„Dusze w niewoli” (1930)

Mirela Tomczyk

PRZYGOTOWANIA

program kinowy

W październiku 1927 roku „Ilustrowany Kurier Codzienny” opublikował krótką informację, że reżyser Leon Trystan szykuje się do zdjęć Dusz w niewoli według mało znanej prozy Bolesława Prusa. Na ekranizację powieści z 1877 roku zezwoliła wdowa po pisarzu, pani Oktawia Głowacka, a aktorzy mieli zostać wyłonieni na drodze konkursu na Wystawie Foto-Kinematograficznej.

Realizacja filmu, prawdopodobnie z powodu braku funduszy, opóźniała się, co jednak pozwoliło reżyserowi przerobić i doszlifować scenariusz, a także przemyśleć szczegóły produkcji. Dla Leona Trystana musiał to być bardzo ważny film, gdyż na potrzeby tego przedsięwzięcia powstała w Warszawie nowa wytwórnia o nazwie Hel-Studio, na której czele stanęli: reżyser Leon Trystan i kierownik produkcji Jerzy Starczewski (były dyrektor kina Splendid), operator Leonard Zawisławski, dekorator Józef Galewski i fotograf W. Machowski. Zastępcą reżysera został Lucjan Kraszewski.

I tak w wielkiej tajemnicy Hel-Studio przystąpiło do zdjęć w listopadzie 1929 roku z ustaloną już obsadą: Ludwik Solski został obsadzony w roli alkoholika, starego Lachowicza, Mieczysław Cybulski objął rolę jego syna, Ludwika, Alicja Halama zaś córkę Zosię. Maria Rudzka była ukochaną Ludwika, Jadwigą Starzyńską. Bolesław Mierzejewski zagrał przyjaciela Ludwika, Jerzego Sielskiego. W obsadzie znaleźli się również: Zofia Batycka, Henryk Kowalski, Lech Owron, a także „utalentowane artystki teatrów warszawskich” Helena Larys-Pawińska i pani Maj. W pierwotnej obsadzie miała również zagrać Maria Wrońska.

 

REALIZACJA FILMU

„Kino Teatr” R. 2, 23.12.1929, nr 19

Dziennikarz „Robotnika” podpisujący się inicjałami „J.Ka.” w 1929 roku tak opisał wolną chwilę pomiędzy zdjęciami w atelier Falangi: „W jednym rogu obszernego atelier pracownia malarska, na egzotycznym bujaku spoczywa Zofia Batycka, pozująca do portretu przybranemu w malarską bluzę Mierzejewskiemu; w obszernej sali wystawowej, wśród arcydzieł sztuki malarskiej przechadza się z zasępioną twarzą Mieczysław Cybulski – jako Lachowicz; gdzieś w zacisznym kąciku buduaru śmieje się rozkosznie Alicja Halama, z wdziękiem słuchając ojcowskich rad Ludwika Solskiego; tam znów w kącie demoniczny Leszek Owron «dla wprawy» flirtuje z uroczą Marią Rudzką. Oślepiający blask reflektorów, pokrzykiwania monterów, trąbki reżyserów i górujące ponad wszystkim dźwięki orkiestry płynące z radiowego głośnika – oto, co ujrzał przedstawiciel prasy zaproszony do atelier Hel-Studia”.

Do nakręcenia sceny, w której jury wyłaniało zwycięzców konkursu w Zachęcie (jej wnętrze zostało szczegółowo odtworzone w atelier), zaproszono „najwybitniejszych artystów malarzy, którzy w ten sposób przedzierzgnęli się dorywczo w aktorów filmowych. Byli to znani artyści-malarze: Cieślewski (senior), K. Lasocki i E. Okuń. Wszyscy trzej okazali się wielce fotogeniczni i wyszli na filmie znakomicie. Dotyczy to zwłaszcza wielce charakterystycznej i popularnej w stolicy postaci K. Lasockiego”. W scenie uczestniczyli również: Maria Rudzka jako fundatorka nagrody i Mieczysław Cybulski jako nagrodzony malarz.

„Głos Poranny” z 1930 roku skupił się na „trzech gracjach” filmowych: „Zofia Batycka, Alicja Halama i Maya Rudzka. Pierwsza – to wynalazek Kornela Makuszyńskiego, posągowa brunetka, która swą olśniewającą urodą i niepowszednim talentem z błyskawiczną szybkością wysunęła się na czoło polskich artystek filmowych. Druga – to beniaminek znanych tańczących sióstr, ulubione oczko w głowie teatru Morskie Oko, a więc «oczkooka», zwana czarującym Puniątkiem, ciesząca się największym powodzeniem wśród zespołu tego teatru rewiowego. Jej debiut filmowy wypadł rewelacyjnie. I jeżeli w Morskim Oku śpiewają obecnie Cała Warszawa zobaczyć musi to…, to jak się dowiadujemy z najoryginalniejszych źródeł, mają na myśli to Puniątko… Wreszcie trzecia – Maya Rudzka, rekordzistka w dziedzinie zdobywanych pierwszych nagród na konkursach piękności i fotogeniczności, która dotąd uparcie stroniła od ekranu, lecz nareszcie dała się namówić Jerzemu Starczewskiemu do wzięcia udziału w filmie. Była wszakże tak ostrożna, że swą zgodę ostateczną udzieliła dopiero, gdy szereg próbnych zdjęć wykazało, że filmowo i aktorsko jest rzeczywiście na wysokości zadania”.

„Kino” 30.03.1930, nr 4

Sceny z udziałem Zofii Batyckiej, która w styczniu 1930 roku została Miss Polonia, były bardzo interesujące dla publiczności bardzo chętnie towarzyszącej artystom przy realizacji zdjęć plenerowych. Kiedyś, podczas kręcenia sceny z Mieczysławem Cybulskim i Bolesławem Mierzejewskim na warszawskiej ulicy, tłum skandował: „Batycka, Batycka!” nie przejmując się tym, że kręcona scena wymaga skupienia od aktorów i ciszy wśród publiki. Pilnująca porządku policja zaczęła wzywać publikę do rozejścia się, a gdy to nie poskutkowało, zaczęła przesuwać gawiedź siłą. Jeden z policjantów, zdenerwowany sytuacją, odezwał się ostro do staruszka w łachmanach stojącego w pewnym  oddaleniu od ekipy filmowej: „Proszę stąd natychmiast odejść. Bo zaaresztuję pana za włóczenie się po pijanemu” („Kino” 1930). Staruszek zaczął się bronić, że jest jednym z aktorów, ale nie przekonało to rozeźlonego policjanta, który wydał polecenie podwładnemu, aby natychmiast odprowadził starca do aresztu za stawianie oporu. Dopiero interwencja Trystana powstrzymała dalsze działania przedstawicieli władzy. Reżyser z trudnością przekonał oficera policji, że tym „pijanym staruszkiem” jest nikt inny jak słynny aktor Ludwik Solski, który już w kostiumie filmowym i pełnej charakteryzacji stał po prostu z boku i oczekiwał na swoją scenę…

„Kino dla Wszystkich” R. 6, 1930, nr 5 (112)

Ludwik Solski, pomimo że miał 75 lat, podczas zdjęć do Dusz w niewoli nie stracił nic ze swoich młodzieńczych sił witalnych. W filmie wymagano do niego, aby „pijany” odtańczył brawurowo taniec kozacki (przejmująca scena, gdy za kieliszek wódki gotowy jest na każde poniżenie). W innej ze scen Cybulski miał utrzymać w mocnym uścisku szamoczącego się Solskiego w dorożce, co zrobił, ale z wielkim wysiłkiem. „Otóż Cybulski, wysportowany młodzieniec, tryskający zdrowiem i siłą, nie był w stanie powstrzymać wyrywającego się mu się Solskiego. Solski przeżywa bowiem swą rolę tak intensywnie, że zupełnie zapomina o rzeczywistości. Potęga zaś talentu, polegająca na umiejętności doprowadzania się do szczytu entuzjastycznego napięcia nerwowego, dała mu tyle sił, że silny dwudziestopięcioletni młodzieniec tylko najwyższym wysiłkiem zdołał powstrzymać napór ramion trzykrotnie od siebie starszego człowieka” – pisał „Kino Teatr” w 1929 roku. Gdy Zawisławski chciał powtórzyć scenę, Mieczysław Cybulski poprosił o chwilę przerwy, aby nabrać sił. Solski zaś od razu był gotów do dubletu. W jeszcze innej scenie bił się z aktorem Rzętkowskim, który był znany z atletycznej siły, ale nie przeszkadzało to Solskiemu tarzać się z nim po podłodze i demolować mieszkanie. W kolejnym akcie filmu Solski w szale rzucił się na Maję Rudzką i dusił ją tak realistycznie, że aktorka zaczęła przerażona krzyczeć. Nie trzeba chyba dodawać, że operator Zawisławski był bardzo zadowolony z tego ujęcia. Bolesław Mierzejewski, który miał ratować Maję w tej krytycznej sytuacji, znając już zapędy Solskiego do realistycznego odgrywania roli, włożył sobie między płaszcz a marynarkę książkowe wydanie Dusz w niewoli, aby zniwelować siłę uderzenia krzesłem, które miał mu zadać Solski. Książka na niewiele się zdała, Mierzejewski głośno jęknął po otrzymanym ciosie. „Trzeba mi było podłożyć nie jeden tylko tom, lecz pełne wydanie dzieł Prusa!” – opowiadał „Kinu” w 1930 roku. W swoich wspomnieniach napisał: „Ludwik huknął krzesłem o ziemię, aż kawałki rozprysły się na strony, chwycił nogę od krzesła i wyrżnął mnie w obojczyk – sześć tygodni gipsowej kamizelki mi uszykował” (Bolesław Mierzejewski, Maraton z Melpomeną, Wydawnictwo Śląsk, 1980).

