Ina Benita – kaukaska księżniczka

Urocza, subtelna, zalotna, śliczna – najpiękniejsza spośród aktorek polskiego świata filmu i rewii. Nikt z nas dzisiaj nie zaprzeczy chyba, zjawiskowej wręcz, urody Inie Benicie. Blond-wamp, który narodził się dekadę przed światową ikoną takiego właśnie ideału kobiety – Marlin Monroe. Delikatna na ekranie, inteligentna, wesoła i zarazem kusząca, tajemnicza... Uroda była jej ogromnym atutem, ale i poniekąd przekleństwem, gdyż poza nią niewiele osób dostrzegało intelektualny potencjał ślicznej blondynki, która była jednocześnie bardzo przedsiębiorcza i kreatywna. 

W rozkwicie swojej kariery aktorskiej pisała scenariusze filmowe, chciała zostać producentką. Zarówno w latach poprzedzających wojnę jak i już w czasie jej trwania, traktowano ją jak głupiutką blondynkę, której można zawrócić w głowie poprzez banalne zaloty – ona nigdy nie uciekała od takiego wizerunku, gdyż wiedziała, że można poprzez to wiele załatwić. Miała zresztą rację…

Jej fizjonomia była „wejściówką” do mistycznego świata filmu. Wówczas kinematografia polska była jeszcze w powijakach i poszukiwano artystów charakterystycznych.

Ina Benita zdawała sobie sprawę z potęgi działania swej tlenionej czupryny, której uroku dodawała bajecznie ucharakteryzowana twarz z naturalnie zielonymi, dużymi oczami. Miała urodę młodziutkiej, zalotnej, rozbisurmanionej dziewczynki. Była jednak także bez najbardziej wymyślnej charakteryzacji, naturalnie piękna, kusiła, prowokowała, wyzwalała w mężczyznach poczucie opiekuńczości, po czym wykorzystywała to często łamiąc im serca, bo większość traciła dla Iny głowę. Tak zjawiskowa kobieta mogła przebierać w adoratorach i z reguły osiągała to czego chciała.

            Jest rok 1912. Miasto Tyflis (obecnie Tbilisi) na Kaukazie. Na świat przychodzi prześliczna dziewczynka o dużych, zielonych oczach. To Janina Ferow-Bułhak, choć jej mama od początku woła na nią Ina. Matka Iny – Helena z Orańskich, która pozostając przy mężu bez przysposobionego zawodu, wyróżniała się niezwykłym talentem muzycznym (fortepian) i wokalnym, od narodzin córki widziała w niej przyszłą artystkę.

Ojciec – Mikołaj Bułhak był wyższym urzędnikiem w magistracie. Rodzice od razu uważali swoją córkę za panienkę z dobrego domu, za księżniczkę. Mała Janinka miała czynić w swoim dorosłym życiu rzeczy wielkie i ważne.

Śliczna szatynka o szmaragdowych oczach, musiała mieć porządne wychowanie, którego warszawskie placówki (według pana Bułhakowa), wówczas nie oferowały. Ośmioletnia wtedy Janinka, w roku 1920, zostaje wysłana zatem do Paryża pod opiekę zakonnic katolickiej szkoły Sacre Coeur. Po kilku latach wraca jako nadal niebywale atrakcyjny podlotek do Warszawy i rozpoczyna przygodę swojego życia.

Oczarowana pierwszymi przejawami zainteresowania chłopców, chce się rozwijać artystycznie – według powołania, które właśnie odczuwa. Słusznie dostrzega w sobie ogromne możliwości aktorskie. Kursy Wokalno-Dramatyczne Hryniewickiej, później już profesjonalnie kabaret Qui Pro Quo i droga ku prawdziwej karierze. Wtedy także Janina Bułhak przyjęła sceniczny pseudonim Ina Benita. Jako, że Ina to po prostu skrót od imienia, tak etymologia samego nazwiska nie jest bliżej znana, choć krąży kilka wersji jej powstania. Na przykład taka, że Rentgen, trochę sfeminizował personalia ówczesnego przywódcy Włoch Benito Mussoliniego, uznając, że Ina może w ten sposób mieć ułatwioną drogę kariery w Europie. Były to początki faszyzmu, wobec czego zyskujący błyskawiczną popularność nacjonalistyczny reżim nie wydawał się nikomu szczególnie krzywdzący.

Istnieje także druga wersja. Mianowicie, Ina jako miłośniczka wyszukanych trunków przyjęła swój pseudonim od latynoamerykańskiego koktajlu opartego na rumie i nektarze bananowym.

Która wersja jest prawdziwa, pozostaje nieustalone - tym bardziej, iż autorstwo pseudonimu artystycznego Iny przypisuje się także Jerzemu Tesławskiemu – pierwszemu mężowi aktorki, któremu bardzo zależało na jej wypromowaniu. W owych czasach przybieranie egzotycznie brzmiących nazwisk nie kojarzyło się z czymś kiczowatym, jak dzisiaj. Przykłady, oprócz Iny, można mnożyć: Eugeniusz Bodo, Witold Conti, Alma Karr, Igo Sym…

Wracając do Iny… po ustaleniu nowych personaliów, najważniejsze aspekty materiału na przyszłą gwiazdę były już gotowe, czyli obiecujący talent oraz dobry pseudonim artystyczny. W niektórych współczesnych artykułach czytamy, iż cała Warszawa końca lat dwudziestych szalała za Benitą. Nie jest to prawda. Aktorka miała wówczas przed sobą jeszcze długą drogę do sukcesu. Ciekawostką jest także fakt, iż w pierwszych latach swojej kariery, Ina nie tleniła włosów, nie miała też szczęścia do dobrych propozycji. Jej debiut sceniczny jako girlsa w „Nowym Ananasie” na Chmielnej w Warszawie pozostał niezauważony, choć w tym przypadku to może i lepiej kiedy wśród krytycznych recenzji prasowych nie wymienia się nazwiska aktora. Benita nie wykazała się niczym szczególnym, aby wyłonić się z szeregu roztańczonych dziewcząt.

Jeszcze na początku lat trzydziestych, bo w 1931 roku, zostaje żoną Jerzego Tesławskiego (znany też jako Jerzy Dal-Altan). Jerzy jest jej kochankiem, a zarazem mentorem. Kobieta składa mu w ofierze swoje życie, karierę i przyszłość – on natomiast jest w niej bezgranicznie zakochany, opiekuje się nią i wspiera z całych sił. Miłość jak z bajki...

Jerzy czyni ponadludzkie starania, aby wypromować swoją gwiazdę i przedstawić ogółowi jej talent. Dzieje się to często kosztem jego kariery. Niestety świat w dalszym ciągu nie wpada w zachwyt nad Iną, choć jej samej pierwsze niepowodzenia nie zniechęciły. Zdecydowanie parła do przodu. Wiedziała czego chce od życia i była przekonana, że musi to osiągnąć. Tym bardziej, jeśli Jerzy obiecał jej karierę – nie mogło stać się inaczej.

Wreszcie się udaje. Aktorka została zauważona. Nazwisko Benita ukazuje się już na plakatach filmowych, co wznieca popularność aktorki. Był rok 1931 i większość polskich gwiazd scen dramatycznych i nadscenek próbowała już swoich sił w filmie niemym. Ona także, choć publicyści zamiast skupić się na jej kunszcie aktorskim, opisywali urodę młodej artystki. Być może w tym momencie zmiana koloru włosów stała się punktem zwrotnym.

Pisano o niej, iż gra aktorska, którą prezentowała na ekranie jest dość infantylna, lecz poprawna… Jednak uroda! Rzadka, urzekająca, ponadczasowa.

Jej twarz zaczęła być rozpoznawana także w środowisku, wskutek czego doczekała się angażu w Qui Pro Quo czy Morskim Oku, a to już było coś! Występowali tam najlepsi.

W zasadzie drzwi do kariery i do ogromnej sławy stały już przed Iną otworem. Dodatkowo role filmowe u boku największych gwiazd ówczesnego polskiego kina dźwiękowego: Aleksandra Żabczyńskiego, Franciszka Brodniewicza, Antoniego Fertnera, Adolfa Dymszy, Jadwigi Smosarskiej czy Mieczysławy Ćwiklińskiej, stawiały Inę w czołówce największych gwiazd rodzimego rynku kinematograficznego. Taki sukces nie był pisany każdemu.

            W czasie rozkwitu kariery Iny przychodzą nowe inspiracje. Chce ona być producentem filmów według własnych scenariuszy. Pracuje ponad swoje siły, ale wierzy, że ma szanse odnieść sukces na wielu płaszczyznach, jakie rozściela wokół siebie X Muza – bóstwo w Polsce stosunkowo nowe, nie odkryte, do końca nie poznane... Jej aspiracjom wtóruje fakt, iż już w 1933 roku Ina jest prawdziwą gwiazdą polskiego kina.

Wobec rozkwitu kariery mąż Jerzy zostaje odsunięty na dalszy plan. Ina bardzo dystansuje się od życia rodzinnego pokładając całą swoją energię w rozwój kariery zawodowej. W kuluarach plotkowano ponadto o jej licznych, przelotnych romansach m.in. z kolegą z planu filmowego Igo Symem, a znajomość ta zaprocentuje kobiecie podczas okupacji.

Po pewnym czasie dochodzi do rozpadu małżeństwa Benity i Tesławskiego, który to fakt zostaje zwieńczony orzeczeniem rozwodowym. Benita, pomimo iż porzuciła męża, bardzo przeżywała to, że nie umiała uratować swojego związku. Sam Jerzy nawet dedykuje jej w 1934 roku film Hanka pod alternatywnym tytułem Oczy czarne, którego jest scenarzystą oraz reżyserem pod pseudonimem artystycznym. Sam też gra rolę kochliwego Króla Cyganów, pod nazwiskiem Jerzy Nieznany. Film jednak nie zachował się do czasów współczesnych.

Za to Ina jest już wtedy w swym aktorskim żywiole. W tym samym roku ukazuje się już trzeci film z jej udziałem pt. Przybłęda. Zachwyceni całą produkcją są zarówno recenzenci jak i widzowie. Film święci kasowe triumfy w całym kraju.

Z charakterystyki „Kuriera Porannego”, w wydaniu z 1934 roku, można wywnioskować, iż ‘kaukaska księżniczka’ kocha konie i psy. Ma białego owczarka kaukaskiego imieniem Misio. Piękność ma zielone oczy, duże, cudne, pełne wyrazu i lepiej czuje się z jasnymi włosami. Bo platynowy blond jest fotogeniczny. W jej twarzy wszystko się śmieje, a przede wszystkim białe, lśniące zęby. Ataman huculski oświadczył się kaukaskiej księżniczce, ale go odrzuciła, bo nie wierzy mężczyznom. Gwiazda pali długie, cienkie papierosy. Usta ma dojrzałe i nerwowe. Ma ona w sobie coś egzotycznego i dzikiego. Wykwint jej ruchów, jej chodu, można porównać tylko z naturalnym wykwintem młodej pantery, rozkosznie leniwej, okrutnej i niepokojącej. Gra tak, jak oddycha, jak mówi, jak się uśmiecha, z niepokonanym wdziękiem.

Magazyn „Kino” pisał zaś w 1935 roku, zamieszczając zdjęcie Iny na swej okładce: Ta Polka, rodem z Kaukazu ma w sobie coś egzotycznego i coś dzikiego, a w jej podłużnych oczach lśnią niekiedy fosforyzujące błyski.

            Dużo w życie Iny wnosi znajomość ze Stanisławem Lipińskim, jaka rozpoczęła się w roku 1937. Lipiński był wówczas operatorem filmowym, a miłość obojga wybuchła na planie filmu, przy którym pracowali. Wewnętrzne rozterki zostały jednak szybko zagłuszone przez oświadczyny nowego partnera. Aktorka – już dobrze znana i niezwykle popularna, zostaje żoną Lipińskiego w 1938 roku. Dość szybko... Oczywiście kroniki towarzyskie nie przeoczyły tego faktu. Tym bardziej, iż Stanisław niebywale rozpieszczał żonę. Sensacją, jak na owe czasy, okazał się ekstrawagancki zakup luksusowej skody kabriolet w kolorze zielonym – barwa samochodu miała być identyczna jak kolor oczu Iny.

Przyszły mąż okazał się, poza zainwestowanym uczuciem, wart tego co Benita widziała w owej relacji. Od czasu zawarcia drugiego związku małżeńskiego, aktorka żyła w takim luksusie, o jakim od dawna marzyła. Para zamieszkała na warszawskim Mokotowie, przy ulicy Narbutta. U ich stóp znalazł się cały świat. Ina przebierała już wtedy w rolach i wystąpiła w niemal wszystkich najsłynniejszych filmach okresu przedwojennego, zrealizowanych bezpośrednio tuż przed agresją nazistowskich Niemiec na Polskę.

Sielanka jednak nie trwała długo. Ina w dalszym ciągu potrzebowała nowych doznań, a Stanisław nie potrafił ich jej zapewnić. Wobec tego, w czerwcu 1939 roku, aktorka opuszcza męża i wyprowadza się z ich wspólnego mieszkania. Rozwodu jednak na razie się nie domaga.

Krystyna Marynowska wspominała, że kiedy przed samą wojną zaczęła kręcić filmy, wtedy właśnie poznała Stanisława Lipińskiego: Był operatorem w wytwórni filmowej „Kohorta”. Iny jeszcze wtedy nie znałam. Ale wiem, że już wtedy porzuciła ona Stasia. Był sam i bardzo cierpiał z powodu rozstania. Czasami odwoził mnie swoim samochodem do domu i żalił się na Inę. On był w niej szaleńczo zakochany. A ona po prostu zaprószyła sobie głowę kimś innym. Ina była może trochę lekkomyślna w sprawach osobistych.

            W środowisku artystycznym, Benita uchodziła za niezwykle uczynną, miłą i inteligentną osobę. Ponoć zawsze służyła pomocą, nawet jeśli takowa przerastała jej możliwości. Aktorka miała dużą wiarę w ludzi. Nigdy się nie wywyższała, nawet wobec osób, które dopiero zaczynały swoją przygodę ze sceną bądź ekranem.

            1 września 1939 roku, Warszawa została zbombardowana przez niemieckie samoloty. O tym, że wojna wisi w powietrzu, wiedzieli już wszyscy. Kilka dni wcześniej ogłoszono ogólną mobilizację wojskową, gromadzono zapasy żywności, a w stolicy utworzono punkty obrony jak np. rowy czy małe schrony.

Po pierwszych nalotach, wszystko było już jasne. Stanisław Lipiński wciąż myślał tylko o żonie. Bał się o nią, tym bardziej, iż od 1 maja tego roku, występowała ona w słynnym spektaklu Orzeł czy Rzeszka prezentowanym w teatrzyku „Ali Baba”, w którym bezwzględnie wyśmiewano Hitlera.

Od razu po zajęciu Warszawy, gestapo skupiło się na członkach obsady tego przedstawienia. Ludwik Sempoliński, jeden z głównych artystów spektaklu, ukrywał się do końca wojny w słusznej obawie przed represjami.

Ina Benita wierzyła, że jest bezpieczna, choć już w pierwszych dniach wojny udała się do Lwowa, rodzinnego miasta swojego męża. Żyli z oszczędności.

Podczas pobytu na Zamojszczyźnie Ina dowiedziała się o agresji Armii Czerwonej na wschodnie tereny Polski. Pamiętała z dzieciństwa okrucieństwo bolszewików i tym bardziej była przerażona. Zdecydowała się na powrót pod okupację niemiecką jako mniejsze zło.

Wtedy to rozstała się z Lipińskim, który trafił do sowieckich łagrów. Jemu udało się przeżyć wojnę. Zwolniony z niewoli sowieckiej na zasadach porozumienia Sikorski-Majski, dołączył do armii gen. Andersa, z którą przeszedł szlak bojowy. Ostatecznie osiadł na stałe za Atlantykiem.

Ina, wróciwszy już do Warszawy pozostała bez pracy. Sprzedawała otrzymane przed wojną prezenty od swych adoratorów, a że większość była dość kosztowna (biżuteria, futra), aktorka nadal wiodła dostatnie życie. Pomimo trudnych dni, nie umiała zrezygnować z luksusów, ale tylko w kwestii spełniania swoich bieżących potrzeb. Mieszkała wtedy dość skromnie, w małym, wynajmowanym mieszkaniu przy ulicy Zielnej w Warszawie. Często, kiedy już nadchodziła godzina policyjna, służyła noclegiem dla swoich przyjaciół.

W czasach okupacji, bardzo często odwiedzał ją także kolega z filmowego planu – Igo Sym, kiedyś amant filmowy, do którego wzdychała niejedna Polka, a który już na początku okupacji założył na ramię hitlerowską opaskę i często denuncjował nielubianych przez siebie kolegów ze środowiska.

O Benicie myślał jednak na tyle serdecznie, że nawet starał się ją przekonać do obrazu Polski pod panowaniem Hitlera, a niemiecki porządek miał być zbawienną wizją dla wszystkich mieszkańców Warszawy. Dla niej samej natomiast przewidział funkcję odnowicielki polskiego teatru.

Ta znajomość sprowadziła na Inę niechęć polskiego środowiska artystycznego, które bojkotowało jawne teatry i kina w myśl jednej z zasad kodeksu „podziemnego państwa”. W prasie konspiracyjnej zakaz chodzenia do kin pojawił się już w 1940 roku.

22 maja 1940 roku otwarto teatr „Komedia”, na którego funkcjonowanie koncesję wywalczył u Niemców Sym. Oczywiście Ina otrzymała z miejsca znaczącą rolę w premierowym spektaklu pt. Gdzie diabeł nie może w reżyserii Romana Niewiarowicza. Owacje na stojąco przy odsłoniętej kurtynie spotęgowały w aktorce poczucie prawdziwości twierdzeń Igo Syma. Sama jednak nie zdawała sobie sprawy z faktu, iż za kulisami działa już jedna z grup kontrwywiadu Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej pod dowództwem Niewiarowicza, która przygotowuje plan likwidacji kolaboranta Syma.

            Nazwisko Benity pojawia się na kolejnych plakatach promocyjnych teatru. Artystka była wtedy niekwestionowaną ozdobą każdego przedstawienia. Ponadto aktorka śpiewa i tańczy w teatrzykach rewiowych „Miniatury” i „Niebieski Motyl”…

Jako wielka gwiazda tychże scen, Ina często uczestniczy w bankietach i rautach popremierowych. Pomimo tragizmu szalejącej wojny, aktorka chce zachować poczucie zawodowej stabilizacji. Nadzieja na rychły powrót do minionych czasów wielkiej sławy jest u niej bardzo silna.

Także twórcy wydarzeń scenicznych chcą widzieć Benitę w swoich przedstawieniach, nie wykluczając jej z życia kulturowego. A środowisko artystyczne było wówczas dość niepewne. Oto dyrektor „Komedii” Artur Horwath, prywatnie związany z Hanną Libicką – aktorką żydowskiego pochodzenia – prowadzi dom otwarty dla Niemców, jednocześnie pisząc do gestapo donosy.

Jeden taki popremierowy wieczór zaważył na dalszych losach Iny. Wówczas to poznała przystojnego oficera Wehrmachtu, Otto Havera. Przystojny Austriak, z zawodu fotograf, z przymusu oficer. Kobieta długo broniła się przed własnymi emocjami. Niemiec czy Austriak… to bądź co bądź wróg – okupant. Wszyscy przecież bardzo dobrze wiedzieli, jak zachowywali się oficerowie już od pierwszych tygodni zajęcia Warszawy. Panami miasta byli pijani żołnierze, którzy urządzając sobie wieczorne libacje wychodzili później na ulice grupami, wciągali ludzi do bram w biały dzień odbierając im portfele, zegarki, obrączki… Nie wspominając już o późniejszym terrorze… Ina bała się. Nie można jej się dziwić. Zauroczenie jest jednak silniejsze niż rzeczywistość. Kobieta zakochuje się w Haverze ze szczerą wzajemnością. Już nazajutrz Otto przesyła do garderoby gwiazdy bukiety kwiatów, a kiedy Benita gra na scenie, adorator potajemnie skrada się za kulisy skąd ją obserwuje z uwielbieniem. Była to relacja trudna i ciężko ją było ukryć.

Do ich romantycznego świata, rzeczywistość wkrada się z ogromnym impetem. Żołnierzom zaprzysiężonym w szeregach III Rzeszy nie wolno było przebywać w polskich teatrach. Propagandowa akcja okupanta, skierowana na wszelkie ośrodki kulturowe, jasno określa pod tym względem wszelkie nakazy i zakazy. Otto także jest ich świadomy.

Potajemnie spotyka się zatem z Benitą. Oboje wiedzą jak niebezpieczna jest to miłość. Z jednej strony, na represje narażony był Haver, który mógł być oskarżony o tzw. skalanie rasy aryjskiej poprzez związek ze Słowianką. Ina mogła zostać z kolei napiętnowana przez swoich rodaków. Na murach kamienic rozlepiano bowiem hasła: „Kobiety, które utrzymują z Niemcami stosunki towarzyskie, zawiadamia się, że są jeszcze wolne miejsce w domach publicznych.” Także sama Ina słyszała o kobietach, którym golono głowy bądź szykanowano publicznie za bliskie relacje z żołnierzami niemieckimi.

            Rok 1943 to ostateczne zakończenie kariery artystycznej Benity. Jej nazwisko już nie widnieje na żadnym z afiszy teatralnych, tym bardziej, iż Horwathowie, po osadzeniu na Pawiaku, dzielą wkrótce los więźniów rozstrzelanych w ruinach getta żydowskiego.

Przestraszona i przygnębiona aktorka, wyjeżdża z Haverem do Wiednia. Tam oficerowi udaje się załatwić Inie ukraińskie dokumenty, które ułatwiają przemieszczanie się w strefie objętej działaniami wojennymi. Dzięki temu także udaje jej się przyjechać do Warszawy na początku 1944 roku. Dlaczego zdecydowała się na powrót?

Okazało się, że Otto był żonaty i nie zdołał w Austrii tego ukryć. Najprawdopodobniej to zazdrosna żona w akcie zemsty, doniosła na Havera, iż ten ‘skalał rasę’. W rezultacie, oficera wysłano karnie na front wschodni, gdzie prawdopodobnie zginął. Ina zaś bez żadnego wsparcia, z ukraińskimi dokumentami, musiała wrócić do kraju. Jak dziś wiemy, decyzja ta była dla niej tragiczna w skutkach z kilku powodów…

Przede wszystkim rok 1944 był dla Warszawy datą jednego z największych dramatów miasta w całej jego historii. Po drugie, aktorka była już wtedy w ciąży. Po trzecie, jej nazwisko widniało w ewidencji gestapo i każda kontrola mogła doprowadzić do aresztowania.

Tak też się stało. Nie stopniały zimowe śniegi 1944 roku, kiedy to Benita zostaje aresztowana z tzw. rozkazu ‘imiennego’. Ktoś prawdopodobnie złożył donos, że przebywa w Warszawie.

W protokole kancelaryjnym Pawiaka widniał zarzut: „Rassenschande”, czyli skalanie czystości rasy germańskiej. Aresztowana: Ina Lipińska. Lat 32. Aktorka. Polka.

W więzieniu 8 kwietnia 1944 roku Ina rodzi na „Serbii” syna Tadeusza Michała. Dramatyczne warunki sanitarne i brak odpowiedniej opieki medycznej niosły za sobą ogromne ryzyko utraty dziecka jeszcze na Pawiaku, jednak kobieta robi wszystko, aby ocalić ich oboje. Nie zdradza jednak nigdy nazwiska ojca dziecka.

Mija kilka ciężkich miesięcy więziennego koszmaru, kiedy 31 lipca, tuż przed wybuchem powstania, Benita zostaje zwolniona z Pawiaka w gronie 50 kobiet i 150 mężczyzn, wśród chorych, innych matek z dziećmi oraz lekarzy.

Kobieta wraz z synkiem trafia na Stare Miasto, gdzie w pierwszych dniach patriotycznego zrywu stara się jakoś funkcjonować. Głód i przemęczenie pozbawiają ją pokarmu dla Tadeusza, więc Ina rozpaczliwie poszukuje dla niego mleka w całym mieście.

Euforia pierwszych dni powstania, biało-czerwone flagi w bramach kamienic, poruszenie wśród cywilów nie udziela się aktorce. Nikt też nie jest w stanie rozpoznać przedwojennej gwiazdy w wymęczonej kobiecie. Pamiętajmy, że Ina była naturalną szatynką, więc jej tleniona czupryna, o którą przecież nie mogła wtedy dbać, straciła swój dotychczasowy kolor. Tylko byli współpracownicy z estrady są w stanie rozpoznać koleżankę, co potwierdza wspomnienie Krystyny Marynowskiej: W czasie Powstania byłam w Śródmieściu. W schronie przy Wareckiej spotkałam tancerkę Fredę Kleszczównę. Powiedziała, że widziała się z Iną Benitą. Ina rozpaczała, że zgubiła dziecko. Zostawiła je pod opieką znajomej w bramie i poszła po mleko. Kiedy wróciła dziecka i opiekunki nie było. Prosiła: Freda, błagam! Pomóż mi go szukać. On jest podobny do Mickey Mouse, łatwo poznasz!”. Ostatecznie kobieta odnalazła i syna i jego tymczasową opiekunkę, która schroniła się przed ostrzałem w piwnicy jednej z kamienic.

Kiedy w połowie sierpnia Niemcy rozpoczynają morderczy atak na Stare Miasto, trzeba natychmiast uciekać. Starówka ewakuowała się kanałami, do których właz znajdował się na placu Krasińskich przy skrzyżowaniu z ulicą Długą. Tylko stamtąd można było przedostać się do Śródmieścia. Akcja rozpoczyna się 30 sierpnia, jednak na wejście do kanału należy mieć przepustkę, którą kobieta wreszcie zdobywa, ale i tak musi czekać z dzieckiem na swoją kolej. Żelazna zasada była jedna: to nie ludność cywilna, nie kobiety z dziećmi i nie starcy mieli pierwszeństwo podczas schodzenia w dół, tylko powstańcy. Dopiero kiedy wszyscy walczący zniknęli pod włazem, można było ewakuować resztę ludności. Szansa Iny nadeszła w pierwszych dniach września. Wtedy właśnie wraz z synem aktorka znika pod włazem kanału.

Choć każdy w przerażeniu starał się ratować siebie i bliskich, w kobiecie niektórzy rozpoznali dawną gwiazdę i dzięki temu możemy dziś teoretycznie założyć jakie były losy Iny Benity. Kanał był dość ciasny, a mułowaty szlam sięgał łydek. Niewyobrażalny fetor wnikał w nozdrza aplikując śmiercionośne opary. Maleńki Tadeusz nie miał szans. Jego wycieńczony głodem organizm pokonała trucizna unosząca się w powietrzu.

Ina wie już, że jej dziecko nie oddycha. Traci zmysły i szaleje z rozpaczy, potem zaczyna się histerycznie śmiać. Kiedy ewakuowani docierają do kanałów pod Krakowskim Przedmieściem, przewodnicy nakazują bezwzględną ciszę. Tam tunel jest węższy i Niemcy na powierzchni bez trudu ich usłyszą, zaczną strzelać, wrzucą granaty…

Podobno, aby uciszyć kobietę ktoś uderza ją w twarz, ale ona jakby była już gdzie indziej… Tuląc martwego synka, śpiewa w obłędzie przedwojenne szlagiery filmowe… Później już nikt jej nie widział…

Ucięcie relacji w tym momencie potęguje dramaturgię życia Iny Benity. Oczywiście, jak to zwykle bywa, na temat jej śmierci powstało wiele hipotez. Istnieje też wersja, że aktorka wydostała się z kanałów i wiodła po wojnie szczęśliwe życie w Austrii, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Najbardziej wiarygodna pozostaje tragiczna śmierć w warszawskich kanałach. Być może, w akcie desperacji i w obawie przed zdemaskowaniem korowodu, któryś z towarzyszy targnął się na życie kobiety, aby tylko przestała śpiewać…

Niektórzy twierdzą natomiast, że Ina wyszła z kanału razem z innymi na Starym Mieście, a tam zginęła w ruinach zbombardowanej kamienicy, w czym też może być zawarta poszlaka, ponieważ rejon ten był wówczas intensywnie już bombardowany przez niemieckie bombowce obracając zabytkowe kamienice Starego Miasta w ruinę, pod którymi ginęły dziesiątki cywilów. Jednak Stare Miasto upadło 2 września i po tym czasie było już pod pełną kontrolą Niemców. Z relacji Fredy Kleszczówny, którą przytoczyłam powyżej wynika, że Ina do Śródmieścia jakimś cudem jednak dotarła i to z dzieckiem. Tancerka pamiętała, że do spotkania podczas którego Benita prosiła ją o pomoc przy szukaniu dziecka doszło w pierwszych dniach września… Jednak w tak tragicznych okolicznościach ludzka pamięć bywa zawodna…

Jeśli zaś Ina, pomimo tragicznej utraty dziecka, podporządkowała się konieczności zachowania zimnej krwi w kanałach, musiałaby pokonać całą podziemną trasę liczącą blisko dwa kilometry, bowiem powstańcy ze Starówki ewakuowali się dalszą drogą do Śródmieścia podążając z Placu Krasińskich, idąc kanałami pod Miodową, Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem, by ostatecznie wyjść na powierzchnię przy skrzyżowaniu z ulicą Warecką. Taka przeprawa trwała kilkadziesiąt godzin.

Kanały na tej trasie były wypełnione ściekami i pracownicy wodociągów spuścili fekalia do innego kolektora dopiero wtedy kiedy z Komendy Głównej AK zapada decyzja o ewakuacji Starego Miasta. Nie dość, że sama przeprawa w takich warunkach była mordercza, ponieważ kanały były ciasne i ciemne (niektóre tunele nie miały więcej niż 120 cm wysokości), to na domiar złego kiedy Niemcy dowiedzieli się o przeprawach powstańczych tą drogą (czego początkowo nie spodziewali się, ponieważ wykorzystywanie kanałów jako szlaków komunikacyjnych na taką skalę było ewenementem w historii jakiejkolwiek okupacji), podjęli próby zablokowania tych podziemnych tras. Niszczyli kanały wrzucając weń granaty, świece dymne oraz rozrywające je wewnątrz tzw. „tajfuny”, czyli bezzałogowe tankietki, wypełnione ładunkiem wybuchowym.

Wątpliwym jest, aby Ina Benita – kobieta na skraju nerwowego załamania, która musiała zapewne porzucić ciało swego dziecka jeszcze w kanale bądź gdzieś na Starym Mieście (jeśli oczywiście wyszła na tym etapie trasy z kanału) przetrwała tę morderczą drogę. Przeszli ją ludzie silni, z ogromną wolą życia. W Inie wtedy, tej woli już nie było.

Po wojnie aktorka nie była poszukiwana przez PCK. Nie odbyła się żadna oficjalna akcja poszukiwawcza. Nie ustalano gdzie mogą znajdować się jej zwłoki. Ina Benita najpewniej podzieliła los setek tysięcy Warszawiaków, którzy tragicznie zginęli podczas powstania. Nigdzie w Warszawie nie ma symbolicznego grobu aktorki. Jedynie pamiątkowa tablica upamiętnia akcję ewakuacyjną na skrzyżowaniu placu Krasińskich z ulicą Długą wskazując nam miejsce, które może być symboliczne przy wspomnieniu wyjątkowej przedwojennej gwiazdy.

I tu nagle... w 2018 roku, obserwujemy ogromne poruszenie w sprawie Iny. Ukazuje się biografia aktorki pt. "Ina Benita. Za wcześnie na śmierć" autorstwa Piotra Gacka, której m.in. Stare Kino jest patronem medialnym. Już w tej publikacji, autor ustala, że Benita nie zginęła w kanałach, ale wydostała sie z nich wraz z synem. Dodatkowo na światło dzienne wypływają informacje zdobyte przez młodego dziennikarza Marka Telera. Zmieniają one w naszych oczach bieg wydarzeń. Autor opisał szczegółowo wnioski ze swoich badań w artykule "Tajemnica z Rhumspringe. Nieznane powojenne losy Iny Benity" na portalu Histmag.org

Olga Gaertner

 

Artykuł powstał w oparciu o źródło:

Piotr Gacek „Ina Benita .Legenda polskiego kina”- „Sukces” nr 8 / 2006 r.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież