„Janko Muzykant” na filmie. Rozmowa z Ferdynandem Goetlem (1930)

Głos Poranny”
5 sierpnia 1930 roku

Janko Muzykant
program kinowy

Głośno obecnie o realizacji fil­mowej przez nowopowstałą wy­twórnię Blok sienkiewiczowskiego Janka Muzykanta[1]. Wiele osób zadaje sobie pytanie, jak z prześlicznej, ale krótkiej noweli Sienkiewicza udało się zrobić wielki cało programowy film. Zapytaliśmy o to człowieka chyba, najlepiej poinformowanego, bo autora scenariusza – znakomitego powieściopisarza Ferdynanda Goetla. Wyjaśnił nam rzecz od razu:

– Piękna opowieść Sienkiewi­cza o Janku Muzykancie jest jedynie punktem wyjścia mo­jego scenariusza – rzekł – i w całej swej objętości zajmuje zaledwie jedną piątą część filmu. Daje powabny wstęp do głównej treści filmu, ukazując dzieciństwo Jan­ka – muzykanta, zrodzonego na szczerej wsi polskiej skrzypka z Bożej łaski, przy czym, inż. Gniaz­dowski[2] ma tu wdzięczne pole do fotografowania malowniczości krajobrazu polskiego tak, jak tylko on to umie, a nasi utalentowani kompozytorzy Schiller[5] i Fitelberg[3] dają temu wszystkiemu melodyjne tło muzyczne, oparte na moty­wach ludowych.

– Więc w pańskim filmie Jan­ko – muzykant nie umiera?

Siedzą: Witold Conti, Mieczysław Krawicz, Zbigniew Gniazdowski
Obok, w okręgu Stefek Rogulski
fot. Blok, „Kino” 1930, nr 24

– Właśnie, że nie, bo wtedy rzeczywiście film musiałby być bardzo krótki. Janko – muzykant nie umiera, lecz dostaje się do domu poprawy, w którym pozostaje aż do dojrzałości. Po cichu kontynu­uje swe zamiłowanie muzyczne, początkowo po kryjomu, a potem już otwarcie. Któregoś dnia wychowańcy domu poprawy organi­zują ucieczkę. Przy tej okazji i Janko wydostaje się na wolność, i ucieka do miasta. Pierwsze kro­ki Janka na bruku stołecznym ma ją w sobie niemało humoru, jeżeli, sobie uprzytomnić, że dostaje się od razu na Kercelak[4]. Tam biorą go w obroty Florek i Lopek, andrusy warszawskie. Wystarczy powiedzieć, że grają ich Dymsza i Krukowski, aby sobie zdać sprawę, ile soczystego dowcipu tryska z tych scen. Jest to zarazem pierw sza próba odtworzenia przedmieścia stolicy na filmie.       

Witold Conti, Adolf Dymsza i Kazimierz Krukowski na Kercelaku
kadr z filmu

Konflikt Janka z andrusami przeradza się w przyjaźń. Sprytni cwaniacy ułatwiają Jankowi otrzymanie posady w podmiejskiej knajpie Pod krzaczkiem. Jednak co raz bujniej rozwijający się talent Janka przerasta szybko poziom szynku z zaułka. Zaczynają tu by­wać dla Janka i goście z miasta. Przypadek styka Janka ze znaną śpiewaczką, która postanawia za­opiekować się nim. Janek kształci się muzycznie. W chwili wszakże, gdy zaczyna już zdobywać stanowisko wielkiego muzyka, nieprzychylni mu ludzie zaczynają ujaw­niać jego przeszłość między innymi pobyt w domu poprawy. Śpiewaczka go opuszcza i dopiero rozprawa sądowa wykazuje całkowi­cie niewinność Janka. Janek jest zrehabilitowany i w muzyce odnajduje cel życia.

Witold Conti w Berlinie podczas nagrywania dźwięku do filmu
„Kino” 1930, nr 32

– W jakiej mierze film ten jest udźwiękowiony?

– Końcowe sceny będą 100 proc. mówione, całość zaś muzycz­nie synchronizowana. Będziemy więc mieli wszystkie odgłosy wsi, grę Janka, pieśń śpiewaczki na przyjęciu u niej, gromadzącym elitę artystyczno-towarzyską. Ta scena, jak i niemało innych, filmowi nadają charakter wystawowy.

– Czy zadowolony pan jest z typu Janka?

– Nie mogę sobie wyobrazić lepszych odtwórców tego typu, jak te dwa nowe i doprawdy rewelacyjne odkrycia samorodnych ta­lentów i cudów fotogeniczności: Witold Conti i mały Stefanek Rogulski (Janko, jako dziecko). Cie­szę się też, że udało się pozyskać do głównej roli niewieściej artyst­kę tak uroczą i wybitną, jak Maria Malicka.

Kazimierz Krukowski, Witold Conti, Adolf Dymsza
źródło: Moja Warszawka Kazimierz Krukowski

– Wśród listy realizatorów wi­dzę również niemało dobrze znanych i cenionych w świecie filmowym nazwisk…

– Domyśla się pan, że nie po­wierzyłbym mojego scenariusza komu innemu. Trudno zaś o ludzi bardziej zdolnych i wytrawnych, jak Ryszard Ordyński, reżyser, i Mieczysław Krawicz, kierownik produkcji, Stanisław Szebego, kierownik zdjęć, no i, oczywiście, inż. Gniazdowski, o którym już wspominałem. Wszystko to zasłużeni pracownicy i pionierzy filmu polskiego. To też oddałem mój scenariusz w ich ręce z całym spokojem. Jestem przekonany, że to będzie film wysoce artystyczny, a kasowo – rekordowy.

 

[1] Henryk Sienkiewicz swoja nowelkę zatytułował Janko muzykant i ten zapis funkcjonował przez wiele lat. Prawdopodobnie tytuł zapisany wielkimi literami – Janko Muzykant – został wprowadzony i usankcjonowany przez wydawców po wielkiej reformie języka z 1936 roku. W tym wywiadzie, jak w innych z tego okresu, tytuł jest zapisywany różnorodnie, z dużą swobodą. 
[2] Zbigniew Gniazdowski – operator i reżyser filmowy (1877–1950).
[3] Grzegorz Fitelberg – dyrygent, kompozytor, skrzypek (1879–1953).
[4] Popularny bazar, istniejący w latach 1867–1947, na placu Jerzego Kercelego w warszawskiej dzielnicy Wola.
[5] Leon Schiller, właśc. Leon Jerzy Wojciech Schiller de Schildenfeld (1887–1954) – reżyser, inscenizator, dyrektor teatru, pedagog, działacz teatralny, kompozytor, pieśniarz, tłumacz, krytyk i historyk teatru, twórca scenariuszy teatralnych i słuchowisk radiowych.

 


Zdjęcie wprowadzające: Stefan Rogulski na fotosie z filmu Janko Muzykant (1930). Źródło: „Tęcza” 1931, nr 7.

Like
5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments