Adolf Dymsza - Jego życiem była publiczność...

Uwielbiany, szanowany, kochany, podziwiany … Jego życie to zbiór anegdot i żartów, które uwielbiał robić koleżankom i kolegom. Praktycznie każda wzmianka o nim jest podparta anegdotą. Śmiał się zawsze, ze wszystkich i ze wszystkiego. Nawet w najbardziej ponurych sytuacjach zdobywał się na żart.

Urodził się 7 kwietnia 1900 roku w Warszawie jako Adolf Bagiński. Uczył się w II gimnazjum, a potem w Szkole Handlowej Wawelberga i Rotwanda w Warszawie. W 1915 roku wstąpił do Straży Obywatelskiej i został przydzielony do „sądu II na Podwalu”. Po jej rozwiązaniu pracował przy łupaniu węgla na Kamionku.

Od wczesnych lat grał w kółkach teatralnych, a od 1918 roku zaczął występować w teatrach warszawskich. Debiutował w Teatrze im. Staszica i grał tam niewielkie rólki.  Potem szukał szczęścia w teatrzykach w Mińsku Litewskim i Grodnie. W 1919 roku został zaangażowany do teatrzyku rewiowego Miraż. Z czasem zyskał opinię świetnego parodysty i coraz częściej dostawał własne skecze. W czasach swoich największych sukcesów grał m.in. w Qui Pro Quo, Bandzie, Feminie, Reksie, Cyganerii, Cyruliku Warszawskim i Teatrze Letnim.

Pseudonim „Dymsza” prawdopodobnie został wymyślony przez siostrę aktora Zuzannę. On sam wymyślił sobie pseudonim artystyczny „Scipio del Scampio”. Zapisał go na kartce, ale gdy zadzwonił niespodziewanie ktoś z teatru z prośbą o podanie pseudonimu potrzebnego na afisz przedstawienia, kartka gdzieś mu się zapodziała, a stojąca obok siostra podpowiedziała na poczekaniu „Dymsza”.

Dodek kochał grać. Grał na scenie, w filmie i w życiu prywatnym. To był sens jego egzystencji. Możemy się zastanawiać czy postąpił dobrze, czy źle, grając w jawnych teatrzykach podczas okupacji. Ale musimy zrozumieć, że Dodek nie rozróżniał życia prywatnego i sceny… To scena była jego życiem, a życie jedynie snem, czasami koszmarnym…

Tak jak większość aktorów, Dymsza chętnie udzielał się w reklamie. W 1929 roku pojawił się na reklamie zakładu krawieckiego M. Sznajdera z ul. Marszałkowskiej w Warszawie. W 1933 roku reklamował sklep sportowy Komispol-Sport z Warszawy. W 1939 roku zachwalał puder Sudoryn i płyn Sudor Ap. Kowalskiego, które „usuwają pot i niemiłą woń ciała. Oto środek, który zapewni Wam świeżość, rześkość i powodzenie” („Nasz Przegląd”, 1939).

Choć w filmie Sportowiec mimo woli jest fryzjerem Czwartkiem, który ze sportem nie miał nigdy do czynienia, to w prywatnym życiu Dymsza świetnie jeździł na nartach i łyżwach. Przez pewien czas utrzymywał się z dawania lekcji tańca.

Dymsza z zamiłowania był fotografikiem. W „Wiadomościach Literackich” z 1933 roku pojawiła się fotografia sznaucera miniaturowego Jonny’ego (Dżońcia), który należał do Juliana i Stefanii Tuwimów. A czasopismo „Teatr i Życie Wytworne” z 1932 roku opublikowało zdjęcie Konrada Toma świetnie ucharakteryzowanego na Gandhiego z jednego ze spektakli w Qui Pro Quo.  Fotografował również przyjaciół z teatru. W „Ilustracji Polskiej” z 1937 roku artykuł Czego życzą sobie „gwiazdy” na Gwiazdkę? zawierał zdjęcie Miry Zimińskiej, którego autorem był właśnie Dymsza. On sam życzył sobie „nowy zapas optymizmu”, „abyśmy w roku 1938 produkowali filmy dla Ameryki i otrzymali amerykańskie gaże”.

W marcu 1931 roku zmarła, urodzona zaledwie kilka dni wcześniej, córeczka Adolfa Dymszy. Ze względu na to, że w programie QPQ kreował aż cztery role i stanowił filar rewii, zmuszony był wystąpić także tego wieczoru przed warszawską publicznością w komediowym repertuarze.

Brał również udział w zbieraniu pieniędzy na budowę Domu Aktora w Skolimowie w 1925 roku. Artyści urządzili „Cyrk artystyczny”, poprzebierali się za klaunów i cyrkowców, występując ze zwierzętami.

Pierwszą rolą Dymszy była postać Wojtusia Grzędy w filmie Miłość przez ogień i krew. Aktor miał rozbawić na poligonie dwustu żołnierzy, ale nic nie przynosiło efektu, więc – wykorzystując to, że film był niemy – Dymsza zaczął przeklinać bez umiaru, co poskutkowało natychmiast. Żołnierze wybuchnęli śmiechem, a  scenę uwieczniono. Prasa donosiła: „Bez szumnych reklam i zapowiedzi nowy film polski przez ogień i krew wkradł się wprost do serc widzów i wzruszył do głębi” („Sztuka i Film”, 1924). Niestety, traf chciał, że na premierę filmu przyszła grupa uczniów ze szkoły głuchoniemych... Dymsza po latach tak to wspominał: „I oto nagle wszyscy głuchoniemi zaczęli ryczeć ze śmiechu. Okazało się, że z ruchu ust odczytali moje «przemówienie». Ich wychowawca po projekcji filmu z wielkim oburzeniem powiedział – «Nie do wiary, w ustach pana Dymszy takie słowa!»”.

Nie odnosił się do swoich ról filmowych i filmów, w których grał, z sympatią. W wywiadzie przeprowadzonym przez Irenę Tomską przyznał: „Stosunek do filmu mam taki, że najchętniej nie nakręciłbym nic. Dziwię się ludziom, którzy chodzą na moje filmy. (…) Bzdury, nie filmy. Jakieś pomieszanie elementów i tematów mające zadowolić wszelkie rodzaje widzów, a nie zadowalające w rezultacie nikogo”. W tym samym wywiadzie mówił o swoich planach: „Zabrałem się do opracowania swoich pamiętników z dziesięcioletniego okresu pracy w rewii” („Srebrny Ekran”, 1938). Po wojnie Adolf Dymsza w 1957 roku podpisał umowę z Państwowym Wydawnictwem Iskry na wydanie swoich pamiętników. Niestety, nie złożył maszynopisu, oddał zaliczkę i umowa została rozwiązana.

Ale w 1934 roku jeszcze z optymizmem podchodził do swoich projektów filmowych. Miał zamiar stanąć za kamerą i zekranizować któryś ze scenariuszy Mariana Hemara lub Konrada Toma. Nigdy nie zrealizował tego pomysłu.

W październiku 1930 roku Adolf Dymsza spowodował niegroźny wypadek samochodowy, ale jego zachowanie pozostawia wiele do życzenia…  „Głos Poranny” informował, że wydawca czasopisma „Teatr i Życie Wytworne” urządził u siebie w mieszkaniu, na Saskiej Kępie, przyjęcie dla kilkunastu osób ze świata artystycznego. Około godziny 5 rano Jerzy Bukowski postanowił wrócić do domu, a z nim zabrali się Adolf i Zofia Dymszowie. Gospodarz zaoferował swój samochód z szoferem, ale Dymsza postanowił sam poprowadzić auto i przesadził szofera na miejsce pasażera. Jechał z dużą szybkością i w odległości około pół kilometra od mostu Poniatowskiego, na wiadukcie od strony praskiej, uderzył z impetem w barierkę. Samochód uległ zniszczeniu.  Bukowski odniósł lekkie obrażenia głowy. Niemniej, uczestnicy wypadku wpadli w panikę, szofer uciekł, a Dymszowie, zostawiając zalanego krwią kolegę, zatrzymali przypadkową taksówkę i odjechali. Po chwili, wracając z tej samej imprezy, nadjechali Aleksander Żabczyński i Zula Pogorzelska, którzy udzielili pomocy rannemu Bukowskiemu. Obmyli go i otrzeźwili posiadaną wódką, a następnie odwieźli go na Pogotowie Ratunkowe.

Siedem lat później od powyższej anegdoty wybuchła II wojna światowa… Adolf Dymsza brał udział w kopaniu rowów przeciwlotniczych, co zostało uwiecznione na zdjęciu. A w pierwszych dniach wojny Dymsza, zwany Karabinem Maszynowym, wraz z kolegami aktorami obsługiwał stoliki w Kawiarni Artystów Filmowych przy ulicy Złotej 7. Jak zwykle tryskał humorem i opowiadał anegdoty. Niedługo potem zaczął grać w teatrzykach jawnych.

Niektóre teatry były przykrywką dla działalności konspiracyjnej, np. Komedia, w której również grał Dymsza, gdzie swoją siedzibę miał Związek Walki Zbrojnej, a później AK. Teatry jawne pod koniec wojny zaczęły też grywać ambitniejszy repertuar, tak jak Teatr Rozmaitości Jar, który w maju 1944 roku wystawił – wprawdzie ocenzurowanych – Krakowiaków i Górali.

Dodek był rozpoznawalny przez Niemców na ulicach Warszawy. Nie mógł się odwrócić plecami i odejść od żołnierzy, którzy go zaczepiali w różnych sytuacjach. Stał się niewolnikiem sławy wybitnego aktora, która sięgnęła daleko poza granice Polski (chwalono go w prasie m.in. francuskiej i włoskiej, grał w teatrze w 1928 roku w Paryżu, a w 1933 roku w Pradze). Stefania Grodzieńska, podobnie jak wielu innych przedstawicieli świata artystycznego, broniła jego postępowania, mówiła: „On nie współpracował, on miewał kontakty” (Dymsza i dymszolodzy, 2005).