Maja Rudzka i Lech Owron, NAC

Pewnej nocy zdjęciowej przed wejściem do kawiarni Italia aktorzy, na polecenie Trystana, mieli przećwiczyć jedną ze scen, podczas gdy Zawisławski właśnie zmieniał taśmę w kamerze. Lech Owron jako napastliwy utracjusz zaczepiał Alicję Halamę, tancerkę, która czekała na swojego starszego brata. Na tę scenę wyszedł zza rogu Cybulski, który stanął w obronie siostry i zdecydowanie odepchnął napastnika, za co podekscytowany Owron uderzył go w twarz. Przechodnie, widząc całą scenę, a nie dostrzegając nigdzie kamery, stanęli w obronie młodzieńca. Jedni schwytali Owrona, inni pobiegli po funkcjonariusza służb porządkowych. Zrobił się zgiełk i gdy pojawił się policjant, nikt nie chciał słuchać wyjaśnień ekipy filmowej, której głosy nie mogły się przebić przez oburzony sytuacją tłum. Posterunkowy zażądał zdecydowanie, aby wszyscy udali się do komisariatu i tam złożyli wyjaśnienia. Na szczęście pojawił się inny żandarm, który dał się przekonać, że sytuacja była jedynie zaaranżowana na potrzeby filmu.

Zdjęcia były również kręcone przy kawiarnianych stolikach w Italii z udziałem sporej rzeszy statystów.

Debiutującą w filmie Alicję Halamę bardzo pilnowała jej mama. Za każdym razem, gdy dochodziło do filmowych pocałunków, trzeba było ją przekonywać, że to jedynie buziaki między siostrą i bratem i nie mają nic wspólnego z namiętnym pocałunkiem. Zresztą kobieta miała dużo obiekcji jeszcze przed podpisaniem przez córkę kontraktu, ale Alicja obiecała mamie, że nie będzie flirtować z aktorami, więc ta, widząc łzy na twarzy ukochanej córki, w końcu uległa.

 

AKTORZY O SWOICH ROLACH

„Nasz Przegląd Ilustrowany” R.7, 2.03.1930, nr 9

Solski w 1930 roku udzielił wywiadu czasopismu „Kino Świat”, w którym zachwyca się swoją rolą: „Otóż tak interesująco nakreślonej postaci alkoholika nie zdarzyło mi się jeszcze interpretować. Starałem się wżyć w uczucia ofiary tego zgubnego nałogu, uwypuklić ową niepohamowaną żądzę odnajdywania w oparach alkoholu sił i popędów, odżywających w całej pełni dopiero przy zatraceniu świadomości czynów. Alkoholik – to kopalnia obserwacji dla lekarza, psychologa i… aktora… […]. Namęczyłem się też fizycznie co niemiara. Bo to trzeba było i tańczyć po pijanemu w szynku, i demolować całe mieszkanie (podczas ataku «białej gorączki»), i szamotać się z lokajem, i wyrywać się z dorożki… Ale to nic, za to ze szczerym zadowoleniem mogę powiedzieć: zagrałem tę rolę, o której zawsze marzyłem”.

Zachwycona Zofia Batycka mówiła dla „Filmu” w 1930 roku: „Rola moja podoba mi się bardzo. Była tak inna od tych, które grałam poprzednio…”.

Maja Rudzka była wprawdzie zadowolona ze swojej roli, ale zwierzała się „Kinu” w 1930 roku, że „dusi się w atmosferze powagi i smutku; nie wolno jej uśmiechnąć się pogodnie”. Jednak „Kino Świat” z 1930 roku dowiedziało się, że nie czuje tremy i jest bardzo podniecona aktorstwem. „Gdy gram, nie widzę i nie słyszę nikogo. Tylko, jak przez sen, słyszę dyktowanie reżysera, gdy operator już kręci korbką”.

scena z filmu, NAC

Mieczysław Cybulski wyznał: „Zainteresował mnie zwłaszcza niebanalny podkład psychologiczny mojej roli. Zawiera ona zagadnienie wielce ciekawe: czy wolno poddawać się ryzyku pojedynku, jeżeli się jest jedynym opiekunem małoletniej siostrzyczki i ojca – zniedołężniałego starca? Scenariusz daje zupełnie słuszną odpowiedź na to pytanie, ale wygranie tego wahania już bezpośrednio przed pojedynkiem jest najwdzięczniejszym zadaniem aktorskim, jakie dotąd mi stawiano. […] Starałem się też z całych sił, aby być godnym tego odpowiedzialnego zadania…” („Kino Świat” 1930).

 

 

PREMIERA I RECENZJE

Uroczysta premiera filmu odbyła się w warszawskim kinie Colloseum 6 marca 1930 roku. Eksploatacją ekranizacji zajęło się Biuro Kinematograficzne Wytwórnia Doświadczalna, a na Małopolskę i Śląsk te prawa przejęła Klara Mechel.

fragment zwiastuna kinowego, FINA

Zwiastun kinowy zadawał pytania: „Jak się nazywa najpiękniejszy blondyn w Polsce?”, „A jak – brunet?”, „Jak się nazywa laureatka konkursu fotogeniczności?”. Program kinowy informował, że stroje pań zapewniły firmy Myszkorowski i Apfelbaum. Auta marki Auburn zaś dostarczyła firma Niktan.

Film został zrealizowany przy niewielkich kosztach, a Hel-Studio przestało istnieć zaraz po zakończeniu montażu obrazu.

„Kurier Warszawski” nie był zachwycony filmem. Recenzent pisał, że ani klęski, ani chwile szczęścia nie zmieniają obojętnej twarzy Mieczysława Cybulskiego. Zofia Batycka „przerastała swoją rolę”, Ludwik Solski był świetny, a reszta zespołu „mniej lub więcej poprawna”. Najlepsze okazały się plenery, których jednak było w filmie za mało.

Recenzent „Ilustrowanej Republiki” był z kolei zafascynowany udaną reżyserią Trystana, wartką akcją filmu, plenerami i aktorami, którzy wszyscy stanęli na wysokości zadania.

„Kino” pisało: „[Film] nasuwa dużo słów uznania, ale i sporo zastrzeżeń”. Recenzent podpisujący się „(B)” zachwalał staranność wykonywania scen, geniusz Solskiego; pytał o to, kiedy wreszcie filmowcy zrozumieją, że Batycka jest stworzona do wielkich ról, a w plenerach „odżyją piękne tradycje malarskie Chełmońskich i Fałatów”.

„Światowid” 28.12.1929, nr 53

Podpisujący się skrótem „jot.” recenzent „Kina dla Wszystkich” widział w tym filmie przełom kina polskiego: „Poziom i wartość filmów krajowej produkcji – podniosły się w b. roku znacznie. Nie ma już w naszych filmach bezustannej pustki, bezmyślności, rażących braków technicznych i aktorskich, zrozumiano nareszcie wielkie znaczenie, jakie ma w filmie tempo”.

„Bluszcz” ocenił grę Solskiego jako czasami zbyt teatralną, ale w całości świetną. Polecał ten obraz Towarzystwu Walki z Alkoholizmem jako film propagandowy i dydaktyczny: „Dusz w niewoli nie można rozpatrywać pod kątem filmowego artyzmu, gdyż parę ładnych plein’artów, to nie jest jeszcze kino”.

Natomiast Tadeusz Kończyc w „Świecie” napisał: „Czas słowa, który owiewał nowelę Prusa, nie dał się zakuć w ramy przeróbki scenariusza. Reżyserowi Leonowi Trystanowi udało się raczej wyjść z honorem z tej ciężkiej sprawy. Jego film niesłabnące budzi zainteresowanie, ma dobre tempo, ma szereg doskonałych scen, dobrze na ogół dobrany zespół – i jedno wielkie arcydzieło gry, któremu na imię – Ludwik Solski. Rolę starego Lachowicza alkoholika, półwariata, Solski gra po prostu genialnie”.

 

DZIŚ

Film zachował się, ale nie można go zobaczyć w kinie Iluzjon, gdzie często odbywają się retroseanse. Nie ma go też w projekcie NITROFILMU, który zajmuje się digitalizowaniem taśm filmowych i renowacją filmów przedwojennych.

Kopia filmu zachowana na taśmie nitro była przez wiele lat naprawiana amatorsko, więc jej oczyszczenie z różnych rodzajów klejów i taśm sprawia największy problem konserwatorom. Film czeka na swój moment, aby trafić na stół montażowy. Miejmy nadzieję, że ta decyzja nastąpi wkrótce.

                                                                                                                                                         

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.