Junosza-Stępowski chory! Lekarze stwierdzili zakażenie krwi. Znakomitemu artyście grozi amputacja ręki.

Junosza-Stępowski chory!
Lekarze stwierdzili zakażenie krwi. Znakomitemu artyście grozi amputacja ręki.

„Głos Poranny”
19 stycznia 1935, nr 19

Henryk IV w teatrze Nowym
„Światowid” 1935, nr 1

Z powodu nagłej choroby znako­mitego artysty Kazimierza Junoszy-Stępowskiego wczorajsze przedsta­wienie sztuki Henryk IV w teatrze Nowym zostało odwołane.

Wieść o chorobie Junoszy-Stępowskiego obiegła wczoraj Warszawę, wywołując w kołach jego licznych wielbicieli obawy choć słuszne, to jednak chwilami wyolbrzy­mione. Sprawa jest poważna, ale bynajmniej nie groźna.

Świetny aktor, grający w sztuce Pirandella czołową rolę cesarza Henryka IV, nosi w czasie akcji łańcuch na szyi – insygnium ce­sarskie. Onegdaj Junosza Stępowski, będąc na scenie, ukłuł się jed­nym z wisiorków łańcucha w środkowy palec lewej ręki. W przerwie artysta zajodynował rankę, po czym normalnie dokończył rolę.

Nazajutrz artysta zbudził się z bólem w palcu, ból w ciągu dnia nie ustępował, mimo to Junosza wieczorem znalazł się na posterun­ku w teatrze i odbył spektakl bez komplikacji.

W ciągu nocy stan się pogorszył.

Wczoraj rano okazało się, że palec puchnie z zatrważają szybkością, przy czym artysta miał 39 stopni gorączki. Mimo to Junosza zerwał się z łóżka, nie mając zamiaru zaniechać swego występu w radio, wyznaczonego na wczoraj, ani zwłaszcza przedstawienia w teatrze. Pod presją jednak żony pozostał w łóżku.

Wezwano trzech lekarzy: docenta dr. Szewczyńskiego, dr. Karwackiego i dr. Maliniaka.

W ciągu dnia stan artysty uległ znacznemu pogorszeniu. Ręka spu­chła do kiści, gorączka wzmogła się, osiągając wieczorem przeszło 40 stopni.

Wszystko wskazywałoby na za­każenie krwi, lekarze jednak waha­li się z diagnozą wobec tego, że chory artysta zaczął się skarżyć na bóle w kościach, co mogłoby wskazywać na symptomy grypy.

Lekarze stosowali wczoraj jedynie kompresy i zastrzyki w celu zlokalizowania możliwej infekcji.

Chory artysta nie traci przytomności umysłu i pogody ducha, mimo dotkliwych bólów. Niepokoił się bardzo o los wczorajszego przedstawienia, mówiąc: „Jest ofiarą zawodu, ale zawodu dla publiczności…”.

Wieczorem odbyło się ponownie konsylium lekarzy, w którym wziął udział wybitny radiolog i przyjaciel chorego dr Floksztrumpf. Lekarze stwierdzili zgodnie, że zachodzi tu typowy wypadek zakażenia krwi, wobec czego skierowano wszystkie wysiłki w celu zlokalizowania zakażenia. Istnieje poważna obawa, że trzeba będzie dokonać operacji, przy czym może zajść konieczność amputacji ręki, gdyż palec jest zupełnie siny, opuchnięty i zropiały, a przez wierzch dłoni i rękę aż do łokcia widać czerwonawo-sine smugi, charakterystyczne dla zakaże­nia.

U łoża chorego, który w strasznych mękach przebył noc, czuwa nieustannie żona oraz dr Floksztrumpf.

Wieść o groźnej chorobie świetnego artysty wywołała w szerokich kołach wielbicieli jego talentu poważny żal i zaniepokojenie.

 

Stan zdrowia Stępowskiego uległ znacznej poprawie.

„ABC”
20 stycznia 1935, nr 22

„Dobry Wieczór! Kurier Czerwony” 1935, nr 26

Choroba znakomitego artysty trwa już od dni 4-ch, w ciągu których gorączka wynosiła niemal bez przerwy 40 stopni. Chory w ciągu całego tego czasu ani na chwilę nawet nie zasnął, co nie mogło nie odbić się ujemnie na­wet na tak silnym, jak Stępowskiego organizmie.

W ciągu kilku konsyliów lekarze nie mogli w żaden sposób zorientować się co do istoty choro­by, aż dopiero wczoraj doktorzy Floksztrumpf i Kołodziejski nało­żyli nie tylko na dłoń, ale i na całą rękę umieszczoną teraz w łupkach, specjalny kompres. Kom­pres ten nałożony został w piątek o g. 3 po południu, a już w ciągu doby jego działanie okazało się tak świetne, iż obrzęk spadł niemal całkowicie, a wygląd zaś chorej ręki zmienił się nie do pozna­nia.

Co zaś najważniejsze, gorączka zaczyna spadać i w sobotę o g. 11 wieczorem termometr wskazy­wał już tylko 39,2. Ta zmiana od­biła się bardzo korzystnie na ogólnym stanie artysty, który śmiał się już i był w doskonałym humorze. Po raz pierwszy też w ciągu całej choroby Stępowski zasnął.

Jakkolwiek po mieście krążą najrozmaitsze pogłoski o cukrzycy, artretyzmie, reumatyzmie, itp., okazuje się, że są one z gruntu fałszywe. Stępowski ma organizm niezwykle silny i zdrowy, nigdy się nie leczył, nigdy nie miał podwyższonej temperatury. Jeśli tedy tak silny organizm znajdzie się pod opieką dobrych lekarzy, którzy organizmowi pomogą, na pewno da on sobie, z obecną chorobą, radę.

Informacje te, które późnym wieczorem przedostały się do bliskich Stępowskiemu ludzi, tak dalece były pocieszające, iż mówiono o tym, że Stępowski za tydzień nie tylko będzie zdrów, ale wróci nawet do swej wspaniałej roli w teatrze Nowym.

 

Junosza-Stępowski poddany operacji. Wykonano cztery cięcia i usunięto dwa zropiałe kawałki mięsa. O godz. 1-ej w nocy chory był jeszcze nieprzytomny.

„ABC”
21 stycznia 1935, nr 23

Elewacja szpitala Czerwonego Krzyża od ul. Smolnej 6, róg ul. 3 Maja (1870).
źródło: Fundacja Warszawa1939.pl

Wbrew naszym wczorajszym zapowiedziom, w stanie zdrowia świetnego artysty Junoszy-Stępowskiego zaszło nagłe pogorsze­nie, tak że przeprowadzono natychmiast operację, której dokona­no w lecznicy Czerwonego Krzy­ża przy ul. Smolnej nr 6.

Stwierdzenie pogorszenia stanu zdrowia nastąpiło dzięki dawne­mu przyjacielowi Junoszy-Stępowskiego, p. dr. Mieczysławowi Srokowskiemu, który, oglądając chorą rękę wyraził zdanie, iż konieczna jest natychmiastowa ope­racja, gdyż może być za późno.

Wieczorem około godz. 8-ej chorego przewieziono do lecznicy Czerwonego Krzyża, przy ul. Smolnej nr 6, gdzie zajął pokój nr 29, a przy łóżku jego czuwa­ją: żona oraz siostra Czerwone­go Krzyża, dawna znajoma pp. Stępowskich, siostra Krystyna Nazarewska.

Około godz. 9-ej zebrało się konsylium lekarzy, złożone z dokto­rów: doc. Jana Kołodziejskiego, prof. Zygmunta Radlińskiego, dr. Floksztrumpfa. oraz dr. Mieczysława Srokowskiego.

Po przeprowadzeniu odpowied­nich przygotowań dokonano cho­remu zastrzyku narkotycznego dożylnego, a następnie doc. dr Jan Kołodziejski przy współudziale prof. dr. Radlińskiego oraz doktorów Srokowskiego i Floksztrumpfa, gdy narkoza zaczęła dzia­łać, dokonał operacji.

Jak wiadomo, zakażenie powstało w lewej ręce w środkowym palcu od zadrapania o któryś z rekwizytów teatralnych, a nie od żyletki, jak mylnie podawano.

Doc. dr Jan Kołodziejski w ciągu prawie godzinnej operacji, trwającej do godz. 10.30 wieczorem, pokrajał dłoń w czterech miejscach, wycinając choremu dwa kawałki ciała: jeden z palca, drugi zaś z dłoni. Natych­miast przy operacji okazało się, że ropa, której spodziewano się dopiero za kilka dni, już znajdu­je się w dłoni. Dzięki natychmia­stowej operacji i ustaleniu miej­sca zaognienia i umiejscowieniu ropy, chorego uratowano. Jak się okazuje z wyników analiz lekar­skich, zakażenie w tym wypadku powodował bardzo groźny i nie­bezpieczny zarazek infekcyjny, zwany przez lekarzy paciorkowiec. Po dokonaniu operacji znalezioną ropę odesłano natychmiast do dalszej analizy i dalszych badań.

Operacja trwała około godziny. Przez cały czas od łóżka cho­rego artysty nie odstępuje żona, która ma już za sobą szereg nieprzespanych nocy i dwukrotnie traciła przytomność. Po za tym czuwają też dr Mieczysław Sro­kowski oraz siostra Czerwonego Krzyża, Krystyna Nazarewska.

Po operacji chory śpi, jest nieprzytomny i przez sen powtarza jakieś niezrozumiałe wyrazy. Do­piero po całkowitym przyjściu do przytomności oraz przy dalszych zabiegach lekarskich, jak: prze­świetlanie, dokładne zbadanie ropy, będzie można wysnuć przy­puszczenia co do stanu chorego. W tej chwili, tj. do godz. 1 w nocy, chory jest w dalszym ciągu nieprzytomny.

Zarząd Czerwonego Krzyża bardzo serdecznie zajął się opieką nad Stępowskim, przydzielając mu specjalną siostrę, p. Nazarewską. Poza tym uczyniono wszy­stko, by choremu zapewnić maksimum opieki, lecznicę Czerwonego Krzyża wybrał sam chory.

Należy podkreślić niezwykłe za interesowanie, które wywołała choroba znanego artysty. Codziennie do mieszkania pp. Stępowskich przychodzili liczni znajo­mi, napływało moc listów, nie ustawały telefony, co niezmiernie męczyło chorego. Lekarze, opiekujący się chorym, by zapewnić mu odpowiedni spokój, umieścili w szpitalu odpowiednią księgę, gdzie mogą się wpisywać wszyscy ci, którzy niepokoją się stanem zdrowia i serdecznie współczują p. Stępowskiemu. W każdym ra­zie wizyty i odwiedzanie chorego osobiście są co najmniej na naj­bliższe kilka dni wzbronione.

Lekarze boją się również o stan zdrowia małżonki chorego, która od początku choroby męża spędza dni i bezsenne noce przy jego łożu.

 

W stanie zdrowia Stępowskiego znaczna poprawa.

„ABC”
22 stycznia 1935, nr 24
 

Zdjęcie wykonane z wiaduktu prowadzącego do mostu Poniatowskiego w 1919 roku. Na pierwszym planie pawilon przy al. 3 Maja – rozebrany w związku z budową nasypu kolei średnicowej, za nim pawilon nr 1, po prawej na parterowym budynkiem widoczny jedyny zachowany do naszych czasów pawilon szpitala. Nad pawilonem nr 1 widoczny pawilon przy Smolnej (górnej) a nad nim gmach Instytutu Oftalmicznego.
źródło: „Tygodnik Illustorwany”/Fundacja Warszawa1939.pl

Po operacji niedzielnej stan zdrowia Kazimierza Junoszy-Stępowskiego poprawił się nieco. Samopoczucie chorego jest dobre, jego humor poprawił się tak, że przyjął wizyty kilku przyjaciół i kolegów. Chory jest zachwycony lecznicą Czerwonego Krzyża i niejednokrotnie dziękuje czuwają­cym przy jego łożu siostrom za troskliwą opiekę.

Ordynator lecznicy, dr Mie­czysław Srokowski, stale czuwa nad stanem chorego. Pierwszy opatrunek nastąpi dopiero za 2 dni. Wyniki analiz, będą wiadome dopiero dzisiaj. Chora ręka zaopatrzona jest w dreny do od­prowadzania ropy.

Wczoraj o godz. 7 wiecz. cho­ry miał temperaturę 38 stopni, która do godz. 12 w nocy podwyższyła się nieco i wynosiła 38,4. O ile nie zajdą komplikacje, cho­remu artyście wróżą szybki pow­rót do zdrowia.

Należy jeszcze raz podkreślić liczne zainteresowanie się pub­liczności stanem zdrowia chore­go. Wiele osób telefonuje do p. Stępowskiej, żony chorego artys­ty, czuwającej bez przerwy przy jego łożu, proponując jej, rzekomo cudowne środki na rękę. M.in. telefonowało również kilku znachorów, ofiarowujących swe preparaty. Charakterystyczna była również propozycja jednego z generałów rezerwy. Usiłował on przekonać małżonkę artysty o swej cudownie działającej maści, którą polecał natychmiast przyłożyć na rękę. Chorego artystę odwiedzili wczoraj dwukrotnie lekarz: prof. Zygmunt Radliński, doc. dr Jan Kołodziejski, dr Floksztrumpf oraz ordynator lecznicy, osobisty przyjaciel Stępowskiego, dr Mieczysław Srokowski.

Przez cały dzień wczorajszy, zarówno do lecznicy Czerwonego Krzyża, jak i do mieszkania pp. Stępowskich wędrowały tłumy ludzi. Nic trzeba podkreślać, że ta­kie wizyty denerwują chorego, który musi mieć przede wszystkim zupełny spokój. Lekarze zabronili przyjmowania wizyt i przeglądania licznej korespondencji, która napłynęła z wyrazami współczucia dla chorego. Na­leży się spodziewać, że przyjacie­le i wielbiciele talentu K. Junoszy-Stępowskiego zaprzestaną licznych telefonów i wizyt w szpitalu, by nie zakłócać choremu nie­zbędnego spokoju. Służba szpitalna oraz siostry Czerwonego Krzyża otrzymały od lekarzy polecenie, by nikogo do chorego nie dopuszczać.

 

Choć temperatura 38 stopni i puls 108, Stępowski ma się lepiej. Powódź życzeń wielbicieli talentu artysty.

„ABC”
23 stycznia 1935, nr 25

Stan zdrowia znakomitego ar­tysty, Kazimierza Junoszy-Stępowskiego, jest nadal poważny. Temperatura wynosiła 38 stopni, puls zaś powyżej normy, mniej więcej odpowiedni tej tempera­turze, wynosił 108.

Wczoraj dokonano pierwszej zmiany opatrunku, przy której odeszło bardzo wiele ropy. Dziś odbędzie się konsylium lekarskie, które zadecyduje na zasadzie po­czynionych obserwacji o dalszym sposobie przeprowadzenia kura­cji.

Mimo poważnego stanu zdro­wia, p. Stępowski wyraża za naszym pośrednictwem wyrazy ser­decznego podziękowania wszys­tkim swym znajomym i wielbicielom jego talentu, którzy interesują się stanem zdrowia chorego, telefonują do szpitala oraz odby­wają liczne pielgrzymki.

Z polecenia lekarzy, wszelkie wizyty zostały jednak zabronio­ne. Samopoczucie chorego pogor­szyło się nieco i dlatego wszelkie przyjmowanie wizyt jest niedo­puszczalne. Należy zwrócić uwa­gę, iż nikt z odwiedzających chorego nie może i nie będzie dopuszczony do jego łoża, a liczne telefony rozlegające się przez cały dzień nie odniosą skutku, gdyż dla zabezpieczenia całkowitego spokoju chorego, czego wymagają lekarze, telefon będzie wyłączo­ny.

Na wiadomość o chorobie zna­komitego artysty nadeszły z ca­łego kraju oraz z Anglii, Fran­cji, Włoch, itp., liczne depesze z wyrazami życzenia szybkiego po­wrotu do zdrowia. M.in. nadeszła również depesza od znakomitego angielskiego pisarza, Bernar­da Shawa, w którego sztukach artysta niejednokrotnie występo­wał, od ambasady włoskiej i wielu, wielu innych instytucji i osób. Na podkreślenie zasługuje, że wpłynęły również cztery lis­ty, których autorzy składają dla leczenia chorego swą krew, ofiarowując ją do ewentualnej transfuzji.

Dziś w godzinach rannych zbiera się konsylium lekarskie z prof. dr. Zygmuntem Radlińskim. Jak wiadomo, zakażenie ręki pow­stało od bakterii wyjątkowo złoś­liwej, tzw. paciorkowca. Bakterie dzielą się na dwie zasadnicze grupy: gronkowców, układających się w kształcie grona, oraz paciorkowców, układających się w kształcie paciorków. Wyjątko­wa złośliwość bakterii przy pew­nych konstytucjach organizmu ludzkiego powoduje w razie nie­odpowiednich kroków ogólne za­każenie organizmu.

