Odwiedziny w atelier

Norbert Igłowski

Na srebrnym ekranie Norbert Igłowski
Księgarnia Powszechna, Kraków 1938

Portier czyta dokładnie przepustki, upoważniające nas do zwiedzenia pracowni, po czym otwiera drzwi.

Proszę przejść ten korytarz do końca, a potem na prawo. Radzę państwu nie pokazywać się zbytnio reżyserowi dodaje z uśmiechem. Dzisiaj rozpoczynamy nakręcanie, a pan reżyser nie bardzo lubi gości.

Znajdujemy się w wielkiej hali. Pełno tutaj przedmiotów, których użytku nie rozumiemy. Jakieś rusztowania, przy których manipulują robotnicy, skrzynie, zwoje lin i narzędzia. Pod ścianami stoją różne meble. Ludzie w roboczych strojach spieszą we wszystkich kierunkach, nikt na nas nie zwraca uwagi. Każdy jest zajęty swoją pracą. W głębi hali zauważamy ustawione dekoracje i grupki ludzi. Dekoracje przedstawiają pięknie urządzony pokój, z obrazami na ścianach. W pokoju tym stoi jakiś człowiek z zakasanymi rękawami koszuli i bacznie wszystko ogląda. W ręce trzyma plik papierów, do którego co chwilę zagląda. Zdaje się jest z czegoś niezadowolony, odwraca się bowiem w kierunku robotników i woła gniewnym głosem:

Na stole ma stać wazon z kwiatami, a na dywanie ma leżeć rękawiczka! Dlaczego jeszcze tego nie ustawiono?

Jeden z robotników znika i po chwili wraca z kwiatami i damską rękawiczką.

Gdzie położyć rękawiczkę?

Na prawo od stołu. Nie, nie w tym miejscu, trochę dalej od stołu. Gdzie ten fotel stoi?! Przecież Jan musi w tej scenie prosto od drzwi podejść do stołu, nie będzie chyba po drodze przeskakiwał tego fotelu?

Reżyser jest zdecydowanie w złym humorze. Co chwilę wynajduje jakieś usterki i każe przestawiać meble. Robotnicy wykonują w mig jego rozkazy.

Czy telefon działa?

Natychmiast rozlega się dzwonek telefonu, stojącego na komodzie. Przynajmniej to jest w porządku.

Wtem ktoś krzyczy:

Uwaga! Z drogi!

Wszyscy odsuwają się na boki, pozostawiając wolne przejście. Kilku ludzi wtacza ciężki aparat fotograficzny. Ustawiają aparat, operator zaś bada, czy wszystko jest w porządku.

Gotów pan? pyta go reżyser.

Nie!

Reżyser zaczyna się znowu niecierpliwić.

Czego panu brakuje?

Aparat nie obejmuje całego pokoju. Jeżeli skieruję soczewkę na drzwi, to nie widać stołu i odwrotnie.

Nie będę przecież teraz przestawiał całego pokoju! Spróbuj pan przesunąć aparat.

Dobrze.

Reżyser zwraca się do aktorów, stojących grupkami.

Państwo gotowi?

Potakujące skinienia głowy. Niektórzy odkładają scenopisy, z których powtarzali swe role.

Proszę więc pamiętać: Jan wchodzi tymi drzwiami i kieruje się prosto do stołu. Po drodze zauważa rękawiczkę, zatrzymuje się na chwilę, po czym ją podnosi, ogląda i kładzie na stole. Co tam znowu?

Operator jest zrozpaczony.

Nie poradzę nic! Coś trzeba zrobić z tymi meblami, bo inaczej nie obejmę pokoju. Aparatu nie mogę już dalej przesunąć…

Reżyser zastanawia się i wydaje rozkazy. Meble zostają przestawione. Wreszcie operator jest zadowolony.

W kinie na ekranie widzimy tylko aktorów i przypisujemy im całą zasługę. Należy jednak wiedzieć, że praca aktorów jest tylko cząstką tego wielkiego wysiłku, który jest potrzebny, by stworzyć film. Cała armia ludzi, reżyserzy, autorzy, operatorowie, elektrotechnicy, stolarze, malarze, charakteryzatorzy i wielu, wielu innych, muszą wytężyć swe siły w zorganizowanym wysiłku, by wyprodukować dobry film. Ludzie ci są bezimiennymi pracownikami i pozostają w cieniu, niemniej jednak należy pamiętać, że tym właśnie ludziom zawdzięcza się w dużej mierze każdy udany film.

Panowie, teraz szybko powtórzymy tę scenę! woła reżyser.

Wszystko jest już przygotowane, aparaty i reflektory na pozycji, mikrofon jest umieszczony nad sceną na żurawiu. Można wyczuć lekkie zdenerwowanie u ludzi, każdemu przecież zależy na tym, by zdjęcie od razu się udało. Na dany znak reflektory zapalają się jaskrawym światłem, wszyscy usuwają się na boki. Obok reżysera zasiada sekretarka z odbitką scenopisu. Jej zadanie jest bardzo odpowiedzialne. Musi bacznie obserwować cały tok akcji i notować każde, najdrobniejsze nawet odchylenie od scenopisu. Często się zdarza, że filmowanie jednej sceny trwa dłużej niż jeden dzień. Otóż sekretarka musi dopilnować, by w dekoracjach niczego nie zmieniono lub przesunięto i by aktorzy byli tak samo ubrani, jak poprzedniego dnia. Po zakończonej pracy dziennej sporządza sprawozdanie.

Drzwi!

Drzwi zostają zamknięte. Teraz każdy musi pozostać na swym miejscu i nikomu, choćby to nawet był naczelny dyrektor wytwórni, nie wolno wejść do atelier.

Proszę o ciszę!

Zapada grobowa cisza, nikt nie odważa się nawet głośniej odetchnąć.

Aparaty gotowe?

Operator daje znak swemu asystentowi. Puszczają aparat w ruch.

Zaczynać!

A
paraty pracują bezgłośnie. Asystent reżysera podnosi rękę do góry. Przed obiektywem aparatu zjawia się robotnik z tablicą, na której jest kredą wypisane:

 

Ludzie Zapomniani

Scena 48. Zdjęcie I

 

Robotnik z tablicą zatrzymuje się krótką chwilę przed obiektywem, po czym się usuwa.

Zdjęcie to, wraz ze sprawozdaniem sekretarki, posłuży później dla tego, który taśmę porządkuje i układa.

Aktor, grający rolę Jana, rozpoczyna swą pracę. Wszystko idzie jak z płatka, w atelier panuje głucha cisza, słychać jedynie kroki aktora, przechodzącego przez pokój. Reżyser wydaje się być zadowolony. Jan podnosi rękawiczkę, ogląda ją i kładzie na stole. Wtem reżyser zrywa się z krzesła i woła oburzony:

Skrzypi podłoga, tam w tyle! Co to oznacza?! Zdjęcie zmarnowane!

Okazuje się, że w pobliżu kulisów podłoga jest uszkodzona i akurat w tym miejscu stoi elektrotechnik, pilnujący reflektora. Musi się przewody przenieść nieco dalej i elektrotechnik staje w bezpiecznym, już nieskrzypiącym miejscu. Zdjęcie jest naturalnie zepsute. Asystent reżysera daje znak i znowu zjawia się robotnik z tablicą:

 

Ludzie Zapomniani

Scena 48. Zdjęcie II

 

Prace nad realizacją filmu Księżna łowicka z 1932 roku. Na pierwszym planie widoczni m.in. reżyser Janusz Warnecki (stoi z prawej), operator Zbigniew Gniazdowski (siedzi z prawej), aktorzy Stanisław Gruszczyński (stoi
z lewej), Artur Socha (stoi w środku), odtwórczyni roli Honoratki, Wanda Jarszewska, NAC

Tym razem zdjęcie się udało. Reżyser omawia z aktorami następną scenę, udziela wskazówek i porozumiewa się z operatorem. Reflektor przesuwa się do innego kąta, przy czym trzeba przenieść przewody. Sporo czasu zabiera mikrofon, przenosi się go z miejsca na miejsce, aż wreszcie wydaje się, że wszystko jest gotowe. Zaledwie jednak zaczęto nakręcać scenę okazuje się, że mikrofon rzuca niepożądany cień na dywan. Przerywa się nakręcanie i robi porządek.

Jest późny wieczór, gdy opuszczamy wytwórnię. Nakręcono dwie sceny, które na ekranie będą wyświetlane przez półtora minuty. Zdjęcia zajęły kilka godzin, nie licząc ustawiania dekoracji i innych przygotowań. Widz w kinie nie zdaje sobie sprawy, ile czasu i pracy kosztują te króciutkie sceny, wyświetlane przez kilkadziesiąt sekund, lub co najwyżej nie wiele minut. Często zachodzi konieczność nakręcania krótkiej sceny kilka razy. Reżyser, operator i aktorzy pracują dosłownie w pocie czoła. Atelier dźwiękowe jest szczelnie zamknięte, świeże powietrze nie dochodzi, a potężne reflektory wytwarzają dużo ciepła. Chwilami w atelier panuje gorąco nieznośne, a przy tym jaskrawe światło męczy oczy. Nawet gdy w końcu zdjęcie się uda, to zazwyczaj dla pewności zostaje powtórzone, może się bowiem podczas próbnego wyświetlania okazać, że są jakieś błędy, a ponowne nakręcanie pociągnęłoby za sobą konieczność ustawienia tych samych dekoracji, co przecież dość dużo kosztuje.

Nakręcanie filmu nastręcza dużo trudności, często nie przewidzianych. Bardzo trudne są zdjęcia, połączone z tzw. „najeżdżaniem aparatu. Aparat zostaje umieszczony na wózku, którego koła są zaopatrzone w pneumatyki, celem uniknięcia jakiegokolwiek szelestu, i posuwa się za aktorem. Za wózkiem z aparatem kroczy reżyser wraz z całą asystą. Poruszają się naturalnie na palcach. Cała trudność w tym, że i mikrofon, zawieszony nad sceną na żurawiu, musi się również poruszać za aktorem. Zdjęcia najeżdżane planuje się jak najdokładniej we wszystkich szczegółach i musi się skupić całą uwagę, by aktor w pewnym momencie nie znalazł się poza zasięgiem obiektywu. Zdjęcia te pociągają za sobą wielką ilość prób, co naturalnie bardzo aktorów męczy.

Wielokrotne powtarzanie zdjęć zmusza nieraz artystów do ciekawych rekordów. Proszę sobie np. wyobrazić, że się nakręca scenę w restauracji, przedstawiającą bohatera sztuki, zajadającego ze smakiem kolację. Scenę nakręca się kilkakrotnie i za każdym razem biedny aktor musi spożyć kolację!

Artyści filmowi narażeni są na jeszcze większe próby wytrzymałości. Muszą być odporni na zimno, gorąco i wodę. Widzieliśmy nieraz na zagranicznych filmach sceny zatonięcia okrętu. Ludzie wpadali do wody w ubraniach, z pasami ratunkowymi lub bez pasów. Dla zdjęcia takiej sceny aktorzy i aktorki rzeczywiście wskakują do wody, i to nieraz bardzo zimnej wody. Co za przyjemność, jeżeli taką scenę musi się kilkakrotnie filmować! Cóż z tego, że łodzie ratunkowe znajdują się w pobliżu tego rodzaju kąpiel w ubraniu nikomu nie może smakować.

Zdjęcia pod gołym niebem są nieraz bardzo trudne. Przede wszystkim jest się zależnym od kaprysów pogody. Karawana aktorów, statystów wraz z reżyserem, operatorem i ich liczną asystą wyrusza do parku, by nakręcić krótką scenę, a tu w chwilę po ich przybyciu zaczyna deszcz padać. Nie pozostaje nic innego, jak stać pod drzewami i czekać, aż deszcz ustanie. Zdarza się jednak, że deszcz nie przestaje padać. Wtedy trzeba wracać z niczym dzień jest stracony.

Podczas nakręcania filmu dźwiękowego musi się wyłączyć wszystkie niepożądane głosy i szmery. W pracowni można po prostu zamknąć drzwi i nikogo nie wpuszczać. Podczas zdjęć pod gołym niebem nie można uniknąć zbiegowiska. Na widok operatorów i aktorów zbierają się od razu tłumy gapiów, którzy by najchętniej wleźli przed sam obiektyw aparatu. Jeżeli wyłączenie niepożądanych dźwięków jest niemożliwe, to nakręca się film bezdźwiękowo, zaś część dźwiękową dodaje się później. Czegoś więcej z tego zakresu dowiemy się w rozdziale o filmie dźwiękowym. Dialog można również dodać później, jeżeli film został zdjęty jako niemy. Wyświetla się film na ekranie, zaś aktorzy wypowiadają swą rolę do mikrofonu, synchronizując słowa z ruchami swych ust na ekranie. W ten sposób można wykonać ten sam film w kilku językach. Specjaliści układają dialogi obcojęzyczne tak, by słowa jak najbardziej odpowiadały ruchom warg aktora na ekranie. Film wyświetla się i odpowiednio dobrani aktorzy wypowiadają dialogi. Dorabianie obcojęzycznych dialogów nazywa się „dublowaniem i można w ten sposób film amerykański, grany przez artystów nie znających polskiego, wyprodukować w języku polskim. Dublowany film jednak nie robi całkowicie naturalnego wrażenia. Nawet nieuprzedzony widz wyczuwa pewne chropowatości i niedociągnięcia. Z tego powodu we większości wypadków pozostawia się film w pierwotnym języku i uzupełnia napisami w języku krajowym.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.