Panienka z poste restante (1935)

​Film „Panienka z poste restante” był drugim obrazem duetu Stefan Gulanicki (vel Stefan Hulanicki, vel Stefan Gucki) i Almy Kar (właśc. Lidia Picard) z trzech, które wspólnie nakręcili. Inżynier Stefan Gulanicki był posiadaczem ziemskim i miłośnikiem filmu lub… Almy Kar. Być może w chęci wypromowania młodej gwiazdki nie bez znaczenia był fakt, że oboje byli krajanami z Wołynia.
W „Obwieszczeniu Publicznym”, dodatku do „Dziennika Urzędowego Ministerstwa Sprawiedliwości” z dnia 16 grudnia 1933 roku dowiadujemy się, że firma produkcyjna „Stefan Gulanicki”, zarejestrowana na ul. Nowowiejskiej 24 m. 15 istnieje od 1933 roku i wyprodukowała jeden film. Była to „Zabawka” z Almą Kar, Jerzym Marrem, Eugeniuszem Bodo i Stefanem Guckim.

Spotkali się w styczniu 1933 roku przy okazji filmu „10% dla mnie”, gdzie on statystował, a ona miała niewielką rólkę. Coś zaiskrzyło i od tej pory inż. Gulanicki został producentem filmowym, który postanowił wypromować aktorkę. Trzecim i ostatnim filmem tego duetu była „Tajemnica panny Brinx”. Później już nigdy nie zagrali w żadnym obrazie. (...)


W maju 1934 roku w prasie pojawiły się informacje, że polski zespół filmowy wyjeżdża do Austrii, Chorwacji, Albanii i Węgier. Był to drugi film polski, po „Głosie pustyni” z 1932 roku, którego plenery miały być kręcone poza granicami kraju. W skład zespołu wchodzili: Alma Kar, Stefan Gucki (właśc. Stefan Gulanicki), Michał Znicz, Aleksander Żabczyński, Romuald Gierasieński, Michał Waszyński (reżyser), a także Maurycy Król (autor scenariusza i kierownik produkcji) i Konrad Narkiewicz (charakteryzator).
Cały cykl produkcyjny tego filmu był pomyślany tak, aby zainteresować nim i zaangażować w jego produkcję od razu zagranicznych dystrybutorów. Do realizacji „Panienki z poste restante” przygotowujemy się bardzo starannie. Pragniemy, by ten nasz film wypadł jak najdoskonalej, chcemy jednocześnie zaprezentować go zagranicy, która się już interesuje naszym filmem i jest z nami w pertraktacjach mówił inż. Gulanicki w „Wiadomościach Filmowych” z 1934 roku. Zaangażowany prof. Maurycy Król był współpracownikiem znanych wytwórni europejskich, tj. Swensk, Nordisk i Ufa. Natomiast za zdjęcia plenerowe był odpowiedzialny Duńczyk F. Fuglsang. W Polsce podkreślano w zapowiedziach prasowych europejskość tego filmu. Ale też produkcja nie pozostała bez echa w prasie zagranicznej. 
„Wiener Neuste Nachrichten” pisał: Reżyser Waszyński kreował wesołą scenkę między olbrzymim wiedeńskim policjantem, który miał mówić po polsku z aktorką Almą Kar. Ale że wiedeński policjant mówił „po polsku” jak gwiazda po niemiecku”, więc nie rozumieli się wzajemnie. Ale to nie szkodzi. Wiedeński policjant nie spieszył się i scena wypadła wspaniale. „Neues Wiener Tageblatt” dodawał: Nakręcanie zdjęć zaczęło się sceną przybycia prawdziwego pociągu z Warszawy na Wschodni dworzec. Następnie nakręcono fragment regulowania ruchu ulicznego. (…) Poza tym nakręcone były malownicze fragmenty Wiednia. Sfotografowano m.in. ulicznego sprzedawcę gazet palącego olbrzymie cygaro. „Neuer Wiener Journal” zachwycał się Almą Kar piękną polską aktorką filmową, ciemną blondynką o prawdziwym słowiańskim typie i smukłej, zgrabnej figurze („Kino i Rewja dla Wszystkich” 1934). (...) Ekipa wyruszyła do Wiednia 8 lipca z Dworca Głównego, gdzie Alma Kar w obecności prasy, przedstawicieli środowiska filmowego oraz znajomych została obdarowana wiązanką szkarłatnych róż. Podczas pobytu w Wiedniu ekipa wypożyczyła z wytwórni Sascha-Film jedną z najlepszych ówczesnych kamer – aparaturę bezszmerową Tobis Klangfilm, dzięki czemu wszystkie ujęcia na ulicy były kręcone od razu z dźwiękiem. 
Po siedmiu dniach zespół wyruszył do Chorwacji. Dojechali do Splitu poprzez Zagrzeb, skąd statkiem popłynęli do Dubrownika. Tam artyści założyli bazę wypadową m.in. nad brzeg morza Adriatyckiego i na pogranicze Albanii i Czarnogóry. Z Dubrownika ekipa przeniosła się 5 sierpnia do Hercegowiny i Bośni (najpierw do Mostaru, by stamtąd dotrzeć do Sarajewa). „Słowo” z 1934 informowało, że Prasa jugosłowiańska interesuje się bardzo zdjęciami. Ekspedycji towarzyszyli przedstawiciele władz jugosłowiańskich
Piękna pogoda i malownicze krajobrazy w Dalmacji skusiły naszych filmowców do pozostania dłużej niż planowali, co spowodowało przesunięcie w czasie kolejnych zdjęć. Jednak członkowie ekspedycji nie leniuchowali i połączyli przyjemne wycieczki z pracą. Kręcili krótkometrażówki z życia mieszkańców Dalmacji, Bośni i Czarnogóry. (...)
Po siedmiu tygodniach zdjęć plenerowych w Europie, 23 sierpnia o godzinie 11.00 ekipa filmowa przyjechała do Warszawy bezpośrednim pociągiem z Budapesztu. Zespół filmowców przywiózł około pięciu tysięcy metrów taśmy. Alma Kar została przywitana bukietem kwiatów w obecności przyjaciół i znajomych, ale także przedstawicieli prasy. 
Po powrocie do Polski ekipa natrafiła na pierwsze problemy. W listopadzie inż. Gulanicki ubolewał w prasie, że atelier przy ul. Trębackiej jest zajęte do końca grudnia. I dopiero wtedy nastąpiły ostateczne pertraktacje z resztą obsady filmu, czyli m.in. z Mieczysławą Ćwiklińską i Władysławem Walterem. Oczywiście w prasie pojawiały się już wcześniejszej nazwiska różnych aktorów, ale w zależności od czasopisma wymieniani byli inni artyści. Ciekawostką jest, że ekipa producencka grała w epizodycznych rolach. I tak np. kierownik artystyczny, Bazyli Sikiewicz, wcielił się w postać sekretarza pana Smitha. Przypuszczam, że film nasz w pierwszej połowie lutego ukaże się już na ekranie – mówił inż. Gulanicki („Kino i Rewja dla wszystkich” 1934). W listopadzie 1934 roku nakręcono jednak tyko sceny na lotnisku warszawskim.
Zdjęciami w atelier przy ul. Trębackiej miał się zająć Antoni Wywerka, który obchodził swój jubileusz. „Panienka z poste restante” była jego trzydziestym piątym filmem w dwudziestoletniej pracy operatorskiej. Pieczę nad dekoracjami miał objąć inż. Jacek Rotmil. Stroną muzyczną zajął się Henryk Wars, a teksty dwóch piosenek napisał Emanuel Schlechter (...)
Premiera odbyła się 31 października 1935 roku w warszawskim kinie Apollo. 
„Kino” z listopada 1935 roku wystawiło pozytywną recenzję: W porównaniu z ciasnotą horyzontów, używanych w naszej produkcji komediowej, ta magnacka szerokość gestu, ten odskok w daleką perspektywę, ta rozlewność akcji wywiera bardzo dodatnie wrażenie i decyduje o powodzeniu filmu. Należy się więc śmiałemu producentowi, inż. Stefanowi Gulanickiemu, szczere i serdeczne podziękowanie za tak smakowity i kosztowny rarytas. (…) Główną i wybitnie kinową zaletą filmu jest ruchliwość akcji znaczonej rytmem pociągów pośpiesznych i przerzucanej do Wiednia, Budapesztu, Dubrownika… aż na brzeg Adriatyku. Dużo powabnych, a dla nas egzotycznych plenerów. Sporo momentów komicznych. Ale już „Słowo” w lutym 1936 roku skrytykowało film: Są ślady jakichś pomysłów, są mizerniutkie resztki wysiłków aktorskich, niezepsutych do reszty przez reżyserię i kierownictwo artystyczne. (…) Ktoś sobie nieźle podróżował, dobrze się zabawił, ale plenerów dużo z tego nie wyszło. Sporo za to tandetnych zdjęć pędzącego pociągu, co bardzo łatwo dostać w każdej wytwórni za gotówkę i na raty. Najważniejsza rzecz – tempo – wcale nie istnieje. Zamiast tego jest chaos i zamęt
Pomimo zróżnicowanych recenzji inż. Gulanicki nie szczędził trudów, aby wypromować film również za granicą. Sprzedał swoje dzieło niemieckim i palestyńskim dystrybutorom. I jeśli wierzyć polskiej prasie, odniosło ono tam ogromny sukces kasowy. (...)
Nie obeszło się, oczywiście, bez skandali związanych z filmem, które znalazły finał na sali sądowej. (...)

Cały tekst Mireli Tomczyk, przeczytają Państwo w numerze 4-6(2018) kwartalnika „Stare Kino".

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież