska
Jan Kreczmar, FINA

Kiedy późnym wieczorem goszczeni przez pana Strzałkowskiego oglądaliśmy stare w aksamit oprawne albumy fotografii rodzinnych – przemówił do nas w bezpośredniej formie „autentyzm” powieści Nad Niemnem. Nie ma w niej bowiem prawie ani jednej postaci zmyślonej. Patrzyliśmy na wyblakłe na fotografiach twarze ludzi, których tak szczegółowo opisała Orzeszkowa, że nie zapomniała zanotować baczków, czy zwisającego wąsa. Tylko niektóre imiona zmieniono. Nie można było postąpić inaczej, bo ludzie ci przecież żyli, niektórzy z nich nawet żyją po dziś dzień i pamiętają dokładnie swoją własną historię, ba więcej! – uważają się za właściwych twórców powieści, którą Orzeszkowa jedynie, jako kronikę ich życia spisała. Po prostu „postacie dramatu” zaścianka Bohatyrewicz, znalazły swojego autora.

Nocą z nad Niemna odzywa się przeciągły sygnał – to umówiony znak, że trzeba wysłać łódkę po gości, którzy nadjechali z Grodna statkiem. Odpowiadają mu inne sygnały na drugim brzegu, sygnały syren budujących się fabryk wielkich zakładów drzewnych i papierniczych. Po drugiej stronie Niemna powstaje mały C.O.P. Ale to już Grodzieńskie – tam obowiązuje inne tempo.

Wracamy do Warszawy. Każdy z nas wydarł inną prawdę ziemi nadniemeńskiej.

Elżbieta Barszczewska

… A bardzo przepraszam! – jeszcze nie przedstawiłem moich współtowarzyszy podróży. A więc przede wszystkim reżyserzy filmu – pani Jakubowska i pan Szołowski, dla których najważniejszym zagadnieniem było rozplanowanie akcji i nagromadzenie jak najwięcej szczegółów, dotyczących obyczajów miejscowych; operator – pan Wohl oczywiście postarał się o zdobycie jak najwięcej ilości ujęć i podejść artystycznych i technicznych do motywów pleneru (niektóre z fragmentów trzeba będzie przecież zrekonstruować w atelier). Mnie, jako malarza, interesował w tej sprawie przede wszystkim kostium. I tutaj spotkała mnie miła niespodzianka: stwierdziłem według starych fotografii, że moda w Grodzieńskiem i Wileńszczyźnie była cofnięta w stosunku do Warszawy, czy całego „zachodu” o szereg lat, że za czasów Nad Niemnem królowała jeszcze krynolina, nie zaś nieprzyjemna i pokraczna tiurniura, która deformowała piękne panie „lat osiemdziesiątych”.

Styl stroju miał wyraz indywidualny, wyraz, jakiego nie znajdzie się w żadnym podręczniku kostiumologii. Trzeba więc stworzyć kostium, który był „równoległy” do charakteru postaci,  dawał wyraz jej przeżyciom.

Elżbieta Barszczewska, FINA

Od pomysłu scenariusza, projektów, szkiców i konferencji do realizacji filmu daleka droga. Trudno więc dziś przesądzać, czy wspólny wysiłek wszystkich ludzi współpracujących nad tym obrazem osiągnie pozytywny wynik. Niemniej już dzisiaj można stwierdzić szereg dodatnich pozycji w samej metodzie pracy. Scenariusz stworzył Jarosław Iwaszkiewicz, przetwarzając elementy powieści w pryzmatyczne ujęcia filmu. Scenariusz ten jest dość różny od formy powieściowej, że może rokować nadzieje realizacji dobrego filmu, a jednocześnie o tyle bliski nastrojowi Nad Niemnem, że zachowuje cały pietyzm dla Orzeszkowej. Opracowanie t.zw. „drechbuchu” ogromnie ścisłe, przewiduje graficznymi wykresami kompozycję każdej sceny. A potem zaczyna się już tysiąc najzawilszych spraw. Architekt J. Rotmil szkicuje dekoracje wnętrz, które natychmiast zaczynają stawiać maszyniści w hali, w tak zwariowanym tempie, że wystarczy wyjść na papierosa, by po powrocie, w miejscu, gdzie trafił stos desek, zastać gotowe wnętrze wspaniałej sali balowej.

Projekty kostiumów dla bohaterów filmu Nad Niemnem kompozycji J.M. Szancera.
Od lewej: dla Emilii Korczyńskiej, jednej z drugoplanowych postaci męskiej,
w końcu dla Justyny, którą interpretuje p. Barszczewska
„AS” 14.05.1939, nr 20
Jerzy Pichelski i Elżbieta Barszczewska FINA

Ja tymczasem nurzam się dosłownie wśród taft, tiulów i koronek, bo narysowanie kostiumu, to jeszcze nie wszystko, trzeba komponować razem z krawcową w materiale, trzeba być przy każdej miarze i kontrolować nieustannie filmową dekoracyjność draperii. Muszę przyznać, że jest to naprawdę ciekawe zajęcie. Gorsza sprawa jest z tak zwanymi „kostiumami dobieranymi”, w które ubiera się drugoplanowe postacie. Trudno bowiem przekształcić gotowy już materiał, nadać mu styl i związać go z głównymi postaciami. Pewne niedociągnięcia musi w niektórych wypadkach pokryć technika oświetlenia, którą kieruje niezawodną ręką pan Marczak.

To byłoby może na razie wszystko. Zaznaczam „na razie”, bo czekają nas jeszcze plenery i piękna wycieczka w lecie nad Niemnem.

Like