Stanisław Sielański - Mam pełne ręce roboty (1939)

Sielański jest urodzonym komikiem. To jest artysta, który sam doskonale bawi się na scenie – byle miał z czego pośmiać się sam i zabawić innych. A jeśli zdarzy się, że artysta nie potrafi nas rozśmieszyć tak, jak tego oczekiwaliśmy, to na pewno nie jest to wina jego, tylko mało dowcipnego tekstu. Popularny ten artysta potrafi świetnie, inteligentnie dozować zapasy swojego wrodzonego komizmu, dlatego jego role nigdy nie są przeładowane gierkami.

Jest to wielką zaletą artysty-komika, bo jakże łatwo przekroczyć granicę, bo jakże łatwo przekroczyć granicę dzielącą dowcip, komizm od szarży, Sielański potrafi zręcznie omijać te rafy.

W roli kreowanej obecnie przez S. Sielańskiego w teatrze „8.15”, w operetce „Baron Kimmel”, doskonale możemy się przekonać o prawdziwości naszego twierdzenia. Jako Kwiczołek jest wprost znakomity.

Libretto operetko obfituje w moc zabawnych komicznych pomysłów, które zdolny aktor przerabia i uwypukla doskonale na swój sposób, dodając od siebie najrozmaitsze śmieszne koncepty i warianty.

Grossówna, Żabczyński, Bogda, Dymsza i Sielański - najmilsza chwila w życiu (1936)

- Pańska najmilsza chwila w życiu? – spytał reporter „Kina” Aleksandra Żabczyńskiego.

- Kochany panie, było ich tysiąc i jedna. Niełatwo się rozeznać człowiekowi w tej uroczej i miłej gęstwinie „przyjemnych chwil”. Już mam: mój pierwszy egzamin. Tak, zapewniam pana, że nie miałem nigdy większej przyjemności, jak wtedy, gdy mój profesor prawa rzymskiego zadał mi pytanie, na które umiałem odpowiedzieć. A potem przyszła taka chwila, kiedy przewodniczący komisji egzaminacyjnej rozdzielał indeksy i czytał wyniki. Kiedy z jego ust padły słowa: „Żabczyński – celująco” – otworzyły się przede mną niebiosa i byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem.

- Dziękuję. A pani? – zwróciłem się teraz do uroczej Heleny Grossówny.

Michał Znicz - "Nie jestem żadnym gwiazdorem" (1934)

Każda jego rola była po brzegi wypełniona nie tylko wielkim talentem aktorskim, ale przede wszystkim wdziękiem. On sam, w wywiadach podkreślał, że nie jest gwiazdą… a jednak zapisał się historii II RP jako jeden z najlepszych komików. Ziuta Heyman rozmawiała z Michałem Zniczem przed rozpoczęciem zdjęć do „Panienki z Poste-Restante”. Krótką rozmowę opublikowało „Kino dla Wszystkich” w 1934 roku.

- Do mnie po „wywiad”? Przecież nie jestem żadnym „gwiazdorem” filmowym – mówi znakomity komik Michał Znicz.

Lena Żelichowska - "Niech pani dużo o mnie nie pisze". (1934)

Niezrównana Ziuta Heymanówna, naczelna reporterka terenowa „Kina i Rewji dla Wszystkich”, namówiła na krótką rozmowę Lenę Żelichowską – aktorkę o wyjątkowej urodzie, niebanalnej jak na tamte czasy… O czym rozmawiały? O filmie… O teatrze… i oczywiście o ulubionym koledze - Eugeniuszu Bodo. [pisownia oryginalna]

Każdy, kto widzi na scenie Lenę Żelichowską – artystkę pełną temperamentu, werwy i życia – nie pomyśli nawet, że w życiu prywatnem jest ona osobą spokojną, lubiejącą ciszę, domatorką.

Siedzimy razem i prowadzimy przyjacielską pogawędkę.