Eugeniusz Bodo: W Iraku będę na dworze królewskim (1934)

– Jakie wrażenie wywarła na Panu publiczność Tel-Awijska?

– Doskonale. Na sali było, że się tak wyrażę, bardzo „familijnie”. Strasznie miły nastrój. Czułem się jak w Warszawie. Wyraźnie dawał się odczuć serdeczny stosunek publiczności do mnie, jako reprezentanta Polski. Musiałem ex catedra, tzn. ze sceny, odpowiadać na pytania „co słychać w Warszawie”? A i tu, w Hajfie, na pierwszym występie gawędziłem z publicznością, jak ze starym, dobrym znajomym.

– Będzie Pan śpiewał po hebrajsku? Czy uczył się Pan tego języka?

– Niestety nie zdążyłem. A szkoda. Bardzo melodyjny język. Zapoznałem się tylko z treścią piosenki, którą mam wykonać. Jeżeli wierzyć gazetom Tel-awijskim, mam wcale niezły akcent. Zresztą przekona się o tem Pan sam niebawem. Pozatem znam kilka słów hebrajskich. Potrafię bez zająknięcia powiedzieć „proszę o herbatę”. Zupełnie wystarczy, aby być uprzejmym;  trochę za mało by się najeść do syta.

– Na Sylwestra będzie Pan oczywiście w Warszawie?

– Niezupełnie. Jutro jadę do Jerozolimy, a stamtąd do Egiptu. Następnie do Iraku przez Syrię. Oczywiście jako turysta. Trzeba korzystać z okazji. Muszę Panu jeszcze powiedzieć, że w Iraku będę na dworze królewskim.

– Królowie wszystkich krajów i ekranów łączcie się! Więc nawet król Iraku zna Jego ekscelencję subiekta?

– Może zna.  W każdym razie zaproszenie otrzymałem od nadwornego lekarza, który jest Polakiem. Jak to miło będzie uścisnąć rodaka na Dalekim Wschodzie! Wie Pan, że już mi tęskno za Polską? W Warszawie będę dopiero w drugiej połowie lutego!

– A potem?

– Prawdopodobnie wyjadę na tournee po Stanach Zjednoczonych w towarzystwie Ordonki.

– À propos, czy wie Pan, że Reri wyjechała do Hollywood?

– Ależ wiem, wiem! I o Czarnej perle jesteśmy doskonale poinformowani! Przecież i do nas „Kino” dociera.

– Widzę, że nowościami z Polski nie zaimponuję Panu. Natomiast miłym podarunkiem będzie na pewno dla Pana polski papieros „Egipski” i „Płaski”?

Czarną perłę ujrzycie tu niedługo. Poza tem będzie jeszcze Czy Lucyna to dziewczyna?.

Dobiega nas gwar z przepełnionej sali. Publiczność się niecierpliwi. Bodo spogląda na zegarek.

– No! Lecę do pracy! (…) Szalom!

[pisownia oryginalna]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.