Choroba p. Junoszy-Stępowskiego ma przebieg normalny, ze względu jednak na podniesienie temperatury, stan zdrowia chorego jest poważny. Zalecony mu jest bezwzględny spokój.

 

Pod znakiem powolnej poprawy. Polepszenie w zdrowiu Stępowskiego.

„ABC”
24 stycznia 1935, nr 26

Kazimierz Junosza-Stępowski, Jaga Stępowska, Krystyna Nazarewska
„Express Poranny” 1935, nr 26

Wczoraj w godzinach popołud­niowych przy łożu chorego arty­sty, Kazimierza Junoszy-Stępowskiego, odbyło się konsylium le­karskie, złożone z prof. dr. Zyg­munta Radlińskiego, doc. dr. Ja­na Kołodziejskiego, dr. Mieczy­sława Srokowskiego, dr. Floksztrumpfa oraz dr. Helta. W czasie konsylium zmieniono choremu opatrunek.

Stan zdrowia Stępowskiego polepszył się nieco, samopoczucie było niezłe, temperatura 38,2. Le­karze wzięli trzykrotnie próbki krwi do analizy. Wynik pierwszej analizy będzie wiadomy dzisiaj.

Po konsylium lekarze uznali stan zdrowia za nadal poważny, zabronili choremu artyście jakie­gokolwiek ruchu, odwiedzin, itp., obiecując, iż dopiero za 3–5 dni będzie można kategorycz­nie stwierdzić, czy choroba zo­stała opanowana. Opatrunek był bardzo bolesny, chory narzekał na ból, jednak po przedwczorajszym stanie poważnym, dzień wczoraj­szy upłynął pod znakiem powol­nego, lecz stałego polepszenia.

Chory otrzymuje w dalszym ciągu tysiączne dowody zaintereso­wania i współczucia całej Pol­ski. Do lecznicy napływają w dal­szym ciągu listy i depesze z ca­łego kraju, często adresowane tylko: „Junosza-Stępowski, War­szawa”, a kierowane przez pocz­tę do lecznicy przy szpitalu Czer­wonego Krzyża.

Niektóre dowody i objawy sympatii są wprost wzruszające. Wczoraj przyjechał z Wilna jeden z tamtejszych urzędników, który przywiózł małżonce chorego, p. Junosza-Stępowskiej, paczkę ziół, oświadczając, iż po użyciu tych ziół ręka na pewno będzie się goić i chory wkrótce powróci do zdro­wia.

 

Stępowski wraca do zdrowia. Przesilenie nastąpiło we wtorek.

„ABC”
25 stycznia 1935, nr 27
 

W stanie zdrowia Kazimierz Junoszy-Stępowskiego zaszła wczoraj dalsza, nieznacznie wprawdzie, poprawa. Samopoczucie chorego jest lepsze, gorączka spadła, a temperatura jest obecnie prawie zupełnie normalna.

Wczoraj choremu artyście zmieniono opatrunek.

Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że przesilenie przeszło we wtorek i obecnie chory powoli, lecz stale wraca do zdrowia. By zapewnić choremu konieczny spokój, zarząd lecznicy Czerwonego Krzyża wyłączył wczoraj telefon. Wizyty i odwiedzanie chorego z polece­nia lekarzy były surowo zakazane.

 

Stała choć powolna poprawa w zdrowiu Stępowskiego.

„ABC”
26 stycznia 1935, nr 28

Zdrowie Kazimierza Junoszy-Stępowskiego poprawia się po­woli, lecz stale. Temperatura opadła i wynosiła wczoraj 36,7. Natomiast samopoczucie jest gorsze, chory jest zdenerwowany i zmęczony.

Jak stwierdzili lekarze, którzy ostateczną decyzję mają wydać dopiero dziś lub jutro, choroba Stępowskiego była to jedna z najzłośliwszych infekcji, które spotkali w swej praktyce.

Wczoraj chory przyjął, z ze­zwolenia lekarzy, wizyty dyrek­tora p. Arnolda Szyfmana oraz p. Rutkowskiego.

W dalszym ciągu napływają depesze i listy od wielu osób o bardzo wzruszającej treści. M.in. wpłynęły depesze od Pirandella, od reżyserów z Moskwy i Leningradu oraz od wielu autorów sztuk zagranicznych, w których Stępowski niejednokrotnie występował.

Bardzo wzruszający list nadesłał równiej korespondent gazety „Siegodnia” z Rygi, który w serdecznych słowach życzy Stępowskiemu szybkiego powrotu do zdrowia. O zainteresowaniu i współczuciu, jakie wzbudziła choroba artysty, świadczą listy od wielbicieli jego talentu. Wczoraj wpłynął list od jednej z mieszkanek Warszawy, p. O., która w krótkich słowach, podając dokładnie swój adres i numer telefonu, ofiaruje artyście swą krew do przeprowadzenia ewen­tualnej transfuzji.

Wszystkie te dowody współczucia i zainteresowania bardzo wzruszyły artystę, który prosi o podziękowanie w jego imieniu autorom tych listów za ofiarę, jaką chcą ponieść, i zainteresowanie.

 

Rozmowa z Junoszą-Stępowskim. Takie głupstwo, a mogło skończyć się śmiercią.

„Dobry Wieczór! Kurier Czerwony”
26 stycznia, 1935, nr 26

Szpital Polskiego Czerwonego Krzyża, pawilon nr 5 (1919).
Zniszczony podczas II wojny światowej.
źródło: „Tygodnik Illustorwany”/Fundacja Warszawa1939.pl

Nie próbowałem nigdy dostać się do azylu jakiegoś aktualnego czy zdetronizowanego władcy, myślę jednak, że szybciej i łatwiej by się to udało, niż przecisnąć się przez gęstą sieć służby szpitalnej, czuwa­jącej nad spokojem Kazimierza Ju­noszy-Stępowskiego w lecznicy Czerwonego Krzyża przy ul. Smol­nej.

Prawie po ciemku, bo nieliczne latarnie skąpo sączą światło, ślizga­jąc się na najróżniejszych zlanych deszczem schodach i kładkach wielkiego i przedziwnie pofałdowanego terenu szpitalnego, brniemy cierp­liwe w kierunku niewidzialnego pawilonu 5-go, gdzie wedle informacji zebranych, ulokowano artystę.

Wreszcie pawilon wychyla się z ciemności bladymi prostokątami okien. Teraz zaczynają się pertraktacje ze służbą szpitalną, która twardym murem zagradza przejścia, nie gardząc jednocześnie rozmow­nością, dzięki czemu dowiadujemy się, że mistrz sceny polskiej leży w pokoju nr 29 na pierwszym piętrze.

Teraz już nic nie stoi na przesz­kodzie, aby mur służby sforsować jakimś mocno rodzinnym preteks­tem. Przyczynia się do tego wydatnie żona artysty p. Jaga Stępowska, której łaskawości zawdzię­czam, że po kilkuminutowym wyczekiwaniu w typowo lecznicowym, ale dzięki licznej zieleni, nawet przyjemnym korytarzu, przedostaję się wreszcie za drzwi opatrzone nr 29.

W dużym, wysokim i białym pokoju, dwa punkty świecą odmien­nym: pod ścianą czerwieni się pie­cyk elektryczny, przy łóżku mała lampka nakryta zielonym kloszem rzuca łagodne światło na jakże dobrze znaną twarz artysty.

Pysznie ciosana twarz nie zmieniła się zupełnie, nieco pobladła, ale za to wygolona starannie, oczy mądre i bystre co raz przysłania welon papierosowego dymu. Stępowski pali jeden papieros za dru­gim. Na nocnym stoliku piętrzy się piramida zielono-czerwonych pu­dełeczek Sfinksów…

Z początku krążę nieśmiało, pamiętając, że mowa wyczerpuje arty­stę. Stępowski intuicją genialnego artysty to wyczuwa i… sam zaczyna mówić, równo, swobodnie. Jego nieporównany tembr głosu brzmi tak sugestywnie, że nie sposób pominąć chociażby jedno słowo.

– Na to skaleczenie, to początkowo nie zwróciłem żadnej uwagi. Tyle ich było w życiu, któżby przejmował się śmiesznym zadrapaniem palca. Nie zwróciłem również uwagi na fakt, że dłonie mam wy­smarowane brunatną szminką, co w żadnym razie nie mogło działać jak jodyna.

– Czyżby pan sądził, że właśnie szminka przyczyniła się do zaka­żenia?

– Ja na to w żadnym razie nie mogę odpowiedzieć. Faktem jest, że gdyby insygnia, które miałem na sobie nie były ostre jak żyletki, nie nastąpiłoby to wszystko i Stępow­ski nie potrzebowałby pana przyj­mować w łóżku… dorzuca z humorem, zapalając nowego papierosa.

– A następne etapy choroby?

– Jak wspomniałem, do skale­czenia nie przywiązywałem spe­cjalnej wagi. Zajodynowałem ran­kę raczej z przyzwyczajenia, niż z obawy przed jakimkolwiek kom­plikacjami. Następnego dnia było już niedobrze. Zaczęto mną trząść. Myślałem, że może grypa, więc oczywiście machnąłem ręką. Podczas spektaklu czułem, że kilka razy nogi robią mi się ołowiano ciężkie, przed oczyma wirowały czarne spirale, grałem jak gdyby omotany watą. Po przedstawie­niu pojechałem do domu…

– Zmierzyłam mu temperaturę, – wtrąca się do rozmowy żona ar­tysty. – Termometr wskazywał 40,2 stopnia. Byłam przeświad­czona, że to grypa, dopiero leka­rze…

– Licho wie, co by z tego wyni­kło, gdyby dr Srokowski nie zdopingował do operacji – ciągnie po chwili dalej Stępowski. – Mówiąc między nami, byłem przygotowa­ny na najgorsze, nie wyłączając ewentualnej amputacji ręki. Mój Boże, tyle najbardziej nieprawdo­podobnych przypadłości łazi po ludziach…

– Kiedy jednak położyli pana na stole operacyjnym, uczucie nie było najprzyjemniejsze?

– Zapewne, znam stoły znacz­nie lepsze, bardziej nam przypada­jące do gustu, ale zyskałem na hu­morze, kiedy dr Szenwicowa po­wiedziała mi, że nie będą mnie chloroformowali. Zawsze panicz­nie bałem się chloroformu.

– Jakże więc odbyła się opera­cja?

– Zastrzyknięto mi preparat, który nazywa się Evipan. Nie czułem żadnej reakcji, rozmawia­łem z dr. Srokowskim do ostatniej chwili, potem nagle zacząłem za­stanawiać się, dlaczego wokół mnie wyrosło jakieś przyjemne ró­żowe pudełko… Resztkami świa­domości ciągnąłem dalej rozmowę z dr. Srokowskim, aż zrobiło się zupełnie różowo i kiedy obudziłem się, już z ręką zoperowaną, dalej spokojnie rozmawiałem z leka­rzem.

– Czy poza operacją nie tracił pan ani razu przytomności?

– Absolutnie. Lekarze stwier­dzili, że serce mam doskonałe, a mimo że człowiek alkoholu sobie nie odmawiał, śledziona i wątroba równie dobre.

– Ciekawe są wyniki analizy – wtrąca znów p. Jaga. – Okazało się, że krew wzięta z lewej ręki zawiera pełno wyjątkowo złośli­wych zarazków, natomiast krew z innych części ciała jest rewelacyj­nie doskonała.

– No, cóż chcesz, trzymamy się, – mówi z komiczna powagą Stępowski.

Milczymy chwilę. Pani Stępowska kładzie przede mną nieprawdopodobny stos listów. W stemplach pocztowych skoncentrowała się cała Polska. Od Horodenki aż po Kostopol. Listy ze znaczkami obcymi. Listy pisane na maszynie i czyjąś, drżącą od emocji i wzruszenia, dłonią. Listy naiwne i wzruszające w bezmiarze uwielbienia, jakie potrafi swym wielkim talentem zdobyć genialny artysta.

Jedni proponują krew do trans­fuzji, inni lekarstwa, czy cudowne zioła. Rady mądre i rady śmieszne. Stępowski zdrową dłonią gładzi te listy nie bez wzruszenia.

Jadwiga Stępowska, Krystyna Nazarewicz
„Dobry Wieczór! Kurier Czerwony” 1935, nr 27

– W chorobie poznałem ludzkie serce – mówi wolno, jak gdyby nieco zmęczony tą przedłużającą się rozmową. – Gdyby pan wiedział, jak troskliwie opiekują się mną wszyscy tutaj. Przecież doktorzy Kołodziejski, Srokowski, Radliński, Floksztrumpf na głowie stawali, aby nie dopuścić do komplikacji, przecież p. Mayzlowa, kierownicz­ka lecznicy, zrobiła wszystko, aby mi tutaj było jak w domu, przecież siostra Krystyna Nazarewska, – tu Stępowski uśmiecha się po swojemu do stojącej obok łóżka młodej, smukłej i białej dziewczy­ny, – chyba nikogo nie otaczała taką troskliwą i samarytańską opie­ką. Ci ludzie byli na prawdę wyjątkowo dla mnie serdeczni…

Owija się umyślnie kłębem papierosowego dymu, za którym chowa swe wzruszenie. A potem rozma­wiamy jeszcze o drobiazgach. O tym, jak to Stępowski przedziwną intuicją, nie patrząc na termometr, odgaduje co do kreski swą temperaturę, o tym, jak w czasie choroby zrobiono mu „tylko” 32 zastrzyki surowicy, jak nawet na sali opera­cyjnej odnalazł… ładną kobietę, a potem – mocno ściskam jego zdrową dłoń i mówię za wszystkich, którzy go uwielbiają:

– Do widzenia, w teatrze!

pop.

 

Silny organizm Junoszy-Stępowskiego zwyciężą. Artysta wraca do zdrowia.

„ABC”
28 stycznia 1935, nr 31
 

Wczorajszy, 12-ty dzień choro­by znakomitego artysty Kazimie­rza Junoszy-Stępowskiego, a ós­my jego pobytu w lecznicy Czerwonego Krzyża przy ul. Czerwo­nego Krzyża 5/7 minął pod zna­kiem ogólnej poprawy stanu zdrowia.

O godz. 11-ej odbyło się, jak donosiliśmy, konsylium lekarskie.

Chory czuje się o wiele lepiej, nie ma gorączki i ręka po sobot­nim opatrunku nie boli. Prawdo­podobnie, jeżeli stan zdrowia chorego będzie nadal się poprawiał i nie zajdą żadne komplikacje, chory artysta będzie przewiezio­ny do swego mieszkania przy ul. Foksal, co jednak nic nastąpi wcześniej, niż za 10 dni.

 

Coraz lepiej czuje się Stępowski.

„ABC”
29 stycznia 1935, nr 32

W stanie zdrowia Stępowskiego nastąpiła znaczna poprawa. Tem­peratura nie podnosi się, chory nie narzeka na bóle w operowanej ręce, jest tylko osłabiony i bardzo zmęczony.

O ile stan dotychczasowy po­trwa do piątku, należy uważać, iż choroba została opanowana i chory wszedł w okres rekonwalescencji. W dalszym ciągu le­karze zalecają mu bezwzględny spokój, zakazane są wszelkie wizyty, a ręka jest zupełnie unieru­chomiona. Dopiero koło soboty, za pozwoleniem lekarzy, po uprzednim zbadaniu chorego, będzie on mógł się nieco poruszać.

Lekarze mają nadzieję, że ciągu tych kilku dni choroba bę­dzie już całkowicie opanowana. Wszystko zależy od tego, czy tem­peratura nie podniesie się gwał­townie.

 

Junosza-Stępowski skarży ubezpieczalnię o 4000 zł.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”
1 listopada 1935 roku

Jeden z dzienników warszawskich donosi, iż znany artysta dramatyczny p. Junosza-Stępowski wystąpił do urzędu rozjemczego dla spraw ubezpieczeń o zwrot 4000 zł, które wyłożył na kurację w związku z ostatnią niebezpieczna chorobą.

Oto lekarze ubezpieczalni rozpoznali u chorego grypę, jakkolwiek zachodził wypadek zakażenia krwi i tylko – jak pisze wspomniany dziennik – dzięki zawezwaniu lekarza prywatnego p. Stępowski uszedł z życiem.  

 


Zdjęcie wprowadzające: Kazimierz Junosza-Stępowski z żoną Jadwigą i pasierbem (1924). Źródło: „Ilustrowany Kurier Codzienny”/NAC. 

 

Like
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments