Na spacerze z Franciszkiem Brodniewiczem (1934)

W słoneczny, kwietniowy poranek spotykam na ulicy Franciszka Brodniewicza – pisze, w swoim reportażu do „Kina dla wszystkich” Ziuta Heyman - . Naprzeciw mnie idzie, szeroki, barczysty, przystojny blondyn, wesoło uśmiechnięty i sadząc po minie, zadowolony z życia.

- Panie Franciszku, tak wcześnie na spacerze? – pytam zdziwiona, wiedząc, że na ogół artyści są niepoprawnymi śpiochami.

- Ranne spacery należą do mych ulubionych rozrywek. Czuję się szczęśliwy móc wyjść na ranną przechadzkę. Kiedy słońce zaczyna wschodzić, ludzi na ulicy jest niewiele i wokół mnie panuje spokój i cisza. Wtedy chodzę godzinami sam, ze swoimi myślami.

Blondynki w życiu Adama Brodzisza (1931)

Trzy lata przed swoim ożenkiem z Marią Bogdą – uznawaną za jedną z najpiękniejszych aktorek międzywojnia – Adam Brodzisz ujawnia swój typ kobiety i plany na najbliższy czas. „Kino” w 1931 roku opublikowało wywiad z aktorem:

Po raz pierwszy jestem u p. Adama.

Brodzisz źle wygląda, zmizerniał, jest widocznie zmęczony.

- Dlaczego Pan tak źle wygląda?

- Proszę Pani – odpowiada z uśmiechem gwiazdor – namordowałem się dziś rzetelnie. Od 10ej do 4ej po południu, kręciliśmy plenery; przeskakiwałem przez płoty, drapałem się po belkach. Nie można tego zaliczać do przyjemności. Przytem dolega mi bardzo ból w lewej ręce.

Michał Waszyński o pracy nad "Czarną Perłą" (1934)

Ziuta Heymanowa, jako reporterka "Kina i Rewii dla Wszystkich" gościła na wielu planach filmowych, podglądając pracę ekipy. W 1934 roku, miała sposobność przyjrzeć się zmaganiom realizatorów "Czarnej Perły" i porozmawiać z mistrzem Michałem Waszyńskim, który co nieco zdradził na temat współscenarzysty i głównej gwiazdy filmu - Eugeniusza Bodo:

U Poli Negri w Londynie (1929)

Studio filmowe w Elstree, obok Londynu, znów gości naszą rodaczkę – Tym razem jest gościem nasza chluba, nasza duma – Pola Negri.

                W stylowym przedpokoju garderoby wielkiej artystki czekamy chwilę na zjawienie się tej, której imię jaśniało na srebrnym ekranie obu półkuli. Ukazała się nam w ślubnej sukni z upiętym welonem na swych kruczo-czarnych włosach, w stroju w którym odegrać miała scenę w swym filmie „Z piekła przychodzi kobieta…”

                Twarzyczka okraszona miłym uśmiechem zdradziła od razu jej czar i urok, a w jedwabnym spojrzeniu oczu Poli Negri i melodyjnym dźwięku jej głosu, wyczuwa się delikatną nutę sentymentu polskiego, któremu mimo woli ulegamy. Patrzymy na artystkę roztaczającą między nami krasę i wdzięk młodości jakby na bóstwo, zstępujące z Parnasu.

Rozpoczynamy nasz wywiad z wielką artystką rozmową o Warszawie.