Tadeusz Wesołowski - Jestem amantem salonowym (1932)

Hallo, Teatr Narodowy? Proszę pana Wesołowskiego… Tadziu?... Serwus… Przyjdź proszę, do mnie wieczorkiem. Mam nowe płyty gramofonowe… Wiem, że jesteś muzykalny, przyjdź, będziemy „rumbać”…

Przyszedł…

- Dlaczego Tadziu nie nosisz brody? To przecież teraz takie modne wśród filmowej braci aktorskiej. Co drugi  artysta, to brodacz.

Tadzio zaśmiał się. I, gdybym był kobietą, powiedziałbym, że zaśmiał się „czarująco i słodko”.

- Ja, mój kochany, jestem „amantem salonowym”. Muszę zawsze być „gładki” – zewnętrznie i wewnętrznie. I muszę ci wyznać szczerze, że chociaż moja praca sceniczna nie jest pozbawiona pewnych sukcesów…

- Nie bądźże taki skromny…

- … to w grze filmowej, czuję się równie dobrze jak na scenie, a chwilami może i lepiej. Ot, na przykład, mój ostatni film „Ułani, Ułani”. Gram rolę porucznika. A, że się znasz na filmie – zobaczysz i ocenisz.

- A propos „zobaczysz”.  Już dawno nie widziałem twojej złotowłosej żonki i kochanego synusia. Jakże się czują? Czy twoja Pani jeszcze nadal traktuje z taką pobłażliwością twoje sukcesy u płci pięknej?

- Oczywiście, zawsze z jednakową lojalnością. Częstokroć sama mnie namawia i przypomina, abym odpisywał na listy, posyłał fotografie z dedykacjami. Ale nastaw-że jakąś płytę… Gadamy ze sobą, jakbyś miał wywiad pisać…

- Co ci też do głowy przychodzi? Oto płytki.  Zaraz usłyszysz najnowszą rumbę „Siboney”.

- Jakiż to trudny i interesujący rytm.

Tadzio, całkiem pochłonięty muzyką, zaczął nucić motyw, potem coraz głośniej…

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież