Rudolf Valentino - boski szejk z łatką biseksualisty.

Rodolfo Alfonso Raffaello Pierre Filibert Guglielmi di Valentina d'Antonguella – tak nazywał się naprawdę, ale do historii przeszedł jako “boski Valentino” – Rudolf Valentino. Dla nas – Polaków, zapisał się w świadomości jako miłość życia Poli Negri.

Nasza cudowna rodaczka, na pogrzebie amanta, podobno rzuciła się na trumnę w teatralnym geście, który był odebrany przez opinię publiczną jako akt zaplanowanej strategii marketingowej… Teorię niniejszą, nieco potwierdzał fakt, że już 8 miesięcy później Pola stanęła przed ołtarzem…

Ale zacznijmy od początku… Rudolf urodził się 6 maja 1896 roku w miejscowości Castellaneta we Włoszech. Jego matka była Francuzką, ojciec zaś był Włochem – zmarł, gdy syn miał 11 lat. Rudolf miał jeszcze trójkę rodzeństwa – brata i dwie siostry.

Klemens Mielczarek – od nadziei aktorskiej II RP do peerelowskiego drugiego planu.

W 1938 roku, magazyn „Kino” pod hasłem „Idą młodzi…” zapowiadało błyskotliwy rozwój kariery Klemensa Mielczarka. „Ja muszę być aktorem” – miał powiedzieć kilka lat wcześniej chłopiec, który pomimo młodego wieku przewinął się już przez ekran, w takich filmach jak: Wacuś, Książątko czy Kochaj tylko mnie…

Klemens Mielczarek urodził się 17 października 1920 roku w Lublinie. Pomimo, że wczesną edukację odbywał w liceum handlowym, na planie filmowym był już stałym bywalcem. Do jego przedwojennego dorobku scenicznego należy także zaliczyć występy w Teatrze Małym w sztuce Pani Natura. Grał u boku Adolfa Dymszy, Karoliny Lubieńskiej i Eugeniusza Bodo…

Aleksander Żabczyński - amant z orderami

Aleksander Żabczyński był organiczną definicją pojęcia „amant” – przystojny, utalentowany, uprzejmy i inteligentny. W chwili, gdy kino dźwiękowe ukazało wszystkie jego atuty, Polska została oczarowana urokiem „Żaby”. Jedynym jego rywalem w tej sferze był tylko Eugeniusz Bodo. Choć  kariera obydwu toczyła się zbieżnymi torami, tak życiorysy mieli całkowicie inne… Aleksander Żabczyński grał, śpiewał, tańczył… sztuka artystyczna była całym jego życiem. Nawet kiedy musiał stać się żołnierzem, nigdy nie przestał być  aktorem.

Eugeniusz Bodo - Pracoholik, któremu gotowała mama.

- Nie znoszę się fotografować, to dla mnie największa męka, bo ja jestem na to zbyt niecierpliwy – żalił się Eugeniusz Bodo dziennikarce „ Kina dla Wszystkich”. Było to w 1933 roku, czyli wtedy gdy aktor święcił swe największe sukcesy. Z dziesięciu polskich filmów, wysłanych do Niemiec, przyjęte zostały tylko dwa i są one mojej produkcji: „Jego ekscelencja subiekt” i „Głos pustyni”!

Rzeczywiście, Bodo miał powody do dumy. Jego pracoholizm i profesjonalizm owocował niemałymi osiągnięciami. A inspiracje czerpał od zachodnich gwiazd. Na pytanie o ulubionych artystów, odpowiadał: Sylvia Sidney, Lionel Barrymore i mały bohater „Czempa” – Jackie Cooper.