"Manewry miłosne, czyli córka pułku" (1935)

Niebanalna fabuła, jaka zrodziła się w głowie Konrada Toma, to dowód na to, w jak umiejętny sposób można stworzyć ciekawą komedię romantyczną w połączeniu z musicalem. Do tego udział najbardziej lubianych gwiazd ekranu i sukces gotowy!

„Manewry miłosne” to nieco ponad 60-ciominutowa produkcja z 1935 roku, w której mundur ścieli się gęsto. Jednak nie jest to film wojenny. Ot, taka przyjemna wariacja wyreżyserowana przez Konrada Toma oraz Jana Nowinę-Przybylskiego, zaliczanych do grona najlepszych twórców dwudziestolecia.

Rzecz dzieje się w fikcyjnym kraju Skumbria. Na początku widzimy dysputę rodziny głównego bohatera, która ma wyłonić dlań kandydatkę na żonę, a mowa tu o „wolnym ptaku” – poruczniku pułku huzarów Niko Quanti.  Jest to sztandarowa rola Aleksandra Żabczyńskiego, który dzięki niej zaprezentował swoje umiejętności wokalne oraz taneczne. Oczywiście jego bohater ani myśli o ożenku, ponieważ interesuje go hulaszcze życie bez żadnych zobowiązań.

Warto dodać, że w scenie, w której rodzina kłóci się o przyszłość młodzieńca, z obrazów przemawiają „ożywione” postacie przodków. Było to zastosowanie innowacyjnej techniki wizualnej, które dziś może wzbudzać uśmiech na twarzy, ale przecież o to realizatorom chodziło.

Zatem, rada starszych decyduje, że Niko ożeni się z baronową Kolmar. Sam wybór jest jak najbardziej  trafny, ponieważ wybranką rodziny jest sama Tola Mankiewiczówna, jednak Niko węsząc podstęp,  wyobraża sobie całkowicie inny obraz kandydatki, niż jest w rzeczywistości. Dodatkowo, na balu  maskowym poznaje i zakochuje się w pięknej nieznajomej. Postanawia, ze to właśnie jej wyzna  miłość… Układa zatem intrygę, w której pomaga mu wierny ordynans – w tej roli rewelacyjny Stanisław  Sielański. Chodzi bowiem o zamianę tych funkcji… Panowie nie wiedzą jednak, że podobnego  podstępu użyje baronowa, która zamieni się rolami ze swoją pokojówką Lucynką (Mira Zimińska).  Porucznik z kolei nie wie, że nieznajoma z balu to właśnie pani Kolmar…

Nagłe zwroty akcji, fantastyczne dialogi i ciekawa fabuła. „Manewry miłosne” to elementarz polskiego kina. Rewelacyjne role Toli Mankiewiczówny, Aleksandra Żabczyńskiego, Miry Zimińskiej, Stanisława Sielańskiego oraz niezapomniany taniec Lody Halamy i przejmujący śpiew Adama Astona. W pozostałych rolach możemy dostrzec Ludwika Sempolińskiego, Józefa Orwida i Marię Żabczyńską.

Z filmu pochodzą także utwory skomponowane przez Henryka Warsa, które stały się prawdziwymi szlagierami, zwłaszcza piękna pieśń „Powróćmy jak za dawnych lat”, która w duecie z Tolą Mankiewiczówną śpiewa Aleksander Żabczyński. Autorem słów do tego oraz pozostałych utworów jest Jerzy Jurandot.

Niedopowiedziany zostaje jedynie tytuł. Oficjalne używa się formy „Manewry miłosne”, jednak w całości dodaje się jeszcze „…czyli córka pułku”. Co ciekawe, córkę pułku gra w filmie Loda Halama – dla fabuły jej rola pozostaje mało znacząca.

Jeszcze raz musimy podkreślić tu wybitną rolę Stanisława Sielańskiego. Jeśli ktoś nie interesuje się polskim kinem przedwojennym, być może nie zdaje sobie sprawy z tego, że mieliśmy wówczas tak fantastycznego komika. Gdyby Sielański miał szansę grać role komediowe po wojnie, jego nazwisko byłoby dziś w panteonie najlepszych aktorów komediowych.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież