Maria Zofia Żabczyńska - żona swojego męża.

Najczęściej mówi się o niej jako o żonie Aleksandra Żabczyńskiego, pomijając często fakt, iż była naprawdę utalentowaną aktorką, której kino, zarówno przed- jak i powojenne, nie doceniło w sposób w jaki sobie na to zasłużyła. Nigdy nie zagrała w filmie pierwszoplanowej roli, zawsze były to epizody, nawet u boku męża. Spełniała się za to na deskach teatralnych. W pamięci tych, którzy ją znali pozostała ciepłą i sympatyczną Maryną.

                Maria urodziła się 14 września 1903 roku w Jędrzejewie oddalonym ok. 20 km od Sosnowca, w którym spędziła dzieciństwo. Jej ojciec Józef Antoni Zielenkiewicz był zawiadowcą stacji aktywnie angażującym się w sprawy społeczno-polityczne swojego regionu z ramienia PPS. Zmarł jednak niedługo po narodzinach córki, bo w 1908 roku, wobec czego Maria nie pamiętała go zbyt dobrze. Matka zaś – Marta Józefa z Niedostatkiewiczów, była nauczycielką. Zmarła w 1947 roku.

Rodzina Zielenkiewiczów nie była zamożna. Pomimo tego, w 1919 roku, młodą Marię rodzice wysłali do Moskwy, aby kształciła się w swej artystycznej pasji, w Studiu Dramatycznym Proletariatu oraz w Studiu Teatru Kameralnego. Maria nigdy nie angażowała się w sprawy polityczne. Po ukończeniu nauki, od razu przeniosła się do Warszawy, gdzie w dalszym ciągu doskonaliła warsztat aktorski w Instytucie Reduty. Los sprawił, iż poznała tam także swojego przyszłego męża Aleksandra Żabczyńskiego.

28 czerwca 1923 roku, Aleksander i Maryna pobrali się i od tamtej pory aktorka używała już nazwiska Żabczyńska.  Akt małżeństwa z 2 lipca 1923 roku głosi:

„Działo się w Warszawie kancelarii parafii Wszystkich Świętych dnia drugiego lipca tysiąc dziewięćset dwudziestego trzeciego roku o godzinie piątej po południu. Świadectwo czynimy, iż w obecności świadków Anny Niedostatkiewicz i Ludwika Leńczewskiego, urzędników, pełnoletnich, zamieszkałych w Warszawie, zawarty został w dniu dwudziestym ósmym czerwca roku bieżącego, o godzinie piątej po południu związek religijno-małżeński, w kościele tutejszym pomiędzy Aleksandrem Bożydarem Żabczyńskim, kawalerem, przy rodzicach, lat dwadzieścia dwa mającym, urodzonym w Warszawie w parafii Świętego Aleksandra, synem Aleksandra Daniela Eugeniusza i Zofii Florentyny z Ostrowskich, małżonków Żabczyńskich, zamieszkałych w Warszawie przy ulicy Sienkiewicza pod numerem sześć tysięcy trzysta sześćdziesiątym trzecim w parafii Świętego Krzyża a Marią Zofią Zielenkiewicz, panną, artystką, lat dziewiętnaście mającą, urodzoną w Jędrzejewie, córką Józefa Antoniego i Marty Józefy z Niedostatkiewiczów, małżonków Zielenkiewicz zamieszkałych w Warszawie przy ulicy Aleja Ujazdowska pod numerem sześć tysięcy sześćset sześćdziesiątym dziewiątym w parafii Świętego Aleksandra. Małżeństwo to poprzedziły trzy zapowiedzi, ogłoszone w parafii Świętego Krzyża i Świętego Aleksandra w dniach: dziesiątym, siedemnastym i dwudziestym czwartym czerwca, roku bieżącego. Nowozaślubieni oświadczyli, iż umowy przedślubnej między sobą nie zawarli. Ciotka młodej, obecna przy akcie dała ustne zezwolenie na zawarcie związku małżeńskiego. Obrząd religijny małżeństwa wypełnionym został przez księdza Stanisława Stefańskiego, wikariusza tutejszego. Akt ten nowozaślubionym i świadkom przeczytany, przez nich i nas podpisanym został.”

 

W pamięci znajomych i środowiska aktorskiego Żabczyńscy pozostali jako niezwykle sympatyczne małżeństwo. Przyjęcia, w których uczestniczyli stawały się nieprzerwaną zabawą i nieustającym śmiechem. Łączyła ich nie tylko miłość, ale i ogromna przyjaźń. Potrafili uzupełniać się w swych pasjach i zainteresowaniach, angażując w niebywały sposób wszystkich biesiadników. Aleksander przy każdej okazji wspominał, że swojej żonie zawdzięcza bardzo wiele jako aktor.

Maria, wychowanka znamienitych teatrów Stanisławskiego i Meyerholda, początkowo kierowała mężem w jego zawodowych decyzjach, później już, gdy jego popularność była większa – to on uzależniał swoje uczestnictwo w poszczególnych przedstawieniach od jednoczesnego angażu weń swojej żony.

Związek ten stanowił przypieczętowanie ogromnego szacunku, jakim Aleksander darzył osobę, której przysiągł miłość do kresu swych dni. Jednak jedynie tej obietnicy aktor dotrzymał. Nie najlepiej było u amanta z wiernością, o czym zresztą Maryna bardzo dobrze wiedziała.

Aleksander skutecznie opierał się urokowi zakochanych w nim podlotków. Osobista klasa i zachowanie dobrego tonu, nie pozwoliło mu na uległość wobec takich aktów ogromnej przecież sympatii. Także Maria znosiła to cierpliwie. Bardzo ufała mężowi, choć zapewne sama miała przeczucie, iż w pewnym momencie Aleksander spotka na swojej drodze kobietę, obok której nie będzie umiał przejść obojętnie. Jej przeczucia okazały się zasadne, wymieniając tu choćby głośny romans jej męża z niezwykle uzdolnioną tancerką i aktorką Lodą Halamą.

Małżeństwo Marii i Aleksandra przetrwało jeszcze wiele najtrudniejszych prób, włączając w to wieloletnią rozłąkę wojenną. Maria zarówno odprowadzała błogosławieństwem swojego męża na wojenną tułaczkę jak i czekała na niego w porcie, do którego zawinął okręt z powojennymi repatriantami w 1946 roku.

Do owych ciężkich prób dla ich małżeństwa, należała także utrata dziecka. Podczas kiedy, zmobilizowany Aleksander, wyruszył po kampanii wrześniowej na wojnę, 19 grudnia 1939 roku Maria Żabczyńska rodzi córeczkę Marysię. Nie wiadomo czy decyzja małżonków o potomstwie była świadoma. Wszak Aleksander miał już 39 lat, a Maryna była od niego niewiele młodsza, bo zaledwie o 3 lata.

Martwourodzona dziewczynka w grudniu 1939 roku, została pochowana na warszawskich Powązkach Wojskowych w dniu 21 grudnia 1939 roku, wraz ze swym dziadkiem Aleksandrem Danielem oraz ciotką Aliną.

Ciało córki Aleksandra Żabczyńskiego zostało złożone w mogile ponownie wykorzystanej w latach siedemdziesiątych XX wieku, wobec czego nie ma już po niej śladu pośród alei cmentarnych.

Aleksander do kraju powrócił dopiero 7 lat później. Być może o śmierci córki dowiedział się dopiero po powrocie…

W okresie rozłąki oboje tęsknili za sobą bardzo.

Kochana moja – pisał  Żabczyński 20 listopada 1946 roku w liście do żony – czekałem na parę słów od Ciebie z niecierpliwością, bo oprócz depesz nic jeszcze pisanego na tym gruncie nie miałem. Jestem już we właściwym obozie repatriacyjnym w Szkocji, koło Edynburga. Załadowanie mojej grupy na okręt jest naznaczone na 29-go tego miesiąca. Sześć lat tęsknoty za Ojczyzną i za najbliższymi, to bardzo dużo. Jeśli Bóg da, to może zdążę na Twoje imieniny.

Po powrocie Aleksandra do Polski, Maryna opiekowała się mężem.

Maria była świętą osobą – wspomina Ignacy Gogolewski – Każda „Pani Maria”, która jest u boku i opiekuje się osobą nieprzeciętną, niezależnie w jakiej dziedzinie twórczości to dotyczy… Są one zwykle niepoprawne, egoistyczne, komplikujące otoczenie. Pani Maria zawsze dbała o to, aby Aleksander nie miał przy sobie więcej niż 20 złotych i pilnowała, aby zawsze miał to, co mężczyzna powinien mieć przygotowane. A on sam też był niezwykle uprzejmy wobec niej, niemalże nosił ją na rękach. Była fizycznie bardzo drobną osobą. Skromną, cichą, nie rzucającą się w oczy.  Szanował ją bardzo!

Żabczyńska głęboko przeżyła śmierć męża w 1958 roku. Była jednak bardzo odważną i zaradną kobietą, która optymizmem i dobrocią obdarzała każdego w swoim otoczeniu. Wszyscy starali się ją wspierać, a gdy pytano o Aleksandra, zawsze wyrażała się o nim ciepło i serdecznie – w ten sposób mówiła też o jego słabościach, przez które sama przecież często cierpiała. To był niezwykle przystojny mężczyzna, więc nie dziwne, że kobiety za nim szalały – przyznała po latach w wywiadzie dla Polskiego Radia.

W zawodzie, do końca już pozostała aktorką drugo – i trzecioplanową. Przez ponad 20 lat użyczała głosu w powieści radiowej „W Jezioranach„, gdzie wcieliła się w postać Anieli Jabłońskiej. Przyczyniła się też do powstania Teatru Polskiego Radia dla Dzieci.

Zagrała łącznie w dziewiętn