U Poli Negri w Londynie (1929)

Studio filmowe w Elstree, obok Londynu, znów gości naszą rodaczkę – Tym razem jest gościem nasza chluba, nasza duma – Pola Negri.

                W stylowym przedpokoju garderoby wielkiej artystki czekamy chwilę na zjawienie się tej, której imię jaśniało na srebrnym ekranie obu półkuli. Ukazała się nam w ślubnej sukni z upiętym welonem na swych kruczo-czarnych włosach, w stroju w którym odegrać miała scenę w swym filmie „Z piekła przychodzi kobieta…”

                Twarzyczka okraszona miłym uśmiechem zdradziła od razu jej czar i urok, a w jedwabnym spojrzeniu oczu Poli Negri i melodyjnym dźwięku jej głosu, wyczuwa się delikatną nutę sentymentu polskiego, któremu mimo woli ulegamy. Patrzymy na artystkę roztaczającą między nami krasę i wdzięk młodości jakby na bóstwo, zstępujące z Parnasu.

Rozpoczynamy nasz wywiad z wielką artystką rozmową o Warszawie.

Bogusław Samborski o filmie (1930)

Pomimo niechlubnej działalności artystycznej w czasie okupacji hitlerowskiej (wystąpił w antypolskim filmie oraz namówiony przez Igo Syma współtworzył teatry jawne), Bogusław Samborski jest jednym z najbardziej charakterystycznych aktorów polskich dwudziestolecia międzywojennego. Na rolę amantów nie miał szans. Masywna postura, gruby głos i złowieszczy wyraz twarzy plasował go jedynie jako kandydata do ról czarnych charakterów, a te grał po mistrzowsku. Pod tym względem był wyjątkiem w ówczesnej rodzimej kinematografii.

Zula Pogorzelska wraca do zdrowia i do pracy (1934)

W odległym zakątku Warszawy, w odległej dzielnicy willowej, znajduje się jednopiętrowy, jasnoszary domek, otoczony dookoła ogródkiem.

To rezydencja Zuli Pogorzelskiej. Dzwonię do furtki i po kilku sekundach przekraczam wrota „paradis’u”. Inaczej bowiem trudno jest nazwać to urocze mieszkanko.

Już na sam widok gustownie urządzonego, nowoczesnego hallu, orientuję się, że pani domu musi być wzorową gospodynią i czynną „robotnicą”.

Reri opowiada o sobie (1934)

Jest czarująca. Opowiada o sobie z takim wdziękiem z taką prostotą i naturalnością, że nie sposób jej nie polubić.

                Siedzimy w ogródku kawiarnianym. Reri i ja. Dopiero poznałyśmy się - pisała w 1934 roku, reporterka "Kino i rewia dla wszystkich"- a panuje między nami nastrój jakbyśmy się znały od całego szeregu lat.

                - Czy uwierzy mi pani – mówi z uśmiechem Reri – że na całym świecie nie spotkałam takich miłych i serdecznych ludzi jak w Polsce. Polacy są czarujący i szalenie dobrzy. Bardzo ich pokochałam.