Lena Żelichowska: Niech pani dużo o mnie nie pisze (1934)

Niezrównana Ziuta Heymanówna, naczelna reporterka terenowa „Kina i Rewji dla Wszystkich”, namówiła na krótką rozmowę Lenę Żelichowską – aktorkę o wyjątkowej urodzie, niebanalnej jak na tamte czasy… O czym rozmawiały? O filmie… O teatrze… i oczywiście o ulubionym koledze – Eugeniuszu Bodo.

Każdy, kto widzi na scenie Lenę Żelichowską – artystkę pełną temperamentu, werwy i życia – nie pomyśli nawet, że w życiu prywatnem jest ona osobą spokojną, lubiejącą ciszę, domatorką.

Siedzimy razem i prowadzimy przyjacielską pogawędkę.

– To naprawdę niespotykane, pani Leno, pani jest taka młoda, a tak wszechstronny jest pani talent. Porwała panią rewia, film, teraz znów teatr. Jak pani jedno z drugim łączy?

– To bardzo jasne. Zmieniam deski sceniczne – w taki sam sposób jak zmieniam się sama w sobie. Chwilami ogarnia mnie wesoły nastrój – szał tańca. Wówczas marzę o rewji. Chcę śpiewać, czuję się wesoło – następuje pogodny i beztroski u mnie nastrój.

Film znów nastraja mnie poważniej. Nie chciałabym w nim grać ról charakterystycznych, natomiast niezmiernie odpowiadałyby mi role w rodzaju Jagniątka w Cóż dalej szary człowieku?

– Muszę się pani przyznać, że trudno mi jest wyobrazić sobie Panią, w roli sentymentalnej, skromnej „gąski”.

– Wszyscy mi tak mówią, a jednak czuję, że wybrnęłabym dobrze, z poważnej, dramatycznej roli.

– A jako „wamp” źle się Pani czuje na ekranie?

– Zależy co pod tem słowem rozumiemy. ”Wampem” złym, kusicielskim i przewrotnym nie chciałabym być. Natomiast zagrałabym chętnie „wampa”, jeśli go tak można nazwać – „smutnego” i sentymentalnego.

– Czyżby Pani była sentymentalna?

– Nie wyglądam na taką, prawda? – pyta ze śmiechem urocza artystka. Sama się czasami temu dziwię. Lubię czasami marzyć, myśleć samotnie i śpiewać, długo nucić rzewne, sentymentalne piosenki. Ba! Gdybym tylko na te moje „marzenia” miała więcej czasu!

– Czy Pani wciąż jest jeszcze tak zajęta?

– O bardzo. Teraz rozpoczęłam zdjęcia do Czarnej perły. Mam bardzo dobrą rolę – wampa –  takiego właśnie jakiego lubię odtwarzać.

– A jak czuje się pani w roli Hanki w Moralności Pani Dulskiej?

– Wspaniale, wczułam się w nią od pierwszego momentu. W ogóle, praca w tym teatrze, obok Jaracza jest przemiła.

– A kiedy znów wróci pani do rewji?

– W przyszłym miesiącu znów do niej zawitam, ale na krótko, bo mam zamiar wkrótce wyjechać na odpoczynek zagranicę.

– Widziałam panią niedawno na premierze filmu Czy Lucyna to dziewczyna?, jak się Pani ten obraz podobał? – rzucam ostatnie pytanie, gdyż zbliża się pora wyjścia Pani Leny do teatru.

– Świetna komedia – no, a dla Boda brak mi słów zachwytu.

– Czyżby i Pani była entuzjastką tego wspaniałego aktora?

– Bezwzględnie. Wszystkie z nim filmy i jego własnej produkcji są kapitalne. Z polskich naprzykład nie było dotychczas lepszego filmu nad „Jego ekscelencja subiekt”,  na którym byłam aż trzy razy.

– A z zagranicznych artystów kogo pani lubi?

– Gretę Garbo i Clive Brook’a. To najciekawsza dla mnie para.

– Jak na pierwszy wywiad, uważam, że dosyć  panią zmęczyłam. W tych dniach odwiedzę panią w atelier, aby zobaczyć jak „okrutny wamp” czuje się przed obiektywem. Dobrze?

– Bardzo się ucieszę. Tymczasem proszę panią o jedno. Niech pani za dużo o mnie nie pisze. Tyle pani naopowiadałam historii, tyle rzeczy bez związku i sensu, ale proszę to wziąć na karb zmęczenia.

Pożegnałyśmy się serdecznie, pomimo obietnicy, że wywiad ograniczy się do kilku słów – widzę, że się rozpisałam. Ale trudno! O tak miłej, uroczej i czarującej osobie nie można napisać w paru zdaniach.

[pisownia oryginalna]